W moim domu mieszkają 2 wilki morskie - jeden jest mały, drugi duży. Ale oba są głodomorami i jak wyruszają na podbój Atlantyku chcą prowiant. Chcą dużo, dobrego prowiantu. W dodatku takiego, który można jeść jedną ręką, drugą nie puszczając szotów. I co biednej matce i żonie prawdziwych żeglarzy pozostaje - pozostają nieśmiertelne i nieskończone w swoich wariantach - kanapki. A jak urozmaicić kanapki? Oczywiście ciekawymi smarowidełkami.Dzisiaj obmyśliłam pastę na bazie sardynek - tych tutaj nie brakuje, tak swieżych jak i z puszki. Ja użyłam tych ostatnich - były już bez ości i skóry, tak że miałam ułatwioną sprawę. Dodałam jeszcze gotowane na twardo jajka, kilka orzechów, trochę zieleniny i przypraw. Wszystko zmiksowałam na pastę w malakserze i już było gotowe. Smarowałam tą pasta chleb "Borodinsky" w/g przepisu Tatter.
Poniżej na zdjęciu mój mały żeglarz dopływający do portu.
Pasta sardynkowa z zielonymi akcentami 2 jajka ugotowane na twardo
3 łyżki masła
120g sardynek z puszki (najlepiej bez skóry i ości, można je zastąpić wędzoną makrelą)
6-8 połówek włoskich orzechów
1/2 łyżeczki kolendry w proszku
1/2 łyżeczki kminu rzymskiego w proszku
2 łyżki natki pietruszki drobno posiekanej
1 łyżka liści selera drobno posiekanych
sól i pieprz do smaku
Wszystkie składniki miksujemy na pastę w malakserze.
Pasta jest doskonała z ciemnym razowym pieczywem.




Alez mi narobilas smaku...uwielbiam pasty z sardynek...lece dospizarni...
OdpowiedzUsuńDroga Agnieszko, pasta zapowiada sie znakomicie. Mam pytanie co do Borodinskiego - w skladnikach jest slod i melasa, czy to bedzie malte i melço de cana w PT? Chyba uda mi sie znalezc "malte de cevada" w proszku lub pascie.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia
Druga Agnieszka (Inês)
Mmmm... muszę spróbować!
OdpowiedzUsuń"Mam pytanie co do Borodinskiego - w skladnikach jest slod i melasa, czy to bedzie malte i melço de cana w PT? Chyba uda mi sie znalezc "malte de cevada" w proszku lub pascie."
OdpowiedzUsuńInês! Jest tak jak piszesz - slod to malte de cevada, a melasa - melaço (w Portugalii chyba tylko istnieje "de cana" czyli z trzciny cukrowej). Jedno i drugie powinno byc dostepne w sklepach ze zdrowa zywnoscia. Malte lepsza by byla wlasnie w pascie (a wlasciwie w konsystencji miod mi to przypomina).