środa, czerwca 06, 2007

Tajska sałatka z bambusem

Niesłychanie boleję nad tym, że nigdy nie byłam w Tajlandii. To jest smutek nie tylko pożądającego turystycznych wrażeń globtrotera. Wzdycham, jak się pewnie domyślacie, równie mocno do tajskiej kuchni. Mimo, że bywamy w tajskich restauracjach, to zachodzi obawa, potwierdzona zresztą przez bywałych w Azji znajomych, że tak jak w przypadku kuchni chińskiej, również i "tajszczyzna", którą nam w Europie i Ameryce serwują, nie umywa się do oryginału. Ponieważ, jak się nie ma co się lubi..... to jednak do tych restauracji chodzimy, po wcześniejszym upewnieniu się, że szef kuchni jest rzeczywiście rodowitym Tajem.

Drugą opcją jest oczywiście próba odtworzenia tych egzotycznych smaków w domu. Tu nieocenioną pomocą są książki. Przyznam się, z pewnym zażenowaniem, że tych ostatnich na moich półkach nie brakuje. Już sobie nawet solennie kilka razy przyrzekałam, że więcej nic nie kupię na temat w/w kuchni. Szczególnym uznaniem darzę książki Vatcharin'a Bhumichitr'a, a zwłaszcza jedną "Stylish Thai in Minutes".Wszystko w niej jest nie dość, że oryginalne, to jeszcze, jak już tytuł wskazuje, ekspresowe. Ja musiałam trochę przepis po swojemu pozmieniać (tak, tak, wiem, że to nietrzymanie się litery przepisów zakrawa wręcz na obsesję :)). Zmniejszyłam ilość chili i ugotowałam krótko na parze fasolkę, bo jednak propozycja autora jedzenia jej na surowo to dla mnie trochę zbyt odważny pomysł.

Na powyższym zdjęciu widać moje mizerne i nieporadne próby "odgapienia", szczególnie charakterystycznego dla tajskiej kuchni oryginalnego sposobu podawania nawet codziennych potraw. No cóż, powiedzmy uczciwie, że trzeba sobie jeszcze poćwiczyć. ;) Muszę chyba podziękować autorowi, że ze względu na charakter książki, nie pokazał dzieł sztuki wykrawanych z owoców i warzyw, bo wtedy to już bym nie miała żadnych szans. :)

Tajska sałatka z bambusem

110g pędów bambusa, pokrojonych w julienne
2 szalotki

1 duży ząbek czosnku

4 łyżki bulionu warzywnego
2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny lub limonki
2 łyżki jasnego sosu sojowego

1 łyżeczka cukru

1/2 łyżeczki papryki chili w proszku
2 łyżeczki podprażonych nasion sezamu
10 liści mięty

1 cebula dymka pokrojona w krążki

2 duże liście kapusty pekińskiej

200g zielonej fasolki ugotowanej na parze (szparagowej lub płaskiej , jeszcze lepiej gdy ktoś ma dostęp do azjatyckich long-yard beans)


Rumienimy na suchej patelni lub na grillu przekrojone na pół szalotki i całe ząbki czosnku. Gdy będą miękkie i mocno zrumienione kroimy je na małe kawałki i ucieramy na pastę w moździerzu (dla wygody można to zrobić w malakserze).
W rondlu zagotowujemy bulion, dodajemy pędy bambusa, pastę czosnkowo-szalotkową, sok cytrynowy, sos sojowy, cukier i chili. Mieszamy i mocno podgrzewamy, zdejmujemy z ognia. Dodajemy sezam, miętę i dymkę. Liście kapusty i fasolkę układamy wokół brzegów talerza, do środka nakładając mieszankę z bambusem.

6 komentarzy:

  1. Nie wyobrażam sobie jedzenia fasoli na surowo, wydaje mi się to dosyc ekstremalne :)

    A co do ścisłego trzymania się przepisów- nigdy nie udało mi się zrobic czegoś kropka w kropkę tak, jak było podane w przepisie. Ot, życie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja początkowo myślałam, że być może ta azjatycka fasolka jest jakaś inna i da się ją zjeść na surowo. Jednak w międzyczasie już ją zdobyłam i stwierdziłam, że oprócz długości strączków niespecjalnie się różni od szparagowej.
    Ale ja nawet brokuły i kalafior wolę do sałatek lekko podgotować na parze, choć wiem, że wiele osób chwali sobie chrupiący smak surowych. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. surowego kalafiora uwielbiam, ale surowe brokuły?? Probowałam kiedys, są gorzkie. Nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. w całości się zgadzam z tobą Agnieszko, nawet oryginalny tajski kucharz nie gwarantuje tajskiej potrawy, po prostu brak składników, a co do sałatki to nie wyobrażam sobie aby w tajskiej kuchni było coś wbrew smakowi i sądzę że te warzywa są blanszowane i schłodzone przed podaniem, poza tym uzywa sie nie fasoli tylko groszku cukrowego który jest pyszny surowy(u nas też brak)
    odsyłam do mojej strony
    www.chef7.mistrzkuchni.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Bogusławie, dziękuję za interesujący komentarz. Już do Ciebie zaglądnęłam, widzę, że kuchnia tajska należy do Twoich ulubionych. W oryginale przepisu autor proponuje orientalną fasolkę o ang. nazwie long yard beans. Mi się udało ja tylko raz upolować w tutejszym azjatyckim sklepie.Ponieważ jednak wygląda po prostu jak baaardzo długa fasolka szparagowa (i tak też smakuje)to również nie bardzo ją sobie wyobrażam jedzoną na surowo. Masz absolutną rację, że o wiele lepszym pomysłem jest krótkie zblanszowanie i przelanie zimną wodą. Tutaj w PT groszek cukrowy jest dostępny, nawet w wersji mini i myślę że to znakomity pomysł użyć go w tej sałatce. Muszę skorzystać z Twojej podpowiedzi. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. dla zainteresowanych tematem bambusa http://zdrowie.netbird.pl/?app=452

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.