niedziela, czerwca 29, 2008

Sos zielonej bogini



Że lato w pełni przenieśliśmy się z konsumpcją naszych posiłków do ogródka. W weekendy zaczynamy tam od porannej kawy , a kończymy na kolacji, często "grillowanej". W międzyczasie jest jeszcze obiad i wówczas jak na porę roku przystało królują sałatki. Sosy do nich robię zawsze na zapas, tak żeby starczyło na dwa dni. I zawsze poszukuję ciekawych przepisów na te dressingi. Już w zeszłym roku natknęłam się na taki, który zawojował nas absolutnie. Pochodzi z mojej ulubionej serii książek "The Best American Recipes" , tym razem z tomu 2004/2005. Z przepisem wiąże się krótka opowiastka. Autorką jego jest Fanny Singer córka słynnej diwy kalifornijskiej sezonowej kuchni Alice Waters. Dziewczyna wychowała się, jak możemy się domyślać, na fenomenalnej, świeżej i zupełnie niebanalnej kuchni swojej matki, która jest właścicielką okrzyczanej restauracji "Chez Panisse" w Berkeley. Gdy wyjechała do college'u wszyscy słusznie spodziewali się, że jedzenie w studenckiej stołówce będzie dla niej szokiem. Owszem było, ale zareagowała na niego w energiczny, typowo amerykański sposób (zamiast narzekać wzięła się do rozwiązywania problemu) - ożywiła, będący w powijakach, studencki ruch propagujący lokalnie hodowane produkty (warzywa i owoce) i zaczęła sama gotować. Jej dania różnią się jednak troszeczkę od tego, co się nam kojarzy z przysłowiowym studenckim pożywieniem - robionym na jednej nodze, byle szybciej i głównie po to żeby zabić głód.

Jej sos do sałaty jest lżejszą wersją znanego na Zachodnim Wybrzeżu USA "green goddess dressing", czyli sosu zielonej bogini. Klasycznie jest on robiony na bazie majonezu lub kwaśnej śmietany, a nazwę zawdzięcza dużej ilości świeżych ziół. U Fanny pierwsze skrzypce gra awokado. Jako bazę sosu proponuje ona oliwę (można dodawać ją do surowego żółtka i ukręcić taki domowy majonez; ja z żółtka jednak zrezygnowałam na rzecz samej oliwy po tym jak ostatnio naczytałam się, że Polska i Portugalia przodują w Unii Europejskiej w ilości drobiu i jajek zakażonych Salmonellą :( ). Dodaje odrobinę octu z białego wina, sok z cytryny i limonki oraz nieodzownie mnóstwo drobno posiekanych, świeżych ziół. Dressing ten jest naprawdę niezwykle smaczny, ożywia każdą banalną zieloną sałatę i robi z niej danie zupełnie nie z tej ziemi. Ponoć równie pyszny jest jako dodatek do ryb, krewetek czy langusty, ale tak go jeszcze nie próbowałam.


Sos zielonej bogini w/g córki Alice Waters

1 mała szalotka drobno posiekana
1 ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę
1 łyżka octu z białego wina
1 łyżka soku z cytryny, świeżo wyciśniętego
1 łyżka soku z limonki, świeżo wyciśniętego
sól (najlepiej fleur de sel) i świeżo zmielony pieprz do smaku

3 łyżki natki pietruszki
1 łyżka liści estragonu
1 łyżka bazylii
1 łyżka natki kolendry
1 łyżka szczypiorku
1/2 dojrzałego awokado, obranego i rozgniecionego widelcem
1/2 szkl oliwy extra virgin

Szalotkę i czosnek wymieszać z octem, sokiem z limonki i cytryny, solą i pieprzem. Odstawić na 5 min. Dodać drobno posiekane zioła (można je wszystkie posiekać w malakserze), rozgniecione awokado oraz oliwę i dobrze wymieszać.

8 komentarzy:

  1. Agnieszka jak zwykle piękna opowieść i zdjęcie,o raz przepis taki co bardzo kusi ,żeby wypróbować
    Ja tak ma marginesie jeszcze napiszę ,że człowiek bezmięsny i bezrybny miałby u Ciebie co jeść i to pysznie jeść

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli to awokado jest tym, co wyróżnia ten dressing od innych dressingów na bazie oliwy? Brzmi bardzo ciekawie. Zapisuję sobie od razu do wypróbowania w najbliższym czasie...czyli pewnie wkrótce, bo sałat wszelakich jadam w ilościach hurtowych. :) Mam wrażenie, że czuję ten piękny zapach. :)
    Zdjęcia jak zwykle tak piękne, że już mi słów brakuje, żeby wyrazić swój zachwyt. :) Agnieszko, udałabym się do Ciebie na nauki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna opowieść i świetny temat, Agusiu. Rzeczywiście na sosach i dresingach opiera się świat kulinariów, a sałaty to wymarzone jedzenie na lato.

    OdpowiedzUsuń
  4. Margot, my nie jesteśmy wegetarianami, ale tak jak potrafię sobie wyobrazić egzystencję bez mięsa, to nie wyobrażam jej sobie bez warzyw. Tak że chyba rzeczywiście wegetarianin jakoś by na moim garnuszku przebiedował. ;)

    Małgosiu, oprócz awokado ten sos ma jeszcze b. dużą ilość świeżych ziół. Myślę, że to też troszkę wyróżnia. A z tą nauką fotografii to mogę tylko powiedzieć - I kto to mówi? Nie wiedzących o co mi chodzi odsyłam do Malgosi blogu, żeby sobie jej piękne zdjęcia pooglądali.

    Masz rację Lisko, dobry sos to podstawa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzień dobry,
    To świetnie Agnieszko, że wspominasz o tym sosie. Czy wyobrażasz sobie, że u nas (w Kalifornii) można go kupić w butelce? Jak smakuje to nie wiem, bo nigdy nie próbowałam, zawsze robię sama. Ale na etykietce jest twarz pięknej pani (rysunek chyba tejże bogini) z falującymi włosami! Myślę, że kiedyś z ciekawości spróbuję, ale zwykle sosy do sałaty robię sama z przyjemnością.

    A oto zdjęcie owej etykiety:
    http://images.google.com/imgres?imgurl=http://www.consorzio.com/catalog/images/GREEN_GODDESS.JPG&imgrefurl=http://www.consorzio.com/catalog/green-goddess-dressing-organic-p-1000082.html&h=500&w=218&sz=23&hl=en&start=1&um=1&tbnid=6NkiSAPnV1GfJM:&tbnh=130&tbnw=57&prev=/images%3Fq%3Dgreen%2Bgoddess%2Bdressing%26um%3D1%26hl%3Den%26sa%3DN

    Pozdrowienia,
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiepska jestem w dresingach, chyba musze sprawic sobie jakies lektury, ktore polecilabyc mi Agnieszko? Zazdroszcze Wam grilowania i jedzenia na swiezym powietrzu:) ja dusze sie w blokowisku...ale tylko tymczasowo...tak sobie mowie:)Piekne zdjecia jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  7. sprobowalam, pycha :)))
    troche zmodyfikowalam jak to przy niedzieli, nie wszystkie skladniki ma sie pod reka, ale baza czyli awokado i ziola z ogrodu byly. masz racje trzeba wyprobowac ten sos z krezetkami, uklony

    OdpowiedzUsuń
  8. Agato, po przejrzeniu moich książek doszłam do wniosku, że nie mam jakichś specjalnych pozycji poświęconych tylko dressingom. Te ciekawe znajduję zwykle przypadkiem przy okazji jakiejś innej potrawy. Znalazłam u siebie jedynie portugalskie tłumaczenie książki Hillary Walden "Marinadas e vinagretes" z 2006r. Powinna jeszcze gdzieś się poniewierać we Fnacu, jeśli miałabyś ochotę ją przewertować.

    Leloop, cieszę się ogromnie, że wyopróbowałaś ten sos i że Wam przypadł do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.