środa, marca 07, 2007

Steak frites




Polędwica to jest właściwie jedyne wołowe mięso, które lubię usmażone czy grillowane. Maciej również jest polędwicowym maniakiem. Przyczyna jest prosta - nie znosimy krwistych steków, a jedynie dobrze wysmażone, no ewentualnie leciuteńko różowe w środku. Jednocześnie nie tolerujemy nawet minimalnie twardego mięsa, choć wiem, że wiele osób jest zdania, że wołowina wręcz powinna zapewnić trochę pracy naszym szczękom i żuchwie. Takim wymaganiom w zasadzie jedynie ta najszlachetniejsza część wołowej tuszy jest w stanie sprostać.

Ze względu na to, że to mięso jest po brzegi napakowane cholesterolem, a i jego cena jest nieco wygórowana - pozwalamy sobie na stekową ucztę stosunkowo rzadko. Ale jeśli już to polędwica musi być doskonałej jakości - tu niskie ukłony dla Dony Conceição, która zna najlepszego rzeźnika w Porto. A przygotowanie - to już sama przyjemność. Wszystko robi się prosto i szybko. Potem jakaś pyszna sałatka i już mamy gotową świetną kolację w przysłowiowe 5 minut.

Przypomnialam sobie teraz, że obiecywałam ostatnio gotować po francusku. Hmmm, wystarczy dodać jeszcze frytki i będziemy mieć sztandarowe danie z kazdego paryskiego bistro "steak frites". A żeby było po prowansalsku frytki należy posypać jeszcze mieszanką "herbes de Provence", co notorycznie było ćwiczone prawie w każdej knajpce na alpejskich stokach.




Steki z polędwicy wo
łowej w ziołowej panierce

Marynata:
75ml oliwy extra virgin
3 ząbki czosnku pokrojone w plasterki
1 łyżeczka suszonego oregano
1 łyżeczka rozmarynu
1 łyżeczka bazylii
1 łyżeczka szałwii
1 łyżeczka tymianku
2 pokruszone liście laurowe
1 łyżka grubo pokruszonego czarnego pieprzu
1 łyżeczka suszonej szalotki

4 duże steki z polędwicy wołowej

Mieszamy w płaskim naczyniu składniki marynaty. Wkładamy do niej steki i nacieramy nią z obu stron. Szczelnie zamykamy i zostawiamy w chłodzie na minimum 1/2 godz ( a moga tak poleżeć i przez noc). Osączamy z nadmiaru oliwy, zioła dobrze przyciskamy do mięsa i smażymy na mocno rozgrzanej patelni grilowej po 3 minuty z każdej strony , żeby uzyskać dobrze zrumieniony i jasnoróżowy w środku stek. Jesli lubimy krwiste lub bardziej wysmażone dostosowujemy odpowiednio czas smażenia. Podajemy z duża porcją ulubionej sałaty (jak pisałam już wyżej można też po cichutku przemycić frytki). Świetnie się również jako dodatek sprawdzi salsa w mniej lub bardziej meksykańskim stylu.

4 komentarze:

  1. Spróbowałem.
    Polędwica wołowa dlatego jest droga, że nie trzeba wiele z nią robić żeby była dobra - tych ziół jest za dużo, i szczerze mówiąc myślę że wystarczy sól, pieprz, trochę wegety, krótkie smażenie i wcinać. Przy 6 minutach smażenia jemy trawiaste mięso z trawą o różnych smakach :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy, przy 3 min smażenia grubego steku krwisty to on rzeczywiście nie będzie, o czym wyraźnie napisałam w poście. Będzie za to minimalnie różowy w środku. Nie wiem co w tym trawiastego, ale może nie do końca rozumiem sformułowanie. No chyba, że ktoś pokroił mięso na bitki a nie na steki.
    Przykro mi, że nie smakowało. A co do poezji z vegetą to chyba bałabym się spróbować. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zupełnie nie zgadzam się z moim poprzednikiem.
    Smażyłam mięso po 2 minuty z każdej strony, ponieważ lubimy z mężem krwiste steki. Wyszły idealnie, a zioła świetnie dopełniały całość.
    Dziękuję bardzo za przepis.
    Pozdrawiam
    J.

    OdpowiedzUsuń
  4. J., cieszę się, że smakowały i że udało się je odpowiednio do gustu usmażyć. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.