
Na pewno pamiętacie moje narzekania na portugalskie truskawki. Że wielkie, że bez zapachu, że ich smak też pozostawia wiele do życzenia. Tak to już jest, jak ktoś przez prawie 3 lat mieszkał rzut beretem od truskawkowego zagłębia, jakim są Kaszuby, to mu byle co nie dogodzi. Niby te tutejsze truskawki mają pewne zalety - przede wszystkim wczesny i długi sezon, górują też mimo wszystko smakiem nad hiszpańskimi, jednak to ciągle nie jest to.
Nawet mój ukochany ekologicznym targ na niewiele się tu zdawał - truskawki były tu mniejsze i smaczniejsze niż w zwykłych sklepach, mimo wszystko jednak daleko im do ideału. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy w ubiegłą sobotę, podczas gdy szalałam z moim wózeczkiem na zakupy pomiędzy straganami ekologicznych warzyw i owoców, poczułam znienacka zapach ...poziomek.
Gdy zlokalizowałam źródło zapachu, okazało się, że to jednak niewielkie truskawki, a nie poziomki (poziomek w sprzedaży nie widziałam przenigdy!!). Cena była dość wygórowana, ale aromat tak mnie prześladował, że zaryzykowałam 2 nieduże kobiałki. Sprzedawczyni powiedziała mi, że to dość rzadka w Portugalii odmiana. Muszę przyznać, że nigdy nie jadłam tutaj takich smacznych i pachnących truskawek!! W przyszłym tygodniu muszę koniecznie przeprowadzić dochodzenie w sprawie nazwy tego gatunku.
Pierwsza kobiałka bez zbędnych wstępów została przez nas zjedzona zaraz po przyniesieniu do domu. Z drugą jednak postanowiłam zrobić coś ambitniejszego niż pozbawienie truskawek szypułek. ;) Grzechem byłoby poddawać tak pyszne owoce obróbce termicznej, padło więc na ciasto bez pieczenia, jak najbardziej zresztą odpowiednie przy obecnej pogodzie.
Staję się już chyba trochę nudna z tym moim truskawkowo-ajerkoniakowym połączeniem, ale cóż robić - ja po prostu za nim przepadam. Był więc tort na zimno, lekki i bardzo wakacyjny. Masa ma w sobie mnóstwo jogurtu, ale puszystości dodaje jej nieco bitej śmietany. Jedna warstwa jest z dodatkiem sporego haustu ajerkoniaku, a druga wzbogacona o zmiksowane truskawki. Te ostatnie w sporej ilości ozdabiają tort jeszcze z wierzchu. Wypróbujcie póki jeszcze jest sezon na truskawki (ja od pewnego czasu nie mam całkowitej pewności kiedy się on w Polsce zaczyna i kończy, pamięć mnie już zawodzi, bo polskich truskawek nie jadłam niestety z 10 lat; orientuję się więc tylko po pysznych owocowych propozycjach na innych blogach ;)).
Jogurtowy tort truskawkowy z ajerkoniakiem
Masa:
200ml crème fraîche lub gęstej kwaśnej śmietany
1kg jogurtu naturalnego
150g cukru
1 op. cukru waniliowego
400ml śmietanki kremówki 35%
10 listków żelatyny
150g truskawek
100ml ajerkoniaku
Spód:
150g herbatników
50g roztopionego masła
Przybranie:
ok.300-350g truskawek
1op. czerwonego tortenguss lub galaretka truskawkowa, przygotowane w/g zaleceń na opakowaniu
Crème fraîche i jogurty mieszamy trzepaczką do piany z cukrem i cukrem waniliowym. Płatki żelatyny moczymy w zimnej wodzie aż zmiękną, odsączamy i zalewamy 5 łyżkami wrzącej wody, dokładnie mieszając aż do rozpuszczenia. Mieszając masę energicznie trzepaczką, dodajemy jeszcze ciepłą żelatynę, wlewając ją cienkim strumieniem. Ubijamy na sztywno kremówkę i ostrożnie ją dodajemy, lekko mieszając. Masę dzielimy na pół. Do jednej części dodajemy zmiksowane w blenderze 150g truskawek, a do drugiej ajerkoniak. Masę truskawkową wstawiamy do lodówki, ajerkoniakową pozostawiamy na razie w temperaturze pokojowej.
