środa, kwietnia 15, 2009

Nasz swojski rabarbar w Nowym Jorku




Z dzisiejszym przepisem wiąże się dość zabawna historia. Zaczyna się ona od mojego uwieńczonego sukcesem polowania na rabarbar. Nie wiem dlaczego zawsze tak jest, że kiedy nie mam go w domu to widzę w książkach, w necie, w gazetach miliony przepisów z jego użyciem. Gdy jednak już go zdobędę mam w głowie jedną wielką czarną dziurę i za nic sobie nie mogę przypomnieć cóż to ja chciałam z tym rabarbarem wyczyniać. Zawsze pozostaje pogryzanie laski rabarbaru moczonej w cukrze, jak to robiłam za szczenięcych lat. Tu już jednak, miła co prawda, ale ostateczność, bo przecież było tyle pomysłów...

Dzieje się tak już od lat i w tym roku nie było odstępstwa od tradycji. Przyniosłam rabarbar do domu i okazało się że jest kompletna posucha na przepisy. Zaczęłam więc w szale wertować będące na podorędziu książki i koniec końców coś znalazłam. W sukurs przyszedł mi przepis z "The Best American Recipes 2000" autorstwa słynnego francuskiego mistrza deserów François Payard. Dzieło właściciela legendarnej restauracji "Daniel" w NYC nazywało się rhubarb soup i według autorów mojej książki było najbardziej popularnym deserem w tym przybytku haute cuisine.




Przepis jest bardzo prosty, a sekret smaku tkwi w dodatku tajskiej trawy cytrynowej, cytrusowych skórek i grenadyny. Ja bardzo dumna z siebie, że serwuję taki elegancki deser, nagle oniemiałam, gdy usłyszałam przy stole od moich panów "No dobry ten kompot". I wiecie co? Wyznam Wam w sekrecie, że oni mają rację. To jest rzeczywiście kompot. Wygląda jak to, co od lat nasze babcie dawały nam do obiadu wiosną, gdy przychodził sezon na rabarbar. Śmiać mi się chciało, że dałam się tak omamić francuskim gastronomicznym "ę" i "ą" i nie rozpoznałam w deserze, zwykłego domowego kompotu. No może nie zwykłego - on jest rzeczywiście bardzo smaczny, skórki cytrusów i trawa cytrynowa, którymi się go aromatyzuje naprawdę niezwykle dobrze współgrają ze smakiem rabarbaru. Ale z drugiej strony, cóż to za odkrycie Ameryki? Moje babcie, tak samo jak zapewne i Wasze, od zarania dziejów gotowały kompot np. jabłkowy, czy właśnie rabarbarowy z kawałkiem skórki z cytryny. Tak że nie możemy mieć kompleksów - co drugi Polak jada w tygodniu to, za co dobrze sytuowany Amerykanin słono przepłaca w szykownej restauracji w Big Apple. ;)




Z drugiej strony zawsze mnie zachwyca u Francuzów - o czym już tutaj wielokrotnie pisałam - ta zdolność podnoszenia gotowania i jedzenia do rangi sztuki dla koneserów. Ileż oni potrafią mówić o mariażach smaków, jak oni debatują na temat walorów i niuansów smakowych pitych trunków, jak wreszcie hołubią swoje regionalne produkty. Takie podejście naprawdę zmienia odbiór jedzonych potraw. Chciałoby się powiedzieć "Dowiedz się co jesz, porozmawiaj o tym, a lepiej ci to będzie smakować". Nawet jeśli to tylko, a może i aż, rabarbarowy kompot.



Rabarbarowy kompot dla koneserów


skórka z 1 limonki, cienko obrana i pokrojona na kawałki
skórka z 1 pomarańczy, cienko obrana i pokrojona na kawałki
1 łodyżka trawy cytrynowej, pokrojona na kawałki (można ją zastąpić skórką z 1 cytryny)

500g rabarbaru, obranego i pokrojonego w kawałki
4 szkl wody
2/3 szkl cukru
1/3 szkl grenadyny (można zastąpić sokiem z granatów, wtedy może być potrzebne więcej cukru)

Do przybrania:
truskawki, plasterki pomarańczy




Zagotowujemy rabarbar z wodą i cukrem. Gotujemy na małym ogniu ok. 1 min. Zdejmujemy z ognia i dodajemy obwiązane gazą skórki cytrusów i trawę cytrynową. Zostawiamy na dwie godziny pod przykryciem, żeby kompot nabrał aromatu, a następnie wyjmujemy całą paczuszkę z gazy z garnka. Dolewamy grenadynę i mieszamy. Kompot można podawać w temperaturze pokojowej lub schłodzony.

36 komentarzy:

  1. Fajna nowa propozycja. Na rabarbar jeszcze trzeba trochę poczekać. Aga zmieniłaś zdjęcie w profilu, ścięłaś włosy???

    OdpowiedzUsuń
  2. Agniesiu, a teraz powiedz gdzie mozna zdobyc rabarbar w PT?? Tlumaczylam szwagrowi kilkakrotnie co to jest bo on codziennie jest na rynku owocowym, ale nigdy nie pojal o co mi chodzi. Kompot w Portugalii tez oznacza cos innego:((

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda - czasem robimy coś z jakiegoś przepisu i okazuje się, że jedliśmy to od zawsze, nawet w ciężkich czasach. Myślę, że sekret tkwi zawsze w czymś, co nazywam 'last touch'em' - a to trawa cytrynowa, albo grenadyna, albo jeszcze coś innego czynią z teoretycznie banalnej potrawy coś specjalnego (lub mniej zwykłego).
    Agusiu - z rabarbarem mam identycznie - wydaje mi się, że ostatnio absolutnie wszędzie go widzę. I poluję, ale niestety jeszcze w tym roku nie udało mi się go zdobyć.
    P.S. Jakieś nowe nabytki książkowe? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widze, ze 'cierpimy' na podobny problem Agnieszko ;) Gdy widze wiele ciekawych przepisow na cos konkretnego, glownego skladnika nie ma jeszcze na straganach; gdy kiedys na niego trafiam, nagle przepisy sie gdzies 'pochowaly' ;)
    A co do rabarbarowej zupy-kompotu, to czasami mam wrazenie, ze w kulinariach prawie wszystko juz bylo; to wlasnie przez dodanie jakiegos innego smaku, cos 'zwyklego' moze stac sie calkiem niezwykle. Lub nie ;)
    A Twoja 'zupa' prezentuje sie cudnie!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia są takie ,że nie mogę się doczekać rabarbaru ,buuu ja chce rabarbar

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjęcia wprost urzekające, a rabarbarowy kompot to danie z gatunku takich, jakie poleca Amerykanom Mireille Guiliano w swej książce "Francuzki na każdy sezon" - te poematy o czarnych jagodach, ich niezwykłym smaku albo o różnych odmianach jabłek... A dla Polaków - jabłka? - zwyczajna rzecz, babcia piekła lub dusiła i tyle! Trochę szkoda, że brak nam tego wyrafinowanego stosunku do jedzenia...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wygląda cudownie

    a ja lubię najbardziej rabarbar w drożdżowym cieście
    i taki właśnie maczany w cukrze
    smaki dzieciństwa..

    OdpowiedzUsuń
  8. ja właśnie się już ślinie na myśl o tegorocznym rabarbarze. Chyba najbardziej lubię w połączeniu z drożdżowym ciastem jak asiejka, ale taki kompocik też chętnie skosztuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. hehe ja mam podobnie z wieloma produktami jak Ty z rabarbarem ;)

    p.s. śliczna fotka w profilu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mi sie podoba ta propozycja:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mi się podoba ten kompot/zupa. My rabarbar głównie jemy w ciastach i deserach w połączeniu z truskawkami. Muszę wypróbować Twoją wersję jak tylko pojawi się rabarbar :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja tez szaleje rabarbarowo w kuchni :)
    choc ze wzgledu na upodobanie meza do 2 plackow robie je na zmiane dopoki jest rabarbar. Biedak caly rok czeka na niego

    a tak wogole czy rabarbar mozna mrozic?

    OdpowiedzUsuń
  13. Anno-apsik, w PL rabarbar to chyba w maju, prawda? Co do zdjęcia, to wręcz przeciwnie - zapuszczam włosy po idiotycznym ścięciu latem. ;)

    Agato, no tak u nich compota to w zasadzie dżem, a kompot w naszym rozumieniu tu nie istnieje. Mnie kiedyś zapytano co się w PL pije do obiadu i trochę zgłupiałam, bo nie wiedziałam jak im przetłumaczyć taki kompot np. Powiedziałam, że wodę i soki, a to chyba nie do końca prawda. Agatko, ja rabarbar (ruibarbro) spotykam w Porto w dwóch miejscach. Jedno to El Corte Ingles, gdzie bywają takie sfatygowane laski w horrendalnej cenie,a drugie to mały sobotni ryneczek z warzywami z ekologicznych gospodarstw (Feira Biológica, Feira de Produtos Biologicos), gdzie jest wszystko super świeże i dużo tańsze niż w sklepach ze zdrową żywnością. Na pewno w okolicach Lizbony też są takie rynki. Może sie natkniesz na coś w necie. Ja ten swój tak znalazłam, chociaż w "realu" to jest rzut beretem od szkoły Łukasza. :)

    Masz rację Lisko, "last touch" to często klucz do sukcesu. Mnie nawet bawi takie uszlachetnianie niby banalnych potraw. Ale tu tak mnie jakoś zakręcili, że do ostatniej chwili nie zdawałam sobie sprawy, że gotuję kompot. Z książek - to będziesz się śmiała- kupiłam wreszcie Hamelmana. :) I jeszcze parę drobiazgów. Widzę, że Ty masz w posiadaniu "Maze" - czy jest bardzo w stylu haute cuisine, czy zwykły kuchcik z mniejszymi ambicjami też coś z tego ugotuje?

    Bea, trochę się cieszę że nie jestem odosobniona w tej przypadłości. Dzisiaj mi się schował jakiś przepis do którego wczoraj kupiłam 2 op. mascarpone... Albo to Alzheimer, albo ja za dużo przepisów przeglądam, zamiast się skupić na trzech na krzyż. ;)

    Margot, dzięki. A rabarbar to pewnie już za momencik, już za chwileczkę... :)

    An-no, zaciekawiłaś mnie tą książką. Chyba przybyła następna pozycja na moją "wish list". To chyba ta sama pani, która napisała o nie tyjących Francuzkach, prawda? Ja myślę, że na polskim stosunku do jedzenia zaważyło 50 lat szarej i ciężkiej rzeczywistości. Potwierdzałby to fakt, że zachwycamy się naszymi przedwojennymi książkami kulinarnymi, a potem jest wielka posucha. Myślę, że to się powoli zmieni. Spójrz na Brytyjczyków, sławnych dotąd raczej z fatalnej kuchni, jak poszli do przodu (choć dlaczego dopiero od niedawna to nie potrafię wytłumaczyć, w końcu oni nie mieli pół wieku komunizmu ?).

    Asiejko, a miałam piec tartę z rabarbarem...a Ty mnie tak strasznie kusisz drożdżowym. I co teraz...? ;)

    La falena bianca, no tak coraz więcej zwolenniczek rabarbarowego drożdżowca. Mniam... chyba nie mam wyjścia. :)

    Aga-aa, nie myśl, że ja mam tak tylko z rabarbarem. :) To jest u mnie bardzo zaawansowane schorzenie. :) Dzięki za miłe słowa.

    Atino i Majanko, dziękuję za miłe komentarze.

    Kasiac, o tak z truskawkami rabarbar jest świetny. W dodatku truskawki dodają ładnej nuty kolorystycznej, którą rabarbar często traci w czasie obróbki cieplnej.

    Agatku, ciekawa jestem tych placków, będą na Twoim blogu? Co do mrożenia to ja właśnie trochę zamroziłam, więc za jakiś czas zdołam Ci odpowiedzieć. Choć wydaje mi się, że taki zamrożony to tylko do duszenia/gotowania się nada.

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszko, dzisiaj zrobię, właśnie kupiłam rabarbar. uwielbiam go, mniam. Lisko ja rabarbar dostałam dzisiaj na wolumenie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ha ha, Agnieszko, jakbym czytała o sobie :) Gdy nie mam jakiegoś kluczowego skąłdnika (rabarbar, szparagi, etc.), to zawalają mnie przepisy z nim w roli głównej. A potem, gdy już jest, u mnie pustka...

    Ja chcę rabarbaru!

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie nie Agnieszko, to nie to Alzheimer ;) Tylko stanowczo za duzo przegladanych przepisow (a przeze mnie na dodatek chomikowanych i nie zawsze segregowanych tak jak trzeba ;) )

    OdpowiedzUsuń
  17. Czekam na rabarbar, na szparagi, truskawki i czereśnie - też! Najmilszy czas w roku się zbliża :)

    Zdjęcia jak zawsze och i ach ;) Piękne!

    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  18. Agnieszko. Jak zwykle wspaniałe zdjęcia. Jaki rabarbar może być piękny! Czekam z utęsknieniem na cieplejsze dni. Teraz wybieram się do Rzymu.Pozdrawiam .Joanna z Leżna

    OdpowiedzUsuń
  19. Wlasnie wrocilam z targu z kilogramem naszego pierwszego tutejszego rabarbaru! Na poczatek bedzie jednak ciasto, bo to juz nasza tradycja ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Agnieszko, tak - to ta sama autorka, tyle że w drugiej książce jest więcej przepisów kulinarnych - lekkich, ale nie aż tak dietetycznych. Taka propozycja stylu życia podana z dużą klasą.

    OdpowiedzUsuń
  21. Witam Panią - zaglądam tu od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz ośmieliłam się zabrać głos :)
    Uwielbiam Pani przepisy i fotografie kulinarne! No i te...ach..podróże! Marzenie! Czy z Pani strony można pobrać zdjęcie na pulpit? Zwłaszcza takie podróżne- zachody słońca!

    magda

    OdpowiedzUsuń
  22. Anieszko dzis bede wrzucac pierwszy przepis
    Nastepny w przyszlym tygodniu planuje zrobic.

    OdpowiedzUsuń
  23. Elu-c, cieszę się bardzo. Koniecznie zdaj relacje czy Wam smakował. :)

    Aniu, widzę że coraz nas więcej. Niby nie powinien się człowiek cieszyć z cudzego nieszczęścia, ale jeśli to nieszczęście jest nas wszystkim wspólne, to można się poczuć trochę podniesionym na duchu. ;)

    Bea, skoro tak mówisz. :D :D Cieszę się , że już u Ciebie jest rabarbar, bo jestem pewna, że pojawi się u Ciebie coś pysznego z tym składnikiem.

    An-no, w takim razie muszę ją sobie kupić, bo bardzo zachęcająco o niej opowiadasz. Historie o jedzeniu podane z dużą klasą to jest to misie lubią najbardziej. :)

    Pani Magdo, zawsze mi ogromnie miło otrzymać komentarz od stałych, a dotąd nieco nieśmiałych ;) czytelników. Dziękuję serdecznie za komplementy. Zdjęcia oczywiście można pobrać, choć boję się że rozdzielczość będzie zbyt mała. ja je zapamiętuję w niewielkim formacie, żeby zbytnio nie obciążać sobie konta Picasa. Może tutaj będzie coś równie ciekawego nieco lepszej jakości:
    http://photoandtravels.blogspot.com/

    Agatko, w takim razie zaraz zaglądam. Dzięki. :)




    Zemfiroczko, dziękuję za miłe słowa. Widzę że lubimy te same smakołyki. To chyba ta sezonowość dodaje im smaku. :) Nie chcę nikogo rozdrażniać, ale u mnie truskawki już są. Na pocieszenie powiem, że daleko im do polskich. A czereśnie powinny być gdzieś w maju, a one za to nawet lepsze niż w PL. Wielkie, słodkie, mięsiste...aaaa rozmarzyłam się czereśniowo. Za to wiśni ze świecą tu szukać....

    Joanno, dziękuję za miłe słowa. U nas ostatnio też nie za ciepło i w dodatku deszczowo. Życzę udanej podróży i pięknej rzymskiej pogody.

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękne zdjęcia ! Gratuluję !
    Agata.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zdjęcia powalają na kolana - piękne ! A że prosty kompocik odnalazłaś za przepisem "ą" i "ę" to tym zabawniejszy to musiał być deser :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Fantastyczny kompocik! Świetne dodatki, musiał być rewelacyjny w samku. Piękne zdjęcia do tego...cudo :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Agato, pięknie dziękuję! :)

    Tili, no właśnie, czasem się tak śmiesznie zdarza. ;)

    Cezonio, witam Cię u mnie serdecznie i dziękuję za miłe słowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Witam :)

    Na strone "Kuchnia na Antlantykiem" trafiłam przez przypadek a mianowicie okolo dwa tygodnie temu wybrałam się rano na rynek i zobaczyłam rabarbar - oczy mi sie zaświeciły i odrazu kupiłam kilogram. A potem zaczełam szukać w sieci przepisu i tak znalazłam tą strone.

    Moje gratulacje, strona pełna fajnych przepisów i te zdjęcia... Odrazu ją sobie dopisałam do katalogu "ulubione"

    Przed chwilą degustowałam jeszcze ciepły rabarbarowy kompot - naprawde jest smaczny, kwaśny a zarazem słodki, na zimno z kostkami lodu myśle, że bedzie również rewelacyjny.

    Goraco pozdrawiam
    Sandra

    OdpowiedzUsuń
  29. Sandro, uwielbiam czytać w jaki sposób ktoś trafił na moją stronę.:) Witam się w tym moim netowym kąciku bardzo serdecznie. Dziękuję za przesympatyczne słowa o blogu.
    A widzę, że kuchenne metody mamy te same - też się najpierw czymś zachwycam, kupuję tego jak przysłowiowy "biedny w torbę", a potem myślę co by z tym począć. Zresztą w tym wpisie jest właśnie opowiedziana taka historia. Wspaniale, że ten niby fikuśny kompot Ci smakuje. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  30. Tak jak mówiłam kompot na zimno jest również wyśmienity i chyba niestety nie tylko mnie smakuje :P nie było mi dane wystarczająco się go napić - mój mąż się do niego dobrał i już zaczął się dopytywać, kiedy zrobię go drugi raz :)

    Już mam parę przepisów na oku, tylko czasu brakuje... ale jak patrze na te wszystkie kolorowe i tak realistyczne zdjęcia - to poprostu "pożeram" je wzrokiem :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  31. Sandro, hehehe, ja zaobserwowałam, że mężowie dużo częściej niż małoletnie dzieci mają coś wspólnego ze znikającymi tajemniczo potrawami czy napojami.;) Cieszę się , że zdjęcia Ci przypadły do gustu i zachęcają do wypróbowania przepisów. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  32. Agnieszko, gdybym wiedziała wtedy gdy opublikowałaś ten post jak bardzo uwiedzie mnie ten kompot, to pewnie już wtedy ozłociłabym Cię i o Nobla dla Ciebie postulowała :) Wynajduj takich przepisów jak najwięcej, bo teraz gdy wspominam tamtą niezliczoną ilość kompotów jakie stworzyłam na bazie tego, aż mi się przyjemnie w brzuszku robi :)
    Buziak Ci wielki za to :* i jeszcze drugi :* i trzeci najgorętszy :****

    OdpowiedzUsuń
  33. Tili, o rany, taki komentarz to miód na moje serce. To ja Ci dziękuję i przesyłam serdeczne uściski. Nawet nie wiesz jaką mi sprawiłaś przyjemność tymi paroma zdaniami.

    OdpowiedzUsuń
  34. Agnieszko przygotowałam ten kompot, no z małymi zmianami, bo nie dostałam trawy cytrynowej i grenadyny;) i jestem im oczarowana - jest pyszny:) Zdecydowanie w tym roku króluje u nas:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Atino, miło mi, że ten prosty a sympatyczny kompocik Ci się spodobał. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.