środa, grudnia 10, 2008

Świąteczna pierś z indyka

I jak ja mam tu się nastrajać do Świąt, gdy za oknem słońce świeci jak zwariowane, a na trawniku można znaleźć takie kwiatki . Niedawno Małgosia z blogu "Pieprz czy wanilia", zapytała jakie są w Portugalii oznaki zimy. Te z niedzielnego spaceru i z mojego ogródka załączam powyżej. ;)

Chyba ta aura powoduje, że rok w rok za późno się zabieram za kupowanie prezentów i strojenie domu. Może jedynie kulinarnie nadążam , bo kuchenne prace w większości trudno rozpocząć z dużym wyprzedzeniem. W tym roku jednak w nosie mam tutejszą pomyloną pogodę i trzymam kciuki za mroźne, i jeśli się da - białe Święta w Polsce. Po dziewięciu Bożych Narodzeniach na obczyźnie , wreszcie udało nam się - po wielu trudach - wywalczyć grudniowe urlopy i jedziemy do Gdańska. Tak że w te Święta przypadnie mi degradująca i jakże przyjemna rola kuchcika czy też pomocy kuchennej, bo ster rządów w kuchni będą dzierżyć panie domu, u których będę gościć. Moje przygotowania do Świąt są więc w tym roku trochę na jałowym biegu, ale postanowiłam podzielić się z Wami tradycyjnymi u nas potrawami, które zawsze w moim domu bywają na stole.

Pierwszy dzień Świat upływa zwykle pod znakiem zimnego bufetu, okraszonego tylko ciepłym barszczem z uszkami i bigosem. Dlatego co roku poszukuję ciekawych przepisów na pieczone mięsa, dobre do jedzenia na zimno. Ta pierś z indyka w dość egzotycznym wydaniu (bo marynata ma wyraźne nuty karaibskie, kojarzące się z przyprawą jerk z Jamajki) weszła już u nas do stałego repertuaru. Choć jeśli przyjrzeć się składnikom dania (korzenie, cytrusy i indyk) to przecież są wręcz klasycznie świąteczne. Mięso trzymane w tej bogatej w składniki zalewie jest soczyste i kruche. Co do dodatku octu - to ja ostatnio eksperymentuję ze szwedzkim żurawinowym z Ikei lub niedawno własnoręcznie zrobionym octem z granatów.
Jeśli ktoś woli to jak najbardziej może taką indyczą pieczeń jeść jako główne danie na ciepło.




Pierś indyka z Jamajki
duża pierś indyka (1-1,5 kg)

Marynata typu "jerk":

1/2 szkl soku wyciśniętego z pomarańczy

1/3 szkl octu z białego wina
2 łyżki słodkiego białego wina
1/4 szkl jasnego sosu sojowego

1/4 szkl oliwy

1 papryczka jalapeño z zalewy drobno pokrojona

1 łyżka brązowego cukru

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka suszonego tymianku

1 łyżeczka mielonego cynamonu

1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej

1 łyżka zmielonego ziela angielskiego

1 łyżka startego świeżego imbiru

3 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę

4 zielone cebulki część zielona i biała pokrojone w plasterki

ewentualnie morele suszone do nadziania


Wymieszać składniki marynaty i zalać nią pierś indyka. Odstawić w przykrytym naczyniu
najlepiej na noc do lodówki. Wyjąć z marynaty, można nadziać morelami robiąc w mięsie od góry małe nacięcia. Piec w rękawie foliowym w 200ºC (ja piekę razem z marynatą, wówczas pierś jest bardziej soczysta). Czas pieczenia zależy od wagi mięsa i oczywiście od właściwości naszego piekarnika. U mnie to zwykle ok. 50 min na 1 kg mięsa.

24 komentarze:

  1. Zazdroszczę tych kwiatków za oknem i tego słonka:))).U mnie na Mazurach lekki mrozek.Pozdrawiam -Joanna

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm... egzotycznie... tak właśnie lubię :)
    być może i u mnie taka pierś zagości, dziękuję za inspirację:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny przepis :) Na pewno wykorzystam, gdyż mój teść uwielbia pierś z indyka :) A kwiatków za oknem zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż trudno uwierzyć, że to aktualne zdjęcia :D Prawdziwą wiosnę masz tego grudnia za oknem ;) A pierś indycza wspaniała. Chyba zagości na moim świątecznym stole w tym roku razem z tradycyjnym schabem ze śliwkami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszko, to ja chętnie zamienię naszą mokrą, burą zimę na Twoje portugalskie kwiatki. ;-)
    A co do mięsa, to rzeczywiście wydaje się, że w takiej marynacie przeniknie wspaniałymi aromatami. I też się poważnie zastanawiam, czy nie skorzystać z Twojego przepisu i na świąteczny obiad rodzinie coś nowego nie zapodać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko, jakie cudowne kwiatuszki!:) Piękne "zimowe"widoki u Ciebie :)
    Nie wiedziałam, że także jesteś z Gdańska, jest nas więcej hi hi :)))

    Potrawya wygląda pięknie, taka soczysta, mniam!:)
    Pozdrawiam serdecznie.
    Majana

    OdpowiedzUsuń
  7. ech ... to o sloncu i kwiatach :)
    mmm... to o pieczeni, przepis chyba warty zapamietania nie tylko na swiateczny stol :)
    Gdanska zazdroszcze, zycze Wam snieznej Pasterki, ja jak jestem jade do Sw. Jana.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja bym Ci takie kwiatki w podzięce za wspaniałe relacje z podróży i inspirujące przepisy dała, ale skoro nie mogę to nominuję Cię do UAB :) Wielkie dzięki za Twojego wspaniałego bloga :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Agusiu i ja wyróżniłam Cię UAB. Dziekuję za to, że jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nominowalam Cie do Uber Amazing Blog. Zpraszam http://mojakuchniawirlandii.blogspot.com/
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko, ja również nominowałam Cię do UAB! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas oczywiście pieczemy indyka na Święto Dziękczynnienia. Dla gości i dla nas. Dobrze się składa, że ja lubię nogę (ciemne mięsko), a mój mąż lubi piersi czyli białe. Samej piersi nie mogę zrobić ze względów egoistycznych, ale spróbuję całego indorka kiedyś zrobić w Twoich przyprawach. Jestem pewna, że będzie pyszny i zupełnie tradycyjny. Co ja zwykle robię to przygotowuję przyprawy oraz kąpiel solną w której indyk siedzi jakieś 24 godziny w lodówce, więc zrobię to samo, ale z Twoimi przyprawami.
    Mniam!
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mogę znaleźć na stronie maila, a piszę z informacją, że Twój smakowity blog został dodany do listy serwisów przeszukiwanych przez Foodle.pl - największą wyszukiwarkę przepisów w Polsce.

    Dowiedz się, gdzie jest haczyk, co Foodle może zrobić dla Ciebie i jak co Ty możesz zrobić dla Foodle. Jeśli masz jakiekolwiek uwagi czy pytania, pisz na info-małpiszon-foodle.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszko pozwoliam sobie dodac Twojego bloga do mojej listy blogow najczesciej odwiedzanych.
    Pozdrawiam jako 'nowa czytajaca' :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Agnieszko ale piekna ta piers ;-) wprawdzie na swieta mam juz zaplanowany caly jadlospis ale na nowy rok jeszcze nie ;-) i obowiazkowo wyprobuje :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Joanno, ja zazdroszczę lekkiego mroziku.... :)

    Agatko, wypróbuj, pierś jest naprawdę bardzo smaczna.

    Komarko, to widzę, że mamy podobny repertuar, bo u mnie schab też jest obowiązkowy, tylko że nadziewany wielka ilością ząbków czosnku. A co do pogody to u nas właśnie takie mało wyraziste pory roku. Zapomniałam sfotografować moją zwariowaną lawendę - ona tak jak hibiskus kwitnie mi to przez cały rok.

    Małgosiu, ja sobie egoistycznie życzę, żeby Wasza zima w tym roku przynajmniej na Boże Narodzenie przestała być bura. ;)

    Majano, Ty też z Gdańska ? :) No to mamy mocną grupę blogowiczek z Trójmiasta.

    Leloop, a gdzie jest parafia Św. Jana? Ja zwykle chadzałam do kościoła Na Czarnej albo do Jezuitów na skrzyżowaniu Hallera z Mickiewicza, przynajmniej w dorosłym życiu. A w tym roku się wybieramy chyba do Dominikanów.

    Tilianaro, również i tutaj pozwolę sobie podziękować Ci za to wyróżnienie. A cała przyjemność w dzieleniu się przepisami i różnymi wrażeniami leży po mojej stronie.

    Lisko , dziękuję Ci serdecznie i nawet za to samo co Ty mi. ;)

    Ewo i Tobie składam wielkie podziękowania. Bardzo mi miło.

    Kasiac, dzięki serdeczne i mnóstwo uścisków dla Ciebie.

    Doroto, ja rzadko piekę całego indyka, ale słyszałam o tym amerykańskich solnych kąpielach i muszę koniecznie następnym razem wypróbować.A w związku z częściami ciała indyka to przypomniała mi się historia znajomego małżeństwa, z których właśnie jedno lubiło nogę, a drugie pierś. I całe lata kurtuazyjnie jedno podsuwało drugiemu swój ulubiony kąsek sądząc, że nie można lubić nic innego. ;)

    Zawszepolko, witam Cię u mnie bardzo, bardzo serdecznie i cieszę się, że zamierzasz mnie jeszcze czasem odwiedzić.

    Agatku, ona i na Nowy Rok powinna się jak najbardziej nadać. Trzymam kciuki, żeby się udała.

