niedziela, listopada 23, 2008

Ocet z rajskich owoców


Bohater dzisiejszego wpisu to moim zdaniem jeden z najpiękniejszych owoców jakie wydała matka natura. Ponoć to właśnie granatem z rajskiego ogrodu, a nie jabłkiem, Ewa skusiła Adama. Nie dziwi więc, że owoc kojarzy się z Bliskim Wschodem, choć nie tylko tam jest znany i wykorzystywany. Od Starożytności uprawia się granaty w całym basenie Morza Śródziemnego.

Niedawno z pewnym zaskoczeniem odkryłam, że granatowe drzewka lub krzaczki rosną i owocują z powodzeniem w Portugalii. Było to w czasie naszej jesiennej wyprawy w Dolinę Douro, gdzie przypadkiem zobaczyłam małe owoce granatów wiszące sobie na całkiem niepozornym krzaczku. W ogóle jesienna pora jest tu na Półwyspie Iberyjskim pełna dość egzotycznych dla Polaka sezonowych owoców. Jest to czas persymonów, kasztanów, pigw i właśnie granatów. Że nie wspomnę o rozpoczynającym się w listopadzie sezonie na cytrusy.

Nie zaobserwowałam w Portugalii jakiegoś intensywnego wykorzystania granatów w przepisach kulinarnych. Z tego co wiem, jada się je tutaj na surowo, dodaje do owocowych sałatek i czasem robi sos do mięsa z dodatkiem czerwonego wina.

Myślę, że warto wykorzystywać ten piękny i smaczny owoc również ze względów zdrowotnych. W związku z panującą ostatnio modą na fitozwiązki (nie jestem pewna obowiązującego w języku polskim tłumaczenia słowa phytochemicals ...), antyoksydanty, polifenole i inne łapacze wolnych rodników, wymyślono nawet skalę zdolności pochłaniania tych rodników przez różne owoce i warzywa. Nasz granat prezentuje się na tej liście pochłaniaczy zła ;) wcale nieźle i może się poszczycić 10500 jednostkami ORAC (oxigen radical absorbance capacity). Podobno dzięki tym różnym dobroczynnym substancjom mamy się nie starzeć i nie chorować ;). Warunek jest jeden - trzeba je czerpać bezpośrednio z roślinek a nie z "supermultipotecjalnych" tabletek. Genialna ludzkość chyba powoli dochodzi do wniosku, że być może przyroda sama wie co dla nas dobre i niekoniecznie trzeba wszystko ekstrahować i podawać w pigułkach. Czasami wystarczy staromodnie zerwać z drzewa i zjeść.

Wracając do kulinarnych zastosować granatów - ja co roku, jak tylko granaty pojawią się na straganach w pierwszej kolejności robię aromatyzowany nimi ocet o pięknym rubinowym kolorze. Pracy przy nim jest śmiesznie mało, a po kilku dniach oczekiwania możemy się pochwalić zupełnie niespotykanym, egzotycznie pachnącym dodatkiem do wszelkiego rodzaju sosów i marynat. Ponieważ zbliżają się Święta pomyślałam , że jest to również wcale nie najgorszy własnoręcznie wykonany prezent dla znajomych smakoszy.

Przy okazji przypomniało mi się, że produkowałam już nawet melasę z granatów, o czym pisałam tutaj. Od jakiegoś czasu jest ona dostępna w sklepach, w działach z żywnością orientalną, chociaż przyznam, że ja mam tej mojej spory zapas i dotąd nie musiałam kupować. Taka domowa to też niezły pomysł na prezent dla wielbicieli arabskiej kuchni.



Rajski ocet z granatów

3 dojrzałe owoce granatu
300ml octu z czerwonego wina


Granaty kroimy na pół i w misce z wodą wyłuskujemy z nich ziarenka (wtedy białe błonki unoszą się do góry i łatwo się ich pozbyć), a następnie odsączamy. Ugniatamy w garściach ziarenka, żeby puściły sok, a potem wsypujemy wszystko do dużego słoja i zalewamy octem. Zostawiamy na słonecznym parapecie na 3-5 dni , po tym czasiem odcedzamy i filtrujemy ocet do butelki (najwygodniej to zrobić przez lejek wyłożny warstwą waty). Można przechowywać w chłodnym i ciemnym miejscu do 6 miesięcy.

