poniedziałek, lutego 11, 2008

Alpejskie bombardino

Matterhorn, widok z Szwajcarii.
Biję się w piersi za tą ponad tygodniową przerwę w blogowaniu, ale byliśmy na nartach i mała mieścinka u podnóża Matterhornu zaskoczyła nas brakiem łatwego dostępu do sieci. Uczciwie się zresztą przyznam, że po średnio 8 godzinach nart dziennie niespecjalnie mnie ciągnęło do komputera.

W Szwajcarii.

Wybraliśmy się tym razem do Doliny Aosty z myślą o jednym z najwyżej w Europie położonych ośrodków narciarskich Zermatt/Cervinia. Kusiła ilość tras, możliwość jeżdżenia po stronie włoskiej i szwajcarskiej, piękny lodowiec, no i oczywiście widok na monumentalnie-piramidalny Matterhorn.

Matterhorn, widok z Szwajcarii.

Po 4 dniach dość zmiennej pogody (bo okazało się , że najwyższy ośrodek to jednocześnie najsilniejszy wiatr), postanowiliśmy jeszcze poszaleć na wygrzanych słońcem i osłoniętych od wiatru przez masyw Mont Blanc stokach Courmayeur i La Tuile/La Rosiere. Ten ostatni ośrodek niesie ze sobą możliwość poszusowania również po stronie francuskiej. Tak że w 6 dni udało nam się odwiedzić 3 alpejskie potęgi - Włochy, Szwajcarię i Francję.



Oprócz białego szaleństwa były też oczywiście doznania kulinarne, na stoku i poza nim. Dwujęzyczna Dolina Aosty słynie ze znakomitych wędlin i serów.



Wśród tych ostatnich króluje fontina, z której przygotowuje się danie o nazwie fonduta, czyli aostańską odmianę fondue. Fonduta jest o wiele delikatniejsza i bardziej kremowa od fondue, gdyż zamiast wina ma w składzie masło, jajka i mleko. Moim zdaniem smakowo wygrywa jednak wersja zza północnej granicy - nie ma to jak połączenie sera i wina.



Nie można też zapomnieć o czekoladzie, w końcu Szwajcaria tuż tuż. Ponoć to jednak do Włoch, a konkretnie do pobliskiego Piemontu, pielgrzymowali Szwajcarzy, żeby się nauczyć formować czekoladę w tabliczki. Włosi mają na swoim koncie wynalazek genialny - gianduję, czyli połączenie czekolady z masą orzechową. Wpadł na ten pomysł w połowie XIX wieku turyńczyk Pierre Paul Caffarel.

Stąd był już tylko krok do wynalezienia nutelli, nazywanej początkowo pasta di gianduja. W czasie ostatniej wojny Włosi cierpieli.... z powodu racjonowanych dostaw kakao i tym samym ograniczonej produkcji czekolady. Pan Pietro Ferrero zaczął więc do niej dodawać orzechów laskowych, w które obfitowały piemonckie lasy.


Kolejka na Piccolo Cervino ( 3883 m npm.) w zamieci.

Dodajmy jeszcze do tych przysmaków popularne zimą w całych włoskich Alpach (i znacznie poprawiające skrętność nart ;) ) wysokowoltowe i hiperkaloryczne bombardino i okazuje się, że zamiast spędzać na stoku 8 godzin należałoby chyba jeździć przez okrągłą dobę, aby spalić te wszystkie kalorie.


Cervinia, Włochy.

Wracając do bombardino - wersji tego napoju jest co niemiara. Jedno jest pewne - jego podstawą jest ajerkoniak. Oprócz tego potrzeba nam jeszcze jakiegoś mocnego trunku - najczęściej whisky, ale równie dobre będzie brandy lub rum. Co do kolejnego składnika zdania są podzielone - w Dolinie Aosty bywały bombardini z dodatkiem espresso lub bez niego, za to zawsze zwieńczone kopułą bitej śmietany. Szusujący z nami znajomi, bywalcy kurortów w Dolomitach, twierdzili, że tam nikt się nie bawił w dodawanie kawy - bo przecież jasne jest , ze chodzi tu głównie o procenty rozgrzewające zziębniętych narciarzy . Bernardyny wszakże w celach "reanimacyjnych" w swoich beczułkach kawy nie noszą, nieprawdaż? Przyznam się, że ja jednak zagustowałam w tej nieco łagodniejszej wersji kawowej i na taką podam tu przepis.



Bombardino


1 część ajerkoniaku
1 część whisky lub brandy
1 część świeżo zaparzonej mocnej kawy
bita śmietana i czekolada (utarta lub stopiona) do przybrania

Mieszamy ze sobą oba alkohole i kawę. Przykrywamy dużą czapa bitej śmietany i posypujemy lub polewamy czekoladą.


14 komentarzy:

  1. Agusiu, znowu wakacje! Świetna relacja, a zdjęcia sniegowe wprost bajeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, uwielbiam gianduję! Połączenie czekolady i orzechów laskowych, to jeden z moich przysmaków. Tak sobie myślę, że Włosi w ogóle mają dobre słodycze. Piękna relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ciesze sie ze wakacje udane :) szkoda ze nie wiedzialam, ze bylas tak blisko ;)
    a Bombardino oczywiscie do szybkiego wyprobowania ;)
    ps. jak zwykle - piekne zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam po raz pierwszy.

    Piękne zimowe zdjęcia choć jak dla mnie narty z założenia są beeeee. Ale sery śmierdaski już nie. Mniam, mniam, mniam i pycha. Już mi ślinka cieknie.

    Bombardino zaś to ciekawa propozycja zdecydowanie do przetestowania :-)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Agusiu, nareszcie jesteś!
    Zdjęcia jak zwykle fantastyczne! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham góry, narty i śnieg... a Bombardino wprost uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach bombardino, nie ma chyba nic lepszego na rozgrzanie :-) Agusiu piekne zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  8. No coz, nie bede oryginalna- zdjecia fantastyczne.
    Ja niestety pozostane przy goracej czekoladzie, lub kawie bezkofeinowej- obowiazki mleczarza:))
    Goraco pozdrawiam

    PS. zupelnie w innm temacie. Nie potrafie wstawic linka w swoich postach, np- chce zrobic Twoje buleczki drozdzowe (nadal za mna chodza)i chce napisac Agnieszki przepis, by Twoj link podszyl sie pod Twoim imieniem...No coz, zawsze mialam talent do komplikowania swoich mysli, dlatego mam nadzieke ze zrozumiesz o co mi chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. ale zazdroszcze,my w tym roku nie bylismy nigdzie "na nartach",piekne zdjecia

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję Wam za tak miłe słowa.

    Mayme, Łasuchu, Casiu i Elisabeth, witajcie serdecznie w moim netowym kąciku, mam nadzieję , że będziecie tu zaglądać jak najczęściej.

    Agato,
    Co do linkowania - zaznaczasz (podświetlasz)w tekście postu słowo, które chcesz podlinkować. Następnie klikasz na znaczek link i gdy otworzy Ci się okienko wpisujesz tam adres danej strony. I to wszystko. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Agnieszko,
    Mnie tez los rzucil w te strony,jakze mi milo spotkac rodaka, ktorych tu jak na lekarstwo.
    "Wpadlam" przypadkiem na twojego bloga i co za niespodzianka.....
    gdybys miala ochote skrobnac cos poza blogiem podaje e-adres:
    ewaguimaraes@bragatel.pt
    wielkie usciski i gratulacje za udanego bloga. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  12. Ewo, przyjemność ze spotkania rodaczki jest odwzajemniona. :) Dziękuję za miłą opinię.

    OdpowiedzUsuń
  13. I znowu podziwiam Agnieszko piekne i zatykajace dech zdjecia w twoim wykonaniu :)
    Fantastyczny reportaz! Juz licze dni do wiosny, ale jeszcze skorzystam z kilku ostatnich mam nadzieje zimnych wieczorow, zeby z przyjemnoscia wypic Bombardino grzejac sie przy kominku :)

    OdpowiedzUsuń
  14. byłam w tym roku pierwszy raz na nartach w dolomitach i najlepsze z całego pobytu było bombardino - szkoda, że nie mogłam napić się na zapas :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.