środa, kwietnia 25, 2007

Krewetki po marokańsku w pomidorach

Krewetki są moimi ukochanymi owocami morza. Żadne tam ostrygi, langusty czy mule - właśnie krewetki. Małe, średnie, duże, w skorupkach i bez, gotowane, duszone, grilowane, na ciepło i na zimno. I jakoś - chyba to genetyczne, bo mój tata też je uwielbia -nie musiałam się do nich przekonywać, to było uwielbienie od pierwszego kęsa. Wiadome jest mi jednak, że sporo osób odnosi się do owoców morza z niejaką rezerwą i myślę, że wiem z czego to wynika. Pamiętam, że po 1989 roku, zaczęły się te różne morskie delikatesy pojawiać w polskich sklepach. Niestety początkowo nie były to świeże, troskliwie transportowane owoce morza, a zazwyczaj jakieś zapuszkowane, mrożone czy pływające w dziwnych zalewach, nieco podejrzane wizualnie specjały. Boję się, że po spróbowaniu takiego "smakołyku" można na wiele lat stracić całą ciekawość i entuzjazm do owoców morza.

Ja miałam to szczęście, że mój pierwszy kontakt z nimi był dużo atrakcyjniejszy - ciepły wieczór, grecka tawerna, płynąca wartkim strumieniem retsina i pyszne grilowane wielkie krewetki z mnóstwem czosnku. Mniam, aż do dzisiaj to miło wspominam. :) I to kolejny dowód na to, jak różne pozakulinarne czynniki wpływają na nasze smakowe gusta i doznania.

Dziś przygotowałam krewetki na wypróbowany marokański sposób (czy ja się aby nie powtarzam pisząc, że arabska kuchnia to moja wielka kulinarna obsesja). Robi się je błyskawicznie, pływają w pysznym pomidorowym sosie, z nutą kminu i koniecznego w tym regionie świata cynamonu, no i oczywiście szczyptą kolendry.

Krewetki po marokańsku w pomidorach 2 łyżki oliwy extra virgin
2 cebule drobno posiekane

6 pomidorów bez skórki, pokrojonych w kostkę

3 ząbki czosnku posiekane

2 łyżki przecieru pomidorowego

1/3 szkl rybnego bulionu lub wody

1/2 łyżeczki mielonego kminu indyjskiego

1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

500g obranych dość dużych krewetek

sok z 1/2 cytryny

sól i pieprz do smaku

świeża natka kolendry (lub pietruszki) do przybrania


Na oliwie smażymy cebule aż się zez
łocą, następnie dodajemy czosnek i smażymy jeszcze minutkę. Wrzucamy na patelnie pokrojone pomidory, przesmażamy przez 2-3min. Mieszamy przecier pomidorowy z bulionem i przyprawami - wlewamy na patelnię i dusimy jeszcze ok. 15-20min. Dodajemy krewetki i sok z cytryny i teraz dusimy już bardzo krótko ze 3-5 min (nie wolno długo gotować, bo krewetki zrobią się twardo-gumiaste, czas zależy tu od wielkości krewetek). Podajemy z ryżem, przybrane natką i cząstkami cytryny.

6 komentarzy:

  1. Agusiu, nie pamiętam, czy Ci polecałam tę knigę:

    http://www.amazon.co.uk/Arab-Table-Recipes-Culinary-Traditions/dp/0060586141/ref=sr_1_1/026-4285253-0502061?ie=UTF8&s=books&qid=1178445694&sr=8-1

    ("The Arab Table", May S. Bsisu - nie wiem, dlaczego link nie wchodzi :( )

    Pamiętam, że się kiedyś nad nią zastanawiałyśmy. Jeśli jej nie masz, powinnaś ją przynajmniej obejrzeć. Jest świetna, a przepis na krewetki z zaatharem i sałatka ziemniaczana z kolendrą praktycznie nie przestają gościć na moim stole, od kiedy zrobiłam je po raz pierwszy.
    Ja mam tę książkę w polskim wydaniu. Nie ma w niej ani jednego obrazka, ale - jak dla mnie - to jedna z fajniejszych knig.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, tak, juz Bajaderka mi o niej dawno temu wspominala i od tej pory zajmuje poczesne miejsce w mojej amazonowej wishlist. Pamietam tez, jak wypatrzylas, ze pojawilo sie polskie wydanie.
    Nie ma wyjscia, chyba musze ja miec. Tylko teraz nie wiem ktora lepiej - polska czy angielska ;)Czy angielskie wydanie tez jest bezobrazkowe?

    OdpowiedzUsuń
  3. Agusiu, ja mam ja w wydaniu hardcover, w jezyku angielskim oczywiscie i to wydanie jest ilustrowane :) Wprawdzie nie ma zdjecia przy kazdym przepisie jak to bysmy sobie zyczyly, a tylko insert z ponad trzydziestoma pieknymi, kolorowymi fotografiami :) Tez ja bardzo polecam, chyba juz do znudzenia ;)

    bajaderka

    OdpowiedzUsuń
  4. Kusicielki :):)
    Aniu, dziekuje za informacje o zdjeciach, bo juz sie zbieralam pisac do Ciebie maila tak mnie to dreczylo.

    Polskie wydanie jest kuszaco tanie, ale chyba jednak sie zdecyduje na oryginal. Dziwi mnie, ze polska wersja ma mniej stron niz oryginal, myslalam zawsze , ze nasz jezyk jest rozwleklejszy od angielskiego.

    Na szczescie mam w maju urodziny to moge sobie ksiazkowo poszalec... ;) I moze wreszcie zamowie marokanska Paule Wolfert, o ktorej mysle od miesiecy, a ciagle kupuje cos innego zamiast niej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Polskie wydanie jest tanie, bo jest bardzo 'economy' ;-) Szczerze mówiąc, przez zupełny przypadek je kupiłam i byłam w lekkim szoku odkrywając w domu, że jest to właśnie TA książka.
    Dziewczyny, a znacie Michela Roux Jr? Mam wszystkie jego ksiązki: Marathon Chef np jest IMHO świetny. No i oczywiście "Pattiserie" M i A Roux (to ojciec i stryj Michela Jr(bardzo, bardzo dobra ksiażka, dla zaawansowanego fana tradycyjnych francuskich wypieków i deserów).

    OdpowiedzUsuń
  6. Lisko, wlasnie podgladam te ksiazki. Kojarzylam starszych panow Roux wlasnie ze slodkimi wypiekami. Ale ksiazek nie mam ich zadnych... