środa, maja 20, 2009

Mizuna czyli moje japońskie zielsko

Moi wierni czytelnicy wiedzą z pewnością, że mam totalnego hopla na punkcie egzotycznych produktów. Nie tyle nawet emocjonuję się kulinarnymi modami i nowinkami, co raczej napawa mnie niezmierną radością zdobycie jakiejś rzadkiej orientalnej przyprawy, czy wykorzystanie w daniu niezwykłej rośliny. Ten post będzie właśnie na temat egzotycznego, bo aż dalekowschodniego warzywa.

Bohaterką dzisiejszego wpisu, jak już zorientowaliście się z tytułu, jest mizuna. Przyznam, że jest to zielenina, z którą zapoznałam się dopiero tu w Portugalii, a konkretnie rok temu na moim ekologicznym ryneczku. Prawie na każdym stoisku leżały wówczas duże pęki mocno postrzępionych, pierzastych, spiczasto zakończonych liści. Nie byłabym sobą, gdybym ich natychmiast nie kupiła. Dopytałam tylko o nazwę i pognałam do domu. Zasiadłam do komputera, przewertowałam swoje książki i doszłam do wniosku, że zrobiłam wcale niezły zakup.

Mimo, że w Europie mizuna nie cieszy się dużą popularnością, na Dalekim Wschodzie jest to warzywo bardzo cenione i lubiane. Podobno jest to roślina łatwa w uprawie, dość odporna na zimno i dostępna jest dzięki temu (przynajmniej tutaj w Portugalii) przez większą część roku. Należy ona do rodziny warzyw kapustnych, pochodzi ponoć z Chin, ale od Starożytności już uprawiana jest i cieszy się wielką popularnością w Japonii. W jej smaku wyczuwa się pikantną goryczkę, ale łagodniejszą niż np. w przypadku rukoli. Nie wiem czy w Polsce jest łatwo dostępna? Jeśli nie, to można ją zastąpić rzeżuchą wodną, szpinakiem, właśnie rukolą lub młodymi zielonymi pędami rzepki czy ciemnozielonymi liśćmi kale (jak słusznie mi zwróciły uwagę dziewczyny w komentarzach - kale to nasz swojski jarmuż; w Portugalii występuje jego nieco inna odmiana - bardzo tu popularna couve galega, z której robi się zupę caldo verde). Inna możliwość to hodowla we własnym ogródku (na ebay'u są dziesiątki ofert sprzedaży nasion). Mizunę można jeść w sałatkach, dusić, gotować na parze, no i oczywiście smażyć w woku. W czasie obróbki termicznej traci niemalże połowę swojej objętości.

Większość przepisów z mizuną, z racji jej pochodzenia, jest oczywiście w stylu azjatyckim. Moim zdaniem jest ona wprost idealna do łączenia z innymi warzywami, najchętniej łagodnymi lub lekko słodkawymi w smaku. W dzisiejszym daniu postanowiłam zestawić ją z marchewką i fasolką szparagową. Przyznam, że tę ostatnią lubię lekko zblanszować albo nawet podgotować przed wrzuceniem do woka. Gdy dodaję ją surową na patelnię i tylko krótko smażę, zawsze mnie denerwuje, że chrzęści i lekko skrzypi w czasie jedzenia. ;) Reszta dodatków to właściwie typowy zestaw do stir-fry: trochę kurczaka, sos sojowy, czosnek, olej sezamowy, odrobina dymki. Świetnie smakuje w towarzystwie brązowego pełnoziarnistego ryżu. Wiosenne, lekkie i ekspresowe. Czegóż chcieć więcej? ;)



Kurczak z woka z mizuną, fasolką szparagową i marchewką

1 białko jaja , lekko ubite
2 łyżeczki sosu sojowego
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
400-500g mielonego mięsa drobiowego (indyk lub kurczak)

2 łyżki oleju z orzeszków ziemnych
3 marchewki, obrane i pokrojone w plasterki
1 cebula, posiekana w kostkę
400g fasolki szparagowej, pokrojonej i zblanszowanej przez 3-4 min
1/2 łyżeczki sosu chili
1 łyżka soku z limonki
1 duży pęczek mizuny (ok. 500g), pokrojonej w 5cm kawałki
4 łyżki drobno posiekanej dymki
1 łyżeczka oleju sezamowego prażonego (toasted sesame oil)
1 łyżka ziaren sezamu lub gomasio

W misce wymieszać mielone mięso z lekko ubitym białkiem, 1 łyżeczką sosu sojowego i czosnkiem. Szczelnie przykryć i wstawić do lodówki na 30 min.

