środa, maja 21, 2008

Bakłażanowe curry ze Sri Lanki



Dzisiaj udałam się na moje comiesięczne zakupy do azjatyckiego sklepu. Wyjazd tam to cała wyprawa, mimo, że sklep jest w środku miasta. Wszystko dlatego, że nie ma w pobliżu gdzie zaparkować i trzeba nosić siatki zakupów kilometrami do samochodu. Tzn. tak robię ja, gdy jestem na zakupach sama. Jeśli towarzyszy mi Maciej to po wielkopańsku stajemy niemal u drzwi sklepu na chodniku. Mąż mi zaczął nabierać portugalskich nawyków na jezdni i parkuje gdzie popadnie. Co prawda nie ma jeszcze sprytu tego kierowcy, ale jest już na dobrej drodze. ;)
Ma jeszcze na szczęście na tyle przyzwoitości, że zostaje w samochodzie, żeby w razie czego przeparkować. I to też mi odpowiada, bo mogę sobie bez niego ze spokojem postudiować azjatyckie smakołyki. Analiza dostępnych produktów jest czasem rzeczywiście czasochłonna, bo bywa że opakowania ozdobione są jedynie krzaczkami zamiast zwykłych liter. Tak na marginesie - ciekawe, że UE jeszcze tego karygodnego procederu nie wykryła. ;) I oby to się nie stało, bo mi sklep jak nic zamkną.

Wracając do moich zakupów - to tym razem wróciłam objuczona między innymi wielkim workiem dziwacznych bakłażanów, gryzących w oczy ostrym fioletem i dużo cieńszych niż te zwyczajne europejskie. Worek był duży, bo moi Chińczycy warzywa sprzedają w opakowaniach niemalże hurtowych, zaczęłam się więc intensywnie zastanawiać, co ja z tym przybytkiem pocznę.

Skoro warzywa były azjatyckie to padło na przepięknie wydaną książkę "Coooking Curries". Bakłażany można tu znaleźć solo jak i z dodatkiem mięsa lub innych warzyw, zawsze jednak w formie "pan-azjatyckiej" potrawy curry. Ja zdecydowałam się na danie, w którym te fioletowe jarzyny grają pierwsze skrzypce. W końcu mieliśmy jeść tę odmianę po raz pierwszy, więc nie chciałam zbędnymi dodatkami zaburzać wrażeń smakowych.

Wybrałam bakłażanowe curry ze Sri Lanki. Wiem, że niektóre znajome mi blogowiczki (Liska i Casiapaw) jeździły na tą piękną i egzotyczną wyspę, więc pewnie będą mogły się wypowiedzieć czy ta potrawa zgodna jest z tamtejszym duchem kulinarnym. Nam w każdym razie przypadła do gustu. Same bakłażany smakowo są bardzo zbliżone do naszych rodzimych, tak że bez szkody dla dania można je zastąpić odmianą europejską.

Bakłażanowe curry ze Sri Lanki

4 -5 podłużnych azjatyckich bakłażanów
1 łyżeczka kurkumy
sól morska

olej arachidowy do smażenia
2 cebule pokrojone w drobną kostkę
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
2 łyżki curry w proszku (najlepiej mieszanki ze Sri Lanki)
1/2 łyżeczki chili w proszku
8 liści curry

250 ml mleka kokosowego
250 ml wody

Bakłażany kroimy w 3-4 cm plastry. Każdy plasterek nacieramy solą i połową ilości kurkumy z obu stron. Zostawiamy na godzinę w durszlaku. Po tym czasie dokładnie osuszamy plasterki papierowym ręcznikiem.

Nalewamy na patelnię olej arachidowy w ilości potrzebnej do pokrycia całego dna. Na rozgrzanych tłuszczu, na ostrym ogniu, obsmażamy partiami bakłażany z obu stron. Zdejmujemy z patelni i odsączamy z oleju, znowu używając papierowych ręczników.

Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oleju i smażymy na nim cebulę aż się zezłoci. Wówczas dodajemy czosnek, chili, proszek curry, resztę kurkumy i liście curry. Smażymy przez minutę, dodajemy ponownie bakłażany i zalewamy wodą i mlekiem kokosowym. Dusimy pod przykryciem, aż bakłażany będą miękkie, a sos nieco zgęstnieje, ok. 7-10 min.


12 komentarzy:

  1. Agnieszko, uwielbiam czytac Twoje wpisy! To curry z baklazana wyglada bardzo ciekawie i smakowicie, co wiecej - jako, ze to warzywne danie, to i ja bede mogla sprobowac :)

    PS. Nie dopusc prosze, by Twoj maz parkowal tak jak kierowca z wideo, gdyz zaczne sie wtedy o Ciebie bac ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bea, o mnie to już od dawna można się bać, mimo że mój mąż tak nie parkuje. Większość portugalskich kierowców ma poważne inklinacje do zachowań na drodze jak na tym wideo. Ja prawie codziennie jeżdżąc po mieście widzę takie kwiatki, że włos na głowie staje.

    Mój mąż zresztą się strasznie oburzył na ten mój wpis ... ;) Twierdzi, że ja jestem dużo niebezpieczniejsza na jezdni niż on. :D

    Beo, to curry jest naprawdę sympatyczne, zwlaszcza wegetarianie nie mogą go pominąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie zakupie jutro baklazany, zapominajac na chwile o tym, ze u nas jeszcze nie sa sezonowe :) Ale coraz ciezej mi bez tych wszystkich dostepnych latem warzyw i owocow, a cos przeciez jesc trzeba ;)

    PS. Czyzby Portugalczycy jezdzili tak jak Francuzi? bo 'dla nas' oni sa synonimem 'niebezpiecznych' kierowcow :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednym słowem drogi i auta - omijać z daleka; na piechotkę wybierać dróżki z daleka od wielkomiejskich ulic; a prawo jazdy absolutnie rzucić w kąt. :))

    Co do curry, sama nie wiem na co chętniej bym się rzuciła: na te bakłażany, czy na ten bosko - wyglądający sos, w którym pływają...:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bea, Francuz na drodze to przy Portugalczyku pikuś :D Oni tutaj: nie dają kierunkowskazów (nawet na autostradzie), jeżdżą pod prąd - jeśli tak jest im wygodniej, przejeżdżają czerwone światła, parkują na przejściach dla pieszych... takie tam różne kwiatki.

    Małgosiu, powiem Ci tak - wszyscy moi polscy znajomi, którzy tutaj bywali i obserwowali to, co się dzieje na jezdni byli dość przerażeni. Oczywiście po paru latach pobytu człowiek się przyzwaczaja do lokalnych obyczajów i część nieprawdopodobnych sytuacji i zachowań potrafi przewidzeć. Choć muszę powiedzieć, że oni do dzisiaj mnie potrafią zaskoczyć.;)

    Ta agresja na drodze tym bardziej dziwi, że poza kabiną samochodu Portugalczycy to niezwykle mili, dobrze wychowani i uprzejmi ludzie. Chyba wśród Europejczyków jedynie Włosi ich prześcigają (tylko pod Neapolem wyprzedzały nas samochody osobowe prawą stroną po poboczu :D ).

    Wracając do bakłażanowego curry - to sos jest rzeczywiście smakowity i aromatyczny. Oczywiście smak i ostrość potrawy mocno zależy od rodzaju użytej mieszanki curry.

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko ,to bakłażanowe curry
    wyglada tak apetycznie ,ze trudno jest przejść obojętnie obok tego przepisu.A,że wegetariańskie to i dla mnie
    Te twoje zdjecia są takie ,że w przepisach z rybami i mięsem myślę jakby tak wziąć tofu....Są po prostu wyjątkowo apetyczne

    OdpowiedzUsuń
  7. A i zapomniałam napisać ,że zazdroszczę Tobie tych fajnych książek ,masz taka interesującą kolekcję i bezmięsny człowiek miałby u Ciebie z czego czerpać przepisy

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko, melduje ze zrobione! Uzylam zwyklych baklazanow, ale dosc malych i na koniec do sosu dodalam troche mniej wody, zeby byl taki gesciejszy; i troche mniej curry i curcumy gdyz - niestety - mocno zabarwiaja aparaty ortodontyczne :))
    Smak fantastyczny, maz byl w 7 niebie :) Ja oczywiscie tez :)
    Po raz kolejny juz - dziekuje za swietny przepis!

    OdpowiedzUsuń
  9. Margot, bardzo mi przyjemnie czytać takie miłe słowa. Cieszę się, że podobają Ci się zdjęcia. Mięso i ryby to niesety niezbyt wdzięczne obiekty fotograficzne. Szczerze mówiąc to najbardziej lubię fotografować ciasta - zawsze jakiś kawałek człowiek uchowa i może sobie spokojnie popstrykać, do innego z daniami obiadowimi, jak dwa głodomory stoją mi koło statywu i marudza, żebym już skończyła, bo oni głodni, a jedzenie stygnie.
    Co do kolekcji książek, to wegetariańskich rzeczywiście też troche nazierałam. Kolekcja się ciągle rozrasta, to już niestety uzależnienie (pocieszam się, że zdarzają się ludziom gorsze nałogi niz ten). W dodatku beletrystykę też ciągle kupujemy w dużych ilościach i zaczyna się problem z miejscem na półkach.

    Beo, ależ się cieszę, że wypróbowałaś ten przepis i że Wam curry smakowalo!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje ulubione, male baklazanki:)) Dawno u mnie nie goscily na stole- mam tez fajny przepis. W Twoim wykonaniu wygladaja fantastycznie. Musze nabyc ta mieszanke curry bo zazwyczaj sama dodaje wszystkie przyprawy. A jak juz wiesz przepadamy za mlekiem kokosowym wiec przepis jest na liscie do wyprobowania.
    Jezeli chodzi o portugalskich kierowcow, to zgadzam sie z Toba w zupelnosci. Po powaznym wypadku samochodowym w Irlandii jazda tutaj to prawdziwy sprawdzian mojej wytrzymalosci psychicznej. A bez auta w POrtugalii bym zginela.
    PS2. Pytalam tesciowa i sadzonki curry. Obiecala skombinowac.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bakłażany użyłam te najzwyklejsze (o odmianie, o której piszesz co najwyżej pomarzyć mogę); mieszanka curry - bynjmniej nie ze Sri Lanki. Bakłażanowe curry - palce lizać! Pyszności Agnieszko! Już kombinuję z czym by to połączyć, by na tej bazie jednogarnkowy obiad uczynić. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Agato, królestwo za sadzonki curry ;) Może udałoby Ci się skombinować na wrześniowy piknik (prawda że będziecie?)?

    Małgosiu, cieszę się , że wypróbowałaś to danie i że smakowało. Te wszystkie wielokształtne bakłażany w smaku są w zasadzie bardzo podobne. kołacze mi się po głowie jakieś curry z bakłażanami i polędwiczką wieprzową. Robiłam je kiedyś i wizualnie to może nie była uczta dla oka, ale w smaku całkiem, całkiem.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.