piątek, maja 08, 2009

Na południe od Sieny czyli kraina czerwonym winem płynąca

Przez święta, urodziny, a teraz "holenderski tydzień" (gościmy właśnie rówieśnika Łukasza z holenderskiego Nijmegen na szkolnej "wymianie"), na śmierć zapomniałam, że nie skończyłam mojej relacji z Toskanii.  W końcu jakże to tak - pisać o Toskanii i nie wspomnieć ani o pecorino, ani o tamtejszych sławnych czerwonych winach.

Rozwodziłam się już tutaj o cieszącym się wielką famą befsztyku alla fiorentina. Bistecca bisteccą, ale coś trzeba przecież do niej pić. A co jest najlepszego do czerwonego mięsa? Oczywiście czerwone wino, a najlepiej król toskańskich win czyli Brunello di Montalcino. Walczy ono od dawien dawna o palmę pierwszeństwa z Vino Nobile di Montepulciano. Mimo, że widokowo wygrywa naszym zdaniem to ostatnie maleńkie miasteczko, jeśli tyczy się bachusowego trunku do gustu przypadło nam bardziej Brunello z konkurencyjnego Montalcino (trochę czasu to zajmuje zanim człowiek rozezna się we wszystkich okolicznych miasteczkach na literę "M").

Brunello
jest winem produkowanym tylko z jednej odmiany winogron - Sangiovese grosso . Tego typu wina, mające w swoim składzie wyłącznie jeden gatunek winnych gron, bywają nazywane z angielska monovarietal, a po portugalsku monocasta. Nie wiem prawdę mówiąc jak się przyjęło ten termin tłumaczyć na polski - kłania się brak lektury eposów polskich sommelierów ;) - może po prostu można je nazwać jednogatunkowymi? Dodam jeszcze, że mój mąż ma absolutnego hopla na punkcie tego rodzaju win, gdy usłyszy lub wypatrzy gdzieś słówko monocasta, od razu oczy mu się świecą i musi, no po prostu musi takowego trunku spróbować. ;) Tym bardziej nie mogliśmy więc wyjechać z Toskanii nie próbując Brunello. Popularność i światową renomę zyskali producenci z okolic Montalcino dopiero po II wojnie światowej. Wcześniej ich wino było cenione wśród lokalnych znawców, ale dopiero powstanie Consorzio del Vino Brunello di Montalcino i przyznanie winom z regionu DOCG ( Denominazione di Origine Controllata e Garantita ) spowodowało, że - bardzo zasłużenie zresztą - zrobiło Brunello w winnym światku wielką furorę.

Brunello
to wino wymagające od swojego wytwórcy cierpliwości. Najpierw trzeba długo macerować winogrona, żeby ukraść im cały kolor i pełnię smaku. Potem wino leżakuje w starych dębowych beczkach (w/g prawa minimum 2 lata, a w praktyce najczęściej 3-4 lat), a następnie jeszcze nabiera dojrzałości już po rozlaniu do butelek (tu najkrótszy wymagany czas to 4 miesiące). Dopiero po tych wszystkich czasochłonnych procedurach może Brunello ukazać się na rynku. Te zasady są ściśle przestrzegane, co nie zmienia faktu, że co jakiś czas wybuchają we Włoszech afery z Brunello w roli głównej (ostatnia taka miała miejsce w 2008r i ochrzczona została mianem Brunellopolis, chodziło o nieprawne użycie przez niektórych producentów innych niż Sangiovese szczepów winogron).

Producenci z Montalcino dzielą swoje wina na normale i riserva (mówimy ciągle o Brunello, a nie o mniej szykownym choć całkiem dobrym winie z tego samego obszaru - Rosso di Montalcino). Butelki normale mogą ujrzeć światło dzienne w sumie zazwyczaj po 4 latach od winobrania, a te ostatnie - riserva dopiero po 5-ciu.

Gdzieś w Val di Chiana. Dwóch najbardziej zaciętych konkurentów w krwistoczerwonej kategorii. Fasada kościoła na głównym placu w Montepulciano.

