niedziela, maja 20, 2007

Orzeźwiająca sałatka z czerwonym grejpfrutem i zielonymi oliwkami


Smak gorzki jest chyba najtrudniejszy do dozowania w kuchni i akceptowany przez biesiadników z największymi oporami. Sama niespecjalnie lubię np. radicchio, jeśli już to używam go w celach bardziej ozdobnych (dla dodania koloru), niż konsumpcyjnych. Jeśli jednak lekką goryczkę przełamiemy odrobiną słodyczy i kwaśnego smaku, doznania smakowe zaczynają być o niebo bardziej interesujące i całkiem możliwe do przyswojenia. Pomyślcie o grejpfrucie - tu już sama natura wpadła na pomysł, że gorzki, słodki i kwaśny to wirtuozerskie trio. :)

Moja dzisiejsza sałatka, inspirowana przepisem z książki Donny Hay "Marie Claire: Cooking" , zawiera 3 składniki z małą dawką przyjemnej goryczki: grejpfruta, oliwki i rukolę. Ta ostatnia jest już moim autorskim pomysłem, bo pani Hay używa rukwi wodnej. My jej w tutejszym klimacie raczej unikamy na surowo, z wiadomych względów (przynajmniej w tutejszym klimacie ryzyko wprowadzenia do własnego przewodu pokarmowego różnych niepożądanych żyjątek jest dość spore). Wszystko to przełamane kwaskowym smakiem grejpfruta i odrobiną soku z cytryny i oczywiście melasą z granatów.

Tu konieczna jest mała dygresja o tej melasie. Jest to produkt bliskowschodni, charakterystyczny między innymi dla kuchni tureckiej i ormiańskiej. Ja dowiedziałam się o jego istnieniu z książki "The Armenian Table" i od tej pory bezskutecznie go poszukiwałam. W końcu wpadłam na pomysł, że mogę tę melasę sama wyprodukować w mojej domowej kuchennej manufakturze. Granatów tu w końcu jesienią nie brakuje.

Po teoretycznym przygotowaniu z pomocą Googla, przystąpiłam do działania. Instrukcje są przeróżne, bo problemem jest uzyskanie soku z granatów, w taki sposób, aby nie miał goryczki (ach, znów ta wszędobylska goryczka). Z tej przyczyny nie poleca się miksowania nasion. Niektórzy z dużą dozą samozaparcia wyciskają sok przez gazę, inni lekceważąc przestrogi wrzucają miąższ do blendera. Ja znalazłam sposób prosty i moim zdaniem skuteczny. Zasypałam ziarenka granatu cukrem, pozwoliłam im się macerować przez noc i już na następny dzień pływały w dużej ilości intensywnie czerwonego soku. Teraz już tylko pozostało mi cierpliwie podgrzewać go, aż do uzyskania gęstej ciemno-bordowej pięknie pachnącej melasy.

Na drugi dzień po wyprodukowaniu dwóch słoiczków tego delikatesu znalazłam go na półce w supermarkecie. Sprzedawczyni z radością oznajmiła mi, że właśnie mają w ofercie od wczoraj ten nowy i egzotyczny produkt. :) No cóż, pozostaje mi satysfakcja, że moja melasa też się pięknie udała i nie ustępuje w niczym tej tureckiej (bo oczywiście kupiłam dla porównania z oryginałem).

Sałatka z czerwonym grejpfrutem i zielonymi oliwkami

1 szkl zielonych oliwek bez pestek
2 czerwone grejpfruty z wyfiletowanym miąższem
3 łyżki posiekanej natki pietruszki

3 szkl rukoli i roszponki (lub rukwi wodnej)

1/2 szkl zrumienionych na suchej patelni orzechów laskowych

1 awokado pokrojone w półplasterki


Sos:

1 łyżka melasy z granatów

1 łyżeczka soku z cytryny

2 łyżki oliwy extra virgin

grubo zmielony czarny pieprz


Układamy składniki sałatki na indywidualnych talerzach. Mieszamy ze sobą składniki sosu (gdyby melasa była zbyt gęsta lekko ją podgrzewamy z sokiem cytrynowym w mikrofali). Polewamy sałatkę sosem.

10 komentarzy:

  1. Podziwiam zacięcie! Na pewno nie chciałoby mi się zrobić melasy... Ale jam jest leń i tyle.

    Ładne to zdanie o grejpfrucie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ta melasa to mi tylko tak czasami odbija :) W sumie niewiele to sie rozni od smazenia konfitur. Jak ktos ma takie zboczenie w kierunku bliskowschodniej kuchni jak ja - to po prostu musi ja miec ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A co to jest ta melasa??? :(

    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Asiu, starałam się wyjaśnić to dość dokładnie w treści tego wpisu. Ale widocznie niewystarczająco dokładnie. Podam Ci link do strony, gdzie może tłumaczą to lepiej:
    http://www.gourmetsleuth.com/pomegranatemolasses.htm

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dziekuje za odpowiedz. Straszny wstyd, bo oczywiscie komentarz o melasie jest, tylko ja, nie wiem, jakim sposobem, przegapilam go. Mea culpa. Pozdrawiam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze do usług Asiu :) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziekuje, bede pamietac :) Blog pierwsza klasa! Prawdziwie mnnie zauroczyl. Tylko ja kiepsko gotuje :( ale staram sie :)
    Tez pozdrawiam, znad Misisipi.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  8. Pani Agnieszko, w jakim supermarkecie kupiła Pani melasę? I jaka jest jej nazwa po portugalsku? Już atakowałam sprzedawczynie w Pingo Doce i Continente, i pytałam o melaço de romã, ale niestety nie potrafiły zrozumieć o co mi chodzi...A może używam złej nazwy? Sałatka nawet bez melasy jest pyszna, ale warto byłoby spróbować zrobić ją według oryginalnego przepisu. Dodatkowo, próbowałam porównać roszponkę z Pani zdjęcia (lub rukwię wodną- nie wiem co jest dokładnie na pierwszym planie zdjęcia)z 'zielskami' dostępnymi w supermarkecie i wyszło mi (wizualnie), że to czego potrzebuję to Agriao, no i robię tę sałatkę z tym własnie Agriao....Jest bardzo pyszne, ma oryginalny smak, ale nie wiem czy nie bezczeszczę Pani przepisu i nie daje mi spokoju pytanie czy agriao to roszponka....Pozdrawiam serdecznie z Bragi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Ewelino, melasę kupiłam (wieki temu) w Jumbo. Melasa to melaço, ale dla zmyłki na opakowaniu nazwa jest przetłumaczona jako molho de romã. To nieduża szklana pękata buteleczka tureckiej firmy Lobas. Nie wiem czy jest jeszcze aktualnie dostępna, bo jak pewnie Pani zauważyła tu obce nowinki długo nie zagrzewają miejsca na półkach, bo kupujemy je chyba tylko my obcokrajowcy. Agrião to rukiew wodna lub rzeżucha wodna, a roszponka (ta na pierwszym planie tego marnego zdjęcia) to canónigo. Cieszę się bardzo, że wypróbowała Pani sałatkę i że przypadłą Państwu do gustu. Pozdrawiam z dzisiaj już na szczęście chłodniejszego Porto.

      Usuń
    2. A no właśnie, canoningo to to drugie podobne, dla mnie nie do odróżnienia prawie od agriao:) Dziękuję za odpowiedź!

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.