poniedziałek, października 27, 2008

Festiwal Dyni: gâteau à la citrouille czyli ciasto dyniowe z południowo-zachodniej Francji


Dzisiaj krótka przerwa w relacji z naszych wakacji "gourmet" (jak mi tak dalej wolno będzie szło to mam duże szanse dociągnąć z wakacyjnymi wspomnieniami do Bożego Narodzenia). Dziś będzie o dyni. Przyłączam się do Festiwalu Dyni organizowanego w tym roku przez Beę z blogu "Moja Kuchnia". Nie mam zresztą innego wyjścia ;) . Zostałam hojnie obdarowana przez znajomą po pierwsze - pomarańczową klasyczną dynią (jak ta z bannera), po drugie - dynią Hokkaido, i po trzecie - gigantyczną zieloną, żeberkowaną i nieco wydłużoną (być może to Hubbard squash, ja jestem trochę na bakier z dyniowym nazewnictwem). Byłabym zapomniała - jest jeszcze po czwarte - żeby mi czasem nie było za mało dyniowatych i spółki- jestem szczęśliwą posiadaczką koszyka patisonów. Jak ja sobie poradzę z tą klęską urodzaju to nie bardzo wiem. Na razie postanowiłam się rozprawić z tą pierwszą najzwyczajniejszą pomarańczową dynią.

Napotkane w holenderskim miasteczku stoisko z imponującą ilością dyń.

Już jakiś czas temu zaciekawił mnie przepis z - eksplorowanego ostatnio przeze mnie kulinarnie i nie tylko - regionu południowo-zachodniej Francji na gâteau à la citrouille, czyli po prostu dyniowe ciasto. Jak jest różnica dla Francuza między citrouille, courge a potiron to ja niestety mam niewielkie pojęcie (może Bea albo Leloop coś podpowiedzą). Znalazłam taką stronę o taksonomii dyń, która ma za zadanie ten problem wyjaśnić, ale mi chyba tylko zamieszała jeszcze bardziej w głowie. W każdym razie większość osób robi gâteau à la citrouille z dyniowatych o pomarańczowym miąższu. Ciasto z klasycznego przepisu z Sud - Ouest, uboższego zwykle w stosunku do podanego tu przeze mnie o jajka i korzenie, nosi też często nazwę le mesturet. Czasem zamiast piec, smaży się je w formie placków lub pączków na głębokim tłuszczu.


Przepis jest o tyle nietypowy, że dyni jest tu dużo więcej niż mąki, w efekcie czego uzyskujemy ciasto bardzo wilgotne, wręcz przypominające pieczony pudding. Drugą charkterystyczną cechą jest obecność mąki kukurydzianej. Atrakcją jest oczywiście piękny pomarańczowy kolor, nie bez kozery są przyprawy pod postacią quatre épices, skórki pomarańczowej i dosłownie kilku kropli wody z kwiatu pomarańczy (niech was nie kusi dodanie większej ilości, bo ma ona niezwykle intensywny wręcz perfumiarski zapach). Ciasto jest znakomite polane crème anglaise lub powiedzmy to bardziej swojsko - waniliowym sosem. Moje drogie dziecko zajada je oprószone jedynie cukrem pudrem.

Zanim podam przepis przypomnę jeszcze tylko moje wcześniejsze dyniowe przepisy z tego blogu, bo nie od dzisiaj wszakże jesteśmy z dynią za pan brat:
Pieczone dynie z Singapuru
Bułka dyniowa z rodzynkami



Gâteau à la citrouille

kwadratowa foremka o boku 20 cm, najlepiej z wyjmowanym dnem

800g dyni, ważonej po obraniu i pokrojeniu w kawałki
1/2 szkl wody
szczypta soli

50g masła

130g jasnego brązowego cukru

2 łyżki brązowego rumu
1/2 łyżeczki quatre épices*
1/2 łyżeczki cynamonu
1/8 łyżeczki wody z kwiatu pomarańczy
1 łyżeczka skórki otartej z pomarańczy
4 jajka
150ml płynnej śmietanki (moja była 10%)

