wtorek, marca 10, 2009

Zupa na ramadan czyli harira


Nie mogłam sobie odmówić przyjemności wzięcia udziału w Tygodniu Kuchni Arabskiej, organizowanym przez Cynamonnę na forum CinCin. Ze wszystkich egzotycznych stylów gotowania ten jest bez wątpienia moim ulubionym. Dziś proponuję Wam coś absolutnie klasycznego - ramadanową harirę.

Zawsze tak sobie myślę, że gdybym kiedyś w życiu była zmuszona do przestrzegania postu w czasie ramadanu (co mi na szczęście raczej nie grozi, ale poteoretyzujmy sobie trochę) to raczej nie sprawiłoby mi to większych trudności. ;) Mam fatalne zwyczaje żywieniowe - rano nie chce mi się jeść zupełnie, muszę za to obowiązkowo wypić kawę i wmuszam w siebie jogurt. W południe, gdy jestem w pracy, w pobliskiej kafeterii zupełnie bez przekonania zjadam zupę. Dopiero wieczorem (nawet zgadza się, że po zachodzie słońca ;) ) nachodzi mnie wilczy apetyt. Jak to wpływa na figurę i co o tym myślą dietetycy na pewno doskonale wiecie, więc nie będę Was zanudzać. W ramadanowym miesiącu, gdybym przypadkiem znalazła się wtedy w jakimś muzułmańskim kraju, takie przyzwyczajenia byłyby jak znalazł. ;)Podobno jak Północna Afryka długa i szeroka - nocna "wyżerka" rozpoczyna się wszędzie tak samo. Po zachodzie słońca zjada się jednego daktyla, po czym podawana jest bardzo treściwa zupa o nazwie harira. Jest to potrawa z mięsem (zwykle baraniną, ale dopuszczalna jest też wołowina lub drób), warzywami strączkowymi , ryżem , sporą ilością pomidorów i oczywiście z orientalnymi przyprawami. Zawsze odstraszały mnie w tej zupie dwie rzeczy - cynamon i baranina. Ta ostatnia to chyba jeszcze reminiscencje sprzed lat moich fatalnych doświadczeń z tym mięsem. Pamiętam, że zawsze słyszałam stwierdzenia, że baraninę należy przyprawiać, marynować przez kilka dni i Bóg wie co jeszcze, żeby w ogóle stała się choć trochę jadalna. Muszę przyznać, że w Portugalii już kilka razy zdobyłam się na odwagę i przygotowałam potrawy, co prawda nie z baraniną, ale z delikatniejsza jagnięciną i mięso było zawsze pyszne. Jakoś z reguły były to dania arabskie , a to kufta, a to baranie grillowane koleciki i przyznam, że nie wymagały żadnych długotrwałych przygotowań, za to rzeczywiście zawsze zawierały sporo przypraw.Postanowiłam więc - po uprzednich baranich sukcesach ;) - że i harira mi nie straszna. Okazją był w zasadzie wyjazd Macieja na dwa dni na południe Portugalii. My z Łukaszem zostawaliśmy w domu sami i mieliśmy już - na ten czas bez taty - ambitne plany filmowo-serialowe. Królować miały komedie - "Friends", "My family" i po raz setny "Notting Hill". Doszłam do wniosku, że najwygodniej nam będzie przed telewizorem z miskami gęstej zupy, którą w dodatku można przygotować wcześniej w wolnej chwili.Bardzo Was namawiam na tę pożywną potrawę - nie potrzebuje ona żadnych dodatków, to idealny jednodaniowy posiłek. Jeśli ktoś chce może oczywiście zagryzać ją jakimś arabskim płaskim chlebkiem, wątpię jednak, żeby zostało Wam jeszcze miejsce na deser. Chociaż kto to wie ... Zdecydowanym przeciwnikom baraniny polecam oczywiście w zamian dodać wołowinę. Być może będzie trzeba trochę dłużej ją poddusić, ale danie będzie z pewnością równie smakowite.



Harira

1 szkl ciecierzycy namoczonej na noc (lub ok. 700g już ugotowanej z puszki)
1 łyżka oliwy extra virgin
2 cebule drobno posiekane
1 por drobno posiekany
3 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
2 łodygi selera, pokrojone w drobną kostkę, a liście posiekane
500g jagnięciny pokrojonej w kostkę

1/2 łyżeczki imbiru w proszku
1 łyżeczka cynamonu w proszku
szczypta nitek szafranu
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu, świeżo zmielonego1 l wody
6 pomidorów bez skóry pokrojonych w kostkę (może być duża 800g puszka pomidorów)
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1/2 szkl brązowej soczewicy
1/2 szkl ryżu długoziarnistego2 łyżki soku cytrynowego, świeżo wyciśniętego
1/2 szkl natki kolendry drobno posiekanej

Na rozgrzanym tłuszczu zeszklić cebulę, pora, łodygi selera i czosnek. Dodać jagnięcinę i zrumienić ze wszystkich stron. Wsypać przyprawy, przesmażyć przez minutę. Dolać 1 l wody i ciecierzycę i dusić pod przykryciem przez ok 45min (jeśli ciecierzyca jest z puszki to dodajemy ją na 5 min przed końcem duszenia mięsa). Dodać posiekane pomidory razem z sokiem, koncentrat pomidorowy i soczewicę, gotować ok. 15-20 min. Następnie dołożyć ryż i gotować aż do jego miękkości. Tuż przed podaniem wlać sok cytrynowy i wsypać natkę kolendry.