Miksujemy herbatniki na pył w malakserze, dodajemy rozpuszczone masło i dobrze mieszamy. Masę herbatnikową wykładamy na spód tortu, tak aby nieco zachodziła na boki (ja wykładam ją od razu na talerz lub paterę, na której będę ciasto podawać, a na niej ustawiam obręcz do tortów; konieczna jest obręcz dobrze przylegająca do spodu, jeśli takiej nie mamy lepiej zrobić tort w zwykłej szczelnej tortownicy). Wygodnie jest herbatniki lekko poubijać płaskim dnem szklanki, wtedy powierzchnia ich się ładnie wyrówna, a rancik na bokach zrobi się niemalże automatycznie.
Wstawiam herbatnikowy spód do lodówki. Gdy masa truskawkowa nieco stężeje (to ważne żeby była dość gęsta, nie wylewajcie zupełnie płynnej, bo mogą być "przecieki") wylewam ją na herbatniki i ponownie wstawiam do lodówki. Gdy będzie zupełnie sztywna wykładam na nią masę ajerkoniakową i znowu cały tort ląduje w zimnym miejscu. Gdy z kolei górna warstwa stężeje (najlepiej zostawić tort na całą noc w lodówce), układam na niej pokrojone w plasterki truskawki i zalewam tortenguss lub galaretką.
Inne moje słodkości z truskawkami:

Masa:
200ml crème fraîche lub gęstej kwaśnej śmietany
1kg jogurtu naturalnego
150g cukru
1 op. cukru waniliowego
400ml śmietanki kremówki 35%
10 listków żelatyny
150g truskawek
100ml ajerkoniaku
Spód:
150g herbatników
50g roztopionego masła
Przybranie:
ok.300-350g truskawek
1op. czerwonego tortenguss lub galaretka truskawkowa, przygotowane w/g zaleceń na opakowaniu
Crème fraîche i jogurty mieszamy trzepaczką do piany z cukrem i cukrem waniliowym. Płatki żelatyny moczymy w zimnej wodzie aż zmiękną, odsączamy i zalewamy 5 łyżkami wrzącej wody, dokładnie mieszając aż do rozpuszczenia. Mieszając masę energicznie trzepaczką, dodajemy jeszcze ciepłą żelatynę, wlewając ją cienkim strumieniem. Ubijamy na sztywno kremówkę i ostrożnie ją dodajemy, lekko mieszając. Masę dzielimy na pół. Do jednej części dodajemy zmiksowane w blenderze 150g truskawek, a do drugiej ajerkoniak. Masę truskawkową wstawiamy do lodówki, ajerkoniakową pozostawiamy na razie w temperaturze pokojowej.
Miksujemy herbatniki na pył w malakserze, dodajemy rozpuszczone masło i dobrze mieszamy. Masę herbatnikową wykładamy na spód tortu, tak aby nieco zachodziła na boki (ja wykładam ją od razu na talerz lub paterę, na której będę ciasto podawać, a na niej ustawiam obręcz do tortów; konieczna jest obręcz dobrze przylegająca do spodu, jeśli takiej nie mamy lepiej zrobić tort w zwykłej szczelnej tortownicy). Wygodnie jest herbatniki lekko poubijać płaskim dnem szklanki, wtedy powierzchnia ich się ładnie wyrówna, a rancik na bokach zrobi się niemalże automatycznie.
Wstawiam herbatnikowy spód do lodówki. Gdy masa truskawkowa nieco stężeje (to ważne żeby była dość gęsta, nie wylewajcie zupełnie płynnej, bo mogą być "przecieki") wylewam ją na herbatniki i ponownie wstawiam do lodówki. Gdy będzie zupełnie sztywna wykładam na nią masę ajerkoniakową i znowu cały tort ląduje w zimnym miejscu. Gdy z kolei górna warstwa stężeje (najlepiej zostawić tort na całą noc w lodówce), układam na niej pokrojone w plasterki truskawki i zalewam tortenguss lub galaretką.
Inne moje słodkości z truskawkami:





25 comments: