czwartek, kwietnia 03, 2008

Wyklęta pasta i szpinak po malajsku


Dzisiaj porozmawiamy o produkcie, który w krajach Zachodu cieszy się złą sławą. Anya von Bremzen, z której książki zaczerpnęłam dzisiejszy przepis, wspomina, że nawet szefowie kuchni, latami pracujący w Azji, czasami nie przyzwyczajają się do tego smaku, a zwłaszcza aromatu. :) Mowa oczywiście o niesławnej paście z suszonych krewetek (blacan).

Ja, o ironio, nie wiedziałam, że ta pasta ma tego rodzaju famę. Jadałam przygotowywane z nią potrawy wielokrotnie i jakoś nie zrobiła na mnie nigdy złego wrażenia. To tylko i wyłącznie dowód na to jak różna może być percepcja smaku. Zdawałam sobie sprawę z - delikatnie mówiąc - dość intensywnego aromatu, ale ponieważ trafiałam na przepisy, które dawkowały blacan w ilościach aptecznych, jakoś nigdy mnie nie odstręczała. Zresztą cóż może być złego w suszonej krewetce. Ja tam owoce morza lubię. :) Fakt, że dodawać jej , zwłaszcza gdy ktoś jest nieprzyzwyczajony, należy naprawdę bardzo mało, bo może zdominować smak potrawy. Sprawdza się zasada, że lepiej za mało niż za dużo. Czyli zaczynamy od ilości pasty mieszczącej się na końcu noża. Pomyślcie za to, jak to oszczędnie - maleńka paczuszka starczy nam na bardzo długo. Autorka "Terrific Pacific" proponuje jednak, dla osób o delikatnym i wysublimowanym powonieniu, substytut - pastę z anchois, zwaną we Francji anchoiade. Smak jest oczywiście nieco odmienny od blacan, ale równie morski i w tym przepisie bardzo dobrze się sprawdza.

Zaczęłam chyba mało zachęcająco, demonizując pastę krewetkową, ale uwierzcie, że poniższy sposób na szpinak jest całkiem efektowny i szybki. Zresztą moim zdaniem warto przynajmniej spróbować przekonać się do nowych smaków. A po degustacji to już wolna wola - cała gama uczuć dozwolona - od zachwytu aż do totalnego odrzucenia.

Sam sambal (czyli pastę) z przypraw, cebuli, czosnku i papryki przygotowujemy błyskawicznie w malakserze. Odpada nam uciążliwe drobne siekanie (a jest to jedna z niewielu rzeczy, jakiej w kuchni nie znoszę). Potem już tylko smażymy i voilá - egzotyczny szpinak już wjeżdża na stół. A że pogoda u nas od wczoraj zupełnie letnia (25ºC) jedliśmy go w ogrdku z kurczakiem z rusztu w sosie barbecue (to również przepis łączący tradycje Wschodu i Zachodu). W ten sam sposób oprócz szpinaku można przygotować inne warzywa - dobrze się udają szparagi i cukinie.

Smażony szpinak w sosie sambal blacan

3 azjatyckie czerwone papryczki chili suszone lub świeże (długości 5-7,5cm każda)

1/4 łyżeczki pasty z suszonych krewetek (malajski "blacan" lub "kapi" łagodniejsza pasta tajska) lub 1 i 1/2 łyżeczki pasty z anchois

1 łyżka zmiażdżonej i drobno pokrojonej świeżej trawy cytrynowej (ok. 7cm dolnej części łodyżki)

3 łyżki czerwonej cebuli grubo posiekanej

1/2 strąka czerwonej papryki pokrojonego w grubą kostkę

3 duże ząbki czosnku grubo posiekane
5 łyżek oleju arachidowego
ok. 1kg liści świeżego szpinaku


Gdy mamy suszone chili pozbawiamy je szypułek i nasion i kroimy nożyczkami na cienkie paseczki. Moczymy w ciepłej wodzie ok. 10 min. Dobrze odsączamy. Świeże chili jedynie kroimy w paseczki.
Zawijamy pastę chili w podwójnie złożoną folię aluminiową i podgrzewamy na suchej patelni na średnim ogniu po 2 min z każdej strony (ten etap oczywiście omijamy, gdy używamy pasty z anchois). Chili, pastę krewetkową, trawę cytrynową, cebulę, paprykę i czosnek wrzucamy do malaksera i rozdrabniamy na niezbyt gładką pastę, dolewając jeśli potrzeba odrobinę oleju. Do tego momentu można przygotować sambal blacan nawet 2 dni wcześniej i trzymać bardzo szczelnie zamknięty w lodówce.

Na 3 łyżkach rozgrzanego oleju smażymy sambal na małym ogniu, cały czas mieszając aż przestanie mieć surowy posmak (trwa to zwykle ok. 5-7 min). Gdyby pasta zaczęła przywierać do dna można dodać nieco więcej oleju.
Rozgrzewamy w dużej patelni pozostałe 2 łyżki oleju na dużym ogniu i wrzucamy partiami szpinak. Smażymy go ok. 3 min, dodajemy sambal blacan i podgrzewamy jeszcze przez minutę. Podajemy gorące. My lubimy taki szpinak z kurczakiem w sosie barbecue.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.