25 komentarzy:

  1. Mmmmm, uwielbiam harirę, a Twoja prezentuje się tak wspaniale, że z chęcią wyciągnęłabym po nią łapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Także kiedyś jadłam tą zupę, jest bardzo gęsta i smaczna i fajnie że umieściłaś przepis na nią, warto aby każdy poznał ten smaczek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko, chyba czytasz w moich myślach! Ja też kilka dni temu zrobiłam harire, na wołowinie, bo chociaż bardzo lubię jagnięcinę, akurat nie było w żadnym sklepie Trochę chyba przesadziłam z przyprawami, bo wyszła diabelsko ostra Ja lubię takie dania, ale córeczka w brzuszku ma ze mną siedem światów. Mój przepis był trochę inny, ale ten który podałaś tez na pewno wypróbuje!
    I tez nie jem śniadań! Nawet teraz, w ciąży, rano wypijam tylko kawę , ewentualnie jogurt.Niestety moje dzieci nauczyły się tego samego i o śniadaniu przed wyjściem do szkoły nie ma nawet mowy Z trudem wypijają kakao Jedynie w niedzielę jadamy bardziej normalnie i robimy śniadanie Często dopiero o 10 !
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam baranine ale z zupa musze poczekac az paru czlonkow mojej rodziny osiagnie wiek "jem wszystko i prosze o dokladke".
    ja tez jestem porannym niejadkiem, do poludnia wlasciwie moge "o suchym pysku" nie liczac kubasa kawy z mlekiem. poludniowy posilek tez nie musi byc obfity ale gdzies ok. 4 po poludniu jakas tajemnicza sila zasysa mnie do lodowki i tak jest do 8, apogeum przypada na 6 wieczor. niestety gdy rozdawali "silna wole" ja stalam w kolejce po "lakomstwo" i skutki tego sa widoczne :(
    paradoksalnie nie przyzwyczailam sie do francuskiego zwyczaju poznych i obfitych kolacji, kazdy swiateczny posilek, spozywany do pozna w nocy odchorowywuje :(
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. pożywna
    i pięknie wygląda

    OdpowiedzUsuń
  6. Na marokańską nutę właśnie zamarynowałam mięso, chyba się skuszę na Twój przepis bo kusi niesamowicie. Mocno apetyczny;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tili, wyciągaj łapkę, ja już szykuję pełną chochlę.

    Sonieczko, ja własnie tą gęstość i treściwość w niej bardzo lubię. Wystarcza za cały posiłek.

    Beato, mój syn ma na szczęściej ciutkę więcje rozsądku niż ja i je jakieś latki na mleku, a najchętniej to mufinki lub chleb z nutellą i szklanką mleka. Mój przypadek jest już jednak chyba nieuleczalny.
    Widzę , że najmłodszą latorośl już na zaś przyzwyczajasz do pikantnej kuchni. ;) Moja harura wyszła całkiem łagodna, zapraszam do wypróbowania.

    Leloop, no wypisz wymaluj jakbym siebie widziała. Głodowy szczyt tez mam o identycznej porze. I odchorowuję zbyt późna konsumpcję. U nas to są zwykle wizyty w brazylijskich restauracjach na rodizio, po których po pierwsze primo nie mogę zasnąć, a do drugie primo na drugi dzień czuję się fatalnie. ;) Zdanie o silnej woli genialne!!! Muszę sobie zapamiętać.

    Amatoreczko, witam serdecznie i zapraszam do wypróbowania hariry. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brakuje podstawowej przyprawy - KMIN RZYMSKI - którą należy dodawać do jagnięciny z reszta przypraw. Bez kminu, ta zupa nie ma racji bytu!

