środa, czerwca 17, 2009

Egzotyczne "finansjerki"


Jak stali czytelnicy tego bloga pewnie już doskonale wiedzą, jestem maniakalną wielbicielką ciasteczek o francuskiej nazwie financiers, które na Antypodach częściej są znane pod mianem friands. Karolcia z bloga "For the body and soul" wymyśliła zabawne polskie tłumaczenie francuskiego słowa, nazwała bowiem te ciasteczka finansjerkami i ja tę nazwę gorąco wszytkim polecam. Bardzo jest sympatyczne to polskie miano, prawda?

Ciastka te mają dwie szczególne cechy: używa się do nich wyłącznie białek (żółtka zużywając np. do crème brûlée) i stosuje się sklarowane i lekko przyrumienione masło, o pieknej francuskiej nazwie beurre noisette (czyli masło orzechowe, bo takiego aromatu rzeczywiście po delikatnej obróbce cieplnej nabiera). Ja poszłam dzisiaj trochę na skróty i z lenistwa zastosowałam, pochodzące z kuchni indyjskiej, również klarowane gotowe masło o nazwie ghee. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że aromat też ma znakomity, a bardzo mi pasowało do egzotycznych smaków tych moich finansjerek.


Robiłam już finansjerki klasyczne z migdałami, mieliłam do nich też orzechy laskowe i pistacje, właściwie nada się każdy rodzaj orzechów, który wpadnie nam w ręce. ;) Dzisiaj wpadłam na pomysł wykorzystania orzecha większego kalibru. Postanowiłam zrobić tropikalne finansjerki z wiórkami kokosowymi. Żeby ciepłym klimatom stało się zadość kokosowi towarzyszą ananasy i nektarynki, no i wspomniane powyżej masło ghee.

Mam zresztą wymówkę do pieczenia kolejnych finansjerek - coś z tymi ananasami z Azorów trzeba w końcu zrobić, a nie tylko pożerać je niemalże prosto z krzaka. Powiecie - a kto się ostatnio zapierał (nie dalej jak w poprzednim wpisie), że nic mu więcej do szczęścia nie potrzeba niż zwykły, świeży, dojrzały ananas, nie poddany żadnej obróbce? No niby nie potrzeba, ale jednak trochę nudno... ;)


Kokosowe finansjerki z ananasami i nektarynkami

20 ciasteczek w maleńkich foremkach od mufinek o średnicy 5 cm

110 g wiórków kokosowych

100 g jasnego brązowego cukru

50 g białego cukru

szczypta soli
80 g mąki
140 g białek jaj (u mnie to były 4 białka)

130 g masła ghee roztopionego i ciepłego (można użyć sklarowanego masła)
2 plastry świeżego ananasa i 1 nektarynka
pokrojone w kawałki

Nagrzać piekarnik do 190ºC.
Wiórki kokosowe, cukry, sól i mąkę wymieszać trzepaczką do piany (rozetrzeć w palcach grudki brązowego cukru, jeśli na takie natrafimy). Białka leciuteńko ubić (tylko do minimalnego spienienia). Do białek wsypać mieszankę mączno-kokosową, dobrze wymieszać. Dodać roztopione masło i ponownie wymieszać. Gałkownicą do lodów nakładać masę do przygotowanych małych foremek mufinkowych do 2/3 wysokości. W każde ciasteczko wciskać po kawałku ananasa i nektarynki. Piec przez 25min, aż wierzch się zazłoci.

poniedziałek, czerwca 01, 2009

Niedzielne kurczę pieczone z tymiankiem i cytrusami


Wiem, że w niektórych polskich domach niedziela jest dniem rosołu, u Anglosasów zaś na ten dzień tradycyjnie szykuje się wołową pieczeń. W naszym domu przynajmniej raz w miesiącu jest to dzień pieczonego kurczaka. Dlaczego raz w miesiącu? Otóż ja właśnie z tą częstotliwością spędzam cały weekend w pracy, a dokładnie to sobotę od świtu do zmierzchu i niedzielny poranek. Jak wracam do domu koło południa to ostatnią rzeczą, na którą mam ochotę, jest przemęczanie się w kuchni. Marzę raczej o kanapie lub leżaku, dobrej książce i totalnym leniuchowaniu. I od jakiegoś czasu udaje mi się zrealizować ten niezbyt szczytny cel, jednocześnie zaspokajając apetyty czekających na mnie z wytęsknieniem głodomorów (nie jestem pewna tylko czy to tęsknota za mną, czy za domowym, niedzielnym obiadkiem). Nie ma chyba niczego tak nieabsorbującego kulinarnie jak pieczenie kurczaka. Nacieramy, posypujemy przyprawami i siup do piekarnika, często jeszcze razem z ziemniakami czy warzywami. Potem tylko dorabiamy jakąś sałatę i minimalnym nakładem pracy mamy gotowy niedzielny obiad.

Oczywiście jak to u mnie - nawet jeśli bywa jedynie raz w miesiącu - kurczę pieczone nie może być wciąż tak samo przygotowane. Dzisiejszy przepis jest z tymiankiem i soczystymi cytrusami. Te ostatnie dodają drobiowi soczystości i sympatycznego aromatu. Najchętniej używam do pieczenia kurczaka rozciętego i rozpłaszczonego - wyjątkowo szybko i ładnie rumieni się on w piekarniku. U mnie sprzedawane są kurczaki rozcięte wzdłuż mostka, ale wiem że w wielu krajach (Włochy, Francja, USA) rozcina się je wzdłuż kręgosłupa. Tak czy siak, wokół takiego spłaszczonego kurczaka ciepło lepiej cyrkuluje i szybciej się on piecze. Zapraszam więc na niekłopotliwy, za to całkiem treściwie wyglądający niedzielny obiad. :)


Tymiankowy kurczak z cytrusami

1 kurczak (ok. 1,5 kg) przecięty wzdłuż mostka lub kręgosłupa i rozpłaszczony
kilka gałązek świeżego tymianku cytrynowego (lub 1 łyżka suszonego)
1 pomarańcza
1 cytryna
1 mandarynka
świeżo zmielony pieprz i sól morska
oliwa extra virgin w spray'u

Nagrzewamy piekarnik do 200ºC . Kurczaka osuszamy papierowym ręcznikiem. Spryskujemy lekko spray'em z oliwą z obu stron, nacieramy solą, pieprzem i tymiankiem. Układamy na ruszcie od brytfanny przeciętą stroną do dołu, wstawiamy razem z brytfanną do piekarnika i pieczemy przez ok. 30 min, na ostatnie 10 min włączamy grill lub rumienienie. W międzyczasie kroimy cytrusy na połówki, wyciskamy z nich sok, zachowując skórki (można je pokroić na ćwiartki). Wyjmujemy brytfannę z pieca. Na jej spód wlewamy wyciśnięty sok i rozkładamy skórki z cytrusów. Kładziemy na nie kurczaka (już nie na ruszcie, ale bezpośrednio na dnie brytfanki), przekrojoną stroną do góry i pieczemy pod grillem jeszcze z 30 min, aż będzie rumiany, a z nakłutej najgrubszej części udka będzie wypływał przezroczysty sok. Jeśli używacie nie rozciętego kurczaka to czas pieczenia może być dłuższy.



Moje inne przepisy z kurczakiem: