środa, czerwca 20, 2007

Velouté z zielonych szparagów z ryżem


Dzisiaj będzie tu dość nietypowy wpis. Dotychczas nie krytykowałam tu gotowanych przez siebie dań. Jednak skoro w kuchni tak jak i w życiu zdarzają się każdemu małe lub większe wpadki, dzisiaj będzie parę słów o przepisie, który mnie niesłychanie zirytował. Nie żeby ta francuska zupa znaleziona w notabene interesującym blogu C'est moi qui l'ai faite była niesmaczna. Nie, nie, nie - ona jest bardzo dobra, o delikatnej konsystencji i czystym smaku, bardzo francuska. I w tej francuskości cały szkopuł.
Ja nigdy nie byłam entuzjastka tamtejszej "haute cuisine". Owszem podziwiałam wykwintne składniki, wyszukany sposób podania, ale niespecjalnie pociągało mnie pracochłonne przygotowywanie tych potraw w domu. W restauracji jak najbardziej jem te dania z przyjemnością, ale w domowych pieleszach preferuję rustykalną kuchnię francuskiej prowincji, z Prowansją na czele lub znakomite potrawy rodem z paryskiego bistro.

Dzisiaj jednak skusiłam się na szparagową velouté, która wydawała się łatwa w przygotowaniu. I tu się nie pomyliłam - nie jest ona "proceduralnie" skomplikowana. W czym więc tkwi problem, który anonsowałam już na początku posta? No cóż - powiem wprost- odkąd gotuję, nie pamiętam, żebym taką ilość naczyń i innych utensyliów użyła do przygotowania jednej potrawy. Rany boskie - garnki, rondelki, sitka do przecierania, pojemniki od blendera wypełniły mi bez mała cały zlewozmywak. W dodatku miało to miejsce w czasie przygotowania zupy, która poza szparagami ma całkiem znikomą ilość składników !!! I to mnie właśnie w kuchni francuskiej najbardziej irytuje i zniechęca - to podsmaż, tamto zblanszuj, potem jeszcze trzeba trochę "sautée" czy "deglaze". A przy każdym z tych kroków góra zmywania niepokojąco zbliża się do wysokości Mont Blanc. W dodatku w efekcie tych wszystkich zabiegów mamy zupę, która wizualnie się wcale jakoś szczególnie nie prezentuje.
Dość tych narzekań! Oto moja lekko zmodyfikowana wersja wykwintnego smakowo przepisu dla mających dość nietypowe hobby, mianowicie dla osób lubiących zmywać:

Velouté z zielonych szparagów z ryżem

1 kg zielonych szparagów (mniej więcej 2 pęczki)
1 posiekana cebula
¾ l bulionu drobiowego lub warzywnego
1 łyżka masła
200 g ryżu ugotowanego (lub 1/3 tej wagi surowego do ugotowania na sypko)
15o ml płynnej śmietanki
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku

Ucinamy 5 centymetrowe czubki szparagów i blanszujemy przez 4 min w gotującej się osolonej wodzie. Odsączamy i natychmiast wrzucamy do naczynia z lodowato zimną wodą. Ponownie odsączamy. Resztę szparagów kroimy na 4cm kawałki. Szklimy cebulę na maśle, dodajemy nieugotowane szparagi, lekko podsmażamy. Wlewamy bulion i zagotowujemy. Zmniejszamy ogień i gotujemy do miękkości. Miksujemy zupę (najlepiej w blenderze i to dość długo) i dokładnie przecieramy przez sitko (chodzi o to, że nawet po zmiksowaniu mogą być w zupie szparagowe włókienka, a my chcemy się ich zupełnie pozbyć). Dodajemy śmietankę, doprawiamy solą i pieprzem i podgrzewamy zupę. Przed podaniem dodajemy ryż i ozdabiamy czubkami szparagów.

7 komentarzy:

  1. He he,rzeczywiście,nie spodziewałabym się, że tyle naczyń z tak niepozornej(nie mam tu na myśli nic złego)zupki! Ale wygląda smakowicie. Z reszta ja z narzeczonym mamy taki uklad,że jeżeli ja gotuję, to On zmywa :)I na odwrót.

    PS A malinowy fool mnie zachwycił.

    OdpowiedzUsuń
  2. I really like your blog...
    Lovely picture and lovely soup

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, uklad swietny!! Zwlaszcza do tej zupy. ;)My prawde mowiac tez taki mamy, ale funkcjonuje tylko jesli Maciej jest w domu.

    Awoz,thx! I'm happy to see you again here.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm zapisuję do zrobienia, bo szparagi w lodówce leniuchują :-) Czy można zrobić z lekko przywiędłych?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznaje sie bez bicia, ze ja z takich "wczorajszych" wlasnie robilam. Super swiezych zal mi miksowac.;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Donoszę, że zrobiłam! Z połowy porcji, bo tylko tyle szparagów miałam, a i bałam się, że nie będzie smakowało. O jakie było moje zdziwienie jak zostało mi dwie łyżki tej zupki, a reszta znikła w mgnieniu oka :-) A podobno nie lubią zielonego jedzenia :-]

    OdpowiedzUsuń
  7. Vill, ciesze sie ogromnie, ze smakowalo!!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.