Gdy mam opisać Brunello, ciśnie mi się na usta portugalskie słowo redondo (okrągłe). Oddaje ono jakoś idealnie charakter tego trunku - wyważony, gładki smak, bez dominujących nut, delikatność na podniebieniu. Znawcy doszukują się w nim smaku jeżyn, ciemnych czereśni, czekolady. Wyczuwają zapach wyprawionej skóry i fiołków. Ja tak wrażliwych zmysłów nie mam i dlatego ubóstwiam słowa jednego z najsłynniejszych winiarzy świata - Duńczyka, właściciela Dominio de Pingus, winnic w hiszpańskim Ribera del Duero, z których pochodzi bajecznie dobre wino Pingus. Oto co Peter Sisseck odkrywczego powiedział : "I think a lot of people not into wine get confused by all that's said and written. Wine tastes pretty damn much like wine, although it may give associations to the other things"(w wolnym tłumaczeniu: "Myślę, że wiele osób nie związanych z winiarstwem czuje się zagubionych, słysząc co się mówi i pisze o winie. Wino smakuje przed wszystkim jak wino, choć może się kojarzyć z innymi rzeczami.")

Wracając do Brunello - ja wyczuwam w nim niezwykle przyjemne, dyskretne taniny i dojrzały, harmonijny owocowy smak. Ma piękny ciemno-rubinowy kolor i jest wyjątkowo przyjazne w piciu, rzecz jasna cudownie dopełniając potrawy toskańskiej kuchni.

Globalnie rzecz ujmując to nasze doświadczenia z włoskimi winami są dość skrajne. Czasami zdarzało nam się trafić na jakieś wprost genialne, ale sporo butelek było mocno przeciętnych. Prawdopodobnie wynika to z faktu, ze mamy słabe rozeznanie wśród włoskich producentów win. Chociaż z tego, co czytam sporo znawców tematu jest zdania, że jakościowo przez wiele lat włoskie wina ze średniej półki mocno ustępowały np. swoim francuskim odpowiednikom. Ostatnio się to podobno zmienia. Dużo złego przyniósł toskańskim winom masowy eksport - chyba do każdego zakątka globu - pośledniego gatunku Chianti.

Chyba najbardziej obfotografowana kapliczka w Toskanii o wschodzie słońca.

Z pewnością więc jest to dla nas jeszcze region do eksploracji, do czego mocno zachęca degustacja Brunello. Szczerze mówiąc jest jeden poważny minus obcowania z tym winem - to niestety jego cena. Najtańsze butelki oscylują w granicach 20€, a tego co widzieliśmy nierzadkie są i takie po ... 700€. Tak jak już kiedyś pisałam w przypadku St. Emilion i innych enklaw w Bordeaux - jestem dość sceptycznie nastawiona do tego, czy ponad 30-krotna różnica w cenie dwóch butelek wina z tego samego regionu i podobnie sklasyfikowanych, przekłada się na tylokrotną intensyfikację wrażeń smakowych. To z pewnością bardzo subiektywne. Ja mam spore wątpliwości, ale w końcu ze mnie żaden znawca. Tym bardziej, że jak słusznie nadmienił nam właściciel hotelu, w którym się zatrzymaliśmy - w przypadku win zamykanych naturalnym korkiem (a z uwagi na tradycję drogie włoskie wina zawsze są tak korkowane) nic nam nie zagwarantuje, że nie inwestujemy w wino przypadkowym i nieszczęśliwym trafem - zepsute. I potem może być trochę przykro ....

Pozostawiając topowe butelki Brunello tym, dla których jego cena to drobiazg, delektujmy się więc tymi bardziej przyjaznymi dla kieszeni. Zaręczam, że te niby pośledniejsze Brunella również potrafią sprawić naszym kubkom smakowym wielką przyjemność. A może jednak ja się nie powinnam wypowiadać, bo nigdy wina w cenie 700€ nie piłam i z własnej kieszeni nie zamierzam w najbliższej przyszłości tyle wyłożyć.



Moje inne toskańskie opowieści:

18 komentarzy:

  1. Agnieszko, bardzo ciekawa opowieść. Śliczne zdjęcia też. Myślę, że odpowiadałoby Wam sporo kalifornijskich winnic rodzaju "single vineyard". Ja tego rodzaju wina lubię smakować bo można wtedy porównać wino np. Cabernet lub Zinfandel (specjalność Kalifornii) z różnych lat z tej samej winnicy. Takie ograniczenie czynników moim zdaniem bardzo pomaga w ocenianiu tego, co się pije.
    Co do słownictwa opisów win, to nie ma chyba innej rady niż porównywać smak do innych powszedniejszych rzeczy. W pewnej lokalnej nam winnicy jest wspaniałe centrum edukacji, gdzie wącha się małe probówki zawierające zapachy znajdywane w winach. A zapach do zdaje się chyba jest 70% lub więcej smaku. Są tam więc zapachy świeżo skoszonej trawy (sic!), smoły, skórki cebulowej. To wszystko układa się we wspaniałą całość, nigdy do końca niezgłębioną.

    Pozdrowienia.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam sie Agnieszko, smak Brunello to cos niesamowitego! To z pewnoscia jedno z moich ulubionych win (choc i Vino Nobile di Montepulciano tez baaardzo lubie ;) ).
    A co do tych nieprzyjemnych 'korkowych' niespodzianek a propos wina, to wlasnie to mnie zawsze najbardziej 'przeraza'; tesc jest wielbicielem dobrych win, jednak co jakis czas otwarty trunek ma juz niestety 'octowy' posmak :/ Jesli wino zostalo kupione tu na miejscu to pol biedy - odnosi sie je do miejsca zakupu i prosi o zwrot ceny lub 'wymiane'; jesli jednak butelka zostala zakupiona we Francji czy Wloszech, to niestety nic juz nie mozna zrobic :/ Tym bardziej ze niewielu z nas ma odpowiednie warunki do przechowywania wina niestety :/

    Rozmarzylam sie czytajac Twoj tekst i patrzac na kolejne cudne zdjecia; juz wiem co musze dzis 'dokupic' ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, TOskania... Coraz bardziej mi bliska. Piękne zdjęcia, Agnieszko. Uwielbiam te z zielonym, przetykanym cyprysami tłem!

    NIe pamiętam, czy wypowiedziałąm się na temat tortu ponizej - rewelacyjny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hi hi, to wyzej pisałam ja, Ania :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładna opowieść, zacząłem wczoraj do snu i w toskańskim klimacie oddałem się odpoczynkowi w połowie tekstu. Dzisiaj przyszedł czas na koniec.

    Do obiadu natomiast planowana jest butelka z mojej wyższej półki (póki co chyba nawet najwyższej)- http://www.corderodimontezemolo.it/pagine/ita/prodotti/barolo_bricco_gattera.lasso

    Moja nieśmiała prośba o opowieść o winach portugalskich. A może jest post dotyczący tych, które pijecie najczęściej? Wyruszam na poszukiwania...

    OdpowiedzUsuń
  6. całe życie uważałem, że uczucie kłującej zazdrości jest mi obce.

    lektura tego bloga sprawiła, że zmieniłem zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnieszko, odwiedzam Twojego bloga już nałogowo i pożeram zdjęcia (wzrokiem) i pyszności (tu już bardziej konwencjonalnie). Pozdrawiam serdecznie ze słonecznej Warszawy, jednocześnie zazdroszcząc szumu oceanu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. achh, i zazdroszczę kulinarnej biblioteczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszko mnie sie cisnie na usta tylko jednp pytanie - skad Ty to wszystko wiesz?? :) Te wszystkie Twoje opowiesci sa przecudne. Gdybys napisala 10 stron przeczytalabym je jednym duszkiem! A teraz juz wiem jakiego wina szukac, jesli przypadkiem zawitam w opisywane przez Ciebie strony :)

    Pozdrawiam Cie bardzo cieplo!

    Polka

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnieszko, fantastycznie napisane, cudownie sfotografowane! Ach... nie mogę się napatrzeć. Tak kocham Włochy! Bella Toskania!:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Montepluciano...wrociły wspomnienia.Na winach to ja się kompletnie nie znam ale jak kończyłam wycieczkę po tym miasteczku miałam już nieżle w czubie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Doroto, ja strasznie żałuję, że jak byliśmy w Kalifornii to nie było czasu na Napa Valley. Może jeszcze kiedyś się uda. Zinfandel oczywiście znam i powiem więcej - przepadam za nim. A takie centrum edukacji to wspaniały pomysł. Co prawda te odczucia olfaktoryczne i smakowe są bardzo subiektywne. Mnie tylko nieodmiennie dziwi jak ludzie mogą porównywać to co czują w winie z nieznanymi im smakami. Np. założę się, że 99% Portugalczyków wyczuwających w winie jagody nawet nigdy w pobliżu prawdziwych jagód nie stało, już nie mówiąc o ich smakowaniu, czy też możliwości zapamiętania smaku. Mam nieodparte wrażenie, że piszący o winach nawzajem od siebie przepisują te specjalistyczne wrażenia.;)

    Beo, no właśnie to jest problem - zwłaszcza jak się kupi wino z myślą o przechowywaniu. Trudno coś zareklamować po kilku latach i to w dodatku za granicą. My nawet mamy dobre warunki do przechowywania, bo jakiś czas temu zakupiliśmy specjalna lodówkę do win z regulowaną temperaturą i wilgotnością, ale to nie zmienia faktu że można już nabyć zepsuta butelkę i wtedy te super kontrolowane warunki też nic nie pomogą.
    Moja rezerwa do Vino Nobile di Montepulciano być może wynika właśnie z tego, że mieliśmy pecha i jedna z butelek, którą nabyliśmy nadawała się do natychmiastowego wylania, a kupiona była w całkiem profesjonalnie wyglądającym winiarskim sklepie. Beo, a co musisz dokupić? Czyżby jakąś butelczynę Brunello?

    Aniu, dziękuję za jak zwykle przemiłe słowa. Bez cyprysów to by nie była prawdziwa Toskania. ;)

    Mich, no no no - Barolo to jest coś, chyba ma jeszcze większą famę niż Brunello. I zobacz to też jest monocasta, jednak coś w tych jednogatunkowych winach jest magicznego. ;) Co do portugalskich win, to spójrz tutaj: http://wina.no.sapo.pt/
    To taka nasza trochę bałaganiarska, dawno temu założona strona, ale jest tam z grubsza większość win portugalskich, które mieliśmy okazję pić na przestrzeni 10 lat. Ja się niezbyt nią chwalę, bo liczba wypitych butelek nie za dobrze o nas świadczy.;) No i samą stronę przydałoby się trochę dopracować. A posty o portugalskich winach na pewno będą. W planach jest jeden producent wino Porto i czerwonych win z Douro oraz "zielonego wina" z regionu Minho. Ja chyba dotąd wychodziłam z niesłusznego przekonania, że nie warto o nich pisać bo to takie zwyczajne jak klasyka polskiej kuchni.:)

    Marcinie, ;). Mam taką cichą nadzieję, że o nuż się ta pisania czasem przyda jakimś zapalonym smakoszom w planowaniu podróży. :)

    Marysiek, witam Cię u mnie bardzo serdecznie i dziękuję za przemiłe słowa. Ta biblioteczka to zaczyna być niestety poważne uzależnienie.;) Gorąco pozdrawiam z mglistego dziś Porto.

    Zawszepolko, ależ cóż ja tam wiem!! Trochę tam sobie czasem poczytam o winach, które zamierzam pić, ale nigdy nie doskoczę do wiedzy przeciętnego mieszkańca jakiegoś winiarskiego kraju - oni to chyba wysysają z mlekiem matki.:)
    Pociesza mnie, że te przydługie posty Cię nie zniechęcają. Ten obecny miał być jeszcze o serze, ale musiałam go podzielić, bo jak zwykle wyszedł przegadany.

    Majanko, dzięki serdeczne. Toskania jest urocza, już bym mogła tam jechać ponownie.

