wtorek, grudnia 23, 2008

Świąteczne życzenia



Jak co roku składam najserdeczniejsze świąteczne życzenia wszystkim moim czytelnikom i sympatykom tego blogu. To już moje trzecie "blogujące" święta i muszę przyznać, że przez ten szmat czasu bardzo się zżyłam i zaprzyjaźniłam z wieloma tu zaglądającymi osobami.

Tym razem nasze Boże Narodzenie będzie poza Portugalią. Po raz pierwszy od 9-ciu emigracyjnych lat spędzimy je w Polsce z naszą rodziną.

Tradycyjnie już życzę Wam, aby te Święta spełniły Wasze oczekiwania pod każdym względem - pogodowym, prezentowym i rzecz jasna kulinarnym (o to najmniej się obawiam, bo wiem, że piszę do pasjonatów gotowania i oczami wyobraźni już widzę Wasze stoły uginające się od samych pyszności). Przede wszystkim jednak trzymam kciuki za bożonarodzeniowy nastrój w Waszych domach, bo ten zależy nie tylko on nas samych, ale i od naszych bliskich. Oby i oni mieli podobną do nas wizję tych najpiękniejszych w roku Świąt.

niedziela, grudnia 14, 2008

Mój świąteczny miodownik





Długo dumałam przed zrobieniem tego ciasta. Przepisów na nie są miliony. W zależności od regionu nosi też różne nazwy - miodownik, stefanka, a nawet królewiec. Proporcje składników też są zmienne, co przyprawiało mnie o największą frustrację, bo jak tu wybrać te najlepsze, gdy się jeszcze nigdy nie piekło danego ciasta. To ostatnie stwierdzenie to właściwie nie jest prawda, bo kiedyś w bardzo zamierzchłej przeszłości, gdy jeszcze mieszkaliśmy w Polsce, a ja byłam świeżo upieczoną mężatką, już je robiłam i pamiętam, że bardzo nam smakowało. Tyle że oczywiście nie mam najmniejszego pojęcia z jakiego to było przepisu.

Nie pozostało mi więc nic innego niż studiować wnikliwie dostępne w necie, książkach i czasopismach przepisy, posiłkując się zwłaszcza widniejącymi pod nimi opiniami osób, które już je piekły. Mogę powiedzieć, że mój przepis jest kompilacją receptur dziewczyn z forum CinCin: Gusi, Iguany, z pewnymi modyfikacjami Paulinki i Roggie. Oczywiście musiałam też dorzucić moje trzy grosze - tu ująć cukru, tam dodać miodu, zwiększyć proporcje kremu w stosunku do ciasta. Efekt takich modyfikacji bywa różny, szczęśliwie tutaj był bardzo zadowalający. Uprzedzam tylko wszystkich łakomczuchów, że ciasto można najwcześniej zacząć konsumować na drugi dzień po przygotowaniu. Moim zdaniem jest to znakomity wypiek na Boże Narodzenie, u nas w zeszłym roku zastąpił piernik (stąd dodatek do ciasta przyprawy do pierników), z którym to niezmiennie i od lat mam na pieńku. ;)



Miodownik

foremka 28x35cm

Ciasto:
100g masła
180g cukru
1 op. cukru waniliowego
2 jajka
5 łyżek kwaśnej śmietany
3 łyżki miodu
2 łyżeczki sody
500g mąki
2 łyżeczki przyprawy do piernika
szczypta soli

Polewa orzechowa:
4 łyżki miodu
3 łyżki cukru
2 łyżki masła
200g orzechów włoskich

Krem grysikowy:
10 łyżek (115g) kaszy manny
500ml mleka 3,5%
250ml mleka skondensowanego niesłodzonego
2/3 szkl cukru
2 żółtka
1op. cukru waniliowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
250g masła
2 łyżki likieru waniliowego lub innego ulubionego alkoholu

Ciasto:
Nagrzać piekarnik do 160-170ºC. Masło zmiksować z cukrem i cukrem waniliowym na puszystą masę. Nadal ucierając dodawać pojedynczo jajka. Śmietanę wymieszać z miodem i sodą. Ostawić na 2-3min. Masę śmietanową dodać do masy maślanej nadal ubijając. Mąkę przesiać z solą i przyprawą do piernika. Dodawać ją stopniowo do masy, ubijając na niskich obrotach.

Podzielić ciasto na 2 części. Cieniutko rozsmarować połowę ciasta łyżką (moczoną od czasu do czasu w zimnej wodzie) w blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec przez ok. 20 min. Po wyjęciu z piekarnika poczekać aż ciasto przestygnie i dopiero wyjąć razem z papierem z formy (w przeciwnym wypadku może się połamać).

Rozsmarować w blaszce na papierze do pieczenia druga część ciasta i rozłożyć na nim równomiernie polewę orzechową (wykonanie poniżej). Piec tak jak pierwsze ciasto.

Polewa orzechowa:
Rozgrzać na patelni masło, miód i cukier. Dodać orzechy i kilka minut przesmażyć.

