niedziela, marca 04, 2007

Narty w Alpes de Haute Provence



Ufff, to była naprawdę długa przerwa!!! Przyczyną jej , jak już wspominałam, było ponad tygodniowe narciarskie szaleństwo w południowych Alpach. Znudzeni już trochę Pirenejami postanowiliśmy wybrać się samolotem do Marsylii, a stamtąd samochodem w dolinę rzeki L'Ubaye. Szusowaliśmy sobie w Alpach Górnej Prowansji (Alpes de Haute Provence), który to region bardzo zgrabnie łączy tradycje alpejskie i te z południowej Francji. Narciarsko wyżywaliśmy się w trzech ośrodkach - Pra Loup, St. Anne i Le Sauze. Trafiliśmy szczęśliwie na tydzień, gdy tylko zachodnia Francja miała ferie zimowe i tym sposobem alpejskie kurorty były prawie puste.

Dodatkowym plusem był fakt, że Francuzi jeżdżą na nartach doskonale i dzięki temu nie ma zastojów na wyciągach, zatorów na trasach i można sobie śmigać po trasach szybko i do woli. Odnosi się wrażenie, ze tak jak my w Polsce uczymy wszystkie dzieci jeździć na rowerze, tak oni uczą swoje pociechy jeździć na nartach w wieku 4-5 lat. Praktycznie nie spotyka się słabo szusujących dorosłych, a jeśli już to są to .... Holendrzy lub Anglicy. Lukasz był bardzo szczęśliwy, bo na brak specjalnie zalodzonych i pełnych muld tras nie mógł tam narzekać. Kolejną atrakcją były dla mojego zwariowanego dziecka slalomy po lesie i skoki ze śnieżnych progów.


Pogodę i warunki mieliśmy bardzo zadowalające - praktycznie tylko przez jeden poranek padał śnieg, a reszta czasu to było na zmianę słońce i trochę chmur.


Gdy to piszę w powrotnej drodze do Marsylii, Francja żegna nas ulewnych deszczem i prawdopodobnie śnieżną zawieruchą na stokach. Różnica klimatyczna między Górną Prowansją a Lazurowym Wybrzeżem jest ogromna. Tam w górach mróz i pełno śniegu, a nad morzem (a w zasadzie to już na południe od masywu Luberon) kwitną migdałowce i drzewa czereśniowe.


Sisteron.

Mieszkaliśmy w "La Bergerie de Loup", bardzo francuskim skrzyżowaniu gospody z pensjonatem. Przesympatyczni i bezpretensjonalni właściciele - on Francuz, ona Holenderka - potrafili stworzyć urocze miejsce z bardzo ciepłym klimatem. Pani domu, mieszkająca we Francji od ponad 30 lat, doskonale gotowała i pasjonowała się wręcz francuską kuchnią. Oprócz pensjonatu właściciele prowadzą małe gospodarstwo, gdzie uprawiają warzywa i owoce metodami "biologicznymi". Dzięki temu wieczorami mieliśmy możliwość skosztowania francuskich dan regionalnych, przygotowanych z "produits fermieres". Podawane u nich mięsa i sery również pochodziły z okolicznych farm. I nawet konfitury na śniadanie były domowego wyrobu . Powiem szczerze, że już dawno nie jadłam tak pysznych dżemów truskawkowych, a konfitura z czarnych i czerwonych porzeczek z dodatkiem malin rzuciła mnie na kolana. Wina pochodziły z winnic Chateaux Regusse. Na nie akurat sobie trochę ponarzekaliśmy ( cóż... rozpuszczeni luzytanofile), bo mimo, ze zachwalane przez gospodarza, jako pochodzące z "agriculture biologique", nie zachwyciły nas zbytnio zwłaszcza swoim bukietem ( a raczej jego brakiem). Ale to stosunkowo mały dysonans, jak na resztę smakowanych przez nas pyszności. Byłam pełna podziwu dla właścicielki szykującej codziennie wielodaniowe obiady zawsze z zupa lub inna przystawką, głównym daniem z kilkoma dodatkami, obowiązkowym deserem, deską serów, digestif i wreszcie na zakończenie kawą, herbatą lub tisanne. Cały proces konsumpcji trwał minimum 2 godziny.

Udało nam się trochę zwiedzić okolicę, gdzie XII-wieczne kościoły parafialne to codzienność, w dolinach dominują piękne stare wille z prowadzącymi do nich alejami wysadzanymi grabami. Nas zachwycił pięknie zachowany stary fresk z kościoła w St. Pons i nagminnie niemalże spotykane na portalach "prymitywistyczne"płaskorzeźby.


Niedalekie miasteczko Embrun, z górującą nad nim katedrą zbudowaną z białego marmuru i piaskowca, było za czasów cesarza Nerona stolicą prowincji Alpes Maritimes. Oczywiście, jak to we Francji każde maleńkie miasteczko jest pełne uroku, każde ma też obowiązkowo swoje regionalne produkty i specjalności.


Zawsze ogromnie podziwiam, jak Francuzi potrafią promować to co maja u siebie najlepszego. Czasem są to zupełnie banalne rzeczy, jak w Alpes de Haute Provence - przeróżne suszone zioła zbierane na alpejskich stokach, niezwykle mocna wódka genepy z kostkami cukru (nabiera się potem łyżeczka z dużego słoja taka przesyconą alkoholem kostkę i ze smakiem wysysa), likiery z leśnych owoców (genialny jest jeżynowy), "preserves" ze wszystkiego co rośnie w tutejszych górach (ja kupiłam przepyszny dżem z owoców alpejskiej dzikiej róży), miody, zwłaszcza prawie biały w kolorze miód lawendowy. Można by tak było bez końca... Jeszcze tylko załkam z tęsknoty za pięknymi barwionymi fajansowymi naczyniami i delikatnie zdobionym szkłem (w śnieżynki na przykład), których to nie byłam w stanie zabrać ze sobą do domu....

Umiejętność Francuzów nadawania pięknej oprawy każdej drobnostce, jest zresztą prawie, że przysłowiowa. Mnie się ten ich talent ogromnie podoba i próbuje ich z różnym skutkiem naśladować. Pięknie zastawiony stół, kolejność podawania potraw, każdy produkt i potrawa mający swój "rodowód". Najbardziej podobało mi się, jak nasz gospodarz godzinami potrafił opowiadać o niuansach smakowych każdej podawanej potrawy, to stanowiło wręcz część "kolacyjnego" rytuału.


Po tej ilości wrażeń i bodźców stymulujących kulinarne natchnienie (i co oczywiście równie istotne - rozbudzających apetyt) możecie się spodziewać na blogu fazy francuskiej. Jeszcze tylko jedna obserwacja - Francuzki są rzeczywiście szczupłe, co po raz kolejny konstatuję z zazdrością. I to niezależnie od wieku. I w dodatku nie widziałam, żeby to było związane z wielkimi wyrzeczeniami, żeby one sobie czegoś przy stole odmawiały z deserem włącznie. I jedzą wbrew wszystkim zaleceniom dietetyki - małe śniadanie, średni obiad i wielką kolację. Używają w kuchni sosów, gór wieprzowego mięsa i oczywiście, gdzie tylko się da hiperkalorycznych serów. To chyba jednak muszą być jakieś piekielnie dobre geny, niestety ....

Zamek w Tallard, dolina rzeki Durance.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.