
Tegoroczne upały chyba nigdy tu u nas się nie skończą. Nie tam, żebym ja na nie szczególnie narzekała, bo bardzo kocham ciepełko. Jestem szeroko znana wśród rodziny i znajomych jako największy zmarźlak wszechczasów, tak że żaden skwar mi nie straszny. Nie znaczy to jednak, że przepadam za słońcem - plażuje mi się najmilej w obszernym cieniu parasola lub jeszcze lepiej dużej palmy. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że upał wpływa na mój apetyt i jedyne o czym mogę z przyjemnością myśleć przy temperaturach powyżej 30ºC to lekkie sałatki, napoje i lody.
Te ostatnie też raczej nie z gatunku kremowych i śmietankowych, ale raczej owocowych, a najlepiej w stylu sorbetu. Muszę wyznać, że ten lipcowy upał przywrócił mi pamięć i przypomniałam sobie o śmiesznym stojaczku do robienia lodów na patyku, który kupiłam kilka lat temu. Ze wstydem się przyznam, że od czasu zakupu kurzył się w kąciku na półce w spiżarni, a ja właściwie nie zdawałam sobie sprawy z jego istnienia. Kupiłam go, bo nie mogłam już patrzeć, jak mój drogi synalek latem w każdej lodziarni zaopatrywał się w wodniste lody w neonowych kolorach. Można tylko się domyślać jakich pyszności są one pełne, widząc jak języki dzieci je konsumujących nabierają tej samej "żarówiastej" barwy. Łukaszowi jednak zmieniły się gusta i przeszedł na lody waniliowe i truskawkowe, a ja zapomniałam o moim nabytku i dobrych chęciach do produkcji domowych lodów dla ochłody. Przypomniałam sobie o tym wszystkim wczoraj przeglądając lipcowy numer brytyjskiego czasopisma "Good Food"i postanowiłam natychmiast odkurzyć to ustrojstwo.Przepis na lodowe lizaki jest bardzo prosty, ja go jednak nieco zmodyfikowałam. Przede wszystkim zmniejszyłam ilość cukru i wody, bo wydały mi się trochę przesadzone i dla prostoty, a przede wszystkim ze względu na upał, zrezygnowałam z polewania gotowych lodów białą czekoladą i posypywania kolorowymi groszkami. Uprościłam też trochę wykonanie - nie bawiłam się w przecieranie zmiksowanych truskawek przez sitko, za to z cytryny otarłam skórkę i wycisnęłam sok (zamiast, o zgrozo wrzucić całą cytrynę ze skórą do miksera, co uważam za kompletnie poroniony pomysł; jestem przekonana, że to posunięcie jedynie dodałoby goryczy z albedo do smaku lodów; przepis jest jednak dedykowany dzieciom stawiającym pierwsze kroki w kuchni, więc może stąd to mikserowe ułatwienie ;) ). Ta drobniutko starta skórka cytrynowa jest bardzo ważnym dodatkiem, nadaje lodom świetnej cytrusowej świeżości i znakomicie współgra ze smakiem truskawek.

Lodowe lizaki truskawkowe
450g truskawek
70-100g cukru (ilość proponuję regulować w/g własnego gustu, ja dałam 70g)
200ml źródlanej wody
skórka otarta z 1 cytryny (dobrze wyszorowanej i sparzonej)
sok z 1/2 cytryny
sok z 1/2 limonki (można zamiast niego użyć tylko soku z cytryny)
300g serka homogenizowanego o smaku truskawkowym
Miksujemy ze sobą wszystkie składniki w blenderze. Nalewamy do foremek na lody (prawie do pełna) i mrozimy w zamrażalniku minimum przez 5godz.
450g truskawek
70-100g cukru (ilość proponuję regulować w/g własnego gustu, ja dałam 70g)
200ml źródlanej wody
skórka otarta z 1 cytryny (dobrze wyszorowanej i sparzonej)
sok z 1/2 cytryny
sok z 1/2 limonki (można zamiast niego użyć tylko soku z cytryny)
300g serka homogenizowanego o smaku truskawkowym
Miksujemy ze sobą wszystkie składniki w blenderze. Nalewamy do foremek na lody (prawie do pełna) i mrozimy w zamrażalniku minimum przez 5godz.




13 comments: