wtorek, lipca 21, 2009

Jogurtowy tort truskawkowy z ajerkoniakiem


Na pewno pamiętacie moje narzekania na portugalskie truskawki. Że wielkie, że bez zapachu, że ich smak też pozostawia wiele do życzenia. Tak to już jest, jak ktoś przez prawie 3 lat mieszkał rzut beretem od truskawkowego zagłębia, jakim są Kaszuby, to mu byle co nie dogodzi. Niby te tutejsze truskawki mają pewne zalety - przede wszystkim wczesny i długi sezon, górują też mimo wszystko smakiem nad hiszpańskimi, jednak to ciągle nie jest to.

Nawet mój ukochany ekologicznym targ na niewiele się tu zdawał - truskawki były tu mniejsze i smaczniejsze niż w zwykłych sklepach, mimo wszystko jednak daleko im do ideału. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy w ubiegłą sobotę, podczas gdy szalałam z moim wózeczkiem na zakupy pomiędzy straganami ekologicznych warzyw i owoców, poczułam znienacka zapach ...
poziomek.

Gdy zlokalizowałam źródło zapachu, okazało się, że to jednak niewielkie truskawki, a nie poziomki (poziomek w sprzedaży nie widziałam przenigdy!!). Cena była dość wygórowana, ale aromat tak mnie prześladował, że zaryzykowałam 2 nieduże kobiałki. Sprzedawczyni powiedziała mi, że to dość rzadka w Portugalii odmiana. Muszę przyznać, że nigdy nie jadłam tutaj takich smacznych i pachnących truskawek!! W przyszłym tygodniu muszę koniecznie przeprowadzić dochodzenie w sprawie nazwy tego gatunku.

Pierwsza kobiałka bez zbędnych wstępów została przez nas zjedzona zaraz po przyniesieniu do domu. Z drugą jednak postanowiłam zrobić coś ambitniejszego niż pozbawienie truskawek szypułek. ;) Grzechem byłoby poddawać tak pyszne owoce obróbce termicznej, padło więc na ciasto bez pieczenia, jak najbardziej zresztą odpowiednie przy obecnej pogodzie.

Staję się już chyba trochę nudna z tym moim truskawkowo-ajerkoniakowym połączeniem, ale cóż robić - ja po prostu za nim przepadam. Był więc tort na zimno, lekki i bardzo wakacyjny. Masa ma w sobie mnóstwo jogurtu, ale puszystości dodaje jej nieco bitej śmietany. Jedna warstwa jest z dodatkiem sporego haustu ajerkoniaku, a druga wzbogacona o zmiksowane truskawki. Te ostatnie w sporej ilości ozdabiają tort jeszcze z wierzchu. Wypróbujcie póki jeszcze jest sezon na truskawki (ja od pewnego czasu nie mam całkowitej pewności kiedy się on w Polsce zaczyna i kończy, pamięć mnie już zawodzi, bo polskich truskawek nie jadłam niestety z 10 lat; orientuję się więc tylko po pysznych owocowych propozycjach na innych blogach ;)).


Jogurtowy tort truskawkowy z ajerkoniakiem

Masa:
200ml crème fraîche lub gęstej kwaśnej śmietany
1kg jogurtu naturalnego
150g cukru
1 op. cukru waniliowego
400ml śmietanki kremówki 35%
10 listków żelatyny

150g truskawek
100ml ajerkoniaku

Spód:
150g herbatników
50g roztopionego masła

Przybranie:
ok.300-350g truskawek
1op. czerwonego tortenguss lub galaretka truskawkowa, przygotowane w/g zaleceń na opakowaniu

Crème fraîche i jogurty mieszamy trzepaczką do piany z cukrem i cukrem waniliowym. Płatki żelatyny moczymy w zimnej wodzie aż zmiękną, odsączamy i zalewamy 5 łyżkami wrzącej wody, dokładnie mieszając aż do rozpuszczenia. Mieszając masę energicznie trzepaczką, dodajemy jeszcze ciepłą żelatynę, wlewając ją cienkim strumieniem. Ubijamy na sztywno kremówkę i ostrożnie ją dodajemy, lekko mieszając. Masę dzielimy na pół. Do jednej części dodajemy zmiksowane w blenderze 150g truskawek, a do drugiej ajerkoniak. Masę truskawkową wstawiamy do lodówki, ajerkoniakową pozostawiamy na razie w temperaturze pokojowej.

