niedziela, lipca 01, 2007

Czerwcowe leniwe tagliatelle


Nasze dziecko zakończyło rok szkolny i nie zwlekając pojechało na wakacje do Polski. Ja oczywiście bardziej denerwowałam się jego podróżą niż on sam. Ale to już chyba typowe dla mam, zwłaszcza mam jedynaków. Wraz z wyjazdem Lukasza ogarnął mnie niepokojący kulinarny leń. Już dawno nie gotowałam dla dwóch osób i jakoś tak mi się strasznie nie chce.

Ostatnie dni były tu ciepłe i słoneczne. Ja jednak wolny czas spędzałam na rozpakowywaniu Lukasza po biwaku i ponownym pakowaniu walizek do Gdańska. Jak ja nie znoszę pakowania! Zawsze okazuje się w ostatniej chwili, że nie ma człowiek żadnych porządnych i praktycznych rzeczy na wyjazd, buty są okropne i niewygodne, a w przypadku mojego dziecka jeszcze okazuje się, że połowa szafy jest do oddania, bo już z większości ubrań wyrósł. Rozpoczynają się wielokrotne rajdy do sklepów w poszukiwaniu niezbędnych rzeczy, a kończy się tym, że na miejscu babcia odkrywa, że wnuk przyjechał z 3 wielkimi ręcznikami kąpielowymi (bo każde z nas dorzuciło jeden do walizki myśląc, że pozostali zapomnieli :) ). Ale i tak z dwojga złego wolę pakować Lukasza niż siebie. Całe życie z zazdrością patrzę na mojego męża, któremu przygotowanie się nawet do długiego wyjazdu zajmuje maksymalnie kwadrans.

Tak że w tych okolicznościach każde z nas coś podgryzało w biegu i nawet specjalnie nie chciało nam się jeść porządnych posiłków. Dzisiaj z okazji weekendu postanowiłam jednak przemóc lenistwo i dotknąć garnków. Padło na niezwykle prosty makaron. Składników trzy na krzyż, przygotowanie trwa w zasadzie tyle ile gotuje się sam makaron. Coś w sam raz na obiad w ciepłą czerwcową sobotę. Pomysł jest Tessy Caponi-Borawskiej, oczywiście z moimi niezbędnymi modyfikacjami. Ze względów "energetycznych"mniejszyłam ilość oliwy (autorka poleca 6 łyżek i muszę przyznać, że mój mąż zaczął jeść, po czym nieświadomie wierny zaleceniom autorki, skropił obficie swój talerz dodatkową porcją "płynnego zlota" ) i użyłam naszych ulubionych kolorowych tagliatelle zamiast penne.

Oryginalny przepis był opublikowany w majowym numerze "Kuchni", który zresztą zaskoczył mnie na plus. Ja co prawda dość wyrywkowo w ostatnich latach to czasopismo czytuję, ale niestety wiele poprzednich numerów mnie rozczarowało. Przepisy były dziwaczne i jakoś nie potrafiły mnie porwać, ani tym bardziej skłonić do ich wypróbowania we własnej kuchni. Majowa "Kuchnia" za to ma sporo pięknych, przemawiających do wyobraźni zdjęć (zwłaszcza szparagi z okładki aż proszą się o konsumpcję), przepisy nieco bardziej "dla ludzi" i nawet interesujący artykuł o naszych rodzimych oscypkach i bryndzy.

Kompletnym nieporozumieniem pozostają nieodmiennie felietony panów Bieńczyka i Pióro. Zwłaszcza ubawił mnie ten pierwszy swoją opowieścią o jedzonych na Maderze suchych jak wiór rybach - tuńczyku i mieczniku. W jakich jadłodajniach ten nieszczęsny człowiek bywał, to Bóg raczy wiedzieć.... W każdym razie jak będziecie przypadkiem na Maderze to na moją odpowiedzialność pomimo wszystko spróbujcie tych znakomitych ryb, tam lądujących na talerzu niemal wprost z rybackich sieci. :)

Tagliatelle z cukinią i suszonymi pomidorami

500g kolorowego makaronu tagliatelle

3-4
łyżki oliwy extra virgin
4 średnie cukinie pokrojone w dużą kostkę

2 duże ząbki czosnku, jeden pokrojony w plasterki, drugi przeciśnięty przez praskę
 
1/2 szkl posiekanej natki pietruszki
3 suszone pomidory w oliwie, pokrojone w paski

sól i świeżo zmielony czarny pieprz do smaku

1/2 szkl świeżo utartego parmezanu


Makaron gotujemy al dente w dużej ilości osolonej wody, z dodatkiem 1
łyżeczki oliwy. W tym czasie na pozostałej oliwie podsmażamy cukinie (przez ok. 6min), w ostatnich minutach smażenia dodajemy pokrojony w plasterki czosnek. Makaron odcedzamy, gorący wrzucamy na patelnię z cukinią. Dodajemy natkę, resztę czosnku i suszone pomidory. Lekko podrzucając mieszamy składniki. Podajemy posypany parmezanem i doprawiony pieprzem.

10 komentarzy:

  1. Agusiu, ależ Twój blog pięknie się rozwija! A zdjęcia jak z nowoczesnej książki kucharskiej.
    Podzielam niechęć do gotowania w letnie dni. Wprawdzie chętnie by się coś wtedy zjadło, ale do kuchni niespecjalnie ciągnie.
    Bieńczyk i Pióro mają niezłe gadane, ale smakosze z nich chyba tylko w teorii. Ja już wiele razy śmiałam się z Pióra - opisującego wykwintne potrawy i wyśmienite wina sfotografowanego w rozciągniętej koszulce i rozdeptanych butach. Dla mnie piękne jedzenie wymaga pięknej oprawy. W każdym razie, jedząc wytworną kolację, chyba źle bym się czuła w jego towarzystwie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, ha, ha, ten Pioro faktycznie jakis taki wymiety :) Teraz widzi mi sie, ze co drugi aktor, dziennikarz, czy literat to wybredny smakosz i znawca trunkow wszelakich. Ach zapomnialabym, cecha rozpoznawcza takiego indywiduum: zamiast makaronu zawsze jada paste... ;)

    Dziekuje za cieple slowa o blogu. Az chce sie dalej gryzmolic i pstrykac zdjecia (no i gotowac oczywiscie :)).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale piękna fota!

    Oj, chyba Twój syn przeżyje szok termiczny, przyjeżdzając do zimnego gdańska... Jestem tu od wczoraj i wole nie wypowiadac się co do pogody :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Juz wlasnie mi sie skarzyl, ze byloby super gdyby nie pogoda. W niedziele jedzie w Bieszczady, ale nie wiem, czy tam bedzie lepiej...

    Ale tutaj tez jakies przedziwne lato, ladne dni na zmiane z
    deszczowymi...Odkad tu mieszkam nie pamietam tak zmiennej pogody.

    OdpowiedzUsuń
  5. Droga Agnieszko,

    Na Twojej stronie znalazłem się przypadkowo o tak wyszukiwałem w internecie wiadomości pod hasłem "kuchnia armeńska" i znalazłem się tutaj. Już od pierwszego rzutu okiem na stronę i jej treść zauważyłem, że jest to bardzo profesjonalna "robota". Mogę nawet powiedzieć, że jedna z lepszych jakie spotkałem w ogóle a jestem kulinarnym pasjonatem i bardzo często surfuję po wszelkich kulinarnych szlakach. Ja od 7 lat zajmuję się "świadomym gotowaniem" próbując odtworzyć smaki z całego świata i to bez wątpienia jedna z moich ulubionych czynności w życiu chociaż z zawodu jestem prawnikiem. Jak zauważyłem twoje dania są autentyczne, zawierają właśnie te wszystkie składniki, które je tworzą i oddają pełen klimat...Czasami takie gotowanie nie jest łatwe bo właśnie zawsze czegoś może brakować. Ja co tydzień żeby właśnie nie zostać z ręką w nocniku przygotowuję sobie listę dań do ugotowania w tym 2, 3 nowe stanowiące pewne wyzwanie i kompletuję niezbędne składniki. Miesiąc temu wróciliłem z Turcji i właśnie miałem zamiar przygotować lahmajoun i oto znalazłem u Ciebie fajny przepis który jutro wykorzystam. Jak zauważyłem masz bardzo obszerną bibliotekę kulinarną co mnie nawet pocieszyło ponieważ widzę, że nie jestem jedyną osobą, która kupuje czasami za dużo książek kulinarnych. Może piszę trochę od rzeczy, ale chciałem podzielić się moim uznaniem za Twoją profesjonalną pracę. Będę już kończył jest piątek wieczór, żona wyszła do klubu ze znajomymi a Ja muszę wyciągnąć tarte cytrynową z piekarnika. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ukashu, dziekuję Ci za tak mile slowa i uznanie dla mojego skromnego blogu. Przepraszam, że dopiero dzisiaj odpowiadam, ale bylam na wakacjach w Polsce i troche blogowo leniuchowalam. :)

    Cieszę się, widząc że zagląda tu kuchenny pasjonat. Mam nadzieję, że lahmajoun się uda i będzie smakowal. Ciekawa jestem Twoich wrażeń kulinarnych z Turcji...Ja nigdy nie próbowalam niczego tureckiego w oryginale, jedynie przerobilam od deski do deski książkę "The Sultan's Kitchen".:)

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas w Warszawie świeci dziś trochę takie zimne deszczowe słońce.. ale że znalazłam cukinie w lodówce to postanowiłam je jakoś wykorzystać.. i myślę sobie że napewno znajdę jakiś fajny przepis w kuchni nad atlantykiem i proszę! Jeszcze nawet taki jak chciałam w połączeniu z makaronem :) oczywiście takiego jak w przepisie nie miałam, wrzuciłam zwykłe penne... jak wkroiłam całe 3 (niby średnie cukinie) i dodałam makaron to ledwo co mieściło się to wszystko w największej patelni u nas w domu! Oczywiście rozgardiasz się zrobił, trochę makaronu się wysypało :P ... ale na koniec najlepsze.. delektowanie się... moje wielbione suszone pomidorki i lekko chrupiąca cukinia mmm....taka potrawa aż zbliża do utęsknionego lata, jest bardzo lekka i smaczna :) fajna ucieczka od codziennego "mięcha" :) Dziękuję Ci pięknie za ten "słoneczny" przepis ! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moniko, dziekuje za komentazr i ciesze sie, ze ten skromny makaron przypadl Ci do gustu. No a najwazniejsze, ze Kuchnia nad Atlantykiem stanela na wysokosci zadania i dostarczyla potrzebnego przepisu. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzisiaj zrobiłam i jestem zachwycona. Bardzo szybkie i łatwe danie. Dodałam jedynie od siebie czerwoną cebulę. Danie idealne jak nie mamy zbyt wiele czasu, a chcemy zrobić coś lekkiego na ciepło. Pycha! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Marto, cieszę się, że smakowało. Czerwona cebula wydaje mi się atrakcyjnym dodatkiem w ty zestawie. Świetny pomysł! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.