Krem grysikowy:
Mleko skondensowane wymieszać z kaszą manną. Zwykłe mleko lekko podgrzać z cukrem, wlać do niego grysik rozrobiony z mlekiem skondensowanym i ciągle mieszając zagotować. Gotować na maleńkim ogniu nadal mieszając do zgęstnienia. Zdjąć masę z ognia, do gorącej wbić 2 żółtka i dobrze wymieszać, dodać cukier waniliowy i ekstrakt. Odstawić przykrytą folią spożywczą do całkowitego wystygnięcia (najlepiej folię położyć bezpośrednio na masie, wtedy nie utworzy się niepożądany kożuch). Masło zmiksować na puch. Dodawać do niego po 1 łyżce zimnej masy z kaszy manny ciągle ubijając, na koniec wmiksować 2 łyżki likieru.

Składanie ciasta:
Na dno formy położyć warstwę ciasta bez polewy, na niej rozłożyć krem, a następnie przykryć ciastem z polewą orzechową. Tę ostatnią warstwę podnosić i układać na kremie "na cztery ręce"albo przekroić na pół i układać na masie połówki ciasta. Jest ono dość miękkie i kruche, te wszystkie ostrzeżenia są po to żeby się ustrzec nieestetycznego złamania ciasta. Miodownik można jeść najwcześniej na drugi dzień po zrobieniu (a idealnie to na trzeci), wówczas warstwy ciasta miękną od kremu i całość robi się wilgotna.


środa, grudnia 10, 2008

Świąteczna pierś z indyka

I jak ja mam tu się nastrajać do Świąt, gdy za oknem słońce świeci jak zwariowane, a na trawniku można znaleźć takie kwiatki . Niedawno Małgosia z blogu "Pieprz czy wanilia", zapytała jakie są w Portugalii oznaki zimy. Te z niedzielnego spaceru i z mojego ogródka załączam powyżej. ;)

Chyba ta aura powoduje, że rok w rok za późno się zabieram za kupowanie prezentów i strojenie domu. Może jedynie kulinarnie nadążam , bo kuchenne prace w większości trudno rozpocząć z dużym wyprzedzeniem. W tym roku jednak w nosie mam tutejszą pomyloną pogodę i trzymam kciuki za mroźne, i jeśli się da - białe Święta w Polsce. Po dziewięciu Bożych Narodzeniach na obczyźnie , wreszcie udało nam się - po wielu trudach - wywalczyć grudniowe urlopy i jedziemy do Gdańska. Tak że w te Święta przypadnie mi degradująca i jakże przyjemna rola kuchcika czy też pomocy kuchennej, bo ster rządów w kuchni będą dzierżyć panie domu, u których będę gościć. Moje przygotowania do Świąt są więc w tym roku trochę na jałowym biegu, ale postanowiłam podzielić się z Wami tradycyjnymi u nas potrawami, które zawsze w moim domu bywają na stole.

Pierwszy dzień Świat upływa zwykle pod znakiem zimnego bufetu, okraszonego tylko ciepłym barszczem z uszkami i bigosem. Dlatego co roku poszukuję ciekawych przepisów na pieczone mięsa, dobre do jedzenia na zimno. Ta pierś z indyka w dość egzotycznym wydaniu (bo marynata ma wyraźne nuty karaibskie, kojarzące się z przyprawą jerk z Jamajki) weszła już u nas do stałego repertuaru. Choć jeśli przyjrzeć się składnikom dania (korzenie, cytrusy i indyk) to przecież są wręcz klasycznie świąteczne. Mięso trzymane w tej bogatej w składniki zalewie jest soczyste i kruche. Co do dodatku octu - to ja ostatnio eksperymentuję ze szwedzkim żurawinowym z Ikei lub niedawno własnoręcznie zrobionym octem z granatów.
Jeśli ktoś woli to jak najbardziej może taką indyczą pieczeń jeść jako główne danie na ciepło.




Pierś indyka z Jamajki
duża pierś indyka (1-1,5 kg)

Marynata typu "jerk":

1/2 szkl soku wyciśniętego z pomarańczy

1/3 szkl octu z białego wina
2 łyżki słodkiego białego wina
1/4 szkl jasnego sosu sojowego

1/4 szkl oliwy

1 papryczka jalapeño z zalewy drobno pokrojona

1 łyżka brązowego cukru

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka suszonego tymianku

1 łyżeczka mielonego cynamonu

1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej

1 łyżka zmielonego ziela angielskiego

1 łyżka startego świeżego imbiru

3 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę

4 zielone cebulki część zielona i biała pokrojone w plasterki

ewentualnie morele suszone do nadziania


Wymieszać składniki marynaty i zalać nią pierś indyka. Odstawić w przykrytym naczyniu
najlepiej na noc do lodówki. Wyjąć z marynaty, można nadziać morelami robiąc w mięsie od góry małe nacięcia. Piec w rękawie foliowym w 200ºC (ja piekę razem z marynatą, wówczas pierś jest bardziej soczysta). Czas pieczenia zależy od wagi mięsa i oczywiście od właściwości naszego piekarnika. U mnie to zwykle ok. 50 min na 1 kg mięsa.

niedziela, grudnia 07, 2008

Wymarzony cheesecake waniliowy



Nie wiem czy w Waszych domach tradycyjnie na Boże Narodzenie piecze się sernik. To ciasto kojarzy się chyba ściślej z Wielkanocą niż z zimowymi świętami. Przynajmniej w moim rodzinnym domu sernik co prawda często bywał, ale nigdy nie był obowiązkowy. Od kiedy jednak Święta spędzamy poza krajem, a mój syn nauczył się walczyć o swoje smakowe upodobania sernik musi być. W zeszłym roku w okolicach Bożego Narodzenia skusiłam się na sernik waniliowy autorstwa Jennie Shapter, zaproponowany przez Dorotus z blogu "Moje wypieki". Autorka słynie w blogosferze ze znakomitych słodkich wypieków i wyjątkowo przemawiających do zmysłów zdjęć. Tak jak sama Dorotus pisze o tym serniku - jest on absolutnie doskonały - lekki, puszysty, a jednocześnie kremowy. U nas w domu to ideał.

Ja jedynie nie nadałabym mu nazwy sernik, a pozostała przy angielskiej cheesecake. To może trochę idiotycznie wygląda językowo, ale ja mam swoją prywatną klasyfikację ;) i dla mnie cheesecake to co innego niż sernik.
Ten ostatni to w mojej nomenklaturze typowo polski wypiek tylko i wyłącznie z polskiego twarogu, kwaskowaty w smaku, raczej nie kremowy, naładowany bakaliami i mnóstwem jajek, z ubijanymi osobno białkami, rosnący w czasie pieczenia (a często gęsto i opadający po wyjęciu z piekarnika ;) ). Tym samym dla mnie niestety zazwyczaj niemożliwy do zrobienia, z oczywistego powodu - braku w Portugalii polskiego twarogu (no dobrze, dobrze - czasem zdobędę ukraiński i wtedy jest wielkie święto).
Cheesecake
to coś zupełnie innego - rodowód ma amerykański, choć oczywiście jego przodkiem jest nasz wschodnioeuropejski sernik. W składzie ma zawsze idealnie gładki ser typu philadelphia. W czasie pieczenia zwykle mocno nie rośnie, a gotowy ma niezwykle kremową konsystencję. I nie zapominajmy, że obowiązkowo posiada kruchy, często herbatnikowy spód.
Ot, taka to moja klasyfikacja dla prywatnych potrzeb. ;)

W związku z tym sernikowym postem przyszła mi do głowy refleksja - jak to tradycja, która w samym swoim założeniu powinna być stara, niezmienna i konserwatywna jednak ewoluuje w czasie. Bo jakaż Polka tak z 20 lat temu robiłaby cheesecake na Święta. Tym gorzej, że mi to dzisiaj wcale nie wydaje się jakoś szczególnie występne i bardzo odbiegające od bożonarodzeniowych zwyczajów. Powiem więcej - moje dziecko bez takiego sernika nie wyobraża sobie Świąt, więc dla niego to już rdzenny domowy obyczaj. Może jeszcze dla jasności dodam, że oprócz tego ciasta mój synalek nie je żadnych innych tradycyjnych bożonarodzeniowych wypieków, z natury rzeczy zawierających rodzynki, orzechy lub mak. Tak że, jak sami widzicie i ja i on wybór mamy niewielki. Ja muszę sernik upiec, bo on nie miałby co na Święta jeść.

Gwoli ścisłości: dokonałam pewnym zmian - jak to zwykle ja - w oryginale przepisu zaprezentowanego przez Dorotus. Sprowadzają się one w zasadzie do stwierdzenia, że zmniejszyłam ilość spodu, a zwiększyłam masy serowej. My tak po prostu najbardziej lubimy - cienki spód i mnóstwo gładziutkiej kremowej masy. Mmm, po prostu pycha!!

Cheesecake waniliowy

tortownica o średnicy 22cm

Spód:
130g herbatników digestive
40g roztopionego masła

 Masa serowa:
3 jajka1 op. cukru waniliowego
150g drobnego cukru
800g serka kremowego typu philadelphia
1 łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
225ml śmietany kremówki

Spód:
Tortownicę owijamy z zewnątrz folią aluminiową. Herbatniki kruszymy malakserem. Dodajemy roztopione masło. Dokładnie mieszamy i rozkładamy masę na spodzie tortownicy ubijając dnem szklanki . Wstawiamy do lodówki.

Rozgrzewamy piekarnik do 170ºC. Ubijamy mikserem jajka z cukrem i cukrem waniliowym, aż zrobią się kremowe. Dodajemy resztę składników i krótko miksujemy do otrzymania gładkiej masy. Wylewamy ostrożnie łyżką na spód. Pieczemy przez ok. 50-60min aż wierzch sernika się zetnie. Zostawiamy do wystygnięcia w piekarniku. Gdy osiągnie temperaturę pokojową wstawiamy na całą noc do lodówki.