niedziela, marca 22, 2009

Toskania - słodkie krajobrazy

La bella Toscana.
Dla znudzonych Francją i naszymi po niej podróżami dziś będzie ożywczy zefirek. Przerywam wreszcie mój frankofilski monolog. Zmieniliśmy wreszcie kierunek naszych wycieczek i tym razem udaliśmy się do Toskanii. Ten region wiele osób zna i wiem, że jest wśród moich czytelników paru jego wielbicieli. Ja jednak chciałam pokazać la bella Toscana widzianą głównie z bocznych dróżek.


Jak pewnie pamiętacie jesteśmy wrogami zwiedzania w tłumie innych turystów, z tego względu albo jeździmy w popularne okolice możliwie jak najbardziej poza sezonem albo zwiedzamy te mniej słynne, a a często niezwykle urokliwe atrakcje.

W Toskanii spędziliśmy tylko 4 dni w połowie marca. Zdecydowanie za mało.... Co mnie zaskoczyło - to wyraźnie zimniejsza o tej porze roku aura w porównaniu z Portugalią. Widać u nas masy atlantyckich wód nieco tonują klimat i wczesnowiosenne dni, a zwłaszcza noce są zdecydowanie cieplejsze. W Toskanii trafiliśmy więc na rześkie, ale słoneczne przedwiośnie.


Duomo, Siena.
Naszą turystyczną trasę zaczęliśmy od Sieny, bardzo o tej porze roku spokojnej i w kameralnym klimacie. Nawet we wnętrzu pasiastej jak zebra katedry można było swobodnie się poruszać . Myślę, że widok słynnego promienistego placu, którego kształt Zbigniew Herbert przyrównuje do wklęsłej strony muszli, musi się mocno różnić w czasie święta Palio. My sporo czasu spędziliśmy w Palazzio Publico, a raczej w jego muzealnej części, podziwiając reprezentacyjne sale, których ściany od podłogi po sufit pokryte są freskami. Wielkie wrażenie robiły alegoryczne malowidła dobrych i złych rządów. Nas jednak najbardziej zafascynował fresk Simone Martiniego z kondotierem konno i w bajecznie wzorzystym stroju na tle toskańskiego krajobrazu. Oglądając reprodukcje tego fresku zawsze uważałam pokazany tam pejzaż za dziwaczny, bardziej mi przypominał pustynie Maghrebu niż Toskanię. Okazuje się jednak, że to wcale nie fantazja artysty (od lat 90-tych niektórzy zresztą poddają w wątpliwość czy dzieło jest rzeczywiście autorstwa Martiniego). Tereny wokół Sieny maja gliniastą glebę, która gdy sucha daje złudzenie beżowo-żółtej pustyni, a wilgotna przypomina nam skąd się wziął w malarstwie termin siena palona.



Simone Martini "Kondotier".
Toskańskie pejzaże widziane w naturze to zresztą osobny rozdział. Są tak bajeczne i doskonałe w kolorze, w formie i w światłocieniu, że rzeczywiście nie dziwi iż malarze już od czasów gotyku przenosili je na płótno. Zdumiewa raczej, ze nie powstała jakaś sławna szkoła toskańskich pejzażystów ( a może ja o czymś nie wiem i historycy sztuki mnie wyprowadza z błędu ). W czasie naszego pobytu kolorów w naturze było jeszcze niewiele - głownie brązy i rudości ziemi oraz świeża zieleń wschodzącego zboża, ale już to wystarczyło, żeby nas zachwycić. Dobrze, ze tym razem nie było z nami Łukasza, bo wysiadanie co 100m z samochodu w celu uwiecznienia na fotografii kolejnego cyprysa czy falujących wzgórz z pewnością doprowadziłoby go do szału. ;)
Mieszkaliśmy w San Ourico d'Orcia, maleńkim miasteczku na wzgórzu (lokalizacja tu dosyć powszechna), w obrębie średniowiecznych murów i z tej bazy robiliśmy sobie wypady po okolicy.

Nie zapomnieliśmy oczywiście o toskańskich rozkoszach stołu. Już w Sienie raczyliśmy się panforte, ciastem inkrustowanym bakaliami w iście renesansowym stylu. Za radą autorki książki "Tasting Tuscany - Exploring and Eating off the Beaten Track" (bardzo polecam tym, którzy chcą uciec od utartych turystycznych szlaków), udaliśmy się do "Dolcezza di Nanni" cukierni i piekarni w jednym, w niedalekim Buonconvento. Niby na pierwszy rzut oka skromne miejsce, ale ponoć wysyłające swoje cantucci , ricciarelli i brutti ma buoni między innymi brytyjskiej rodzinie królewskiej. Wcale się tym faktem zbytnio zresztą właściciele nie chwalą. Te wymienione wyżej ciasteczka kupiliśmy na miejscu i rzeczywiście są bardzo miłym dodatkiem do popołudniowej herbaty czy kawy. Cantucci zaś tradycyjnie podjada się popijając słodkim vin santo. Ciekawe tylko czy królowa Elżbieta nie straciła zębów, łakomiąc się na ciasteczka o dość odrażającej nazwie ossi di morto (czyli kości truposzczaka ;) ) - niewielkie białe, podłużne wypieki na bazie białek i orzechów laskowych. Niestety trzeba powiedzieć, że jak się nazywają takie są - twarde jak kość i niemalże bez smaku. Chciałam je nawet upiec w domu, żeby się przekonać czy to tylko niewypał danej cukierni czy ciastka ogólnie rzecz biorąc nie są grzechu warte. Muszę jednak szczerze przyznać, że zakupiony prawie nietknięty spory worek, wyzierający z kuchennej półki jak wyrzut sumienia, skutecznie mnie do samodzielnych prób zniechęcił.


Ossi di morto.
Zdecydowałam się więc na odtworzenie innego specjału ricciarelli. Migdałowych ciasteczek, w chrupiącej cukrowej otoczce, z miękkim, lekko ciągnącym się, trochę jakby marcepanowym, wnętrzem. Również kształt mają migdała, choć niektórzy twierdzą, że przypominają raczej oczy Madonn z renesansowych obrazów. Zresztą tradycyjnie piecze się je na dzień 25 marca, czyli Święto Zwiastowania i są nawet symbolem płodności.

Moje ciasteczka organoleptycznie wyszły takie jak oryginał. Jedynie ich kształtom trochę daleko do rozmarzonych oczu Madonn, ale w końcu nie każdy ma ręke renesansowego mistrza. Klasycznie obtacza sie jeszcze ricciarelli po upieczeniu u cukrze pudrze. ja z tego zrezygnowałam, ale zapewniam, że i tak słodyczy im nie brakuje.




Sieneńskie ricciarelli

16 sporych ciasteczek
175g zmielonych migdałów
200g drobnego cukru kryształu
1 łyżka mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 białka
szczypta soli
kilka kropli naturalnego ekstraktu z gorzkich migdałów (niekoniecznie)
drobny cukier do obtoczenia

Migdały wymieszać w misce z cukrem (3 łyżki zostawić do ubicia białek), mąką i proszkiem do pieczenia. Białka ze szczyptą soli i pozostałymi 3 łyżkami cukru ubić na sztywno. Jeśli ktoś używa dodać do ubitej piany ekstrakt migdałowy. Suche składniki wsypać na białka i wymieszać aż utworzą gęstą pastę. Na płaski talerzyk nasypać drobnego cukru. Nabierać kopiaste łyżki stołowe masy (ja używam łyżki do lodów o średnicy 4cm i wypełniam ją ciastem na płasko) i wrzucać na cukier nadając im kształt wałeczka o zaostrzonych końcach. Kładziemy ciasteczka na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, lekko je spłaszczając, aby stały się owalne. Pieczemy przez 10-12 min, aż się zaczną złocić na brzegach. Nie należy ich przepiec, bo mogą być za twarde. Zostawiamy do wystygnięcia na siatce.

20 komentarzy:

  1. Toskanskie krajobrazy podziwiam od kilku dni na Waszym fotograficznym blogu, sa porazajace swoja pefekcyjnoscia (natura plus fotograf ;) ), pozwalam je sobie "podkradac" na pulpit, zalujac, ze nie moge sobie zrobic na nim pokazu slajdow, znaczy sie moge ale ... :)
    bedac w slonecznej Italii w miesiacu listopadzie (zgadzam sie w 100%, ze poza sezonem zwiedza sie komfortowo, nie tylko Wlochy zreszta) niestety ominelam ten cudny region (nie ja ukladalam marszrute :( ), bylam "tylko" w Pizie. to jedna z podrozy, ktora musze odbyc, moze gdy dzieciaki podrosna :) zwlaszcza, ze mieszka tam i pracuje znajomy mego meza (kamieniarz) i wielokrotnie nas juz zapraszal :)
    co do Twoich historyczno- sztucznych watpliwosci, to poniekad masz racje, gdy zaczeto interesowac sie pejzazem jako tematem glownym, ten region juz zdecydowanie oslabl jako osrodek artystyczny. a do 16 wieku slynne byly i szkola sienenska (osobiscie baaardzo lubie), kontynuujaca tradycje malarstwa bizantynskiego i szkola florencka, stojaca na przeciwnym biegunie, poszukujaca (stamtad wszak i mistrz Leonardo, i Michelangelo i Rafael)
    ach, narobiliscie mi smaku na Toskanie :) nie wiem czy te pysznie wygladajace ciasteczka ten glod zaspokoja ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. ps.
    a synowi najwyzszy czas cos zadac (w sensie magicznego wywaru), zeby polknal bakcyla ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko, jestem pod wieeelkim wrażeniem! Kocham Toskanię, kocham Włochy, ubóstwiam i tęsknię.
    Te krajobrazy są wspaniałe!
    Zdjęcia zachwycające, aż dech zapiera w piersiach. Znalazłam Waszego bloga foto poprzez blog Małgosi. Obejrzałam zdjęcia, są nieziemsko piękne! Cudowne po prostu.
    Pięknie piszesz Agnieszko , ach... wspominam Italię i uśmiecham się z radością i z łezką w oczku. Tęsknię za Włochami i to baaardzo :))

    Pozdrawiam cieplo i dziękuję za boską relację :)
    Majana

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo piękne wakacje.


    Iwona z Espinho

    OdpowiedzUsuń
  5. kusisz tymi ricciarelli oj kusisz, jak tak można co? ;)
    jak zawsze piękna relacja
    zabierz mnie kiedyś ze sobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała wycieczka :) Tylko pozazdrościć :) I ja uwielbiam chodzić własnymi ścieżkami w czasie wakacji i różnych wyjazdów, poznawać nowe miejsca "od kuchni" w sensie dosłownym i tylko metaforycznym :)
    A ciasteczka bardzo ciekawe :) Podsunęłaś mi pomysł na ciekawy prezent :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dziś też podkradam pierwsze zdjęcie na pulpit. Wyjątkowo kojące kolory i faktury. I dołączam się do prośby: zabierz kiedyś ze sobą! Choć w pewnym sensie właśnie to robisz...;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko, ja to właściwie już chyba nic powinnam nic pisać. :) Mnie dech zapiera już od dawna i słów na wyrażenie zachwytu brakuje. Nie dość, że z Maciejem tak piękne zdjęcia robicie - to do tego jeszcze talent pisarski z małego palca wypływa... ;-)
    Muszę przyznać, że za toskańskimi krajobrazami tęsknię jak za żadnymi innymi. Kto choć raz tam był - wie o czym mówię. :) Ja podobnie jak Wy - najmilej wspominam wcale nie duże miasta (Florencja - sic!), ale te wędrówki po krętych dróżkach wśród wszechobecnych pól, z dala od głównych dróg.
    Natomiast uśmiechnęłam się szeroko na Twoją wzmiankę o częstych postojach w celach fotograficznych... Pamiętam jak męczyłam swoją rodzinę podobnymi postojami, choć wtedy wcale jeszcze nie miałam tego zapału fotograficznego co dzisiaj. Dzisiaj...to pewne! rodzina dostałaby białej gorączki i zapewne zostawiłaby mnie gdzieś w szczerym polu. ;-)) Haha... myślę, że nawet by mi to pasowało... :)
    Co do ciasteczek, to ani wspomnianych przez Ciebie ossi di morto, ani sieneńskich ricciarelli - nie jadłam. Co do pierwszych - zdaje się, że niewiele straciłam, co do drugich - dzięki Tobie jest to do nadrobienia i chętnie przepis wypróbuję (tym bardziej, że tak apetycznie wyglądają). :) Z naszego pobytu w Toskanii noszę natomiast w pamięci smak torrone (mój ulubiony), panforte (nieco mniej mi smakował), no i oczywiście cantucci.
    A od kilku dni, dzięki Wam obojgu, znów marzę o tej soczystej zieleni...na żywo. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Leloop, chodzimy dumni jak pawie. Być na pulpicie to nie byle jaki zaszczyt. :) Miło mi, że trafiłaś na nasz fotoblog.
    Na przeciwległej ścianie do fresku, o którym tu piszę znajduje się chyba pierwsza znana praca Martiniego (ta już na 100% jest jego autorstwa)"Maestà" właśnie bardzo bizantyjska w stylu. Aż rzeczywiście nachodza wątpliwości jak ten sam człowiek mógł namalować dwie tak różne rzeczy. A swoją drogą to niesamowite jest zacietrzewienie oponentów w kwestii "Guidoriccio da Fogliano".
    P.S. Syneczek po każdej dawce magicznego wywaru tylko więcej gra w komputerze.:(