50g mąki
100g mąki kukurydzianej
2 łyżeczki proszku do pieczenia

cukier puder do oprószenia wierzchu
Dynię rozgotowujemy do miękkości z wodą i szczyptą soli pod przykryciem na małym ogniu. Gdy woda całkowicie wyparuje zdejmujemy z ognia, miksujemy ją i dodajemy masło, cukier, rum, przyprawy oraz wodę i skórkę pomarańczową. Gdy lekko przestygnie dodajemy jajka ze śmietanką i wszystko dobrze ubijamy trzepaczką do piany. Przesiewamy do masy obie mąki z proszkiem do pieczenia i lekko mieszamy. Zostawiamy ciasto na 20-30min w temperaturze pokojowej. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 200ºC. Wykładamy masę do natłuszczonej i wysypanej mąką foremki i pieczemy przez 45-55 min. Podajemy oprószone cukrem pudrem, z sosem waniliowym lub coulis z czerwonych owoców.

* quatre épices to mieszanka mielonego pieprzu, godzików, gałki muszkatołowej i imbiru; w sumie bardzo w stylu naszej rodzimej przyprawy do pierników; współczesne mieszanki miewają różny skład, a przypraw w nich - o ironio, wbrew nazwie - bywa nawet do 7-miu. Pieprz bywa często zastępowany zielem angielskim w wersjach do słodkich potraw, czasem dodawany bywa też cynamon;
niekiedy nazwa
quatre épices odnosi się jedynie do ziela angielskiego (nazywanego we Francji i w Portugalii zresztą też - pieprzem jamajskim), w którym znawcy wyczuwają nuty w/w przypraw.

44 komentarze:

  1. jakie zdjecia! zjem z nich wszystko! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ciasto, mniam ... trzeba bedzie wyprobowac :).
    jezeli chodzi o Twoj dyniowy problem to trudno mi bedzie chwilowo go rozjasnic, tu trzeba sie wglebic chyba w systematyke roslin a to zupelnie nie moja domena. ja mam jeszcze podobny problem z "la soupe" i "le potage" :}
    Courge to zdaje sie generalnie nazwa wszystkich dyniowatych, tych jadalnych i zupelnie niejadalnych. potiron to dynia olbrzymia, potimarron na Waszych blogach funkcjonuje jako dynia Hokkaido, citrouille to dynia zwyczajna. mam wrazenie, ze potiron sie jada a z citrouille robi sie ozdoby na halloween ;)
    za kilka dni spotkam sie z kims kto uprawia przerozne gatunki dyniowatych, moze on pomoze mi wyjasnic te zagadke :)
    a na tym blogu http://mtsa.over-blog.com/article-23718618.html reportazyk z Swieta Dyni (i nie tylko), ktore odbywa sie corocznie w Tranzault (centralna Francja), chodzi mi zwlaszcza o zdjecia zwyciezczyni konkursu na najwieksza dynie :))) 467kg
    pozdrawiam
    ps. coloquinte'y, ktorych fotke umiescilas kolo zdjecia ciasta sa oczywiscie niejadalne ale za to jakie czasem przybieraja formy ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! looks fabulous...great pictures:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wygląda świetnie.. chyba niebawem pozwolimy sobie przyłączyć się do festiwalu dyni;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie sliczne! Ten kolor - no po prostu cudowny! Podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczne ciasto Agnieszko! Bardzo podoba mi się ten jego intensywny kolor :)
    Dziękuję Ci za udział w Festiwalu !

    Co do dyniowego nazewnictwa, to fakktycznie nie zawsze jest do końca precyzyjne; często niestety używa się nazwy courge, citrouille lub potiron zamiennie, jednak Leloop idzie faktycznie dobrym tropem; courge to nazwa ‘ogólna’ wywodząca się z łacińskiej nazwy ‘cucurbita’ czyli ‘dyniowate’. Może faktycznie nie będę się tu zagłębiać w dokładną klasyfikację tych roślin, napiszę tylko że mamy 5 ważnych odmian : cucurbita maxima (owoce często ‘spłaszczone’ lub owalne jak np. Hokkaido chy Banana czy też ta węgierska), pepo (np. ‘pumkins’, a nawet cukinie), moschata (jak np. Butternut), ficifolia (Siam) i mixta. Teoretycznie, te które nazywamy ‘potiron’ : to np. dynia Hokkaido własnie (potimarron) czy Hubbard; nie są to typowo okrągłe i tylko i wyłącznie pomarańczowe owoce; citrouille za to, to dynie okrógłe, pomarańczowe, często te ‘hallowinowe’, jak np. ta która, posłużyła Kopciuszkowi za karetę :) A wszystkie inne dynie, które nie są ani citrouille, ani potiron, jak np. dynia piżmowa (np. Butternut), nazywane są ogólnie po francusku ‘courge’ właśnie : courge musqée, courge de Siam, courge ‘spaghetti’, etc. Dodam tylko, że nawet 3 książki które teraz na ten temat wertuję, nie dają 100% odpowiedzi na ten temat (tzn. informacje z jednej książki nie do końca potwierdzają się w drugiej). Jedna z nich jest również cytowana w bibliografii na stronie, którą podałaś Agnieszko.
    A tak wogóle, to słowo ‘courge’ jest w języku francuskim synonimem idioty, imbecyla ;) w dawnych czasach nazywano też tak podobno kobietę, która zdradziła męża, ponoć dlatego, że… po kilku miesiącach zaczynała się ‘zaokrąglać’ ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam serdecznie :)
    Pieklam niedawno bardzo poobne ciasto dyniowe na robionym przez męża kruchym nieslodkim spodzie. Pachnialo pieknie, wygladalo rowniez, a pieklo sie niezwykle dlugo. Moje proporcje byly inne, dyni wiecej, cukru mniej, reszta z niewielkimi zmianami. Niestety okazalo sie, ze ciasto jest tak bardzo slodkie, ze z trudem je zjadam. Mąż nie narzeka (zjadl 3/4 blachy w godzine....), ale ja mam wrazenie, ze mdlosc dyni w polaczeniu ze slodycza cukru jest nie dla mnie. Z kolei zmniejszenie ilosci cukru tez chyba nie jest wyjsciem.
    Moze masz jakis pomysl na ciasto, ktore nie byloby ani za slodkie, ani mldłe? Mamy bowiem jeszcze 3 wielkie dynie, a zupy objedlismy sie po wsze czasy :)
    pozdrawiam
    kaja

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepiekne zdjecia, ciasto zrobie na pewno
    Elwira

    OdpowiedzUsuń
  9. muszę powiedzieć że robisz cudowne zdjęcia!
    Ciasto z dynią jak "żywe" :)
    na wyciągniecie ręki!
    MUSZĘ wypróbować - tym bardziej ze sezon w pełni!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. zdjęcia ciasta są tak apetyczne, że chyba przekonasz mnie do jedzenia dyni! (jedyne warzywo, którego niestety nie lubię:(
    A to zdjęcie z sosem waniliowym jest po prostu zniewalające!Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Czokotime, witaj u mnie!! Wszystkiego jeść zabraniam, niektóre dynie ze zdjęć są tylko ozdobne niestety.;)

    Leloop, dzięki za wyjaśnienia w sprawach nomenklaturowych. Widzę, że problem jest trochę skomplikowany. Świetna ta relacja ze święta dyni z linka, który podałaś. Czy ja już mówiłam, że jestem wielbicielką francuskich festiwali kulinarnych? ;) Piękne to zdjęcie z wozem , z którego wysypują się malowniczo dynie, już nie mówiąc o tych gigantach, aż się nie chce wierzyć...

    Hi, awoz, nice to see you again! Thank you for your nice comment.

    Majano, dziekuję!! Tez uważam, że kolor tego ciasta jest niezwykły.

