środa, marca 14, 2007

Małe babeczki czy aby na pewno wielkiego kucharza


Dzisiaj przekornie napiszę o książce kucharskiej, której nie zamierzam kupić. Mimo jej imponującego formatu, pięknego wydania, doskonałych zdjęć, fikuśnych przepisów i co nie mniej ważne - wielkiej famy autora. Kto nim jest ? Ponoć jedna z największych "celebrities" francuskiej kuchni, a na pewno najbogatszy wśród tamtejszych "chefs" - Alain Ducasse. Cóż po takim wstępie może zniechęcać taką książkową maniaczkę jak ja do zakupu wiekopomnego dzieła pt."Grand Livre De Cuisine: Desserts and Pastries"? Zaraz się wytłumaczę.

Po pierwsze - mimo na pierwszy rzut oka starannego i pociągającego wzrokowo wydania, książka jest niechlujnie napisana. Autor - o zgrozo - w wielu przepisach nie uznaje za istotne wspomnieć np. w jaki sposób czy w jakiej kolejności połączyć ze sobą składniki, czy też choćby w przybliżeniu - ile czasu piec jakieś ciasto. I nie przekonają mnie tłumaczenia, że być może ta księga jest skierowana do czytelników, których te błahe szczegóły nie są potrzebne. Za cenę 198 euro (sic! tyle właśnie kosztuje w księgarni w Porto) można by chyba jednak było mieć podane takie drobiazgi "na tacy".

Kolejna kwestia to przepisy "chlebowe". Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem dlaczego w ogóle znalazły się takowe w książce pod wyżej wymienionym tytułem, ale jeśli już - to można by było chyba od francuskiego geniusza sztuki kulinarnej wymagać czegoś więcej niż instrukcji "rozmrozić 1kg ciasta chlebowego marki X".

Mimo powyższych spostrzeżeń postanowiłam jednak wypróbować jakiś przepis z tej książki, bo ciągle w cichości ducha miałam nadzieję, że gdzieś, za tą horrendalną cenę, autor przemycił jakąś rewelację, czy starannie dotąd ukrywaną tajemnicę. Nie myślcie, że oszalałam i książkę z taką ilością wad i za taką sumę kupiłam. Co to, to nie! Nauczyłam się po prostu w księgarni przepisu na pamięć i w domu go wypróbowałam. Nie było to jak się domyślacie trudne, bo poza składnikami niewiele więcej było tam do zapamiętania. Tym samym podaje tu przepis Ducasse'a w moim rozumieniu i interpretacji, bo sposób wykonania i pieczenia w dużej mierze wymyśliłam na tzw. "czuja". Efektem są całkiem smaczne, wilgotne babeczki, przypominające mi w smaku nieco portugalskie queijadas, będące w podstawowym repertuarze każdej tutejszej pani domu i każdej kawiarni. Takie skrzyżowanie ciasta i flan. Bardzo przyjemne do popołudniowej herbaty. Mimo to mistrzostwem cukiernictwa to bym ich nie nazwala....




Babeczki z jabłkami i pigwą

1 pigwa
1 duże jabłko
1 łyżka masła
1 łyżka cukru
100g śmietanki kremówki
100g cukru
2 żółtka
4 łyżeczki rumu
50g oleju z orzeszków ziemnych
100g mąki
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia

Obieramy i kroimy pigwę i jabłko w 0,5cm kosteczkę (Francuzi mówią na nią "brunoise"). Na patelni rozpuszczamy masło wsypujemy pigwę i cukier, lekko podsmażamy i dodajemy jabłko. Smażymy jeszcze krótko ok. 3-5 min, aż owoce lekko zmiękną, ale się nie rozpadną. Zdejmujemy z ognia. Dolewamy śmietankę i studzimy.
Nagrzewamy piekarnik do 180ºC. Ubijamy żółtka z cukrem, dodajemy rum i olej nadal miksując. Następnie na niskich obrotach miksera wsypujemy przesiana z proszkiem do pieczenia mąkę. Na koniec łączymy z owocami. Wypełniamy masą (do 3/4 wysokości) przygotowane foremki do małych babeczek lub mufinek. Pieczemy ok. 20-25min.

4 komentarze:

  1. Rowniez przegladalam...znalazlam calkiem sporo fajnychrecept jednak, cena jest nie-do-przyjecia!!! Szczegolnie dla kilku przepisow!

    OdpowiedzUsuń
  2. No wlasnie! Ciesze sie, ze nie jestem osamotniona w mojej opinii o tej ksiazce.
    Tak jak piszesz sa tam ciekawe przepisy.... moze inaczej - widzi sie niezwykle atrakcyjne finalne efekty nazbyt lapidarnie podanych receptur. Boleje zwlaszcza nad niektorymi deserami niezwykle przemawiajacymi do mnie wizualnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wypróbowałam ten przepis. Trochę sie męczyłam z krojeniem pigwy, nie wiedziałam, że jest taka twarda. Po upieczeniu posypałam babeczki dodatkowo cynamonem. Smaczne, ale nie rewelacyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, trafiła Pani w sedno. A Francja cała w ochach i achach na temat tego szefa kuchni. Choć może nie powinno się osądzać po jednym przepisie.

      Jeszcze gorsze doświadczenia mam z Gordonem Ramsay'em. Może ja pechowo wybieram przepisy, ale te które dotąd wypróbowałam były porażką - głównie w sensie łączenia zbyt intensywnych smakowo składników.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.