Przez święta, urodziny, a teraz "holenderski tydzień" (gościmy właśnie rówieśnika Łukasza z holenderskiego Nijmegen na szkolnej "wymianie"), na śmierć zapomniałam, że nie skończyłam mojej relacji z Toskanii. W końcu jakże to tak - pisać o Toskanii i nie wspomnieć ani o pecorino, ani o tamtejszych sławnych czerwonych winach.Rozwodziłam się już tutaj o cieszącym się wielką famą befsztyku alla fiorentina. Bistecca bisteccą, ale coś trzeba przecież do niej pić. A co jest najlepszego do czerwonego mięsa? Oczywiście czerwone wino, a najlepiej król toskańskich win czyli Brunello di Montalcino. Walczy ono od dawien dawna o palmę pierwszeństwa z Vino Nobile di Montepulciano. Mimo, że widokowo wygrywa naszym zdaniem to ostatnie maleńkie miasteczko, jeśli tyczy się bachusowego trunku do gustu przypadło nam bardziej Brunello z konkurencyjnego Montalcino (trochę czasu to zajmuje zanim człowiek rozezna się we wszystkich okolicznych miasteczkach na literę "M").
Brunello jest winem produkowanym tylko z jednej odmiany winogron - Sangiovese grosso . Tego typu wina, mające w swoim składzie wyłącznie jeden gatunek winnych gron, bywają nazywane z angielska monovarietal, a po portugalsku monocasta. Nie wiem prawdę mówiąc jak się przyjęło ten termin tłumaczyć na polski - kłania się brak lektury eposów polskich sommelierów ;) - może po prostu można je nazwać jednogatunkowymi? Dodam jeszcze, że mój mąż ma absolutnego hopla na punkcie tego rodzaju win, gdy usłyszy lub wypatrzy gdzieś słówko monocasta, od razu oczy mu się świecą i musi, no po prostu musi takowego trunku spróbować. ;) Tym bardziej nie mogliśmy więc wyjechać z Toskanii nie próbując Brunello. Popularność i światową renomę zyskali producenci z okolic Montalcino dopiero po II wojnie światowej. Wcześniej ich wino było cenione wśród lokalnych znawców, ale dopiero powstanie Consorzio del Vino Brunello di Montalcino i przyznanie winom z regionu DOCG ( Denominazione di Origine Controllata e Garantita ) spowodowało, że - bardzo zasłużenie zresztą - zrobiło Brunello w winnym światku wielką furorę.
Brunello to wino wymagające od swojego wytwórcy cierpliwości. Najpierw trzeba długo macerować winogrona, żeby ukraść im cały kolor i pełnię smaku. Potem wino leżakuje w starych dębowych beczkach (w/g prawa minimum 2 lata, a w praktyce najczęściej 3-4 lat), a następnie jeszcze nabiera dojrzałości już po rozlaniu do butelek (tu najkrótszy wymagany czas to 4 miesiące). Dopiero po tych wszystkich czasochłonnych procedurach może Brunello ukazać się na rynku. Te zasady są ściśle przestrzegane, co nie zmienia faktu, że co jakiś czas wybuchają we Włoszech afery z Brunello w roli głównej (ostatnia taka miała miejsce w 2008r i ochrzczona została mianem Brunellopolis, chodziło o nieprawne użycie przez niektórych producentów innych niż Sangiovese szczepów winogron).
Producenci z Montalcino dzielą swoje wina na normale i riserva (mówimy ciągle o Brunello, a nie o mniej szykownym choć całkiem dobrym winie z tego samego obszaru - Rosso di Montalcino). Butelki normale mogą ujrzeć światło dzienne w sumie zazwyczaj po 4 latach od winobrania, a te ostatnie - riserva dopiero po 5-ciu.
