piątek, maja 04, 2007

Śmietankowo-maślane bułeczki z brandy



Od dawna marzę o smaku polskich bułeczek maślanych i ciągle go nie mogę odtworzyć. Ba, nawet jedzone w ojczyźnianych piekarniach nie są już dla mnie takie, jak kiedyś. Kłania się odwieczny problem wyidealizowanego smaku z dzieciństwa, Smaku żywego w naszej pamięci i chyba niemożliwego do odtworzenia. Bułeczki, które dzisiaj upiekłam trudno zresztą nazwać tradycyjnie polskimi, choć smakowo nieco słodkawe bułki maślane przypominają.
Miąższ mają mięciutki, ale w żadnym razie nie "waciasty" - nie pozwalają na to przebogate (i przekaloryczne niestety) składniki. Dodatek brandy i cieniutka cukrowa skorupka jeszcze im dodają szyku.

Jest to pierwszy wypróbowany przeze mnie przepis z książki Dana Leparda "The Handmade Loaf". Muszę przyznać, że ten facet naprawdę potrafi piec. To jest oczywiste przy pierwszym lepszym przepisie - idealne proporcje, sprawdzone czasy pieczenia i wyrastania. Nic nie trzeba kombinować, wystarczy całkowicie zdać się na autora. Może dziwne jest to co piszę - zachwycam się książką, w której przepisy są wypróbowane. Wydawało by się, że każda wydawana pozycja kulinarna powinna taka być. Ale niestety tak nie jest. Ileż to razy już pierwszy rzut oka wystarczy, żeby doświadczony domorosły piekarz wiedział, że gdyby się kierował instrukcjami z danej książki poniósłby sromotną klęskę. Ale i on, ten piekarz z wieloletnim stażem, czasem daje się zwieźć, a co dopiero mówić o kimś początkującym w wypieku chleba.

Także szczęśliwie mamy w książce Leparda do czynienia z przepisami naprawdę "foolproof". Ja muszę się jednak przyznać, że poszłam trochę na łatwiznę i wbrew tytułowi książki wyrobiłam bułeczki w maszynie do chleba. Chyba im to nie zaszkodziło, bo o poranku zniknęły ze stołu w zastraszająco szybkim tempie.

Autor poleca mrożenie bułeczek po upieczeniu, moim zdaniem jednak tracą one w ten sposób dużo ze swoich walorów. Mam wrażenie,że chyba korzystniejsze byłoby zamrożenie surowych uformowanych bułeczek przed drugim rośnięciem. Nie wiem dlaczego, ale nigdy jeszcze się nie odważyłam na ten proceder. ;) Nie mam pojęcia dlaczego, bo wiele osób go sobie bardzo chwali.




Śmietankowo-maślane bułeczki z brandy Dana Leparda

Zaczyn:
125g pełnego mleka, letniego
2 łyżeczki świeżych drożdży (Lepard daje tylko 1 i 1/2)
50g cukru
150g mąki
50g śmietanki kremówki (w oryginale bardzo tłuste, bo aż 48% double cream)

Ciasto:
350g mąki
1 i 1/2 łyżeczki soli
100g roztopionego masła
1 jajko
50g brandy

brandy i cukier kryształ do posypania wierzchu bułeczek

Zaczyn:
Rozkruszamy drożdże i mieszamy z reszta składników zaczynu. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 min do wyrośnięcia.

Ciasto:
Zaczyn i resztę składników ciasta wkładamy do maszyny do chleba w kolejności w/g instrukcji. Nastawiamy na program do wyrabiania ciasta. Zostawiamy ciasto w maszynie na czas pierwszego rośnięcia - do końca programu (aż podwoi swoją objętość, ok. 1 godz).

Wyjmujemy ciasto na lekko posypany mąką blat, lekko odpowietrzamy dzielimy na 12 równych kawałków, z każdego formujemy okrągłą bułeczkę. Kładziemy spojeniem do dołu na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do plastikowej torby (ja jeszcze wstawiam pomiędzy bułeczki ze dwa kieliszki mam wtedy pewność, że mi folia nie opadnie i nie zlepi się z ciastem. Zostwiamy do wyrośnięcia, aż podwoją objętość (Lepard poleca zostawić je w chłodzie 15-18ºC na ok. 1 i 1/2 - 2 godz; w cieple oczywiście będą rosły krócej).

Nagrzewamy piekarnik do 200ºC. Smarujemy powierzchnię wyrośniętych bułeczek brandy, a następnie dość obficie posypujemy je cukrem. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika, po 15 min obniżamy temperaturę do 180ºC i jeszcze pieczemy przez 10-15min aż bułki sie ładnie zezłocą.


9 komentarzy:

  1. Agusiu, jeśli chcesz prawdziwie maślanych bułeczek, takich w starym stylu, polecam Ci zrobienie Coconut milk buns:
    http://www.liskaipusia.blogspot.com/
    są naprawdę wspaniałe - pachnące, mleczno-maślane. Tylko warto im pozwolić na porządne wyrośnięcie, bo wtedy są bardzo puszyste (ale nie watowate ;-) BTW - ja lubię od czasu do czasu taką domową watowatą słodką bułeczkę, Ty nie?

    A Leparda też bardzo lubię i te bułki również. Czy wiesz, że on kiedyś był fotografem mody, m.in. dla Vogue?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmm wyglądają pysznie. Muszę je wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Villanelle,
    buleczki sa naprawde warte grzechu.... :)

    Lisko,
    to przeciez jak zwykle Ty mnie skusilas na ta ksiazke Leparda i pamietam, jak wspominalas, ze najpierw pasjonowal sie fotografia, a dopiero potem wpadl w wir pieczenia. :)
    Te twoje buleczki wygladaja niezwykle apetycznie - niewatpliwie sie skusze.

    Villanelle i Lisko,
    Jak to sie stalo, ze ja nie wiedzialam o takich bogatych w smakowitosci blogach jak te waszego autorstwa...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja...bardzo przepraszam ale buleczki sa MOJE!!! ;-) I naprawde sa pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  5. :) :)
    Milo Cie znow widziec Tatter !!

    OdpowiedzUsuń
  6. Agusiu, tamten blog jest stary. Był pisany wspólnie z Tatter i to Ona podała ten przepis i zamieściła zdjęcie. A bułeczki sa pyszne, robię je bardzo często i myślę, że to najbardziej maślane bułeczki świata. Przy okazji, polecam Ci ksiązkę:
    http://www.amazon.co.uk/Ultimate-Bread-Machine-Cookbook/dp/0754805999/ref=sr_1_4/203-9484648-7839903?ie=UTF8&s=books&qid=1178819879&sr=8-4
    The Ultimate Bread Machine Cookbook (Hardcover)
    by Jennie Shapter.
    Kupiłam ją za 5 funtów w taniej książce, a jest tam sporo genialnych przepisów, głownie na takie bułeczki, ale też pyszne chałki, buchty. Naprawdę warto.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lisko, znowu mnie sprowadzasz na manowce. A ja juz sobie po ostatnim Clayton'ie tak solennie postanawialam, ze dosyc juz chlebowych ksiazek.

    Musze koniecznie wybrobowac te wasze blogowe buleczki.Zwlaszcza po zachecie, ze sa supermaslane.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak juz wspomnialam bulki zaliczymy awansem :D Bardzo ladne Tobie wyszly:) Ksztaltne i rumiane :D
    Agnieszko byloby super gdybys podeslala link do Margot, bo to Ona zawsze robi podsumowania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miło mi i dziękuję :) Już napisałam do Margot.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.