sobota, kwietnia 04, 2009

Babka z letalną dawką wanilii




My tu sobie gadu, gadu o Toskanii, a tu nagle okazuje się, że Wielkanoc tuż, tuż. Łukasz mi właśnie oznajmił, że gdyby nie bakalie, a zwłaszcza wszędobylskie rodzynki, to te wiosenne Święta wygrałyby jego zdaniem z Bożym Narodzeniem. Ale, ale .... jedynie w kategorii ciast przyznałby wyższość świętom Wielkiejnocy nad świętami Bożego Narodzenia. Te baby i serniki chyba tak do niego przemawiają...

W naszym domu nie ma tradycji przynoszących prezenty zajączków, co jest zdaniem wszystkich znanych mi zaprzyjaźnionych mniejszych i większych dzieci zasadniczą wadą Wielkiejnocy. Takie to już konsumpcyjnie nastawione pokolenie (czy myśmy czasem w dzieciństwie nie mieli podobnych opinii ? ;) ). Stąd wynika właśnie fakt, że głównie pod względem ciast Wielkanoc przoduje w rankingu mojego syna. Chociaż akurat on nie ma na co narzekać, bo jego urodziny wypadają zawsze w okolicach Świąt stąd i prezenty zawsze się jakieś znajdą.

Wracając do świątecznych ciast to chyba już w zeszłym roku udało mi się dogodzić mojemu synowi. Na minione Święta wymysliłam babkę jego marzeń, na którą przepisem zamierzam się z Wami dzisiaj podzielić.

Jak już tu wielokrotnie wspominałam, moje już 15-letnie dziecko ma dość niespotykany gust, jeśli chodzi o ciasta. To, że wydłubuje bakalie, nie jest niczym szczególnym, bo wiele dzieci to robi. To, że nie lubi smaku kawowego też jest raczej w jego wieku zrozumiałe (choć może nie dla Portugalczyków, bo ich dzieci kawę pijają od 4 roku życia mniej więcej). Z nim jest dużo gorzej - on nie znosi czekolady. Nie toleruje nawet okruszyny w ciastach, czy też kremach albo lodach. To co piszę odnosi się do czekolady mlecznej i gorzkiej, nie ma natomiast zastosowania do białej (która podobno tak naprawdę to czekoladą nie jest). Tą ostatnią Łukasz nie pogardzi. Z wyżej wymienionych przyczyn, gdy chcę upiec coś dla niego możliwości mi się nieco zawężają. Dodatkowo preferuje on wypieki piaskowe, bez kremów, dżemów i polew. Gdy ciasto jest z owocami można się spodziewać, że je elegancko wypreparuje i ułoży na brzeżku talerzyka. I co z takim dziwakiem począć?

Na szczęście są też smaki, których jest wielbicielem. I tu muszę przyznać, że nie znam chyba większego waniliowego maniaka niż mój syn. Wszystko to, co nie może być czekoladowe, powinno pachnieć wanilią. Wymyśliłam więc na zeszłoroczną Wielkanoc wyjątkowo prostą i niezawodną, ucieraną babkę waniliową, w dodatku bez drożdży (które z tego co wiem potrafią niektórych domowych kuchcików odstraszyć od wypróbowania przepisu ;) ).

Prezentowana dziś babka jest chyba ideałem, tak przynajmniej twierdzi Łukasz. Wanilii jest w niej dawka wprost letalna. ;) Zawiera waniliowy budyń, waniliowy ekstrakt (z meksykańskiej wanilii) i jeszcze ociupinkę likieru z wanilli rosnącej na Madagaskarze. Nie wiem czy lubicie na Święta takie bezpretensjonalne ciasta, ale w końcu nie tylko drożdżowymi babami na kopie jaj żyje człowiek. Może zachęci Was też zapach jaki wydobywa się z piekarnika w trakcie pieczenia i wkradza się w każdy zakamarek w domu mówiąc "Zjedz mnie". ;)

Babka piaskowa z potrójną dawką wanilii

forma z kominkiem o średnicy 23cm i wysokości 10cm

5 jajek
szczypta soli
2/3 szkl cukru
200g masła roztopionego
1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 łyżka likieru waniliowego
1 łyżka ciemnego rumu
1 szkl (150g) mąki
100g budyniu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Nagrzać piekarnik do 180ºC. Mąkę przesiać z budyniem i proszkiem do pieczenia. Jajka ubić mikserem z solą i cukrem, aż będą kremowe i puszyste. Dolewać powoli nadal ubijając roztopione masło, ekstrakt waniliowy i alkohole. Następnie na niskich obrotach miksera dokładać partiami sypkie składniki. Wlać masę do natłuszczonej wysypanej mąką formy na babkę. Piec ok. 45-50 min.



Inne moje wielkanocne przepisy:




21 komentarzy:

  1. nie martw sie wyrośnie z tego ;) ja też jako dziecko, nawet takie większe, omijałam wszelkie czekolady, bakalie, ba! nawet ciasta, szerokim łukiem, wystarczyło, że poszłam na studia, organizm sam domagał się czekolady ;)

    a do mnie zajączek nadal przychodzi, dbam o to ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest cudowna! :))
    Pyszna babka dla synka :) Rzeczywiście może co do czekolady to trochę dziwne, bo naprawdę nie znam nikogo, kto nie lubiłby czekolady,ale .. na pewno jeszcze gust mu się zmieni :)))
    Mówisz,ze dzieci w Portugalii piją kawę od 4 roku zycia? Taką normalną, z kofeiną?
    Pozdrawiam cieplutko ze słonecznego Gdanska :)

    OdpowiedzUsuń
  3. prześliczna baba !
    Agnieszko ,a ile tego ekstraktu waniliowego dać ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ago, to mam nadzieję, że wyrośnie. :) Na razie , żeby przemycić coś np. z orzechami lub migdałami to muszę je drobno zmielić. Wtedy daje sie nabrać zazwyczaj, choć i tak czujnie ogląda przed konsumpcją.:)

    Majano, no mówię Ci dziwak nie z tej ziemi. Tzn. on czekoladę jako taką ewentualnie zje, ale bez zachwytu, natomiast jej dodatek do deseru czy ciasta (z wyłączeniem jednak amrykańskich cookies, te je) natychmiastowo je dyskwalifikuje. A kawę piją nawet berbecie, najnormalniejszą w świecie (no może trochę słabszą, bo czasem w kawiarni pytają czy kawa ma być dla dziecka ;) ). Na dowód drugie zdjęcie w tym starym wpisie http://agusiah.blogspot.com/2006/12/ktordy-najbliej-do-starbucks.html

    Margot, dzięki za czujność już poprawiłam w składnikach. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszko, to dokładnie tak jak mój Michał ! Rodzynek nie toleruje,ciast kawowych też nie, owoce je, ale absolutnie nie w cieście, bo jak mówi rozciapciane jakieś. Wanilię uwielbia, więc zaraz zabieramy się za pieczenie babki, tym bardziej, że właśnie zastanawiałam się, co upiec na weekend
    Pozdrawiam
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  6. ojejku, niezly ten twoj synek;) przypomina mi mnie sama kiedys. do 10 roku zycia nie jadlam sera, a szpinaku sprobowalam dopiero na studiach i teraz sobie nie wyobrazam kuchni bez nich. nie cierpialam tez gorzkiej czekolady, ale ostatnio sie przelamuje:) do tej pory natomiast nie pije mleka w czystej postaci i nie jadam burakow. medal temu, kto mnie przekona jakims pysznym daniem:)

    twoje wypieki sa cudne, zwlaszcza mazurek mnie inspiruje:)
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. "letalny" - sprawdzilam to chyba jakies medyczne okreslenie ;)
    baba piekna a synowi kiedys sie odmieni :)
    ja w tym roku jestem zwolniona z przygotowan swiatecznych. jade do Polski, sama, mam tate w szpitalu :(.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. mój synek też rodzynek i owoców nie toleruje w ciastach, no chyba
    że szarlotka zasypana wręcz cynamonem:)
    babka piękna i na pewno pyszna, musi taka być, skoro tyle w niej wanilii:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Musi byc pyszna, uwielbiam waniliowe smaki. O takich czekoladowych niejadkach tylko slyszalem... ale zeby ci Portugalczycy...

    OdpowiedzUsuń
  10. Agniesiu, ta baba to ma byc juz na Swieta? Zamrozisz ja???;)POdejrzewam ze przez zapach nie uchowa sie godziny? Ja pomalu przymierzam sie do Swiat, segreguje przepisy i robie liste dan ktore uwielbiamy, potem ja skracam o polowe, potem jeszcze troszke i powinno byc nasze menu:) pozdrawiam. Taka piekna, prosta baba nikt nie pogardzi...tylko gdzie tu budyn dostac?

    OdpowiedzUsuń
  11. Babka już prawie zjedzona. jest naprawdę znakomita, chociaż jak wszystkie ciasta piaskowe najlepiej smakuje z kawą, herbata czy mlekiem. Syn zachwycony, córka zresztą też. Ten intensywny aromat wanilii jest obłędny.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszko ,dziękuje :)
    Ach ona musi być w smaku taka jak sobie ja wyobrażam czyli obłędna -o babkę mi chodzi:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojej, zawsze się zastanawiam, jak to jest nie lubic czekolady :P

    Ja za babkami nie przepadam, właśnie dlatego, ze sa dla mnie zbyt proste. Nie to, żebym lubiła dwodziestowarstwowe i dziesięciosmakowe ciasta-cudaki, nie... Po prostu wolę wypieki czekoladowe albo jakieś z owocami. Albo z kremem :)
    Ale myślę, ze w tym przypadku obeność wanilii jest tak intensywna, ze jest niemal jak 'namacalny' dodatek. Z przyjemnością bym spróbowała.

    OdpowiedzUsuń
  14. Będę broniła bab drożdżowych, gdyż aromat unoszący się z piekarnika a potem smak rozpływający się w ustach jest nie powtarzalny. Z drugiej strony na te święta planuje mini babeczki, tak więc nie żyją baby ucierane. a propos to piękna ta Twoja babka
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  15. oooh!
    Konieczie wypróbuję ten przepis, gdyż... podobnie jak Twój syn uwielbiam ciasta typu piaskowe, bezdodatkowe, bezkremowe i bezczekoladowe. Również szczególnym uczuciem darzę wanilię, tak więc ta babka na pewno znajdzie się na moim wielkanocnym stole. Dzięki!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Beato, no to widzę że nie tylko ja mam takiego dziwaka. ;) Bardzo się cieszę, że wypróbowałaś przepis i że ciasto dzieciom smakowało!! Pozdrowienia.

    Ewo, dziękuję bardzo!!

    Strony Smaku, ja też prawdę mówiąc w dzieciństwie rodzynki wydłubywałam, a buraki lubię stosunkowo od niedawna (ale to się zrobiło wręcz uwielbienie).;) Dziwię się nawet nieco, że Łukasz warzywa je wszystkie, tzn. nie żeby tam jakoś szczególnie je uwielbiał, ale nie ma żadnego znienawidzonego. Z bakaliami może więc to kwestia dojrzałości. ;)

    Leloop, nazwę babki wymyślił Łukasz, ale jego skojarzenie to raczej pochodziło od "Lethal Weapon". ;) Dużo zdrowia dla Taty i pozdrowienia dla Was.

    Kasiac, przypomniałaś mi, że u nas szarlotka też jest bardzo lubianym wyjątkiem. :)

    Mich, witam Cię serdecznie u mnie. Oj Ci Portugalczycy to rzeczywiście czasem dziwni są. Dzieciom kawę leją, a żebyś słyszał za to jakież to niesamowite sensacje może powodować u nich niewinna zielona herbata.;)

    Agato, głupio to zabrzmi, ale baba jest zeszłoroczna (tzn. zdjęcie ;) ). W tym roku będzie powtórka, ale ciut bliżej Świąt. Budyń miałam oczywiście z PL, ale możesz dać zamast niego fecula de batata, tak z 40g. Z listami mam identycznie. Od niedawna poszłam po rozum do głowy i przepisy niezawodne na obowiązkowe potrawy wpisuję do kompa(albo zaglądam na własny blog).

    Margot, to ja dziękuję za czujność i za miłe słowa! Pozdrawiam.

    Aniu, ja też się niezmiennie dziwię z tą czekoladą, ale ja jestem patologiczny przypadek z przeciwnego bieguna. Jak widać to się nie dziedziczy. ;) Jak widzisz jestem trochę skazana na takie ciastowe nudy. A też wolę z kremem, owocami, czekoladą. Tylko potem albo muszę kogoś zaprosić/komuś oddać, albo pozostaje mi te ciasta jeść do spółki z mężem. Co jemu nie szkodzi, ale dla mnie się niestety nie najlepiej kończy. ;)

    Amatoreczko, ja nie daj Boże nie krytykuję drożdżowych. Wiem tylko, że niektórzy boja się drożdży. Wiem, bo sama przez to przeszłam... wieki temu. Drożdżowa baba to więcej niż klasyka i na nią przepis też mam na blogu. Mini babeczki ucierane to wydaje się bardzo ciekawy pomysł. Drożdżowe też kiedyś robiłam w małych foremkach, ale nie bardzo mi smakują, wolę w dużej formie, bo bardziej lubię ich miąższ niż skórkę. ;)

    La falena bianca, dziękuję za wizytę na moim blogu. Witam Cię serdecznie i przesyłam pozdrowienia od wielbiciela tych samych smaków. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ale zabójcza baba! Wyciągam łapkę to kawałek i drugą na przybicie piątki z Twoją latoroślą - ja też bym mogła białą czekoladę jeść bez opamiętania :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mniam mniam
    U mnie w sobotę będzie pieczenie:)

    OdpowiedzUsuń
  19. cudowny blog i wspaniałe przepisy, dziękuję za chwilę relaksu i przyjemnośc dla oka w postaci pięknych zdjęc :-)
    pozdrawiam
    Lidka

    OdpowiedzUsuń
  20. Tili, Łukasz z wielką sympatią też przybija piątkę. Białoczekoladowi manicy.;)

    Olciaky, a jakie plany "pieczeniowe"? Może jakies babki? ;)

    Lidko, witam Cię serdecznie w tym moim netowym kąciku i zapraszam jak najczęściej. Dziękuję za miłe słowa o blogu. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.