czwartek, kwietnia 12, 2007

Litewska potrawka


"Kucharka litewska" Wincenty Zawadzkiej to książka z którą łączą się różne miłe wspomnienia z mojego dzieciństwa. Babcia Wala (zdrobnienie od Waleria), która spędziła na Litwie całe swoje dzieciństwo i młodość gotowała zawsze w kresowym stylu. Kolejna babcia - tym razem nie rodzona , ale stryjeczna - w swoim starym poniemieckim wrocławskim domu - była tak fenomenalną gospodynią, że goście - zapowiedziani i nie - pchali się do niej drzwiami i oknami.

Ten dom był zresztą ukochanym i magicznym miejscem mojego dzieciństwa. Aż do wczesnych lat podstawówki jeździłam tam na każde letnie wakacje. Dom był piętrowy, ze strychem i piwniczką z mnóstwem sekretnych zakamarków, osnutych pajęczynami i ze stosami zapomnianych tajemniczych przedmiotów. Z wielkim, miejscami półdzikim, ogrodem i sadem, pełnym papierówek, malin i poziomek. Z psami, kotami i królikami. Cóż więcej 5-cio czy 7-letniej dziewczynce było potrzeba do szczęścia. W dodatku dziadkowie pozwali mi na wszystko, sekundowali we wszelkich najbardziej zwariowanych zabawach, czy grach i dogadzali jak tylko mogli. Również kulinarnie - to była głównie domena babci Halinki. Z jej najlepszymi na świecie naleśnikami z serem i rodzynkami, pysznymi zupami z delikatnymi kładzionymi kluseczkami, tortami z kremem malinowym.

Takie wspomnienia odciskają zwłaszcza w małym człowieku swoje piętno na zawsze i cóż się dziwić mojej miłości do treściwej litewskiej kuchni. Przyznam się, że książkę, o której wspominam wykradłam z własnego rodzinnego domu cichaczem, bo również moja Mama, urodzona jeszcze w polskim Wilnie, nie miała się najmniejszej ochoty z nią rozstać i z zapałem robiła z niej naleśniki z ryżowym nadzieniem, polewała mięsa winnymi zawiesistymi sosami, podawała do zupy pomidorowej właśnie wyjęty z pieca parujący ryż zapiekany z serem. Cóż, dalekie to wszystko jest od wytycznych współczesnej dietetyki, ale cóż dietetyka ma wspólnego z rozkoszami stołu. ;)

Po tym przydługim wstępie parę słów o dzisiejszej potrawie. Kresowe panie domu oprócz tego, że prowadziły dom wystawnie, były również zapobiegliwe i zaradne. Umiały wykorzystać wszystkie produkty ze swoich gospodarstw, a także pomysłowo zutylizować resztki już gotowych dań. Już od ładnych paru lat robię tę litewską właśnie potrawkę, gdy zostaną mi jakieś pieczone mięsa, których obecność na stole zwłaszcza po świętach nieco ociera się o monotonię. Zrobienie tego dania zajmuje chyba najwyżej kwadrans i to jak się bardzo ociągamy.W dodatku jest w niej mój ulubiony , ale niestety bardzo tutaj reglamentowany produkt - mianowicie ogórki kiszone. Dla mnie więc mimo, że potrawa jest z resztek , pozostaje jednocześnie wielkim cymesem.

Potrawka z pieczonej cielęciny z ogórkami kiszonymi
w/g "Kucharki litewskiej"


1 łyżka masła
1 cebula pokrojona w drobną kostkę
resztki pieczeni cielęcej (ok. 200g) pokrojonej w paski
3-4 ogórki kiszone pokrojone w plasterki
1/2 szkl bulionu wołowego
1 i 1/2 łyżki bułki tartej

Na maśle szklimy cebulę, dodajemy pieczeń i kilka minut podsmażamy. Teraz posypujemy wszystko bułką tartą i jeszcze chwilę smażymy. Dodajemy ogórki i bulion i 5 min dusimy, aż sos zgęstnieje. Podajemy posypane szczypiorkiem.

6 komentarzy:

  1. Oj Agusiu, az mi sie lezka w oku zakrecila na te Twoje (nasze w zasadzie:)) wspomnienia. Czlowiek kiedy mieszka w Polsce, kompletnie o pewnych sprawach zapomina (np. o tradycjach kulinarnych wyniesionych z rodzinnego domu), a Ty tak pieknie mi o tym wszystkim przypomnialas, ze az sie wzruszylam no i postanowilam, ze zrobie dzisiaj te slynna 'mamina' zupe pomidorowa z ryzem zapiekanym w serze. To przeciez takie proste danie, a jakie pyszne.........mmmmm.... Buziaki dla rodzinki. Marta.

    OdpowiedzUsuń
  2. To widze, ze uderzylam w sentymentalna strune :)

    Lukasz az sie oblizuje na mysl o Waszej pomidorowce. U nas dzis jedynie pikantna kartoflanka z soczewica.

    Czy Ty jeszcze pamietasz jakie tam we Wroclawiu byly truskawki i jak pachnialy bzy kolo ganku z tylu domu?

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje wspomienia z dzieciństwa, to zapach wyrabianego przez babcię świeżego domowego makaronu w jej gdyńskim domu. A potem ten najwspanialszy w życiu rosół !

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, tak - babcine czy mamine rosoly sa nie do pokonania. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog, świetne przepisy i świetne zdjęcia. Od dzisiaj jestem częstszym gościem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włodku, dziękuję za miłe słowa i zapraszam jak najczęściej do mojego netowego kącika. Pozdrawiam.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.