Mocno rozgrzać połowę oleju (1 łyżkę) z orzeszków ziemnych w woku lub dużej patelni. Smażyć na nim ciągle mieszając mięso z kurczaka, aż przestanie być surowe. Odłożyć usmażone mięso do miski. Rozgrzać pozostałą łyżkę oleju, dodać marchewki, cebulę i fasolkę i smażyć ciągle mieszając przez 4-6 min. Dodać pozostały sos sojowy, sos chili, sok z limonki, dymkę i mizunę i krótko smażyć przez 1-2 min. Włożyć mięso w powrotem do woka, mocno podgrzać i wymieszać. Na koniec doprawić olejem sezamowym. Podawać posypane uprażonym sezamem lub gomasio.

20 komentarzy:

  1. Jak pięknie wygląda! Ach, musi być pyszne:) I znowu dowiedziałam się czegoś ciekawego dzięki Tobie Agnieszko :)) Dziękuję i pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. kale to jarmuz, pozdrawiam, beata

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko, ale ciekawostka! Czyli to mozliwe, ze mizune spotkalam tutaj w salatkowej mieszance?
    Oczywiscie pelen moj zachwyt budzi gomasio - chocby na kromce swiezego chleba, choc pewnie dla Japonczykow to bylaby straszna obraza :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. nigdy nie słyszałam o tym warzywie, jak zawsze czegos nowego mogę się od Ciebie nauczyć :)
    niestety chyba w mojej mieścinie nie dostanę tych apetycznych listków :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam te edukacyjne notki, Agnieszko :)

    MIzuna... Muszę sobie zapamiętać, może kiedyś błysnę w towarzystwie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię mizunę i parę lat temu miałam nawet jej dwie chyba grządki. Jest pyszna!

    Agnieszko, "kale" to po polsku jest jarmuż. Ma on wiele odmian i za "moich czasów" w Polsce było ich niewiele, ale ostatnio widziałam już bardzo różne na targu.

    Pozdrowienia.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  7. lubię czytać takie notki, a zdjęcia - jak zwykle - cudowne! Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fantastyczny przepis Agnieszko, bardzo szybki. Bede jutro szukac mizuny na farmie warzywno-owocowej. Jezeli znajde to bede ekperymentowac Twoj przepis. B.lubie gotowac szybkie dania, szczegolnie w ciagu tygodnia, kiedy wracam pozno do domu.
    Pozdrowienia i przyjemnego weekendu :)
    ~ Joanna

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha, a można mizunę świeżą w Warszawie u Majlerta kupić ;o) I pak-choi też...

    OdpowiedzUsuń
  10. Majano, tak mizuna jest rzeczywiście smaczna, no i przede wszystkim jest urozmaiceniem w jadłospisie. Dziekuję za miły komentarz.

    Beato, masz rację kale to jarmuż, już to dopisuję w poscie.

    Basiu, tak, tak, na pewno była w jakiejś orientalnej sałatkowej mieszance. U mnie tez kiedyś takie bywały, ale wycofali, bo portugalski naród takich dziwnych rzeczy nie ryzykuje na stole. ;) A gomasio na chlebie muszę wypróbować. właśnie mam świeży bochenek, idę sobie posypać kromkę. :)

    Aga-aa, ja się spodziewałam niestety, że mizuna może nie być zbyt łatwo dostępna.... :(

    Aniu, a ja mam nadzieję, że może gdzieś spotkasz to zielsko i je będziesz mogła wypróbować i błysnąć w towarzystwie nie tylko wiedzą, ale i potrawą.

    Doroto, i rzeczywiście taka łatwa ona w uprawie? I dzięki za podpowiedź o kale, już zmieniłam w treści wpisu. U mnie tutaj kale to tzw. kapusta galicyjska, warzywo-symbol północy PT, ale tutaj ono nie ma takich kędzierzawych liści i w dodatku rośnie na bardzo wysokich łodygach. Każdy prawdziwy Portugalczyk ma je w swoim ogródku. ;)

    Atino, bardzo dziękuję za jak zwykle uroczy komentarz.

    Joanno D.C., mam nadzieję, że się uda zdobyć mizunę i że przepis Cie nie zawiedzie. :) Dziękuję i nawzajem.

    Pinos, no to świetna wiadomość, może nie łatwa do zdobycia, ale jednak gdzieś jest!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie dosyć przypadkiem zakupiło mi się to zielsko. Myślałem, że jest to jakaś wariacja rukoli, ale okazało się, że nie. No i zrobiłem sałatkę - banalną bo z szynką, papryczką, ananasem i sosem jogurtowym z curry. no i niestety bez rewelacji, o wiele bardziej wolę rukolę w tej konfiguracji, ale jako, że mi zostało trochę tej mizuny, to może pokusze sie na twój przepis.

    OdpowiedzUsuń
  12. W takim razie zapraszam do wypróbowania przepisu, może po obróbce cieplnej mizuna bardziej Ci przypadnie do gustu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moi rodzice właśnie odkryli w sklepie ową Mizunę, zadzwonili szybko z pytaniem co to jest i jeśli siedzę na kompie, to czy mogłabym sprawdzić. Przeczytałam im zaledwie nagłówek postu, usłyszeli, że to japońskie zielsko i... rozłączyli się wołając, że biorą. O zakupie najwyraźniej zdecydowała moja pasja jaką jest Japonia i wszystko z nią związane. Dzięki tej stronce będe mogła im wyjaśnić jak wrócą ,,z czym to się je'' i napewno wypróbujemy przepis. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Yumi(ś), no bardzo mi się podoba sposób rodziców na rozpoznawanie dziwnych zielsk.;) Z własnego doświadczenia wiem, że często skuteczniejszy niż przepytanie ekspedienta. Ci ostatni to chyba tylko gdzieniegdzie we Francji się uchowali tacy, że na każdy produkt, który sprzedają sypią pomysłami i przepisami jak z rękawa. Daj koniecznie znać, czy mizuna przypadła Wam do gustu. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mizuna jest dostępna w Polsce (włoska) także w odrębnych opakowaniach (nie w mieszankach). Ja lubię ją w postaci "sałatkowej"(podobnie jak rukolę) np w połączeniu z kostkami tofu marynowanego w YumYum, połowkami pomidorów truskawkowych i cytryną marynowaną w oliwie (własny przepis, nie marokański!), ewentualnie z połówkami orzechów włoskich, kostkami zielonego ogórka i cieniutkimi plasterkami cytryny + oliwa podgrzana z czosnkiem i czerwona papryką. Innę przyprawy (szczególnie sól) wedle upodobań. Przepisami mogę posypać jak z rękawa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Renato, dziekuje za komentarz i ciekawe mizunowe koncepcje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pomysłów mam zwykle dużo i nawet je realizuję, a czasem także publikuję. Ubolewam nad tym, że w Polsce nie mogę ugotować caldo verde. Kojarzy mi się wspaniale z Portugalią podobnie jak Fado z małych kafejek Alfamy. Jarmuż, który proponujesz "zamiast"w Warszawie jest prawie nie do zdobycia no i to jednak nie to samo. Na smak potraw wpływa przecież nawet coś tak, wydawałoby się, błahego jak zapach powietrza

    OdpowiedzUsuń
  18. Renato, zgadzam sie w calej rozciaglosci, nawet z powietrzem. ;) Wlosi twierdza, ze nie ma dobrej pizzy i makaronu poza Italia, bo inna jest woda. Jarmuz niby botanicznie jest z tej samej rodziny co couve galega, ale polski jest troche bardziej , jakby to powiedziec..."falbaniasty" niz ten tutejszy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mizuna rośnie wyśmienicie w naszych warunkach (podobnie jak mlecze). Nasiona łatwo dostępne w Hipermarketach.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak najbardziej są dostępne. W tym roku kupiłam i wysiałam w ogródku i właśnie bedę korzystac z własnych zbiorów.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.