środa, maja 09, 2007

Mandarynkowy posset


Dzisiaj uraczyłam moich domowników deserem średniowiecznym. Hmmm, no może niezupełnie, bo znalazłam go w mojej nowej książce, wydanej w bieżącym roku kompilacji sezonowych przepisów z brytyjskiego czasopisma kulinarnego "Olive". Książka zresztą mimo, że malutka, pełna jest wyjątkowo prostych do przygotowania smakowitości. Podzielona jest na pory roku, co ułatwia gotowanie z tych darów natury, które właśnie są w największej swojej krasie. Dzisiejszy przepis pochodzi z działu "Wiosna", z czym lekko bym polemizowała, bo cytrusowy sezon - przynajmniej w Portugalii - przypada raczej na zimową porę. Dajmy jednak spokój kalendarzowi i zajmijmy się deserem, jak wszystko w tej książce - prostym, a wykwintnym.

Otóż rodowód posset jest rzeczywiście bardzo stary. Cóż oznacza to słowo? W swoim pierwotnym znaczeniu - napój z gorącego, a następnie ukwaszonego mleka. Zakwaszało się je przeróżnymi dodatkami - między innymi winem. Nie brzmi zbyt zachęcająco , prawda? Ale poczekajcie jeszcze momencik, bo od Średniowiecza posset nieco ewoluował. W dawnych czasach był podstawowym lekarstwem m.in.na przeziębienie, ale i wspomagał leczenie wielu innych dolegliwości. Coś do naszych czasów chyba jeszcze z tego przetrwało, bo komuż mama w chorobie czy zdrowiu nie dawała szklanki gorącego (może jednak już nie kwaśnego) mleka, żeby dobrze spał. Mi moja serwowała, a jakże- w dodatku z miodem i odrobina masła (brrrr!!), co miało ponoć uleczyć różne dziecięce przypadłości.

Posset był w swoim czasie tak popularny, że produkowano nawet specjalne zestawy do jego przygotowania, często bardzo ozdobne i chętnie ofiarowywane w prezencie. Ponoć jednym z zaręczynowych podarunków dla króla Filipa II Hiszpańskiego i przyszłej królowej Marii I Angielskiej (popularnie nazywanej Bloody Mary) był komplet do posset wykonany przez samego Cellini'ego z kryształu, złota i kamieni szlachetnych. Posset królowej co prawda zdrowia zbytnio nie poprawił, bo odeszła z tego padołu w 42 roku życia, ale nie wymagajmy w końcu zbyt wiele od prostego napoju.

Mój dzisiejszy posset, choć jest dość wierny tradycyjnej procedurze podgrzewania i zakwaszania, składniki ma już nieco odbiegające od oryginału. I mimo, że nigdy nie próbowałam pierwowzoru, śmiem twierdzić, że i smakiem prawdopodobnie nad nim nieco góruje. Użyć do niego należy możliwie jak najtłustszej śmietanki kremówki.
W brytyjskim oryginale przepisu użyto 48% double cream. Ja miałam śmietankę jedynie 35%. Deser po ochłodzeniu był jednak na powierzchni bardzo gęsty (przypominał konsystencją creme fraiche), na spodzie nieco rzadszy, ale smakowi to niczego nie ujmowało. Elementem zakwaszającym jest tu sok cytrynowy i mandarynkowy. Warto poszukać mocno kwaśnych cytryn, bo to polepszy efekt ścinania się śmietanki. Niebagatelne znaczenie - przynajmniej dla mnie - ma też fakt, że deser robi się jakby mimochodem w czasie przygotowywania głównego dania obiadowego.



Mandarynkowy posset

568ml najtłustszej śmietanki kremówki jaką da się zdobyć
3 mandarynki
sok z 1 bardzo kwaśnej cytryny
3 łyżki jasnego brązowego cukru

Ścieramy skórki ze wszystkich mandarynek (bez białego albedo). Następnie wyciskamy z mandarynek sok. Mieszamy go z sokiem z cytryny i z cukrem. Śmietankę razem ze skórką mandarynkową doprowadzamy do wrzenia i odstawiamy do naciągnięcia na ok. 20 min. Przecedzamy śmietankę przez sitko, wyrzucamy skórki. Teraz ponownie podgrzewamy śmietankę tuż poniżej punktu wrzenia i dodajemy soki cytrusowe z cukrem. Zdejmujemy z ognia, dokładnie mieszamy. Śmietanka zacznie nam się lekko ścinać, ale nadal będzie rzadka. Wlewamy krem od razu do przygotowanych naczyń, w których będziemy go podawać. Ostudzony wstawiamy na 3 godz do lodówki do stężenia.

4 komentarze:

  1. Świetny przepis(pomijając kwestie kalorycznosci;)! Tylko w Pl, przynajmniej w Gdańsku, mam wielkie problemy ze znalezieniem zwykłej kremówki- musze jechac do wielkiego marketu, by ja kupić. Tak więc od 35 i wyzej moge tylko pomarzyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś podobnego do musów, które robiłam, a które zdecydowanie bardziej smakowały nam na zimno :-) Muszę ten przepis tu zapamiętać i jak tylko znajdę dobre mandarynki (dlaczego o nie tak trudno :() spróbuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Vill, ja te kubeczki tez bardzo lubie.Mialy isc na prezent, ale w koncu zostaly u mnie. ;)
    Tak sobie mysle, ze zamiast mandarynek mozna by tu uzyc tez pomaranczy.

    Aniu, co do zastapienia dobrej kremowki to tu niestety nie mam żadnego pomyslu. Ja też w PT mam sporo zastrzezen do wielu smietanowych marek, ale w koncu znalazlam w miare niezawodna i do tego typu deserow i do ubijania (to drugie jest nawet istotniejsze jak dla mnie).

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.