czwartek, października 11, 2007

Pieczone dynie z Singapuru


Dynia to takie proste, tanie i powszechnie dostępne warzywo. Mam wrażenie, że w Portugalii sezon na nie trwa przez cały rok, zwłaszcza na te z zieloną skórką - ciągle jest ich zatrzęsienie, a i ceny mają bardzo zachęcające. Oczywiście na przełomie lata i jesieni stragany aż się od nich uginają. Małe gruszkowate dynie, z załączonego powyżej obrazka, też dość łatwo zdobyć.

Większym problemem jest dla mnie przygotowanie tego - jak Liska kiedyś napisała - pastewnego warzywa w niebanalny i zachęcający sposób. Najłatwiej oczywiście zrobić zupę. Dynia w zupie przyjmie z wdzięcznością prawie każdy dodatek i przyprawę. Ale czasem zupy się nudzą i wtedy, jak dla mnie, ratunkiem jest dynia z piekarnika. To warzywo, tak jak i buraki, po upieczeniu naprawdę zaczyna roztaczać niewiarygodny i niespodziewany wachlarz smaków.

Mój dzisiejszy sposób na pieczone dynie pochodzi aż z Singapuru. Ale nie bójcie się, na pewno znajdziecie wszystkie potrzebne ingrediencje w waszej domowej spiżarni. W dodatku gwarantuję, że w przeciwieństwie do piekarnika czy ogrodowego grilla, Wy się nie napracujecie. :) Inspirację znalazłam w książce "The Singapore Cookbook".

Pieczone dynie z Singapuru


2 małe żółtopomarańczowe dynie o gruszkowatym kształcie

2 ząbki czosnku, zmiażdżone

2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego

2-3 łyżeczki oleju

sok z 1/2 limonki

sól i świeżo zmielony pieprz do smaku


Dynie podzielić wzdłuż na ćwiartki, usunąć pestki. Miąższ ponacinać na krzyż.
W miseczce wymieszać czosnek, kmin, olej, sok z limonki, sól i piperz. Natrzeć tą miksturą miąższ dyń, wcierająć dobrze w nacięcia. Piec dynie na rozgrzanym grillu przez ok. 20 min, smarując od czasu do czasu pozostałą marynatą, aż się lekko przyrumienią, a miąższ będzie miękki. Na grillu elektrycznym lub w piekarniku z grillem trwa to zwykle nieco dłużej.

5 komentarzy:

  1. Hmmmm, Agusiu, a myślisz, że zwykła (duża, pomarańczowa)dynia tez by się nadawała do takiego pieczenia? U nas nie uświadczysz dyni o gruszkowatym kształcie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Malgosiu, bez wątpienia się nada. Pokroisz ją w grubsze plastry i będzie do zludzenia jak ta moja. W smaku zresztą są bardzo podobne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agusiu,zrobiłam! Pyszne to! pyszne! Już na blogu Eli wspominałam, że dynię to ja tylko na słodko jadam, ale po dzisiejszej degustacji - chyba czas w końcu przekonac się do dyni w wydaniu wytrawnym. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pycha dynia! :) Zreszta nie tylko dynia. Bardzo inspirujacy blog!

    OdpowiedzUsuń
  5. Małgosiu, cieszę się że smakowała i w wydaniu wytrawnym. Ja dla odmiany rzadko jadam na słodko.

    Vanielle, dziekuję za miłe słowa. :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.