    Majanko, bardzo , bardzo dziękuję za taki piękny komentarz. Miło mi, że ten fotoblog jest choć trochę interesujący.

    Iwonko, dziekuję. Szkoda tylko, że baardzo krótkie te wakacje. Jak tam zakwas?? Żyje?

    Agaa-aa, staram się jak mogę z tym kuszeniem. ;) Może będziesz miała ochotę kiedyś wypróbować ricciarelli?

    Tili, świetnie, że zamierzasz upiec te ciastka. One są trochę makaronikowe w smaku, ale bardziej chrupiące z wierzchu, co mi bardzo odpowiada. Maciek właśnie pożarł ostatniego. Niby tak po jednym podjadał, aż się skończyły. ;) Miło mi, że popierasz naszą fomułę zwiedzania. Ja po prostu organicznie nie znoszę tłumów. Choćby miejsce było najpiękniejsze, przestaje mi się natycmiast podobać, gdy muszę się rozpychać łokciami, żeby cokolwiek zobaczyć.

    Majmily's ależ się cieszę. Nasze zdjęcie już na drugim pulpicie!!! I masz rację Toskania ajest taka kojąca, faluje trochę jak zielone morze. :)

    Małgosiu, ojejku jaki cudny komentarz. Dziękuję Ci bardzo. Co do postojów fotograficznych, to ja właśnie przypomniałam Maćkowi, jak kiedys sie wściekał, że ja się ciągle zatrzymywałam, a teraz to już nie wiem kto jest gorszy... Chyba tylko Łukasz może to rozsądzić. ;) Jeśli chodzi o słodycze - to ja natomiast nie jadłam torrone ;), ale tu mamy coś bardzo podobnego o nazwie turron u sąsiadów zza wschodniej miedzy. Panforte przywiozłam do domu i jeszcze nie próbowałam. To wypiek bożonarodzeniowy, ale u nas chyba będzie na Wielkanoc. Na wystawach prezentowały się wspaniale i one i panpepato. Powiem Ci szczerze Małgosiu, że my już w samolocie w powrotnej drodze zaczęlismy planowac ponowny wypad do Toskanii. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnieszko , obudziłaś we mnie wspomnienia z podróży do Toskanii. I ogromną tęsknotę za tym zachwycającym regionem.
    Niestety nie miałam takiego szczęścia jak Ty, byłam w Sienie kilka razy, ale zawsze w sezonie letnim, gdy było bardzo tłoczno. Mimo to odnalazłam w tym uroczym miasteczku atmosferę minionych wieków. Jak napisał Gustaw Herling- Grudziński"Wszystko się tu starzeje, nic nie umiera"

    Ach , jak bardzo chciałabym znowu znaleźć się w Toskanii Ale to musi trochę poczekać
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  11. Od dziś mamy również zdjęcie z Toskanii na swoim ekranie komputera.Jest naprawdę fantastyczne! To ciekawe ,że można na nie patrzeć długo i podziwiać.Gratulacje z powodu pięknej wycieczki no i smakowitych opisów ciasteczek,zwłaszcza "ossi di morto"i ricciarelli.Pozdrawiamy Cię serdecznie .Joanna i Ryszard

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolejny raz jestem pod wielkim wrazeniem.
    Toskanie uwielbiam odkad spedzilam tam cudowne wakacje. Dlatego tym bardziej ciesze sie, ze moglam poogladac tak niezwykle zdjecia na Twoim blogu foto. Sama mialam zapedy by przystawac co chwila gdzies na uboczu w celu porobienia zdjec. Niestety czesto bylo to niemozliwe, gdyz Toskanie zwiedzalismy z malutka coreczka, ktora nie zawsze chciala z nami wspolpracowac. Mimo to mamy duzo wspanialych wspomnien i zdjec.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć, Rok temu założyłam serwis o ciastach i z ciastami. Widzę że jesteś mistrzynią kuchni dlatego chciałabym zaprosić Cię do prowadzenia ze mną serwisu. Obecnie mam też konkurs. Zamieścisz przepis? www.mojeciasto.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak miło znów, chociaż wirtualnie,wrócić do Toskanii;)))

    OdpowiedzUsuń
  15. hej! nominowalam Twojego bloga do Kreativ Blogger Award. Szczegoly tutaj. Jestem wierna fanka zarowno bloga jak i przepisow!

    OdpowiedzUsuń
  16. Brawo za całokształt; to chyba najdoskonalszy pod każdym względem blog w swojej kategorii i nie tylko. Pozdrawiam w dygach i ukłonach :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. hej Agnieszko
    Wlasnie wpadlam na Twojego bloga i jestem pod wrazeniem:)
    Fajne przepisy, super zdjecia.
    Pozdrawiam z Guimaraes
    Asia

    ps. bede probowala upiec (Twoj) sernik waniliowy i zrobic zakwas, a potem chleb i zurek - to moje zadania na wielkanoc. Zobaczymy czy wyjdzie z portugalskich produktow;) bo wlasciwie dopiero zaczynam przygode z gotowaniem i pieczeniem... A o serniku (choc troche innym niz polski) i zurku to marzymy od dawna...

    OdpowiedzUsuń
  18. Beato, dziękuję za piękny komentarz.

    Joanno i Ryszardzie, dziękuję za życzenia. Cieszymy się, że zdjęcia i opisy się spodobały.

    Karolko, po przeczytaniu Twojego komentarza pomyślałam, że zdjęcia zdjęciami, ale najważniejsze są wrażenia, zwłaszcza te któe pozostają nam na długo. Dotyczy to zresztą nie tylko Toskanii, ale podróżowania w ogóle. Przyjemne jest to, że można się nim cieszyć również po powrocie. :)

    Kasiu, miło mi że tu zajrzałaś i dziękuję za taki komplement i zaproszenie. W lewym górnym rogu bloga jest do mnie kontakt, gdybyś miała ochotę jeszcze coś skrobnąć. Już do Ciebie zaglądam. :)

    Joanno, miło mi, że mogę przywołąć trochę toskańskich wspomnień ...;)

    Hersylio, nie wiem co powiedzieć, czuję się zawstydzona. Przede wszystkim więc powitam Cię w moim netowym kąciku, zapraszam jak najczęściej i dziękuję za takie wspaniałe komplementy. Niezwykle mi miło!! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Joanno, miło mi bardzo, że do mnie zawitałaś. Ja też się w tym roku przymierzam do żurku na własnym zakwasie. Trzymam kciuki za Twoje polskie świąteczne dania, na pewno się znakomicie udadzą. Mam nadzieję, że tu jeszcze zajrzysz. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Agatq, czuję się zaszczycona i dziekuję za nominację. Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.