Miksujemy herbatniki na pył w malakserze, dodajemy rozpuszczone masło i dobrze mieszamy. Masę herbatnikową wykładamy na spód tortu, tak aby nieco zachodziła na boki (ja wykładam ją od razu na talerz lub paterę, na której będę ciasto podawać, a na niej ustawiam obręcz do tortów; konieczna jest obręcz dobrze przylegająca do spodu, jeśli takiej nie mamy lepiej zrobić tort w zwykłej szczelnej tortownicy). Wygodnie jest herbatniki lekko poubijać płaskim dnem szklanki, wtedy powierzchnia ich się ładnie wyrówna, a rancik na bokach zrobi się niemalże automatycznie.

Wstawiam herbatnikowy spód do lodówki. Gdy masa truskawkowa nieco stężeje (to ważne żeby była dość gęsta, nie wylewajcie zupełnie płynnej, bo mogą być "przecieki") wylewam ją na herbatniki i ponownie wstawiam do lodówki. Gdy będzie zupełnie sztywna wykładam na nią masę ajerkoniakową i znowu cały tort ląduje w zimnym miejscu. Gdy z kolei górna warstwa stężeje (najlepiej zostawić tort na całą noc w lodówce), układam na niej pokrojone w plasterki truskawki i zalewam tortenguss lub galaretką.



Inne moje słodkości z truskawkami:




27 komentarzy:

  1. jeszcze sa, jeszcze sa :) o truskawkach mowa :) ja tez niedopieszczona w tym wzgledzie bacznie sledze trojmiejskie stragany, jak dla mnie pelnia szczescia bo i truskawki i czeresnie, jedne i drugie mimo podlej aury calkiem, calkiem ...
    a nawet jadlam przedwczoraj truskawki z zarosnietej i nieczynnej grzedy nad jeziorem Gowidlinskim ;)
    Twoj tort musi byc pysznosciowy, uwielbiam takie zimne desery :)
    pozdrawiam znad Baltyku i znad jeziora Gowidlinskiego jednoczesnie :)
    ps.
    czekolada pomaranczowa wyparowala :( sa wszystkie inne z tej serii czyli nie byla to majowa fatamorgana :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. to ja usunelam komentarz bo mi sie podwojnie kliklo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim-przepiekne fotki!!!!! a poza tym przepis rewelacyjny,fajne kolorki i konsystencja :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluje sukcesu na targowym polowaniu! Truskaweczki-poziomeczki prezentują się bardzo godnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny tort i bardzo atrakcyjny przepis; chyba dobra alternatywa dla cięższych kremów z dodatkiem mascarpone? No i zdjęcia baaaardzo apetyczne.

    A truskawki są jeszcze, choć już w mniejszych opakowaniach, takie bardziej dorodne i droższe. Podobał mi się bazar wczoraj, bo obok siebie zobaczyłam morele, truskawki, wiśnie, czereśnie, jagody, porzeczki i agrest. Lubię tę porę :)

    Pozdrawiam z rześkiej Warszawy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zdjęcia jak zawsze wspaniałe. Mam pytanie: jaki aparat posiadasz? I czy mogłabyś mi powiedzieć jak wychodzą Ci tak barwne i piękne zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
  8. Tort fantastyczny a zapach truskawek faktycznie pachna poziomkami przez te Twoje fantastyczne zdjecia ... tez tesknie za poziomkami :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszko, moze ta odmiana to cos jak francuska 'Mara des bois'? Ona ma bowiem lekko poziomkowy smak i zapach i jest nieco mniejsza od spotykanych na straganach truskawek.
    Tort wyglada wspaniale i przyznaje, ze z lekka zazdroscia na niego spogladam ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. i przypomniałaś mi o poziomkach no! kocham e malutkie, czerwone owoce a tak dawno ich nie miałam w ustach