    Beo, cóż za wiedza, chylę czoła!!! Chyba muszę Ci przesłać zdjęcie tej mojej zielonej do identyfikacji, bo nigdzie w necie takiej nie widzę, a tu jest bardzo popularna. I dzięki za zabawne językowe smaczki. ;)

    Kaju, muszę Ci powiedzieć, że mnie strasznie zaskoczyłaś, że podobne do tego ciasto było zbyt słodkie. Zanim zobaczyłam twój komentarz poważnie nosiłam się z myślą zwiększenia ilości cukru do 150g , bo moje było raczej mało słodkie, dlatego zresztą posypywaliśmy je cukrem pudrem. A powiem Ci, że ja raczej z tych co to za zbyt słodkim nie przepadają. Może to zależy od gatunku użytej dyni i jej dojrzałości?? Sama nie wiem... A na dyniowe pomysły to chyba najlepiej udać się do blogu Bei, tam jest tego bez liku i wszystko znakomicie się zapowiada. Ja Ci mogę z wypróbowanych polecić jedynie te dyniowe chlebki, do których link podaję w poscie, te na pewno nie są mdłe.

    Elwiro, Agato i Kasiac, dzięki serdeczne za miłe słowa. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wizualnie jest to najlepsze ciasto dyniowe jakie widziałam! Jeśli chodzi o smak, pewnie będzie tak samo ;). Nie mam jednak mąki kukurydzianej i raczej nie uda mi się jej zdobyć; czy mogę zastąpić ją zwyklą, przenną?
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale piękne to ciasto ,no piękne

    OdpowiedzUsuń
  14. Wygląda naprawdę smakowicie! Od patrzenia ślinka cieknie. Trzeba będzie wypróbować to cudo pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie wspomnienia z wojazy mozesz snuc także i przez cały 2009r.,Agnieszko :) Właśnie zabiera sie za lekturę o Belgii (akurat w Brukseli miałam okazję spędzić chwilkę,więc przeczytam,co przegapiłam).

    Zgadzam sie z przedmówcami,barwy ciasta są przepiękne. widać,że piszesz z ciepłego/cieplejszego kraju :P Co prawda nie jestem wielbicielką tak wilgotnych ciast (np bananowe przemawia do mnie tylko jedzone chwilę powyciagnięciu z piekarnika), ale podziwiać zdjęcia mogę zawsze.co tez wlasnie czynię :)

    OdpowiedzUsuń
  16. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
    Ja przepraszam, ale czy to okolica tak Wam "robi" ze zdjęciami?
    Idę się załamać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Olu, dziękuję za przemiły komentarz. Nie próbowałam robić tego ciasta bez mąki kukurydzianej, bo ona ponoć jest bardzo charakterystyczna dla przepisu, ale teoretycznie chyba można spróbować z samą pszenną.

    Margot i Aniu z Mojej Galerii Kulinarnej, serdeczne dzięki z amiłe słowa.

    Aniu, cieszy mnie bardzo, że da się znieść to moje podróżnicze grafomaństwo.;) Co do ciasta to uczciwie mówię, że ono jest rzeczywiście mocno wilgotne. Cieszę się, że kolor przypadł Ci do gustu, ale ciasto zawdzięcza go raczej pięknej dyni niż tutejszemu światłu, które do kulinarnych zdjęć jest często zbyt ostre i ja zazdroszczę tego polskiego, bardziej rozproszonego. Ja tu głównie przed robieniem zdjęć to uganiam się po pokoju zaciągając rolety. ;)

    Pinos, :) :). Zamiast się chodzić załamać to zapraszam na kawałek ciasta. Hmmm, kłamczucha ze mnie, po cieście zostało już tylko wspomnienie... ;)Ale zawsze mogę zrobić kolejne dla miłego gośćia. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Agnieszko inspiratorko!
    Najpierw jeszcze o cieście – może faktycznie moja dynia była po prostu zbyt dojrzała? Zupelnie nie wiem, co mogło sprawić, ze jej mdła słodycz zdominowała smak…
    Zniechęcona ciastem, zabrałam się za inne (niż ciasto) Twoje dyniowe przepisy. Na pierwszy ogien poszla dynia pieczona, jednak z pewnymi zmianami – bez kminu rzymskiego (nie było w domu) i czosnku, który zamieniłam na imbir – przyprawe moim zdaniem komponujacą się z dynią najlepiej. Danie okazalo się cudownie aromatyczne, dynia całkowicie straciła swą mdłość, miała piękny kolor i cudowny smak. Nie wiem jednak, czy takie zmiany nie sprawiają, że przepis już nie jest Twój. Inspiracja jednak to coś, co według mnie jest w kuchni najważniejsze… I za tę dziękuję!
    Zjadłszy pieczoną dynię mąż zapytał – a chleb jakiś z dynią można upiec? ;))

    pozdrawiam serdecznie - kaja

    OdpowiedzUsuń
  19. Jaki piękny kolor. pięknie wygląda. mniam mniam mniam

    OdpowiedzUsuń
  20. Majmilys, witam cię serdecznie tutaj u mnie. Dziękuję za komentarz i widzę, że w pięknym stylu przyłączyłaś się do dyniowego święta.

    Kaju, ale świetnie że wypróbowałaś ten przepis. Ja bardzo lubię tak pieczoną dynię, a wszelkie wariacje przyprawowe są zawsze mile widziane moim zdaniem. Muszę wypróbować koniecznie z dodatkiem imbiru, skoro piszesz, że tak fantastycznie się komponuje. Teraz kolej na chleb z dynią, prawda? ;)

    Jo, miło mi bardzo, że Ci się podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. jeszcze wracajac do problemu potiron, courge czy citrouille, moj znajomy ogrodnik, specjalizujacy sie wlasnie w dyniach skwitowal to krotko: potiron sie delektujemy a a citrouille dajemy swiniom. czyli jest to jakby pastewna odmiana ale chyba zawsze warto wyhodowac kilka citrouille, zeby jesien byla weselsza :))) a potem zima ptaki mialy co jesc.
    czy juz zidentyfikowalas swoja zielona dynie? jezeli nie, podeslij fotke (np. linka na NK) a ja skonsultuje z ww., mial sporo roznych zielonych w swoich zbiorach. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. To widzę, że chcąc nie chcąc zrobiłam ciasto dla trzody chlewnej. ;) Zdjęcie już wysłałam do Ciebie. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  23. nie szkodzi, wazne ze efekt porazajacy :)
    mysle sobie, ze akurat do ciasta mozna uzyc citrouille bo nie do konca chodzi o walory smakowe samej dyni. zreszta na bezrybiu i rak ryba zupa tez jest zjadliwa :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam!
    Z zainteresowaniem sledze Twoj blog i musze przyznac ze wiele przepisow niesamowicie mi sie podoba a kilka wyprobowanych rownie dobrze samkuje :)
    Jesli chodzi o ciasto dyniowe to chcialbym sie do niego przymierzyc ale mam juz dynie przetworzona, tzn zostala upieczona i zawekowana w sloikach, sadze ze moge tez takie uzyc tylko moze podpowiesz mi ile wychodzi dyni po ugotowaniu??

    Przy okazji kilka dyniowych i wiele innych przepisow polecem na
    http://joyofbaking.com/PumpkinRecipes.html

    Pozdrawiam
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  25. Karolino,witam Cię u mnie serdecznie i od razu na wstępie dziekuję za tak miłe slowa. Niestety nie zważyłam tej mojej rozgotowanej dyni i dlatego trochę trudno mi pomóc. Znalazlam dosc podobne ciasto (chociaz ma w składzie więcej mąki) z dodatkie puree z dyni,może to cos pomoże. Niesety tego przepisu nie wypróbowałam.
    http://atable.midiblogs.com/archive/2006/11/01/gateau-a-la-citrouille.html

    OdpowiedzUsuń
  26. Cześć Agnieszko,

    Zrobiłam Twoje ciasto dyniowe. Dzięki za przepis. Wyszło smaczne, śliczne, a oto kilka moich przygód:

    Strasznie ciężko jest pokroić surową dynię. Nawet przekroić na pół jest trudno. Mimo, że nigdy nie rzeźbimy niczego z dyni, lubię na nie patrzeć (w okolicach Halloween!), ale sama surowej dyni nigdy nie kroiłam. No i nie udało mi się! Mój Maciej więc mi ją rozpołowił największym nożem w domu, ale dalsze przygody zostawił dla mnie i poszedł do pracy. Ja doszłam do wnosku, że nie dam rady i dynię wstawiłam do pieca, aby sie podpiekła i zmiękła. Po tym nie było już problemów. Natomiast w którym miejscu dodajesz śmietankę? Ponieważ nie byłam pewna, to nie dodalam jej w ogóle, bo konsystencja wydawała się być całkiem dobra i bez niej. Ciasto zostało skonsumowane z cukrem pudrem i jeszcze będzie na dzisiaj na deser a może nawet i na jutro. Jest pyszne! I śliczne! Jak Ty radziłaś sobie z wydobywaniem dyni z jej środka?

