sobota, grudnia 01, 2007

Słoneczny cobbler w Nowym Meksyku


Dziś już ostatni dzień zwiedzania i ostatni dzień moich wakacyjnych wspomnień. Docieramy do hotelu w Farmington. To małe miasteczko niedaleko tzw. Four Corners, czyli miejsca, gdzie jak wspominałam spotykaj się granice 4 stanów USA. Miasteczko jest małe i niepozorne, ale po 400 km przebytego przez nas kompletnego pustkowia sprawia dobre wrażenie.
Jesteśmy znowu w Nowym Meksyku. Tereny są już nieco bardziej zamieszkałe. W oddali majaczy Santa Fe Forest, zalesione góry na wysokości 4000 m. W południe spotykamy pierwsze puebla, czyli małe wioseczki indiańskie, położone na niewielkich wzniesieniach i odrestaurowane w indiańskim stylu domki. Wszędzie na straganach wiszą papryki hatch chile. Znów jest gorąco, 26ºC. Na pastwiskach widać gdzieniegdzie bizony.
Dojeżdżamy do przemieść Albuquerque. To tutaj między innymi dotarł w 1540 roku Hiszpan Coronado szukając słynnych Siedmiu Złotych Miast Cibola. Skręcamy na północ na Interstate 25 i po 15 milach zjeżdżamy do Tent Rocks National Monument. Pieszy szlak ma około 3 km. Ruszamy łagodnie w górę. Wchodzimy do kolejnego wąziutkiego "slot canyon". Potem wspinamy się tym razem trochę ostrzejszym podejściem.
Utworzone z białych skał pumeksowych stożkowe góry wyglądają niesamowicie. To taka amerykańska wersja tureckiej Kapadocji. Robimy fotki. Nieudanie próbujemy zaskoczyć amerykańskie wiewiórki ( te śliczne z "gatunku" Chip and Dale ), lecz uciekają zanim założymy teleobiektyw.
Meldujemy się w hotelu w Albuquerque. Potem księgarnia "Barnes & Nobles" ( ładnych parę godzin ;) ) i Applebee´s. Wyruszamy wieczorem zwiedzać stare miasto. Na standardy europejskie to właściwie nic szczególnego - najstarszy kościół ma jedynie 300 lat, ale jest tu za to bardzo stylowo, wręcz przeuroczo. Takie zakątki jak poniżej spotyka się na każdym kroku.

Słońce zachodzi a my dalej włóczymy się po mieście, kontynuujemy robienie zdjęć i zakupy w małych sklepikach z rękodziełem i specjalnościami stanu New Mexico. Wracamy do hotelu starą Route 66 - doprawdy nie wiem skąd u nas taki sentyment do tej amerykańskiej drogi-legendy.

A że to już ostatni odcinek wakacyjnych wspomnień, postanowiłam sobie nieco osłodzić pourlopową nostalgię. Cóż może się do tego nadać jak nie deser z brzoskwiń hodowanych od wieków przez Indian Navajo, będący jednocześnie klasyką współczesnej amerykańskiej kuchni. Zapraszam na znakomity peach cobbler, który w moim wydaniu jeszcze ewoluował w stronę tropików, bo dodałam do niego oprócz brzoskwiń owoc mango i pomarańczę. Oczywiście z owocami można dowolnie eksperymentować, zamiast brzoskwiń świetne również będą morele.
Cobbler w kolorze słońca

750g brzoskwiń (ok. 3-4 całe owoce), bez skóry i pokrojonych w cząstki
1 mango obrane i pokrojone w kawałki
1 pomarańcza, z okrojoną skórą, pokrojona w poprzeczne plastry, a następnie w ćwiartki
1 łyżka soku świeżo wyciśniętego z cytryny

Ciasto:
90g masła
160g cukru
1 jajko
125g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Nagrzewamy piekarnik do 190ºC. Na dnie wysmarowanej masłem żaroodpornej foremki rozkładamy owoce wymieszane z sokiem cytrynowym. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia. Mikserem ubijamy mas
ło z cukrem na kremową masę. Następnie dodajemy jajko i miksujemy kolejną minutę. Teraz dosypujemy mąkę i ubijamy na małych obrotach miksera aż składniki się połączą. Wykładamy ciasto łyżką na owoce, nie starając się zakryć dokładnie całej powierzchni. W czasie pieczenia owoce muszą mieć miejsce, żeby bulgotać przez dziury w cieście. Pieczemy ok. 40min aż wierzch będzie złocisty. Cobbler podajemy ciepły w towarzystwie bitej śmietany lub sosu waniliowego.

3 komentarze:

  1. Agnieszko, poraz kolejny nie będę oryginalna. Piękna podróż, fajna relacja, jedzenie mega-apetyczne. :) Nic, tylko pozazdrościć (a najbardziej wspomnień).
    Ten cobbler z więlka chęcią bym teraz spałaszowała, a przyjdzie chyba poczekac do przyszłego lata. Podobno, co się odwlecze - to nie uciecze. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przemawia do mnie zwłaszcza ten cobbler :) Agusiu - piekna relacja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Druga rzecza, ktora probowalam zrobic z twoich przepisow, byl ten wlasnie cobbler. Robilam z uzyciem swiezych owocow ananasa i mango. Rowniez pyszne i godne polecenia. Powtorki napewno beda i napewno z roznymi owocami, bo rodzaj deseru bardzo nam odpowiada. "Perelki" jednak beda dla mnie hitem !
    Dziekuje Ci jeszcze raz i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.