poniedziałek, lutego 23, 2009

W Dolinie Białych Win


Fotograficzny żart na temat Chambord.

W Château du Breuil spędziliśmy dwa dni. Mieliśmy więc okazję jeszcze trochę pozwiedzać okolicę przed Nowym Rokiem. Jak może niektórzy moi czytelnicy pamiętają, udało nam się już w czasie letnich wakacji spenetrować w Dolinie Loary małą winną enklawę Vouvray, przy okazji zaliczając kilka okolicznych architektonicznych perełek. Tym razem przebywaliśmy w regionie Cheverny, mieliśmy więc rzut beretem do zamków Chambord i samego Cheverny oraz całkiem niedaleko do Blois, z czego nie omieszkaliśmy oczywiście skorzystać. Muszę przyznać, że cudownie się zwiedza 31 grudnia. Bardzo polecam tę porę, bo najwyraźniej większość turystów pragnie być wtedy tylko i wyłącznie w Paryżu. Nawet klatkę schodową w Chambord , jak gminna wieść niesie być może zaprojektowaną przez Leonarda da Vinci , dało się tego dnia obejrzeć nie następując na stopy tłumom ludzi. Fiaskiem jedynie zakończyły się moje i Łukasza poszukiwania słynnej sentencji wydrapanej na szybie przez Franciszka I (tej o zmienności kobiecej duszy), ale to nie z winy innych zwiedzających, powodem był pewnie fakt, że od XVI wieku zdążyli w Chambord zmienić parę razy szyby. ;) Zlokalizowaliśmy za to aż w nadmiarze wizerunki jaszczurek - ulubionego symbolu wspomnianego króla.


Zimowe Chambord. Jaszczurki króla Franciszka. Gragoyle z Chambord. Pałacowe zbiory. Ludwik XII konno, nad głównym wejściem do zamku w Blois.

Nie udało nam się niestety odwiedzić, co mieliśmy w planach, małej manufaktury, gdzie tłoczony jest najlepszy ponoć w okolicy olej z orzechów laskowych. Postanowiliśmy więc zamiast tego zapoznać się z okolicznymi winami. Dla lubiących wiedzieć, gdzie się znajdują miejsca, o których mowa, dołączam szczegółową mapkę Val de Loire. Samo AOC Cheverny to spory region produkujący głównie białe, wytrawne wina (podstawowy szczep to Sauvignon). Trochę na marginesie znajdują się tu czerwone i różowe wina robione głównie z winogron Gamay (swoją drogą to przyjemny szczep, dający lekkie, dość jasne w barwie wina czerwone i znakomite różowe, moim zdaniem fantastyczne na ciepłą porę roku). Ponoć tradycję winiarską w tym regionie rozpoczął na dużą skalę nie kto inny, jak wspomniany już król Franciszek I (a nie mówiłam, że jedzenie i picie to we Francji poważna sprawa).

Zarówno AOC Cheverny jak i AOC Cour-Cheverny leżą w dużym regionie Touraine. Wina z Doliny Loary. Degustować można tu co krok - ten producent ulokował się tuż za murem Château du Breuil.

Na obszarze Cheverny wyróżnia się jeszcze maleńki AOC Cour-Cheverny, słynny ze starego i rzadkiego szczepu Romorantin, sprowadzonego tu przez wyżej wymienionego władcę w 1519r. z Burgundii, a swoją nazwę zawdzięczającego wioseczce , w której król zamierzał postawić swoją rezydencję (koniec końców padło na Chambord, choć króla irytowało, że nie płynie tam Loara, wiec kazał zmienić bieg jej dopływu, żeby wdzięcznie pluskał koło jego domostwa). Szczep ten, kiedyś bardzo popularny, teraz właściwie rzadkość, daje białe, wytrawne wina, początkowo intensywnie kwaskowe i mineralne, ale świetnie się przechowujące i z biegiem czasu nabierające delikatności i klasy. W latach, gdy możliwy jest późny zbiór i winogrona pokrywają się szlachetną pleśnią można z Romorantin otrzymać nawet wina nieco podobne do moelleux - już nie wytrawne, ale z dyskretną miodowo-kwiatową słodyczą. Znakomite do deserów (takie było właśnie Cour-Cheverny 2003, Domaine de Moncy, które mielismy okazję degustować w Château du Beuil).

Winorośl ta jest również ciekawa pod względem ..... genetycznym. Na Uniwersytecie Kalifornijskim zrobiono jej analizę DNA i okazało się, że jej rodzicami są 2 szczepy : Gouais blanc i Pinot fin teinturier. Ten pierwszy sprowadzony był na dzisiejsze tereny Francji gdzieś z okolic Chorwacji jeszce przez Rzymian. Mało wymagający, bardzo rozpowszechniony, jak mówiono plebejski. Co innego Pinot - ten był szlachetny, delikatniusi i trudniejszy w uprawie, gościł wobec tego raczej na pańskich stołach. Możemy więc powiedzieć, że rzadki dziś szczep Romorantin to owoc takiego jakby mezaliansu winorośli. ;) A że jego przodkowie mocno się różnili swoim genomem, co jak wiemy z biologii bardzo służy potomstwu - owoc ich związku był tak żywotny, że nawet, jako jednemu z nielicznych, udało mu się przetrwać plagę niszczycielskiej filoksery pod koniec XIX wieku.


Jedna z wież Chambord - cała dla nas. Podwójną helisę można spotkać nie tylko w DNA - także w klatkach schodowych nad Loarą, na ostatnim zdjęciu helisa widziana z dołu.

Nawiązując do poprzedniego postu, jeszcze kilka uwag o winach pitych przez nas w czasie Sylwestra. Większość podanych do posiłku trunków pochodziła właśnie z bliższych lub dalszych okolic Château du Breuil (z wyjątkiem szampanów i czerwonego wina do dania głównego). To nas bardzo ucieszyło, bo zgodnie z naszą filozofią, dało nam możliwość degustacji win charakterystycznych dla danego regionu, co zawsze usiłujemy robić zwiedzając konkretną okolicę. Mój mąż jednak podsumował - z dużą dozą słuszności, jak śmiem twierdzić - że czuł się w trakcie tego soirée zanadto zbombardowany ilością wrażeń smakowych. Pomijając kwestię, że najprawdopodobniej nie zdołaliśmy w tym natłoku bodźców (bo było to licząc z szampanami 6 gatunków bachusowego trunku do jednej kolacji), docenić walorów poszczególnych win, to jeszcze taka mieszanka, w dodatku pita o dość dziwnej porze, nie ułatwiła nam 1000 km powrotnej podróży do Portugalii następnego ranka. ;)


8 komentarzy:

  1. jak zawsze przepiękny opis i bardzo ciekawy

    co do ostatniego akapitu, może i dobrze, ze tak się stało, jest to jakiś impuls by pojechać tam ponownie, na dłużej, zwiedzić więcej... ja bardzo uwielbiam długie spacery po nieznanych mi miejscach, polach, lasach

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta helisa naprawdę buduje klimat!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowicie się czyta,jak zawsze, a zdjęcia są boskie!
    Czy nie planujesz napisać książki?
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. OStatnio na dobre obudziła się w Tobie dusza reportera, Agnieszko! :) Bardzo mi się miło czyta te relacje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh oui! Chambord! Jeden z moich ulubionych zamkow!!! Jedne z moich piekniejszych wspomnien :) A po zobaczeniu 'Peau d'âne' jako dziecko nawet chcialam tam zamieszkac ;)
    Ja zwiedzalam Chambord na przelomie stycznia i lutego i tez nie bylo na szczescie zbyt tloczno; niestety wtedy zwracalam uwage na nieco inne rzeczy niz teraz, z pewnoscia o wiele mniej gastronomiczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. jak juz zauwazylam w komentarzu do kolejnego, serowego posta temat winny nie jest tym na ktory moglabym sie wypowiadac. coz, po latach beztroskiej i niekontrolowanej konsumpcji napojow wyskokowych niektore organa poczely odmawiac wspolpracy z wlascicielka ;) do tematu moge wiec ewentualnie podejsc teoretycznie, coz to jednak za przyjemnosc ;)
    natomiast kwestia historyczno-sztuczna to juz zupelnie insza inszosc :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Aga-aa, całkowicie się z Tobą zgadzam. Jakoś Francja (jeszcze by się kilka innych miejsc znalazło oprócz niej ;) ) ma to do siebie, że im więcej człowiek tam bywa tym jego apetyt rośnie(dosłownie i w przenośni). Ja mam takie marzenie, żeby mieć czas na spokojne zwiedzenie tamtejszych regionów winiarskich. I nie mam na myśli tych dużych, tak ogólnie, typu Bordeaux, Alzacja itp., a właśnie takich przeróżnych perełek i rzadkości.

    Maimily's :), miło mi że ktoś docenia moje mizerne językowe parabole. ;)

    Majano, gdzież mi tam do książki, któżby chciał to czytać. Wystarczą mi przemili komentujący w necie. :)

    Aniu, no proszę , a mi niektórzy wmawiają, że ja bezduszna jestem.;) A tutaj reportera, bo reportera, ale zawsze dusza. :) Serdecznie Cię pozdrawiam i dziekuję za sympatyczny komentarz.

    Beo, natychmiast sprawdziłam tą "oślą skórkę" i przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia o istnieniu tej bajki. No, no, no, widzę, że Twoje francuskie wykształcenie ma głębokie podstawy, bo już od dzieciństwa się wprawiałaś. :)

    Joanno, cieszę się, że fotki Ci przypadły do gustu. Pozdrawiam serdecznie.

    Leloop, fakt, ja też czuję coraz bardziej, że z czasem psiakość organy zaczynają szwankować i trzeba się zacząć ograniczać. Dlaczego większość przyjemnych rzeczy szkodzi? Ot, na filozoficzne pytania mnie naszło... ;)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.