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko wlasnie to lubie w Twoich opowiesciach – fakty, codziennosc i zycie. I sposob w jaki potrafisz to wszystko ujac. Bez zbednej paplaniny, lania wody czy odnoszenia sie do mgliscie okreslonych uczuc. Strasznie milo sie Ciebie czyta i przez chwile zobaczylam ten targ i tuskawko-poziomki w swojej wyobrazni :)Zdjecia zawsze masz sliczne. Pozostaje mi Cie seredcznie usciskac i pozdrowic :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwsza fotka jest fenomenalna, aż musiałam poszukać truskawek i znalazłam, nadal w smaku były pyszne i taakie duże, ciekawe gdzie one rosły :). Ciasto pewnie jest pyszne, więc trzeba spróbować zrobić.

    Sonieczka

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja się pochwalę, że u mnie truskawki wcale nie są gorsze niż te w Polsce, no może tylko troszeczkę...chyba, że i mnie pamięć zawodzi ;-)

    Jak zawsze pięknie tu u Ciebie i kolorowo, aż napatrzeć się nie można ;-) Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  14. Agusiu, wspaniały blog, piękne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  15. Leloop, ja od lat już nie byłam w PL w sezonie truskawkom, stąd te moje narzekania. A Ty nadrabiaj na zapas. No i zazdroszczę jez.Gowidlińskiego, nie minęłaś się tam w zeszłym tygodniu z moim synem? ;) Co do tej "wyparowanej" czekolady to mnie to mocno nie dziwi, wszystko do czego ja zapałam jakimś szczególnym entuzjazmem znika z rynku. Pocieszajmy się, że widać mamy taki wysublimowany gust. Pozdrawiam Cię serdecznie (daj koniecznie znać co słychać).

    Gosi@, miło mi że Ci się podoba. pozdrawiam serdecznie.

    Agato, i godnie smakują. ;) Przypomniałam sobie, że w tą sobotę pracuję i ich nie dopadnę tym razem. Wrrrr....

    An-no, też uwielbiam takie kolorowe owocowe zestawienia na bazarze. U nas tu już bardziej w kierunku fig, brzoskwiń, nektarynek i śliwek się przesuwamy, ale jeszcze gdzieniegdzie czereśnie i zabłąkane truskawki jak widać się trafią. Ach i nie katuj mnie agrestem, agrestu nie jadłam z 10 lat... a jak mieszkałam w Gdańsku to , o zgrozo, go nie lubiłam za bardzo. Pozdrawiam serdecznie.

    Sanguine, dziękuję za miłe słowa. Aparat to lustrzanka Nikona D80, ale to chyba mniej ważne - najważniejsze to dobre światło. Dlatego nigdy nie ma u mnie kolacyjnych dań na blogu, bo nienawidzę fotografować w sztucznym świetle, a specjalnego oświetlenia nie mam. Grunt to ładne dzienne rozproszone światło.

    Joanno D.C., łączę się z Tobą w bolesnej tęsknocie za poziomkami. Chociaż właściwie to kłamczucha ze mnie, bo ja mam w ogródku taką poziomkową doniczkę, no i od czasu do czasu dzielimy mizerną dziecinną garsteczkę na 3 osoby. ;)

    Beo, wiesz, że to jest możliwe. Nawet mi to przemknęło przez głowę. Ja o tej odmianie sporo czytałam na rożnych stronach ogrodniczych (nawet nasion szukałam, ale nie udało mi się zdobyć), no ale nigdy tych truskawek nie jadłam, więc dopóki się nie dopytam to nie będę wiedzieć. czy Mara des Bois ma wielkość truskawki, czy raczej poziomki?

    Aga-aa, taka, tak, poziomki to chyba najpyszniejszy owoc na świecie, tym lepszy się wydaje im trudniejszy do niego mamy dostęp. ;)

    Zawszepolko, wiesz, napisałaś mi coś tak sympatycznego, że nie wiem doprawdy, co odpowiedzieć na Twój komentarz. Ogromnie mi się zrobiło miło, że tak odbierasz te moje wpisy. Zwłaszcza fragment o braku "odnoszenia się do mgliście określonych uczuć" sprawił mi wielką przyjemność, bo tego staram się unikać jak ognia (poskąpiła mi Bozia talentu poetyckiego, to się w te rewiry nie zapędzam ;)). Przesyłam Ci mnóstwo uścisków i serdeczności.