    OdpowiedzUsuń
  17. Agnieszko napewno sie uda :) mam tylko nadzieje ze uda mi sie zalesc po swietach gdziekolwiek piers z indyka :) (w ubieglym roku bylo to ciezkie)

    OdpowiedzUsuń
  18. Sw. Jan przy Swietojanskiej http://www.trojmiasto.pl/Kosciol-Sw-Jana;) a tak na serio to na Starym Miescie idac prosto od Hali Targowej w kierunku Motlawy, mozna powiedziec na przeciwko Soldka ;). przez dziesieciolecia zamkniety z racji zniszczen ale od kiedy miesci sie tam Duszpasterstwo Srodowisk Tworczych kosciol dziala i wraca do swietnosci. odrestaurowano przepiekny, kamienny, manierystyczny oltarz Van den Block'a a teraz powoli i cale wnetrze nabiera "kolorow". dawno tam nie bylam na pasterce ale z doswiadczenia wiem, ze zawsze jest tam kolorowo, radosnie i bardzo muzycznie, graja najlepsi z Trojmiasta :) tu masz link do DST:
    http://www.sw-jan.vn.pl/
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Jako niechętna piersi z indyka i wszelkim pieczeniom, skusiłam się wykorzystać przepis tuż po świateczno-noworocznym okresie łakomstwa i mimo drobnych odstępstw od oryginalnego przepisu (sok pomarańczowy z kartonu zastapił świeżo wyciśnięty, a sok z limonki zastapił imbir, dodałam garść granatów i rodzynek do marynaty)odkryłam, że pierś indycza może być genialna. Dziś po raz kolejny przygotuję mięso do marynowania i dam mu całą noc na przejście aromatami i jutro robię powtórkę, mój ukochany uwielbia indyka, a w tym wydaniu już się zakochał. Fantastyczne jedzenie, czekam na kolejne odkrycia kulinarne, i smacznego :)
    Pozdrawiam
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  20. Leloop, ołtarz w Kościele Św. Jana rzeczywiście przepiękny. Czy wiesz , że ja mieszkając całe życie w Gdańsku nie zdawałam sobie sprawy z istnienia tego kościoła.... Nawet w swoim gapiostwie nigdy jakoś nie zauważyłam samego budynku.

    Kasiu, cieszę się bardzo, że Wam ta pierś indycza smakowała. Miło mi że nawet wracasz do tego przepisu, u mnie na Święta od kilku lat jest on obowiązkowy. BTW witam serdecznie u mnie na blogu. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. nietrudno go bylo nie zauwazyc, niby w samym "oku cyklonu" a jednak nie na "trasie". uliczka swietojanska niczym szczegolnym sie nie wyroznia, wlasciwie jest przy niej tylko ten kosciol a wokol wspolczesne plomby. oltarza rowniez nie moglas widziec bo kosciol przez dziesiatki lat byl zamkniety z racji bardzo zlego stanu technicznego, zniszczony czesciowo w 1945, nie doczekal sie renowacji tak jak inne zabytki wokol. ja bylam w tym kosciele w polowie lat 80tych w ramach studenckich praktyk i objazdow. obraz nedzy i rozpaczy, rzeczony oltarz w kawalkach lezal rozrzucony po posadzce, wlasciwie nic nie zapowiadalo, ze kiedys jeszcze bedzie go mozna podziwiac. ponoc to czego nie zniszczyla Armia Czerwona w 1945, dokonczyla ekipa filmowa krecaca sceny do "Kolumbow".
    nie wiem dokladnie kiedy rozpoczeto remont i prace konserwatorskie ale w polowie lat 90-tych kosciolem zaopiekowalo sie Nadbaltyckie Centrum Kultury i prawie jednoczesnie przeniesiono tam z Sw.Bartlomieja Duszpasterstwo Srodowisk Tworczych. wtedy to renowacja najcenniejszych obiektow rozpoczela sie na dobre i trwa dalej :)
    renowacja oltarza zakonczyla sie chyba w koncu lat 90-tych.za kosciolem znajduje sie mala uliczka, Zaulek Zachariasza Zappio (http://www.nck.org.pl/swietojanskie_2006.php?part=program), ufundowal w 17 wieku wiele obiektow do kosciola oraz zapisal swoj majatek na zalozenie przy kosciele Biblioteki. NCK i DST chcialy chyba "kontynuowac" te tradycje, z jakim obecnie skutkiem, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  22. jeszcze suplement
    z forum o zabytkach, m.in. gdanskich, dowiedzialam sie, ze w trakcie krecenia tego filmu, do kosciola wjechal czolg, wtedy to zniszczony zostal oltarz, epitafia, posadzka i maswerki w oknach :}

    OdpowiedzUsuń
  23. Tam w środku, oprócz ołtarza to nadal trochę jakby czołg dopiero co przejechał, ale jak byliśmy to trwał remont na całego. Ja zresztą nie bardzo mam porównanie, bo tak jak Ci pisałam widziałam wnętrze po raz pierwszy. Nóż się otwiera w kieszeni gdy się czyta tą historię o kręceniu "Kolumbów". Mąż prosił przekazać, że on Ci "uprzejmie zazdraszcza" takiego fantastycznego kierunku studiów.

    OdpowiedzUsuń
  24. sama sobie tez zazdroszcze ;) bo studia byly jedna wielka przyjemnoscia, niestety potem zaczela sie proza zycia, ktora dla muzealnikow nie jest zbyt rozowa :(
    komu tak naprawde do szczescia potrzebny muzealnik ;)
    uklony dla meza i Ciebie rowniez :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.