poniedziałek, sierpnia 04, 2008

Kurczak w marokańskim stylu



Czy wiecie, że w Starożytności i Średniowieczu dodawanie owoców i miodu do mięsnych potraw było na porządku dziennym. Ogólnie rzecz biorąc w dawnych wiekach połączenie słonego ze słodkim było bardzo cenione i pożądane i dopiero bardziej współczesna kuchnia zaczęła od takich zestawień trochę odchodzić. Europejskie kuchnie powoli wyzbywały się tych słodko-słonych nawyków. Trzeba przyznać jednak, że w naszej rodzimej tradycji zachowało się sporo starodawnych reliktów smakowych, chociażby w postaci dodatku suszonych śliwek do schabu, jabłek do kaczki i gruszek w occie do pieczystego. Może to wpływ naciskających na nasze Kresy przez całe wieki tatarskich hord i tureckich wojsk, otwarcie niby nienawidzonych, ale naśladowanych często w elementach szlacheckiego stroju, wystroju wnętrz oraz militarnych i kulinarnych obyczajach.

W tradycyjnej kuchni Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki dodatek owoców do mięsa jest nadal absolutną klasyką (ba, Turcy mają nawet deser z piersi kurczaka, ponoć znakomity; odczuwam jednak jakąś psychiczną blokadę przed wypróbowaniem go ;) ). I trzeba przyznać, że zestaw: mięso, owoce i korzenne przyprawy to w arabskim wydaniu potrawa jak z opowieści z tysiąca i jednej nocy. Mnie, jak mogliście się pewnie domyśleć, skusiła znowu kuchnia marokańska. Kilka przepisów z tamtego regionów stało się inspiracją do prezentowanego dzisiaj dania, w którym delikatny smak piersi kurczaka podkreślony jest dodatkiem rodzynek, orzeszków piniowych, cynamonu i goździków. Na koniec dodaje się jeszcze kwaskowaty akcent, ładnie przełamujący słodycz rodzynek , a mianowicie sok z cytryny i szczyptę sumaku. Potrawa jest bardzo łatwa do zrobienia, sama w sobie dość lekka, ale staje się pożywna, gdy podamy do niej couscous lub arabski płaski chleb. W sumie w moim wydaniu zrobił się z tego fusion z basenu Morza Śródziemnego, bo oprócz północnoafrykańskiego kurczaka i couscousu, zajadaliśmy jeszcze tzatziki i ciepłe chlebki pita.


Kurczak w marokańskim stylu

500g filetów z piersi kurczaka pokrojonych w kostkę
3 łyżki mąki wymieszanej z solą i pieprzem
5 łyżek oleju arganowego lub oliwy
2 duże cebule pokrojone w półplasterki
3 łyżki rodzynek
1/4 łyżeczki mielonych goździków
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka sumaku
1 szkl bulionu z kurczaka

sok z 1 cytryny
50g prażonych orzeszków piniowych
3 łyżki świeżej natki kolendry

Otaczamy kostki kurczaka w mące (najwygodniej wrzucić je razem z panierką do zamykanego plastikowego worka i potrząsać aż mięso będzie otoczone w mące). Smażymy na 2 łyżkach oleju, aż będą rumiane . Zdejmujemy z patelni. Wlewamy resztę oleju i smażymy na złoto cebulę. Dodajemy kawałki kurczaka, rodzynki, przyprawy i zalewamy bulionem z kurczaka. Dusimy ok. 5 min , aż sos lekko zgęstnieje. Zdejmujemy z ognia i dodajemy sok z cytryny, orzeszki piniowe i kolendrę. Podajemy z couscous, ciepłym chlebkiem pita i greckim jogurtem lub tzatziki.



PS. Przepis został wydrukowany w czerwcowym numerze "Twojego Stylu" ( rok 2009 ).




9 komentarzy:

  1. Uwielbiam wlasnie slodko-kwasne smaki po orientalsku ! To pachnie i smakuje cudownie !

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda świetnie! Mnie również podoba się zestawienie słodkiego z kwaśnym. MOze nie we wszystkim,ale jesli chodzi o Twoje danie to na pewno! :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko wyglada przepieknie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Absolutnie pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszko, ze sie wtrace: Turecka kuchnia nie uznaje slodkosci w daniach obiadowych! Jest to jeden z niewielu krajow, gdzie nawet Ikea sie poddala, i nie dodaje zurawiny do kottbullar'ow. Owszem, ottoman cusine miala przepisy z miodem czy morelkami, ale na dzien dzisiejszy funkcjonuje tylko w niektorych 5-gwiazdkowych restauracjach w Stanbule. Turcy do tego stopnia nie trawia slodkich obiadow, ze nawet nasz poczciwy barszcz czerwony jest dla nich niezjadliwy.
    A deser z kurczaka, owszem, istnieje, ale smak miesa jest w nim niewyczuwalny (pewnie wielu turystow "zalapalo" sie na nniego, nie wiedzac nawet, co jedza ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mavi, dziękuję za ciekawe informacje (mam wrażenie, że to wiedza z autopsji, że się tak wyrażę, prawda?). Właśnie przeglądałam moją ulubioną książkę o tureckiej kuchni (autorstwa Turka zamieszkałego w USA) i rzeczywiście obiady są dość wytrawne ;), może ewentualnie autor rzuci parę rodzynek do pilafu lub "gołąbków" z winogronowych liści, ale to by było na tyle. Za to do deseru z kurczaka na 300g piersi idzie 100g cukru.;)Ciekawe że dzisiejsi Turcy tak gruntownie "znielubili" to co było dość przecież typowe dla kuchni Imperium Ottomańskiego.

    Co do naszego czerwonego barszczu, piszesz , że dla Turków jest za słodki... dla Portugalczyków znowu zbyt kwaśny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziekuje za odpowiedz, Agnieszko!
    Pisze jak najbardziej z autopsji, bo choc nie mieszkam w Turcji, moj partner jest Turkiem. A po prawie dekadzie kontaktow i dwoch tesciowych mozna juz cos niecos na temat kuchni powiedziec ;)
    Moj malz podpowiada, ze rodznki owszem, sa w pilawie, ale tylko tym specjalnym, przygotowywanym na sluby. I ze w zachodniej Turcji (Izmir na przyklad) mozna znalezc slodkie dodatki w niektorych przystawkach serwowanych na zimno (jak wspomniane przez Ciebie rodzynki w zwijanych z nadzieniem lisciah winogron).
    Co do roznic miedzy kuchnia ottomanska a turecka, mysle, ze bierze sie to z dosc silnego odgraniczenia dworu od "ludu". Kultura dworska nie za bardzo wplywala na anatolijska, codzienna orke poddanych; mam niejasne wrazenie, ze do dzis postrzegana jest jako przejaw wartosciowej, choc odrebnej "kasty". Z tego, co pamietam, "Zycie codzienne w Turcji Osmanskiej" dobrze ten problem ilustrowalo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko, żałuję, że wcześniej nie wypróbowałam. Pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  9. Małgosiu, cieszę się , że smakował. Już zaglądałam do Ciebie - wygląda znakomicie w Twoim wydaniu.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.