    Sonieczko, miło mi bardzo, że portugalska truskawka skusiła do polowania na polskie owoce. Do wypróbowania ciasta serdecznie zachęcam.

    Karolciu, to bardzo "zazdraszczam" tych samcznych truskawek z drugiej półkuli. Śmieszne, że "pamięć smaku" jest bardzo ulotna, ale jeszcze częściej to płata nam figle.:)
    Ja mam teorię, że truskawki to chyba jednak nie lubią jak im za ciepło, albo tak jak porzeczki (o czym nie miałam dotąd pojęcia) lubią w zimie trochę pomarznąć. Dziękuję za przemiły komentarz. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Marghe, (czy to może moja znajoma Marghe z forum CinCin?) witam Cię u mnie serdecznie i dziękuję za miły komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak Agnieszko, ma wielkosc truskawki, aczkolwiek jej owoce nie sa bardzo duze; jednak stanowcza sa wielkosci truskawki, nie poziomki. Mialam je 2 lata temu na balkonie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nigdy nie byłam specjalną wielbicielką truskawek i nawet choć sezon krótki, skracałam go jeszcze bardziej, bo mi się szybko nudziły, ale poziomki lub truskawki z poziomkowym aromatem, to ja jak najbardziej, tak samo jak dodatek ajerkoniaku...:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Chciałabym mieć twoją książkę z twoimi zdjęciami Agnieszko,cudne są

    OdpowiedzUsuń
  20. genialnie!! kolejny super blog z przepisami. świetne przepisy, świetne zdjęcia. będę zaglądać regularnie :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Cala przyjemnosc po mojej stronie Agnieszko :)) Ponoc znana jestem z teg, ze pisze co mi na sercu lezy. Sciskam Cie mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Sanguine, polecam się na przyszłość. ;)

    Beo, dziękuję za odpowiedź. Ja się boję, że w tym roku to był ten jeden jedyny raz z tymi niezwykłymi truskawkami. W tym tygodniu pracowałam całą sobotę i z pójścia na mój rynek były nici, a następne 2 tygodnie nie ma mnie w Porto. A później to już niestety na pewno będzie po sezonie... :(

    Eweno, naprawdę nie lubisz zwykłych truskawek? To z Ciebie prawdziwy ewenement. :) Ale wierzę, że te być polubiła, zwłaszcza z porządną dawką ajerkoniaku. ;)

    Margot, dzięki serdeczne za takie miłe słowa. :)

    MirEmbe, witam Cię serdecznie w moim netowym kąciku i zapraszam jak najczęściej. Dziękuję za miłe słowa o blogu i pozdrawiam.

    Polko, w takim razie jeszcze bardziej doceniam komplement. :) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Czasami uda mi się znaleźć trochę czasu na to, żeby przynajmniej pozachwycać się wszystkimi tutaj wspaniałościami. Jutro jednak postanowiłam zrobić sobie tego torcika, znalazłam nawet jakieś pozostałości truskawek. Mam tylko problem z przeliczeniem listków żelatyny na łyżeczki. Czy 1 listek odpowiada 1 łyżeczce?

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziękuję za miłe słowa.:) Co do żelatyny z mojego doświadczenia jest to nieco mniej niż łyżeczka na listek. Zamiast 10 listków dałabym tak z 8 i 1/2 płaskich łyżeczek.

    OdpowiedzUsuń

  25. Torcik wygląda bardzo apetycznie - serdeczne pozdrowienia z Kaszub, zagłębia pysznych truskawek -:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halino, ja chyba już niemal nie pamiętam smaku cudownych kaszubskich truskawek. ;) Najlepszych na świecie. Jadłam je ostatnio chyba z 15 lat temu. Cieszę się, że torcik się podoba i również serdecznie pozdrawiam.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.