Mój mąż od jakiegoś czasu lata sobie raz w miesiącu na Azory, a konkretnie na największą wyspę archipelagu São Miguel. Nie są to niestety czysto turystyczne wyprawy, ale zawsze udaje mu się przywieźć trochę zdjęć i jakieś drobiazgi dla nas. Często gęsto te ostatnie są kulinarne, bo wyspy słyną w kontynentalnej Portugalii z doskonałej jakości produktów.Mieszkańcy tych jednych z najbardziej odciętych od świata wysp, od pokoleń kultywują legendę, że są one jedyną pozostałością po legendarnej Atlantydzie. Co jest ciekawego na Azorach? To z pewnością raj dla wielbicieli natury w całej jej trawiastej zieloności. Zagubiony na środku Atlantyku archipelag ma chyba najbardziej morski i łagodny klimat, jaki można sobie wyobrazić. To powoduje, że przez cały rok wulkaniczne wzgórza i doliny aż kipią od obłędnie soczystej zieleni. Amplituda temperatur w ciągu roku wynosi 10ºC (mniej więcej tak między 15 a 25ºC). Warunki atmosferyczne zmieniają się z minuty na minutę i zaraz po gnanych oceanicznymi wichrami chmurach pokazuje się słońce, by ustąpić następnie miejsca mgle, a potem przelotnemu deszczowi i tak w kółko.
Latarnia morska w Ponta da Ferraria. Widok z brzegu wulkanu na dolinę Lagoa Azul. Port rybacki w Capelas. Na trawiastych zboczach pasą się miliony krów, a łąki ogrodzone są - zamiast płotami - krzakami hortensji, kwitnącymi przez sporą część roku. Jeśli krowy - to oczywiście najlepsze w Portugalii mleko, masło i przepyszne sery (ceniony jest zwłaszcza queijo São Jorge). Na Azorach są nawet (jedyne w Europie ;) ) plantacje herbaty i plantacje przepysznych azoriańskich ananasów. I ja dzisiejszy wpis zamierzam głównie poświęcić tym ostatnim.
Powulkaniczny krajobraz Azorów. Przylądek Ponta de Escalvado. Jeziora w wygasłych wulkanach: Furnas i Santiago.Gdy przyjechałam do Portugalii ananasy były moim odkryciem. Smakowały zupełnie inaczej niż to, co kupowałam pod tą samą nazwą we wczesnym polskim kapitalizmie. Były cudownie soczyste, słodkie, a przede wszystkim pachnące. I jak się okazuje, zgodnie z radami tubylców, to po zapachu właśnie można poznać w sklepie dojrzały owoc. Zresztą portugalskie słowo abacaxi, oznaczające jeden z gatunków ananasa (mocno wydłużony i bardzo słodki), pochodzi z języka tupi (to dawny język Indian zamieszkujących tereny dzisiejszej Brazylii, używany też przez jezuickich misjonarzy i portugalskich kolonizatorów) i znaczy "pachnący owoc". W języku portugalskim oprócz abacaxi funkcjonuje też zwyczajny ananás. Jest to zwykle owoc rzadziej spotykanego gatunku albo mniejszy i nieco mniej słodki niż abacaxi.
Ananas pochodzi z Nowego Świata, a konkretnie z tropikalnej i subtropikalnej Ameryki Łacińskiej. Portugalczycy przyznają sobie zresztą honor jego odkrycia dla świata i to oni nazwali go ponoć "królem owoców" (tak przynajmniej twierdzą portugalskie źródła ;) ), ze względu na koronę z liści, którą jako jedyny owoc posiada. Na Azorach uprawia się ananasy odmiany Cayenne już od XVII wieku. Są sporo mniejsze niż gatunki tropikalne, ich korona też jest malutka, a skórka ma intensywnie pomarańczową barwę. W smaku są słodko-kwaśne i bardzo, ale to bardzo aromatyczne. Swoim zapachem biją na głowę nawet wyjątkowo smaczną brazylijską odmianę Pernambuco.
Maciej przywiózł nam tym razem ze swoich wojaży pięknie zapakowane w eleganckie, idywidualne, czarne kartony ananasy z wyspy São Miguel, nazywane przez hodowcę King. Ja zawsze wychodzę z założenia, że gdy jakiś produkt jest doskonałej jakości naprawdę nie należy zbyt intensywnie go kulinarnie "obrabiać", bo łatwo "przedobrzyć". I tym razem postanowiłam ananasa z Atlantydy podać bardzo prosto - pokrojonego w plastry i lekko natartego pastą ze świeżych liści mięty, melisy cytrynowej, odrobiny cukru i cytryny. Zielone listki młodych ziół świetnie wydobywają słodko-kwaśny smak ananasa, absolutnie jednak nad nim nie dominując. Ten znakomity sposób podpatrzyłam, nieco go modyfikując, na blogu Ani Strawberries from Poland. Ani dziękuję za świetny anansowy pomysł, a wszystkich czytelników zapraszam do wypróbowania go, gdy tylko wejdą w posiadanie pysznego dojrzałego ananasa.
Ananas z pastą z zielonych listków
1 świeży dojrzały ananas, obrany ze skórki i pokrojony w plastry
Pasta:
spora garść świeżych liści mięty i melisy cytynowej, drobno posiekanych
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka skórki startej z cytryny
1 łyżka soku świeżo wyciśniętego z cytryny
Ucieramy w moździeżu składniki pasty. Plastry ananasa nacieramy z jednej strony pastą i układamy w wieżę (można je też to prostu polac zieloną pastą). Wstawiamy do lodówki do oziębienia i przemacerowania. Podajemy ozdobione listkami mięty lub melisy i skórką cytrynową.
1 świeży dojrzały ananas, obrany ze skórki i pokrojony w plastry
Pasta:
spora garść świeżych liści mięty i melisy cytynowej, drobno posiekanych
2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka skórki startej z cytryny
1 łyżka soku świeżo wyciśniętego z cytryny
Ucieramy w moździeżu składniki pasty. Plastry ananasa nacieramy z jednej strony pastą i układamy w wieżę (można je też to prostu polac zieloną pastą). Wstawiamy do lodówki do oziębienia i przemacerowania. Podajemy ozdobione listkami mięty lub melisy i skórką cytrynową.




31 comments: