niedziela, czerwca 17, 2007

Malinowy "fool" z wodą różaną

Od dłuższego czasu stała u mnie w spiżarni buteleczka wody różanej, zakupiona w Londynie w jakimś sklepie z orientalnymi specjałami. Nie miałam specjalnie dużo pomysłów na jej wykorzystanie. Jak ją kupowałam to wydawała mi się niezbędnie potrzebna, miałam wrażenie, że musiałam zrezygnować w przeszłości z miliona bliskowschodnich i arabskich deserów, do których była konieczna. To mój typowy syndrom - muszę coś mieć, koniecznie, absolutnie, niezbędnie. A jak już mam, to idzie w odstawkę, z myślą, a kiedyś tam do czegoś się wykorzysta. I tak stoi... Potem nagle wpada w oczy jakiś przepis i olśnienie - przecież ja mam tę wodę różaną i prawie jej nie używam.

Tak było i dzisiaj - potrzebowałam takiego deseru na ostatnia minutę , co to się "rach-ciach" przygotowuje. Obiad był jednodaniowy - prosta sycąca zapiekanka i jakoś tak było mu potrzeba tej słodkiej kropki nad "i". Mam już kilka sprawdzonych książek, w których szukam ratunku w takich sytuacjach, a ostatnio ich lista poszerzyła się o maleńką książeczkę z przepisami z angielskiego miesięcznika "Olive", o której już w tym blogu wspominałam też przy deserowej okazji. I tym razem się na niej nie zawiodłam.

"Fool" jak to "fool", skomplikowany by nie może, na co już sama nazwa wskazuje. Mimo narzucających się prostych skojarzeń, nazwa tego brytyjskiego deseru pochodzi od francuskiego foulé, co oznacza w wolnym tłumaczeniu zmiażdżony i odnosi się do rozdrabniania owoców, będącego tu podstawową techniką wykonania.
Deser ten ma 2 podstawowe składniki: wspomniane już owoce, najczęściej jagodowe i świeżą śmietanę. Oczywiście wariacji na temat jest mnóstwo. Mój dzisiejszy "fool" na przykład oprócz śmietany zawiera gęsty grecki jogurt, a owoce są tu miksowane, a nie miażdżone.
Robi się go ekspresowo i smakuje wybornie. A połączenie smaku malin z wodą różaną zajmuje dzisiaj na mojej kulinarnej liście przebojów zaszczytne pierwsze miejsce.

Malinowy "fool" z wodą różaną

150g malin
150g jogurtu greckiego
1 łyżeczka wody różanej
2 łyżki cukru
200ml śmietany kremówki
maliny do przybrania

Miksujemy w blenderze maliny z jogurtem, wodą różaną i 1 łyżką cukru. Śmietanę ubijamy na sztywno z pozostałą łyżką cukru. Nadal ubijając dodajemy owoce z jogurtem. Nakładamy do pucharków lub kieliszków. Dekorujemy malinami. Schładzamy w lodówce.

5 komentarzy:

  1. śliczne.. a z kulinarnymi specjalami mam tak samo... z tym ze u mnie sloik angielskiego sosu miętowego taszczony do Polski z wczasów w Hiszpanii (sic!) stał aż sie niestety przeterminował..:-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hihi, o takich przypadkach jak Twoj sos z litosci nad soba nie wspominalam.:)
    Ale skoro temat zostal poruszony... Wczoraj poszedl do smieci otwarty i raz sprobowany 1,5 litrowy sloik (tak, tak! tylko takie sprzedaja w ukrainskim sklepie) trudnego tu do dostania ajwaru.
    A tak z drugiej strony to zeby to zuzyc szybko w takiej horrendalnej ilosci to trzeba chyba miec 10 osobowa rodzine albo jadac ajwar lyzkami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez kupilam te wode rozana i zrobilam z nia kilka rzeczy orientalnych : rogi gazeli lub makaroniki marokanskie. Latwe szybkie nie wymagaja duzo pracy a wspaniale, zapraszam na moj blog i prosze sprobowac kiedys... Naprawde zachecam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdjecie jak zwykle niezmiernie kuszace Agusiu :) Tym bardziej, ze podobna buteleczka stoi u mnie kupiona zreszta pod wplywem tych samych gwaltownych "potrzeb" ;) Pierwszy paragraf uderzyl w sedno moich zakupow niestety - musimy czytac te same ksiazki kucharskie ;) Takim wlasnie sposobem zgromadzilam spora ilosc "niezbednych" mi produktow, ktorych teraz w zaden sposob nie moge zutilizowac (i dziekuje ci bardzo za ten wyrzucony sloik ajwaru, mnie wstyd sie przyznac do podobnych wystepkow, a sporo ich mam - z ajwarem wlacznie :)) Teraz szukam na gwalt tych setek przepisow, do ktorych niezbedny mi byl mahlab ;) Znalazlam zaledwie kilka, a mialam wrazenie, ze bez niego nic tureckiego upichcic ne bede mogla :)Nie bede juz wspominac o pozostalych zalegajacych moje spizarniane polki przyprawach i innych roznosciach.... ciesze sie jednak, ze nie jestem sama :) :)

    bajaderka

    OdpowiedzUsuń
  5. Veni,
    Ja rozki gazeli mam w Twoim blogu juz od dluzszego czasu wypatrzone. Musze je koniecznie wyprobowac, zwlaszcza, ze jadlam je w Maroku i pozniej bezskutecznie poszukiwalam sprawdzonego przepisu.

    Aniu,
    Smialam sie sama do siebie jak czytalam twoj komentarz. Nie wiesz nawet ile godzin ja sie w necie naszukalam mahlebu. Moze to i dobrze, ze nikt go tu do mnie nie chcial przyslac. ;) W koncu w desperacji zrobilam search nazw botanicznych wisni. Po dojsciu do wniosku, ze moze to podobny gatunek - zmielilam w mlynku pestki wydrylowane z ukrainskiej wisniowej konfitury... Ale one wcale nie maja jakiegos szczegolnego aromatu, wiec chyba nie trafilam w sedno.

    Ja dopoki nie mam jakiegos produktu to doskonale wiem do czego chce ich uzyc, dopiero po zakupie dopada mnie amnezja. Pożądam mahlebu do takich armeńskich bulek pod nazwą choereg.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.