    Pozdrowienia serdeczne.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  27. Doroto, dzięki że mi zwróciłaś uwagę, widzę że "zjadłam" śmietankę. Już edytuję przepis, ale skoro i tak ciasto się udało to widać,że ona nie taka znów istotna. ;) Cieszę się , że Wam smakuje. Ja na krojenie dyni mam sposób taki jak Ty - kroję przy pomocy Macieja. Tylko, że jestem bardziej natrętna i nie pozwalam mu się ulotnić zanim dynia nie będzie w małych zgrabnych kawałakch. :) Ale dzisiaj sobie sama dzielnie poradziłam z ogromniastym zielonym squash'em. Tyle, że squash to pestka w porównaniu z taką zwykłą pomarańczową dynią. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Agnieszko, wracam chyba po miesiącu do ciasta z dyni i zamierzam je dziś robić po raz 2. Nadal nie wiem, gdzie dodać śmietankę, ale chyba to zrobię razem z jajkami. Wtedy nie była konieczna, ale chciałabym zrobić wedle Twojego przepisu dokładnie. Heh. Mam nadzieję, że nie będzie problemu, a ciasto było super i mam nadzieję, że uda się tym razem też!
    Pozdrowienia.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  29. Acha, mój Maciej chciał użyć ogromnego noża, na co ja z kolei nie mogłam patrzeć (i starałam się wcisnąć mu taki mniejszy, a on nie zgadzał się). Z kolei zaś mamy za sobą 2 Maciejowe wypadki z nożem (jeden w trakcie zmywania naczyń) i dlatego jestem przewrażliwona na punkcie noży i mojego męża.
    Moja stała metoda to pieczenie dyni, i potem obiera je się i kroi bardzo łatwo no i ja nie denerwiję się.

    Pozdrawiam.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  30. Doroto, no wstyd mi strasznie, bo się jakoś zagapiłam i zapomniałam poprawić tę kwestię śmietanki. Ale odgadłaś doskonale - dodaje się ją razem z jajkami. Każdy Maciej i ostre narzędzia to poważne zagrożenie - mój sobie kiedyś obciął opuszkę palca sekatorem. To podpiekanie wydaje się być dobrym i praktycznym pomysłem. Życzę żeby ciasto udało się po raz drugi. :) Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziękuję! Ciasto już jest i w zasadzie nie widzę różnicy z i bez śmietanki. Jest pyszne i bardzo u mnie w domu polubione dzięki Tobie!
    A Twoje nowe zdjęcie jest śliczne! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i dziękuję.
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  32. ciasto bardzo, bardzo dobre, wyszło przepyszne, więc pozwoliłam sobie mimo swoich małych zmian umieścić przepis na swoim blogu, a po oryginał odsyłam oczywiście do Ciebie :)

    pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  33. Magdo K., bardzo mi miło, że ciasto się udało, a najważniejsze że smakuje. Cieszę się, że trfilo na Twój blog i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  34. ciasto zrobiłam i jest rewelacyjne, cudo! :) miałam dużą dynię wiec zrobiłam podwójną porcję (i dzięki Bogu bo ciasto zniknęło praktycznie natychmiast). Gorąco polecam ten przepis :)
    Na marginesie, to zazdroszczę Porto :) trafiłam tam przypadkiem dzięki dymiącemu wulkanowi. Piękne miasto najlepsza restauracja rybna w jakiej kiedykolwiek byłam :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Marto, ogromnie się cieszę! Zwłaszcza, że zawsze mam obawy czy to ciasto jest na polskie gusta. Widzę, że dymiący wulkan miał swoje zalety, skoro dzięki niemu udało Ci się zwiedzić Porto i spróbować tutejszych genialnych ryb. Ciekawa jestem jaka to była restauracja. Myślę, że nie ta sama do której trafił jakiś przedziwny felietonista Twojego Stylu (Pióro się chyba nazywa, czy jakoś tak) piszący, że w PT "nawet rybę z grilla potrafią zepsuć". Nie wiem, gdzie ten pan jadał, oni tu różne rzeczy potrafią zepsuć, ale akurat na pewno nie rybę.;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Przepis na ciasto dyniowe poszedł dalej w świat i już moja mama i dwie koleżanki go przetestowały. Wszystkim bardzo smakuje :)
    Miejsce z kuchnią rybną polecił nam przypadkowo spotkany francuski krytyk kulinarny, który pisze przewodniki. Podobnie jak my wędrował z mapą i zaczepił nas dając nam kilka wskazówek, gdzie powinniśmy się udać. Zachwycony wspaniałymi restauracjami dzielnicy Matosinhos tam właśnie nas skierował. Restauracja, do której trafiliśmy nazywa się S. Valentim (Heroes of France, No. 335). Zwabił nas zapach ryby z grilla i tłum miejscowych. Dostaliśmy cudownego i olbrzymiego turbota, całą masę dodatków i pyszne białe wino. Chyba nigdy w życiu nie byłam tak zadowolona z kolacji jak wtedy Czekamy kiedy uruchomią loty Wrocław-Porto aby wrócić tam na te wspaniałości :) Cudowne i piękne miasto, pyszna kuchnia, wspaniałe wino.

    OdpowiedzUsuń
  37. Przypadkiem, trafiłem na ten przepis i postanowiłem spróbować dyni w takiej postaci. Właściwie do tej pory w żadnej nie próbowałem:).
    Ciasto wyszło super. W domu każdy się zachwycał jego smakiem tym bardziej, że dynia z której zrobiłem ten przysmak wyrosła nam pod oknem (siew był celowy).
    Pozdrawiam
    Jacques

    OdpowiedzUsuń
  38. Marto, cieszy mnie ogromnie, że przepis robi taką karierę. Miło mi bardzo, że masz takie miłe wrażenia z Porto. Trafiłaś widzę do naszego rybnego zagłębia. Portowe Matosinhos jest absolutnie najlepszym miejscem na ryby i owoce morza. My je tylko tam jadamy. No i stara prawda, że tłumy tubylców są najlepszym wskaźnikiem jakości restauracji. Też czekam aż uruchomią loty, tylko mi by pasowały Porto-Gdańsk. Niestety czekam już 10 lat...;)

    Jacques, z taką przydomową dynią to już sukces absolutnie gwarantowany. Cieszę się, że ciasto smakowało i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  39. Witam, ja sie zastanawiam jaka ta maka kukurydziana powinna byc, taka skrobiowata czy troche grubsza (cornmeal)? Odstawienie na 30 min sugeruje cos "polentowatego".
    JoBP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JoBP, to absolutnie nie skrobia kukurydziana, zwana też maizeną. To mąka kukurydziana, drobniejsza od polenty (czyli kaszy kukurydzianej), ma ona mniej więcej konsystencję mąki krupczatki. W PT jest kilka gatunków w sprzedaży - biała, żółta, razowa lub zwykła, można użyć każdej z nich.

      Usuń
  40. Dzieki sliczne za odpowiedz Agnieszko :)
    JoBP

    OdpowiedzUsuń
  41. kolejny wynalazek, ktory przetestowalam i sprawdzil sie znakomicie. nawet bez cukru pudru czy bez sosu waniliowego smakuje znakomicie. trudno wyczuc tam dynie, ale smak jest boski - i jesienny, i bozonarodzeniowy, ale swiezy, naprawde fajny :) ciesze sie, ze moge robic Twoje przepisy w ciemno, bo poki co wszystko mi wyszlo bezblednie, choc naprawde bralam sie za nienajlatwiejsze rzeczy :D pozdrawiam, karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, bardzo mnie cieszy Twoja opinia. Myślę, że fakt iż wszystko tak się świetnie udaje to jednak głównie Twoja zasługa. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

      Usuń
  42. O, zrobiłam, wyszło cudnie, podałam jako małe ciasteczka, no pycha:) http://niebonatalerzu.blogspot.com/2013/10/bardzo-dobre-ciasto-z-dyni.html

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.