Gdzieś w Val di Chiana. Dwóch najbardziej zaciętych konkurentów w krwistoczerwonej kategorii. Fasada kościoła na głównym placu w Montepulciano.Gdy mam opisać Brunello, ciśnie mi się na usta portugalskie słowo redondo (okrągłe). Oddaje ono jakoś idealnie charakter tego trunku - wyważony, gładki smak, bez dominujących nut, delikatność na podniebieniu. Znawcy doszukują się w nim smaku jeżyn, ciemnych czereśni, czekolady. Wyczuwają zapach wyprawionej skóry i fiołków. Ja tak wrażliwych zmysłów nie mam i dlatego ubóstwiam słowa jednego z najsłynniejszych winiarzy świata - Duńczyka, właściciela Dominio de Pingus, winnic w hiszpańskim Ribera del Duero, z których pochodzi bajecznie dobre wino Pingus. Oto co Peter Sisseck odkrywczego powiedział : "I think a lot of people not into wine get confused by all that's said and written. Wine tastes pretty damn much like wine, although it may give associations to the other things"(w wolnym tłumaczeniu: "Myślę, że wiele osób nie związanych z winiarstwem czuje się zagubionych, słysząc co się mówi i pisze o winie. Wino smakuje przed wszystkim jak wino, choć może się kojarzyć z innymi rzeczami.")
Wracając do Brunello - ja wyczuwam w nim niezwykle przyjemne, dyskretne taniny i dojrzały, harmonijny owocowy smak. Ma piękny ciemno-rubinowy kolor i jest wyjątkowo przyjazne w piciu, rzecz jasna cudownie dopełniając potrawy toskańskiej kuchni.
Globalnie rzecz ujmując to nasze doświadczenia z włoskimi winami są dość skrajne. Czasami zdarzało nam się trafić na jakieś wprost genialne, ale sporo butelek było mocno przeciętnych. Prawdopodobnie wynika to z faktu, ze mamy słabe rozeznanie wśród włoskich producentów win. Chociaż z tego, co czytam sporo znawców tematu jest zdania, że jakościowo przez wiele lat włoskie wina ze średniej półki mocno ustępowały np. swoim francuskim odpowiednikom. Ostatnio się to podobno zmienia. Dużo złego przyniósł toskańskim winom masowy eksport - chyba do każdego zakątka globu - pośledniego gatunku Chianti.
Z pewnością więc jest to dla nas jeszcze region do eksploracji, do czego mocno zachęca degustacja Brunello. Szczerze mówiąc jest jeden poważny minus obcowania z tym winem - to niestety jego cena. Najtańsze butelki oscylują w granicach 20€, a tego co widzieliśmy nierzadkie są i takie po ... 700€. Tak jak już kiedyś pisałam w przypadku St. Emilion i innych enklaw w Bordeaux - jestem dość sceptycznie nastawiona do tego, czy ponad 30-krotna różnica w cenie dwóch butelek wina z tego samego regionu i podobnie sklasyfikowanych, przekłada się na tylokrotną intensyfikację wrażeń smakowych. To z pewnością bardzo subiektywne. Ja mam spore wątpliwości, ale w końcu ze mnie żaden znawca. Tym bardziej, że jak słusznie nadmienił nam właściciel hotelu, w którym się zatrzymaliśmy - w przypadku win zamykanych naturalnym korkiem (a z uwagi na tradycję drogie włoskie wina zawsze są tak korkowane) nic nam nie zagwarantuje, że nie inwestujemy w wino przypadkowym i nieszczęśliwym trafem - zepsute. I potem może być trochę przykro ....
Pozostawiając topowe butelki Brunello tym, dla których jego cena to drobiazg, delektujmy się więc tymi bardziej przyjaznymi dla kieszeni. Zaręczam, że te niby pośledniejsze Brunella również potrafią sprawić naszym kubkom smakowym wielką przyjemność. A może jednak ja się nie powinnam wypowiadać, bo nigdy wina w cenie 700€ nie piłam i z własnej kieszeni nie zamierzam w najbliższej przyszłości tyle wyłożyć.
Moje inne toskańskie opowieści:







18 comments: