czwartek, maja 15, 2008

Tajska ryba z wybrzeża Algarve


Od jakiegoś czasu jest tu u mnie na blogu chyba przesadnie słodko. Czas to zmienić!! A cóż będzie lepsze dla odmiany niż duża pieczona ryba w orientalnej, pikantnej marynacie. Takiej ryby próbowałam już jakiś czas temu w tajskiej restauracji - niestety nie w Tajlandii, ale w nadmorskim kurorcie Vila Moura w Algarve. Całość jednak prezentowała się bardzo wiarygodnie - począwszy od wystroju wnętrz, poprzez obsługę i kucharzy (wyłącznie Tajów), kończąc oczywiście na proponowanym menu i uczciwie oryginalnych składnikach (świeża trawa cytrynowa i liście limonki kaffir przekonały mnie ostatecznie).

Piszę o tym tyle, bo w Portugalii kuchnia z południowo-wschodniej Azji nie jest zbyt popularna i widziałam już tu niejedną bankrutującą dobrą restaurację etniczną. Nie mam nic przeciwko miłości Portugalczyków do bacalhau i spółki, denerwuje mnie jak wiecie jedynie - o czym już chyba piszę do znudzenia - ich kulinarna ksenofobia. Ten tajski przybytek na południu trzyma się jednak dzielnie, głównie chyba dzięki międzynarodowej klienteli, wszechobecnej na tym ciepłym i uroczym krajobrazowo ciągle jeszcze atlantyckim wybrzeżu, z zapierającymi dech w piersiach widowiskowymi klifami (piszę o tym, że wciąż jesteśmy nad Atlantykiem, bo wiele osób nie wiedzieć czemu sądzi, że to już Morze Środziemne, a ono przecież zaczyna się dopiero po wschodniej stronie Słupów Herkulesa ;) ).

Pamiętam, że mojego męża, który tę rybę zamówił, pokonała nieco pikantność dania. Moja domowa wersja jest więc nieco łagodniejsza od restauracyjnej, ale mimo to wierna tradycyjnym tajskim smakom. Jak to zwykle bywa z daniami z piekarnika robi się ja niewiarygodnie prosto - wystarczy wymieszać składniki marynaty, natrzeć nią rybę i już siup do piekarnika. Polecam ją z ryżem jaśminowym i jakąś świeżą sałatką w azjatyckim stylu.
 
Ryba po tajsku z chrupiącą skórką

1 cała, wypatroszona morska ryba wagi ok. 800-1200g

Marynata:
4 ząbki czosnku zmiażdżone
4 cm kawałek świeżego korzenia imbiru, obrany i utarty
1 łodyżka trawy cytrynowej, zmiażdżona i drobno posiekana
1/4 szkl natki kolendry, drobno posiekanej
2 małe czerwone chili tajskie, drobno posiekane, bez pestek
2 łyżki tajskiego słodkiego sosu chili (mild sweet chili sauce)
1 łyżka tajskiej czerwonej pasty curry
2 łyżki soku z limonki, świeżo wyciśniętego

Dodatkowo:
2 łyżki tajskiego słodkiego sosu chili
gałązki kolendry lub natki pietruszki do przybrania

Mieszamy ze sobą wszystkie składniki marynaty i smarujemy nią z obu stron rybę. Układamy w naczyniu do zapiekania, przykrywamy szczelnie folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na min 3 godz. Nagrzewamy piekarnik do 190ºC. Z naczynia z rybą zdejmujemy folię spożywczą i przykrywamy ją folią aluminiową. Pieczemy przez ok. 35 min. Odkrywamy, smarujemy dodatkowym sosem chili i zapiekamy pod grillem jeszcze ok. 10min. Podajemy ozdobioną natką.

17 komentarzy:

  1. Wpisuje na list do wykonania. moj malzonek jest wielkim fanem pikantnych ryb :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ bym zjadła...Najchętniej już teraz i najchętniej Twoją Agnieszko. :)) Takie zdjęcia powinny być zabronione. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Łosoś się nada do tego? Leży mi w zamrażalniku po próżnicy, więc przydałoby się z niego zrobić użytek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam sie z Malgosia :)
    Mam pytanie Agnieszko : ktora z ryb wg Ciebie lepiej sie do tego nada? no i umnie beda raczej filety, nie ryba w calosci, ale mysle (a przynajmniej mam nadzieje) ze to nie ma az tak duzego znaczenia.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Agatku, wyprobuj! Mysle, ze powinna przypasc mezowi do gustu.

    Malgosia, po tej ze zdjecia co prawda juz nie ma sladu, ale na Twoj przyjazd obiecuje druga!!

    Zemfiroczko, prawde mowiac nie wiem czy losos sie nada. On juz sam w sobie ma dosc intensywny smak, wiec nie wiem czy sie nie pokloci z ta tajszczyzna.... Lososia to raczej proponuje zrobic tak: http://agusiah.blogspot.com/2007/09/dzwonka-ososia-z-masem-cytrynowo.html

    Bea, ja robilam okonia morskiego, dobra bedzie tez dorada. Mam jeszcze kilka innych ryb na mysli, ale musze poszukac jak sie po polsku albo francusku nazywaja. ;) Filety pewnie bedziesz musiala troche krocej piec.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta ryba wyglada naprawde przepyszna ! Sprobuje z filetami. Czy z chili, to nie zbyt ostre ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Marysiu, owszem dosc ostre, jak to swieze papryczki chili, ale zawsze mozesz dodac ich mniej albo wrecz symbolicznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko a troc? albo haddok (nie znam polskiej nazwy)? myslisz ze moga byc? Dorady nie widzialam u nas

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja jeszcze dopytam (wczoraj mi 'wcielo'), czy i jak powinnam postepowac w tym wypadku z mrozonym filetem? bo wiekszosc tych bio jest mrozona wlasnie, i wybor mam maly niestety :( czy tez lepiej z mrozonym dac sobie spokoj? a co do okonia, to morskiego tu chyba nie ma, jest ten jeziorny, ale maz go nie zje :/
    A moze witlinek?

    OdpowiedzUsuń
  10. Agatku, haddock na pewno moze byc!

    Dziewczyny a to mi zabilyscie cwieka z tymi polskimi nazwami ryb. Poprosze o pytania pomocnicze w innych narzeczach. Jak troci na imie po angielsku, a witlinkowi po angielsku lub francusku?

    Bea, troche sie martwie o te twoje filety, bo ten sposob mam wyprobowany tylko do calych ryb. Boje sie , ze z filetow, zwlaszcza mrozonych , wyplynie sporo w wody w czasie pieczenia (z cala ryba to sie nie dzieje , bo chroni ja skora). Moze wiec je doslownie przez momecik obsmazyc lub zgrillowac na patelni , a dopiero potem marynata i piekarnik...

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko, tu jest o witlinku http://en.wikipedia.org/wiki/Merlangius_merlangus
    Ja chyba w takim trazie powinnam zapomniec o jakims 'innym' przygotowaniu ryby niz to co praktykuje aktualnie ;) Ale i tak bardzo dziekuje za wszystkie rady :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Agatku, już rozgryzłam twoją troć - to sea trout prawda? Tutaj również bardzo popularny. Co do niego to miałabym podobne uwagi jak do łososia - ta intensywan tajska marynata będzie chyba konkurować o pierwszeństwo z dość intensywnym w smaku mięsem troci. Najlepsza do tej potrawy będzie cała, neutralna smakowo biała morska ryba.

    Aaa, to już wiem - witlinek to u mnie badejo :). Bardzo smaczna ryba. W nazewnictwie ichtiologicznym jest chyba jeszcze większe poplątanie niż w przetworach kukurydzianych. ;)
    Bea, a czemu nie chcesz spróbować z całą rybą? Na pewno jest mniej wygodnie w jedzeniu, ale mojemu sea bassowi (u Ciebie to chyba "bar") bardzo się łatwo oddzielało mięso od ości po upieczeniu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Agnieszko dziekuje za odpowiedz :)
    niestety nie udalo mi sie kupic ladnej ryby, wiec w przyszlym tygodniu pojade do portu i kupie prosto z lodzi cos ladngo :)
    Maz sie juz napalil na ta rybe :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszko, w gre u mnie wchodza tylko filety, ale to nic, sprobuje kiedys z filetami wlasnie i zobaczymy co mi z tego wyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. bede robic w niedziele, kupilam piekne filty z wietlinka :) mam nadzieje ze sie nadadza :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Agatku, trzymam kciuki za witlinka po tajsku!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Zrobilam dzis, i wyszla pyszna, choc juz wiem ze wietlinek nie jest nasza ulubiona ryba, strasznie oscisty.
    Maz zamowil powtorke ale z filetem :)
    podalam do tego kokosowy ryz i salatke z kapusta pekinska,

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.