14 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia!
    Agusiu, w pełni zgadzam się z opinią, że granat jest najpiękniejszym owocem. Taki biżuteryjny :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. cos w tym jest, tzn. o tym lapaczu wolnych rodnikow i czynieniu nas pieknymi i wiecznie mlodymi ;) i tu cytat:
    Granat, czczony jako święta roślina, odegrał olbrzymią rolę w obrzędach na Bliskim Wschodzie. Owoc ze względu na sporą ilość nasion uznawany był za symbol odrodzenia, nieśmiertelności i płodności, a kwiat za symbol miłości. Do dnia dzisiejszego w Grecji goście weselni rozsypują ziarna granatu przed młodą parą życząc im szczęścia, dobrobytu i płodności.
    z tego samego wpisu przepis na prosta salatke tez z granatem (i bez podrobow ;)) http://spotmag.pl/
    pozdrawiam z wietrznej i deszczowej Bretanii

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne. Ja od pewnego czasu dodaję grenadynę do sałatek, albo zbieram nią "smak" z mięsa... Chciałabym mieć dostęp do ładnych granatów...

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł :) i z tą melasą też :) zaraz jadę na bazar zaopatrzyć się w granaty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia Agnieszko!
    Granat to śliczny i pyszny owoc. :) Uwielbiam go ot tak "na surowo" .
    Pozdrówka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny przepis:) Uwielbiam robic octy, wiec musze koniecznie wyprobowac.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego roku robiłam ocet truskawkowy i malinowy, a Twoim granatowym wpisem zachęciłaś mnie Agnieszko, by znów się zabawić w domową przetwórnię. ;-) A co do melasy, to się pochwalę, że mam :), zrobiłam własnoręcznie, krótko po tym jak kupiłam fajną książkę "Kuchnia arabska" autorstwa May S.Bsisu i tam w wielu przepisach syrop z granatów występuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lisko, biżuteryjny to jest właściwe słowo!!

    Leloop, ta płodność to podobno dlatego, że ma tak wiele nasionek. ;) Porto dzisiaj tez nas pogodowo nie rozpieszcza, co prawda bez wiatru, ale lało cały dzień jak z cebra.

    Pinos, z tą grenadyną to masz bardzo fajny pomysł. Ja chyba tak zacznę wykorzystywać moje zapasy melasy.

    Tilianaro i jak tam "granatowe" zakupy?

    Majano, ot tak na surowo moim zdaniem jest pysznościowy. :)

    Strony smaku, w takim razie zapraszam do wypróbowania tego prostego przepisu.

    Małgosiu, znam, znam tą książkę i mam w posiadaniu, a jakże. (Liska mnie na nią namówiła)To skarbnica arabskich pyszności. Choć wydanie nieco rozczarowuje - zwłaszcza brak fotografii. Wydawałoby się, że orientalne smakołyki to taki fantastyczny temat do zdjęć z 1001 nocy, a nie wiedzieć dlaczego ładnie sfotografowanych książek o tej tematyce jest co kot napłakał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam na bazarze i nie mieli nawet przyzwoitych, a co dopiero dojrzałych owoców, ale już zamówiłam na jednym straganie i przywiozą mi w przyszłym tygodniu, to zrobię i się pochwalę lub pożalę hihihi :))) Muszę jeszcze tylko jakąś ładną butelczynę znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tilianaro, w takim razie trzymam kciuki za dojrzałe granaty i udany ocet. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja uwielbiam granat a raczej jego zawartosc ze smietana lub jogurtem do tego cukier, na noc do lodowki i pychotka!proste i pyszne! polecam

    ps.moze to nie ocet ale warto sprobowac:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mniam, to świetny pomysł ten granat z jogurtem i bardzo bliskowschodni w składnikach. Muszę koniecznie spróbować, bo u mnie stragany nadal się uginają od granatów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Agnieszko, trzymanie kciuków się opłaciło :) Ocet zrobiłam - już jakiś czas temu - a teraz dodaję go do wszystkiego, szczególnie dressingi z nim są doskonałe :))) Super przepis :)))
    Jest tutaj (choć bez zdjęcia samego octu): http://kuchniaszczescia.blogspot.com/2009/03/pozegnanie-zimy.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Tili, bardzo, bardzo się cieszę,że wypróbowałaś przepis na ten ocet !! Już zaglądam do Ciebie. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.