środa, października 22, 2008

Europejskie impresje 2008: Belgia - koronki , czekoladki i Św. Mikołaj



Jak Holandia jawiła mi się jako kraj dla lalek, tak Belgia była w mojej wyobraźni przystanią dla eleganckich dżentelmenów i wymuskanych dam, całych w koronkach, które swoimi bladymi arystokratycznymi palcami wyjmują z fikuśnych bombonierek wyszukane czekoladki. Takie wrażenie robi przynajmniej Brugia - z pięknym starym miastem, w którym na każdym rogu natykamy się na sklep z czekoladą lub koronkami. Właściciele prześcigają się wręcz w pomysłowości jeśli chodzi o witryny - są to istne dzieła sztuki. Nie zapominajmy, że Brugia od stuleci jest mekką koronczarstwa. To stąd właśnie pochodziły ślubne koronki panien młodych z dobrych domów całej Europy. A i do dzisiaj słyszymy jeszcze czasem, że ta czy inna arystokratka otula się nimi na jakąś uroczystą okazję.

Brugia leży we flamandzkiej części Belgii, mimo to już na pierwszy rzut oka widać, że to francuski styl życia wygrywa tu z niderlandzkim purytanizmem. Kawiarnie są gwarne już od rana, restauracje kuszą owocami morza, ze słynnymi mulami na czele. Panowie biegają po ulicach z bukietami kwiatów, a kobiety wychodzą ze sklepów z misternie zapakowanymi pudełkami czekoladek. Brugia to również piękne kościoły, pokaźnych rozmiarów główny plac z imponującym ratuszem.
W przeciwieństwie do Francji Belgia to kraj piwa, ale za to jakiego. Gatunków są setki, istny raj dla smakoszy tego trunku, do których ja się raczej nie zaliczam, więc wiele o piwie nie opowiem. Zadowalam się zwykle nietypowymi owocowymi w smaku piwami firmy Mort Subite (czyli po naszemu "nagła śmierć"), jak wiśniowy kriek czy malinowe framboise . Zdradliwe to one są stąd chyba nazwa firmy, ten owocowy smaczek zdaje się obłudnie rozgrzeszać nas z wypitej ilości.
Kolejny sławny trunek to jenever , od którego pochodzą bardziej współczesne giny, to specjalność wspólna dla Belgii i Holandii. Belgowie produkują jenever w przeróżnych odmianach, popularne są też likiery na bazie tego alkoholu, przypominające nieco Advocaat, za to w różnych pastelowych barwach.

Wnętrze katedry w Brugii. Obraz flamandzkiego mistrza Jacoba Van Oosta. "Sound and light show " o północy w Brugii.
Ja w Belgii odkryłam coś, czego szukałam bez powodzenia w Holandii. Tam na każdym kroku wypytywałam o foremki do speculaas, co spotykało się ze zdziwieniem takim, jakie w Polsce wywołałaby chyba tylko prośba o przepis na wafelki Prince Polo. W Belgii zaś trafiłam do sklepu, gdzie obok pięknych drewnianych foremek w kształcie serca (będą jak znalazł na świąteczne pierniki i jak sprzedawczyni mi podpowiedziała "to make cookies for your loved one";) ), leżały różnej wielkości formy do speculoos (taka pisownia obowiązuje w tym kraju), w dodatku w kształcie autentycznych holenderskich wiatraków. Poza tym okazało się, że te korzenne ciasteczka są typowe nie tylko dla niderlandzkiej kuchni, ale również wypieka się je w Belgii i północnej Francji. Tradycyjnie przygotowuje się je na hucznie obchodzony w tych rejonach Europy dzień Św. Mikołaja. Obecnie w sprzedaży stały się one dostępne przez cały rok i niestety coraz mniej osób je wypieka w domach. A szkoda, bo jak się sama przekonałam po powrocie do domu i upieczeniu ich, te domowe są o niebo lepsze niż sklepowe.

Formy do speculoos mają przeróżne kształty od wysokich postaci Saint Nicholas poczynając, poprzez wiatraki, na zwykłych płaskich prostokątnych ciasteczkach kończąc. Bywają cieniutkie i bardzo kruche, z dodatkiem płatków migdałowych, a czasem dość pokaźnej 2 cm grubości (te ostatnie pochodzą z Limbourga). Smak mają korzenny, troszkę zbliżony do pierniczków, ale samo ciasto jest bardziej kruche i maślane. Tradycyjnie używa się do nich brązowego cukru vergeoise, ale (uwaga !) nie trzcinowego tylko z buraków cukrowych. Ja o takim mogę tylko pomarzyć, robiłam więc ciasteczka z ciemnym brązowym cukrem trzcinowym. Co do tego czy cukier powinien być ciemny czy jasny zdania są podzielone. Fabrycznie produkowane ciasteczka są ciemno złote, tych domowego wypieku nie dane mi było ani w Holandii ani w Belgii spróbować. Jak na mój gust to ciemny cukier lepiej się komponuje z korzennymi przyprawami, dlatego jego użyłam, ale zamierzam również spróbować wersji z jasnym. Nie najgorszym, choć niezbyt klasycznym pomysłem wydaje mi się też użycie cukru rapadura.

Przepis, który podaję pochodzi z opakowania moich foremek. Porcja jest niewielka, tak na jedną blaszkę ciasteczek, zagorzałym wielbicielom speculoos radzę ją podwoić. ;) W Holandii i w Belgii można kupić gotowe mieszanki przypraw do tych ciastek, tak jak w Polsce do pierniczków, popularne są też lody o smaku speculoos . Ja przywiozłam sobie pastę do smarowania pieczywa o smaku tych ciasteczek, ale przyznam szczerze, że mnie jakoś szczególnie nie zachwyciła, foremki były o wiele bardziej trafionym i trwalszym nabytkiem. ;)

Speculoos
ilość: 1 blaszka ciasteczek (taka z piekarnika)

100g mąki
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
1/4 łyżeczki mielonych goździków
1/8 łyżeczki gałki muszkatołowej
60g ciemnego brązowego cukru
70g zimnego masła
2 łyżeczki mleka

olej roślinny o neutralnym smaku i mąka do wysypania foremek

Mąkę przesiewamy z przyprawami i mieszamy z cukrem. Dodajemy masło i szybko zagniatamy jak kruche ciasto, na koniec jeśli potrzeba dodajemy mleko. Ciasto rozpłaszczamy, zawijamy w przezroczysta folię i wstawiamy do lodówki na co najmniej 1 godz lub dłużej. Nagrzewamy piekarnik do 175ºC. Pędzelkiem smarujemy foremki olejem i wysypujemy je mąką. Ciasto cienko rozwałkowujemy*, jeśli trzeba podsypując mąką (całkiem dobrze i bez przyklejania wałkuje się między dwiema warstwami przezroczystej folii spożywczej). Wylepiamy nim foremki i następnie uderzając mocno dłonią w dno foremki wykładamy je na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę. Po kilku nieudanym próbach doszłam do wniosku, że sekretna techniką jest trzymanie foremki w powietrzu tuz nad blaszka i zdecydowane uderzanie w nią całą powierzchnia dłoni). Po każdorazowym użyciu wysypujemy ponownie foremkę mąką. Dobrze jest w czasie formowania speculoos trzymać blaszkę z już gotowymi w lodówce, wtedy w czasie pieczenia lepiej zachowują swoje wzorki i kształt. Pieczemy przez 20-25 min.

* z tego samego ciasta można zrobić speculoos o grubości 1cm, wtedy dajemy ciut więcej masła (80g zamiast 70g) i pieczemy przez ok. 40-45min.

19 komentarzy:

  1. mnie sie speculoos zawsze,kojarzyly z poludniowymi Niemcami, tam z kolei nazywaja sie "spekulatius" i oprocz wersji podanej przez Ciebie sa jeszcze migdalowe i maslane. mam takie spekulatiusowe swiateczne foremki od wielu lat ale jeszcze nigdy nie udalo mi sie wycisnac nimi pozadanego wzoru, jedna jest ze Sw. Mikolajem wlasnie. sprobuje tak jak Ty, moze w koncu sie uda a jak nie to dalej beda zdobily kuchnie :)))
    z Brugii mam piekne wspomnienia, oprocz estetycznych rowniez kulinarne, to tam wlasnie w tej pieknej scenerii jadlam po raz pierwszy belgijskie czekoladki, to bylo juz dosc dawno temu :) pozdrawiam i klaniam sie

    OdpowiedzUsuń
  2. Agusiu wykonczysz mnie! Pieknie :) Musze koniecznie kupic foremke do speculoos :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ma to samo co Ela ,:D chce wiatrak

    OdpowiedzUsuń
  4. Agnieszko, jak to sie stalo, ze Cie jeszcze nie podkupil jakis magazyn kulinarny/podrozniczy? Gdybym miala swoj magazyn to bys juz byla podkupiona i obwarowana kontraktem na wiecznosc. Bardzo lubie czytac Twoje podrozniczo-jedzeniowe posty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem pod wrazeniem Twoich podrozy i pieknych opisow.
    A Brugie uwielbiam, mam do tego miasta tylko 45 minut drogi i bardzo czesto tam bywam. I architektonicznie i kulinarnie Brugia ujela mnie za serce.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zwykle pieknie u Ciebie Agnieszko!
    Tutaj foremki do speculoos pojawiaja sie w okresie swiatecznym, ale wybor wzorow jest dosyc maly; no i nie ma rzecz jasna takich pieknych wiatrakow! :)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam wycieczki z Twoim blogiem! :)
    Przepiękne zdjęcia! :)
    Pozdrawiam cieplo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko, przejrzalam pobieznie Twojego bloga (moze zbyt pobieznie ;) nie wiem czy pisalas juz o kuchni regionu gdzie mieszkasz. kuchnia portugalska malo chyba jest znana poza Portugalia. ja znam tylko zapachy w porze obiadowej jakie dochodza z mieszkan porugalczykow w bloku gdzie mieszkaja moi tesciowie :)
    moze znajdziesz kiedys odrobine czasu na mala prezentacje:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszko, pięknie opisujesz te miejsca, są one mi bardzo bliskie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Leloop, masz rację zapomniałam o niemieckiej odmianie tych ciastek, a niedawno mi wpadły w oczy w Lidlu. Pewnie to te maślane były, bo bardzo jasne w kolorze. Oczywiście zamiast speculatius miały jakąś dziwną lidlowską nazwę. Ja szczególnie walczyłam z miniejszą foremką, z dużej trochę chyba grawitacja pomaga wypaść ciastu. ;)

    Elu i Margot, no jasne, że musicie mieć takie foremki.:) Uważam, że to całkiem poważny powód żeby wybrać się na wycieczkę do Belgii lub Holandii.

    Olasz, zawstydzasz mnie. :) To chyba trochę za wysokie progi dla marnej blogowiczki.

    O Karolciu, to żeczywiście masz niedaleko. A miasto jest naprawdę bardzo urokliwe. Dziękuję za miłe słowa.

    Beo, wybór lepszy mały niż żaden tak jak u mnie. Zresztą jak sama widzisz nawet w Holandii były trudności zich nabyciem. ;)

    Majano, ogromnie mi miło !

    Aaricio, tym bardziej się cieszę gdy komus znającemu okolice ta relacja przypada do gustu.

    Leloop, jeszcze co do tematu kuchni portugalskiej... jak sama słusznie stwierdziłaś nie jest ona specjalnie znana poza PT i śmiem twierdzić, że z jakiejś przyczyny tak jest. Nie łudźmy się, że jest to jakiś ostatni nieodkryty skarb europejskich kulinariów. Może jestem jednak trochę niesprawiedliwa, ale do pasji doprowadzają mnie stwierdzenia każdego Portugalczyka, że ich kuchnia jest o niebo lepsza od francuskiej, hiszpańskiej (ta ostatnia to szczególnie jest tragiczna ;) ), nie mówiąc już o takiej marokańskiej, bo tą to by się żywił tylko samobójca chyba. Polak jednak tak zadufany w sobie chyba nie jest, a kuliaria obu krajów są w świecie chyba mniej więcej podobnie znane. Tak więc kulinarny szowinizm i jeszcze w dodatku ograniczone kuchenne horyzonty. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że Portugalia miewa znakomite produkty: fenomenalne a słabo znane sery, doskonałe wina, wspaniałej jakości ryby i owoce morza oraz znakomitą kawę. O nich na pewno prędzej czy później coś napiszę. ;) Solennie obiecuję, że będzie o queijo da serra, materiały już zebrane.:) Zdarzają się i przepisy-perełki, ale ogólnie jest to kuchnia z małą ilością warzyw, nieszczególnym mięsem i nieśmiertelnym zestawem ryżu i ziemniaków do każdego dania. A na moim blogu są całe 2 portugalskie przepisy ;) :
    http://agusiah.blogspot.com/2008/04/arrufadas-czyli-nadsane-buki-z-coimbry.html
    http://agusiah.blogspot.com/2007/04/bolo-de-arroz.html

    OdpowiedzUsuń
  11. dziekuje za odpowiedz/podpowiedz :)
    sliczne te ryzowe babeczki ale chyba ich sama robic nie bede, nie znajac oryginalu. moze kiedys dotre nad portugalskie wybrzeze Atlantyku to sprobuje na miejscu, mamy ostatecznie Portugalczyka w naszej francuskiej rodzinie :)
    ten portugalski, kulinarny szowinizm jest dobrze znany we Francji, przeciez tu jest zatrzesienie portugalskich emigrantow. w przeciwienstwie do azjatow czy nawet wschodnich europejczykow prawie, ze nie uswiadczysz portugalskiej restauracji, wszyscy pichca te swoja brandade w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak wspomniałaś o portugalskich restauracjach to przypomniała mi się opowieść jednego znajomego Portugalczyka, jak to pojechał do Paryża. I wyobrażasz sobie grozę jaka go ogarnęła, gdy zbliżyła się pora obiadowa - co on biedny zje? Na szczęście - no ręka boska chyba to była - spotkał rodaka, który natychmiast skierował go do najbliższej portugalskiej jadłodajni. ;)
    P.S. Ten suszony dorsz to w sumie wcale nie taki zły. Mi tak ze dwa razy do roku przychodzi ochota na jakąś jedną z 365 potraw z bacalhão.

    OdpowiedzUsuń
  13. Agnieszko,
    Czy mozna spytac, w ktorym sklepie znalazlas foremki do speculoos? Probuje znalezc, ale bez efektu jak na razie. Z gory dziekuje i pozdrawiam.
    Pawel

    OdpowiedzUsuń
  14. Pawle, tutaj je dorwałam:
    http://www.deldycke.be/
    jeszcze mapka, żeby było łatwiej znaleźć:
    http://www.cityplug.be/en/Bruges/IAQA64BN_Specialized-Stores_Deldycke.html

    Doniosła mi też koleżanka, że widziała podobne do moich w sklepie z pamiątkami koło wiatraków w Kinderdijk, ale to już w Holandii. Kurzyły się gdzieś w kątku.;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dziekuje za odpowiedz. Jak tylko bede w Brugii to postaram sie odwiedzic.
    Pozdrawiam
    Pawel

    OdpowiedzUsuń
  16. No to jestem beznadziejna: byłam w Brugii w miniony weekend, stałam koło tych foremek do Speculoos (w uroczym sklepie Dille i Kamille) i nie kupiłam, bo uznałam, że one chyba nie powinny być drewniane :(

    OdpowiedzUsuń
  17. O kurczę Ptasiu, szkoda! Też tak mam, coś mi tam nie pasuje, nie kupię, a potem żałuję.... Chociaż akurat masz rację, że tym foremkom by lepiej zrobiło gdyby były z czegoś, od czego ciasto się lepiej odkleja. Drewnianymi to trzeba się początkowo nieźle nastukać o blat, żeby się speculoos odkleiły.
    Ja chyba w tym sklepie, o ile mnie pamięć nie myli, właśnie kupiłam takie spore drewniane serce do pierników.

    OdpowiedzUsuń
  18. Spekulatius to od kilku lat jedno z najsmaczniejszych ciastek pieczonych w moim domu rodzinnym (na Mazurach)i u mnie (Warszawa). Przepis przywiozła z Niemiec moja mama i to ona wyszukuje, przeważnie na różnych targach niemieckich formy do spekulacius. W Polsce takie foremki widziałam ostatnio w Muzeum Skoczowa.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo jestem ciekawa tego przepisu przywiezionego przez Pani Mame. Zazdroszcze kolekcji foremek do spekulatiusow. Moja jest ciagle za mala i za skromna.;) Pozdrawiam bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.