niedziela, listopada 30, 2008

Ciasto "do góry nogami" z pistacjami z pigwą


Dzisiaj zdecydowałam się na dość nietypowy mariaż smaków. Miałam w spiżarni sporo owoców pigwy. Jedna ze sprzedawczyń na moim ekologicznym ryneczku mnie na nie namówiła. Wreszcie mogę się pochwalić, że oprócz zwykłych sklepów z ekologiczną żywnością wykryłam w Porto coś w rodzaju Farmers' Market. W okolicy naszego miejskiego parku raz w tygodniu odbywa się "Feira biológica". Odnosi się wrażenie, że te kilka stoisk okolicznych producentów "zdrowo" hodowanej żywności okupowane jest głównie przez mieszkających w Porto obcokrajowców. Pałętają się tam Anglicy, Francuzi, Włosi (i oczywiście Polacy, tych nigdzie nie może zabraknąć ;) ). Portugalczycy, oprócz chlubnych wyjątków, mieszkających w okolicy, chyba się jeszcze na razie nie przekonali do tej idei. Jeszcze wspomnę tylko, że moje dziecko przeklina dzień, w którym wpadłam na trop tego rynku, bo od tej pory co tydzień w sobotę zrywany jest z łóżka (jego zdaniem skoro świt), żeby służyć mamie za tragarza. ;)

Po tej małej dygresji wracamy do pigw. Dobrze, że te owoce się nieźle przechowują, bo ja - jak zwykle - natychmiast po zakupie zapomniałam , gdzie się podział wybrany przepis na pieczone w piekarniku pigwy. Leżały więc ładnych parę dni zanim, zupełnie przypadkiem, znalazłam w małej książeczce "Cafe cakes" z serii The Australian Women's Weekly zupełnie inną recepturę - na ciasto z pigwami i pistacjami.

W sposobie wykonania przypomina ono odrobinę tartę Tatin, bo owoce w tej recepturze idą na spód ciasta (przynajmniej większość z nim, bo część purée z pigwy miesza się z masą). Za to w smaku, jak zauważył natychmiast mój mąż, jest bardzo "keksowate". Nie wiem czy to wpływ owoców (w końcu przecież nie suszonych), czy dużej ilości orzechów, ale rzeczywiście jest to od razu narzucające się skojarzenie. Także dzisiaj zapraszam wielbicieli nietypowych keksów na wypróbowanie tego ciasta. Jego dodatkową zaletą jest fakt , że długo utrzymuje świeżość i wilgotność. Ja zwiększyłam ilość pistacji (przez pomyłkę zresztą ;) ), w oryginale przepisu było tylko 1/2 szkl.

Ciasto "do góry nogami" z pistacjami i pigwą

2/3 szkl cukru
125ml (1/2 szkl) soku pomarańczowego
1 szkl wody
2 strączki kardamonu, lekko zmiażdżone
3 owoce pigwy, obrane i pokrojone na plasterki

Ciasto:
90g masła
2 łyżeczki startej skórki pomarańczowej
180g drobnego cukru
1op. cukru waniliowego
3 jajka
225g mąki
1/4 łyżeczki sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szkl kwaśnej śmietany 15%
1/4 szkl soku pomarańczowego
1 szkl pisatcji, posiekanych i lekko uprażonych

W rondlu wymieszać cukier, wodę, sok i kardamon. Podgrzać aż cukier się rozpuści, dodać plasterki pigwy i gotować na bardzo maleńkim ogniu bez przykrycia przez ok. 1 godz (aż owoce będą miękkie, a płyn prawie zupełnie wyparuje). Wyjąć kardamon i przestudzić.

Rozgrzać piekarnik do 180ºC. Dno blaszki wyłożyć lekko natłuszczoną folią aluminiową i wyłożyć na nią 2/3 pigwy. Resztę owoców zmiksować na gładką masę.

Masło ubić z cukrem i skórką pomarańczową na puszystą masę. Nadal miksując dodawać pojedynczo jajka. Mąkę przesiać z sodą oraz proszkiem do pieczenia i na niskich obrotach miksera dodawać do ciasta na zmianę z sokiem pomarańczowym i śmietaną. Na koniec wmieszać pistacje, a następnie dodać zmiksowaną pigwę, lekko mieszając szpatułką, tak żeby w cieście pozostały smugi masy owocowej. Wyłożyć ciasto na plasterki pigwy. Piec przez ok.
1 godz. 15 min lub aż patyczek wbity w środek ciasta będzie suchy po wyjęciu.

11 komentarzy:

  1. Agnieszko u Ciebie jak zwykle kolejny oryginalny, fantastyczny przepis!
    Ciasto wygląda bajecznie! ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszko, ono musi być pyszne! Uwielbiam pigwę:) Cudowne zdjęcie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. No prosze, nie mialam jeszcze okazji sprobowac takiego pistacjowo-pigwowego mariazu; zobacze czy sa jeszcze u mnie pigwy na targu...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jadłam jeszcze pigwy w takim wydaniu, a u Ciebie, Agnieszko wygląda bardzo kusząco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ponieważ nie mam dostępu do tak egzotycznych składników to przynajmniej się pozachwycam:)

    Przepiękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Probowalam Cię dostrzec w cukierniczcem ale bezskutecznie :)
    za to zobaczylam, że masz nowe zdjęcie na profilu :)

    ale przejdźmy do tematu:jeszcze nigdzie w Pl nie widziałam na targu/w sklepie pigwy,a szkoda, bo ciekawa i intrygujaca to roślina.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja widziałam pigwę na bazarku w Warszawie (Służew nad dolinką), ale to było ze 3 tygodnie temu i teraz ostatnio jak chciałam kupić, to już nie było. A szkoda, bo piękne były i duże :) W sam raz na to piękne ciacho :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Od razu widać, że z Anią blisko siebie mieszkamy, bo i ja nigdy pigwy na straganach nie znalazłam. ;-) Zazdroszczę tym wszystkim, co własne drzewa pigwowe w ogródkach mają...NIe pozostaje mi nic innego, jak pozachwycać się piękną, słoneczną fotografią Agnieszko, bo ciasta i tak nie skosztuję...

    OdpowiedzUsuń
  9. czesc Lasuchu
    ja podonie przywedrowalam z morza baltyckiego z gdynie, do portugali, Lisbony :D
    tez mam bloga ale nie tamatycznego, www.czucsmakowac.blox.pl
    zajrzyj, napisz jak Ci sie zyje w Portugalii :) pozdrawiam

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję wszystkim za miłe komentarze!! Do wypróbowania przepisu zachęcam, jeśli tylko zdobędziecie pigwę, bo jest dość ciekawy w smaku.

    Aniu, mnie nie ma w cukierniczce, bo to samowyzwalacz robił , a nie ja. ;)

    Zdziwiłyście mnie, że pigwa w PL trudna do dostania, bo chyba klimat jej przecież odpowiada. Chyba , że po prostu jest mało popularna i dlatego nie ma w sprzedaży. To wielka szkoda, bo jest naprawdę smakowita. Właśnie dzisiaj robiłam crumble z jabłkami i pigwą, o wiele ciekawszy niż z samymi jabłkami.

    Witaj Aniu z Lizbony!! Miło Cię tu u mnie widzieć. Widzę, że stosunkowo od niedawna gościsz na portugalskiej ziemi. :) Ślicznego masz synka. Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  11. W Polsce pigwa jest już powszechnie dostępna, choć nadal mało popularna w przepisach (rok 2014).

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.