    Joanno, jesteś cudowna!!! Ja się przyznam bez bicia, że mam podobne wrażenia z hiszpańskiego Eskurialu - zwiedzaliśmy go w grudniu i najpierw nie mogliśmy znaleźć we mgle. Zdecydowaliśmy się więc ją przeczekać na obiedzie w restauracji. Ponieważ Maciek prowadził ja pozostałam sam na sam z pierwszą w życiu butelką wina Rioja. Potem pamiętam, że Eskurial był duży i jakoś źle widoczny ... pewnie przez tą mgłę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak tak, mialam na mysli dokupienie jakiegos dobrego trunku na weekend ;)
    Co do lodowki, to tesc rok temu zdaje sie wlasnie taka zakupil, bo w jego piwnicy byly zbyt duze roznice temperatur. Ale tak jak piszesz, nie zmienia to niestety faktu, ze butelka zakupiona moze byc juz zepsuta niestety :/

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzieki Agnieszko za ciekawy i szczegolowy opis:) Tez sie zgadzam, ze recepcja wina jest bardzo subiektywna. Z mojego osobistego doswiadczenia wynika, ze nie sama marka wina, ale mnostwo roznych czynnikow wplywa na to, czy bedzie wyborne, tj. rok produkcji, wiek wina, lezakowanie itp. Wiele mozna skontrolowac, ale ostateczny wynik jest tez troche przypadkowy, unikalny dla kazdej butelki. I stad pewnie czasem przychodzi rozczarowanie drogim winem.
    To samo wino smakuje mi tez roznie w towarzystwie konktretnych dan, pory dnia czy miejsca. W zeszlym roku zachwycily mnie dwa wina chorwackie. Kupilam dokladnie te same, ale w domu smakowaly radykalnie innaczej niz tam.
    Cena trunku to inny czynnik, jednak wedlug mnie te calkiem przyzwoite zaczynaja sie mniej wiecej od 6.90 euro.
    W weekend bylam na wloskiej imprezie urodzinowej - solenizant z Toskanii - wiec kilka win z regionu sie pojawilo:) Znajomi Wlosi faktycznie maja wiedze winiarska, ktorej tylko mozna pozazdroscic. Przywoza czasem swietne wina od rodziny i sasiadow - w zadnych tam butelkach ze znana etykieta, tylko w kanistrach, ktore szybko robia sie puste;) To samo z oliwa.
    A po winie nie ma to jak przeboje z San Remo;)

    OdpowiedzUsuń
  15. @StronySmaku:

    Calkowicie zgadzam sie z Tobą. Przyjemnosć, którą sie uzyskuje pijąc wino jest wykladnią wielu czynników.
    Wedlug mnie zależy ona od:
    1. jakości wina
    2. spożywanego z winem posilku
    3. towarzystwa i atmosfery przy stole
    4. miejsca picia wina ( mam na mysli odległość od winnicy lub regionu produkcji danego wina )
    5. pogody, ktora panuje w momencie picia wina


    Maciek.

    OdpowiedzUsuń
  16. Strony Smaku, widzę, że moja druga połówka podzieliła się już z Tobą swoją subiektywną listą czynników wpływających na odbiór wina. Ja bym jeszcze dodała, że dla mnie wpływ ma jeszcze wcześniejsza wiedza o winie, informacje o producencie, pobyt w winnicy itp. I masz rację, że zazwyczaj wino najlepiej smakuje w regionie, w którym powstało. Choć nam się już kiedyś zdarzyła sytuacja odwrotna. Kupiliśmy 2 butelki dość znanego tutaj wina Meandro z okolic Douro, 92 pkt Wine Spectator, ochy i achy, a mi ono nie smakowało, gdy piliśmy je w domu w Porto. Druga butelka pojechała do PL, bo znajomi o nią prosili i w szary zimowy wieczór w Sopocie, na tle innych przyniesionych trunków to wino nagle stało się gwiazdą wieczoru. Tak że często miłe towarzystwo przeważa nad innymi czynnikami.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciekawy blog, ładne zdjęcia, interesujące opisy i taki zgrzyt:
    "Ja bynajmniej mam spore wątpliwości..."
    bynajmniej = wcale, zupełnie, ani trochę
    Życzę wielu ciekawych podróży!
    Leon

    OdpowiedzUsuń
  18. Już poprawiłam, żeby aż tak nie zgrzytało.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.