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba jednak ma rację bytu, skoro w Maroko sprzedaje się przyprawę do tej zupy o nazwie "Epices Harira Classiques" o składzie (mam przed sobą opakowanie)- czarny pieprz, cynamon, imbir, biały pieprz, szafran i gałka muszkatołowa. I też u nich brakuje tej ponoć podstawowej przyprawy. No, ale może Marokańczycy - tak jak i ja - nie znają jedynie słusznego sposobu gotowania hariry. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepisow jeszcze nie probowalam,ale za to zdjecia sa wspaniale, podobnie jak i krajobrazy. A co do krwistych befsztykow to mam podobna opinie jak i Ty: jak to mozna jesc??? Czulabym sie jak wampir, a przed oczami mialabym wylacznie wsciekle krowy! Mieszkam w USA, tutaj tez tak ta wolowine jedza. Pozdrowienia, dzieki za toskanska kuchnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam serdecznie na moim blogu i dziękuję za miły komentarz. Rzeczywiście tak jak piszesz też pamiętam z wizyt w US, że oni lubią dość krwiście. Jednak zwykle pytali jakiego wysmażenia sobie człowiek życzy. Oni zresztą tam u Was strasznie duzo pytań zadają. :) Jak zrobić jajka, jaki sos, czy podawać razem czy osobno itp. itd. W sumie słusznie, bo się do potrzeb klienta można w ten sposób przyblizyć. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  12. ta zupa jest taka pyszna!!! robilam juz harire ale z innymi przyprawami, zestaw w twoim przepisie jest niesamowity, mysle ze mieso i warzywa mozna powymieniac ale przyprawy musza takie wlasnie byc, no boska, musze znowu zrobic, wielkie dzieki, Cyberka

    OdpowiedzUsuń
  13. Cyberko, witam Cie tutaj serdecznie i ogromnie się cieszę, że zupa Ci przypadła do gustu!!! Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj,właśnie zjedliśmy to cudo na obiad- pyszne! Zrobiłam gęstszą wersję- coś na kształt gulaszu i trochę zmodyfikowałam skład. Dziękuję za przepis! Relacja tutaj: http://glimmercreations.blogspot.com/2009/05/harira-z-chrupiacymi-placuszkami.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Glimmer, super, cieszę się bardzo, że Wam smakowała. Już biegnę do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszko, jak zwykle gdy korzystam z Twoich kulinarnych propozycji - nie mam wątpliwości, że podam rodzinie coś nowego, pysznego i oryginalnego. :) Tym razem nie było inaczej. Wykorzystałam Twój przepis z okazji kończącego się Tygodnia z ciecierzycą. Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi za złe powielenie przepisu... Zupa palce lizać! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Małgosiu, dziękuję za komplementy i bardzo mi miło, że wykorzystałaś ten przepis. Tak jak wspomniałaś u siebie do lekkich nie należy, ale za to może robi za cały trzydaniowy obiad. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. fajny i ciekawy ale i inny od mojego ten przepis na harire!ja mieszkam w algierii nasza harira nie ma soczewicy ale ma marcgewke,biala rzodkiew(sople lodu),kabaczki.jest przecierana i przyprawiana tez troszke inaczej.fajnie ze poznalam inna harire dzieki Tobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam serdecznie. Przyznam, że ja strasznie jestem ciekawa takich przepisów z oryginalnego źródła. Gdybyś była tak miła i miała ochotę podzielić się ze mną szczegółami Twojej hariry to na blogu po lewej stronie jest adres mailowy. pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Witaj! Pierwszy raz zajrzałam na Twojego bloga i ten wpis od razu mi się spodobał - bardzo sympatyczny i bezpretensjonalny kulinarny blog. Co do przepisu: od dawna gotuję harirę, ale moja najczęściej bywa wegetariańska - same warzywa i strączkowe, czasem kurczak, ale jeśli dostanę gdzieś baraninę, to ten przepis też wypróbuję. Co do kuminu - nawet jeśli Marokańczycy tradycyjnie nie dodają go do hariry, to powinni dodawać, ponieważ jest to po prostu genialna przyprawa. pozdrawiam :]

    OdpowiedzUsuń
  21. Krystyno, bardzo dziękuję za miłe słowa. Zaglądaj do mnie jak najczęściej. :) Harira wegetariańska brzmi bardzo dobrze, muszę kiedyś wypróbować wersję bezmięsną. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Witam. Dzis ja będę robić swoją pierwszą harirę. Dotąd jadlam ją przygotowaną w marokanskiej restauracji lub przez znajome Marokanki i muszę przyznać,że tak jak wspomniala jedna z forumowiczek zawsze byla ona przyprawiona dużą iloscią kminu i nie zawierała ryżu. Myslę jednak ,ze ma ona wiele odmian jak i nasze tradycyjne potrawy, więc nie ma się o co spierać. W każdym razie osobiście ja sobie też nie wyobrażam hariry bez kminu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Jakoś nie wierzę, że nic nie pijesz przez cały dzień, bo jedzenie to rozumiem; pyszny przepis

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam
    Zarówno przepis jak i zdjęcie mocno zachęca do ugotowania tej potrawy. Na pewno skorzystam.
    Czy w przepisie chodzi o seler naciowy?
    pozdrawiam Aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneyo, tak, tak, seler jest tu naciowy. Trzymam kciuki, żeby zupa smakowała. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.