środa, września 12, 2007

Friands z nektarynkami


Przepadam za friands. To nie pierwszy przepis na nie, który tu podaję i na pewno nie ostatni. Te małe ciasteczka o francuskim rodowodzie, nazywane też czasem financiers, urzekają mnie swoją konsystencją. Uwielbiam, że są takie chrupiąco-kleiste. Oprócz tego uwodząca jest łatwość ich wykonania i jeszcze jedno - poczucie, że jest się zapobiegliwą i oszczędną panią domu. Skąd znowu to ostatnie, zapytacie? Otóż do friands wykorzystuje się same białka, a tych - ja przynajmniej - jakimś dziwnym sposobem mam zachomikowane dziesiątki w zamrażarce. Okazuje się, że oprócz nieśmiertelnych bezów jeszcze do czegoś smakowitego się nadają (ach uwaga, nie zapominajmy o makaronikach, one też są grzechu warte!). Dzisiejsza wersja friands, z dodatkiem dużej szczypty cynamonu i soczystych owoców, jest jak znalazł na późne lato (przynajmniej u nas temperatury wskazują na to, że ta miła pora roku jeszcze trochę potrwa) lub wczesną jesień. Świetnie sprawdzają się nektarynki, śliwki (one były w oryginalnym przepisie) lub brzoskwinie.

Wiem, że będzie nudne, jak powiem, że przepis pochodzi z "Café cakes" (seria "Australian Women's Weekly"), ale taka jest rzeczywistość. Nie mogę się od tych książeczek oderwać. Pełne są takiej prostej inspiracji na każdy powszedni dzień, co w sumie chyba najczęściej się człowiekowi przydaje. No i oczywiście zdjęcia są takie, że tylko resztki zdrowego rozsądku wstrzymują mnie od konsumpcji papieru, na którym są wydrukowane.

Właśnie w Australii - poza Francją skąd pochodzą - friands są bardzo popularne. Ponoć są w repertuarze każdej szanującej się kafejki. Australijczycy puszczają wodze cukierniczej wyobraźni i nie boją się żadnych dodatków, zwłaszcza owoce królują we friands z Antypodów. Jeszcze jedną różnicą jest rodzaj foremek - Francuzi wolą klasyczne sztabki (wtedy lepiej pasuje do ciastek nazwa "financiers" - finansiści), a Australijczycy coś w rodzaju niewielkich i owalnych foremek do mufinek.


Friands z nektarynkami

2 nektarynki lub kilka śliwek
185g stopionego masła*
125g (ok. 1 szkl) zmielonych na pył migdałów
6 białek, lekko ubitych
240g (1 i 1/2 szkl) cukru pudru
75g (1/2 szkl ) mąki
1 i 1/2 łyżeczki cynamonu

Nagrzewamy piekarnik do 190ºC. Nektarynki lub śliwki kroimy w półplasterki. Białka ubijamy leciutko z cukrem pudrem (mają się jedynie odrobinę spienić). Mieszamy ze sobą migdały, mąkę, cynamon i masło, dodajemy białka z cukrem i mieszamy łyżką, aż składniki się połączą. Nakładamy masę do przygotowanych (natłuszczonych i wysypanych bułką tartą) małych mufinkowych foremek lub specjalnych foremek do friands. Do każdej z foremek wkładamy 2-3 plasterki nektarynki. Pieczemy przez ok. 25 min, zostawiamy do wystygnięcia w foremkach jeszcze na 5 min. Wyjmujemy z foremek i studzimy na siatce.

* ideałem jest zastosowanie "beurre noissette", czyli tzw. brązowego masła. Otrzymamy je przez roztopienie masła na maleńkim ogniu i dalsze podgrzewanie, aż to co opadnie na dno zrumieni się lekko, a sam maślany tłuszcz zacznie pachnieć orzechowo. Przypomina to w sumie trochę przygotowanie hinduskiego ghee.

8 komentarzy:

  1. Pierwsze zdjecie...przecudnej urody i jakie pyszne kolory i tekstury! Uwielbiam friands :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tylko piekne i pachnace zdjęcia, ale i ...'Australian women's weekly' :)), mam do nich słabość ... zebrałam już ponad pół kolekcji...co więcej - przepisy nie dość że pięknie wyglądają, to naprawdę wychodzą i są cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tatter, slyszec pochwale fotograficzna z twoich ust to dla mnie zaszczyt :)

    Doroto, to Ty mnie wlasciwie zachecilas do tych ksiazeczek, bo zachorowalam na nie po zrobieniu twojego schwarzwaldzkiego sernika, a teraz to juz jestem w narkotycznym ciagu. Wczoraj przyszlo do mnie "Wicked sweet Indulgences" i juz mam ochote zrobic z niej wszystko. Zreszta nie tylko slodkosci sa pyszne i genialnie sie udaja, ja w tym tygodniu prawie codziennie mam kolacje z tych ksiazek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Agusiu, juz sie ciesze na wiecej przepisow na friands :)
    Przyznam, ze dawno ich nie pieklam,
    ale spojrzalam na te lodeczkowe foremki i wreszcie wiem co z nimi zrobic! Kupilam je dosc dawno temu specjalnie, zeby upiec jakis wloski specjal, do ktorego oczywiscie konieczne byly lodeczki - specjalu nie upieklam, ale foremki mi zostaly ;)
    Przegladnelam sobie te serie i niestety wszystkie ksiazeczki bardzo dzialaja na moja wyobraznie (powinnam byla wiedziec, ze tak bedzie - w koncu ty mi je polecilas) - a, ze nie chce kupowac od razu wszystkich albo w ciemno to moze mi doradzisz od ktorych zaczac? :)

    bajaderka

    OdpowiedzUsuń
  5. Aniu, pewnie Dorota jest tu wiekszym ekspertem niz ja, bo ona zgromadzila juz polowe kolekcji, a ja tylko kilka ksiazeczek.:)

    Z tych kilku pozycji, ktore mam polecalabym bardzo wlasnie malenkie "Cafe cakes" i wspomanine przeze mnie w poprzednim komentarzu, troche wieksze "Wicked sweet Indulgences". To ostatnie to desery ciasta i ciasteczka. Przynam sie, ze jeszcze nic nie pieklam, ale moze zachece Cie wyjatkami ze spisu tresci: irish cream and dark chocolate mousse cake (3/4 szkl Bailey's do tego idzie), tiramisu torte, margarita mousse, passionfruit and coconut creme brulee, bezowy coffee hazenut torte. Krotko mowiac wszystko ocieka czekolada, karmelem i smietanka....

    Jeszcze polecalabym cieniutkie "Lebanese cooking" i "Low fat delicious" .

    OdpowiedzUsuń
  6. a co robicie z żółtkami :( ? , że macie zawsze zapasy białek ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak sie dostać do bloga Dorotus76 :( ... jestem pierwszy raz na blogu i to tylko ze względów kulinarnych ... rozpaliłyście moje zainteresowanie tak wspaniałymi przepisami a tu ... "nie masz zaproszenia do tego blogu" :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Dominiku, ja na bloga Dorotus wchodzę przez ten adres http://mojewypieki.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?0
    O zaproszeniach nic mi nie wiadomo.

    Co do żółtek to jakoś częściej mi są potrzebne niż białka - a to do creme brulee lub creme de leite, a to do ciasta drożdżowego.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.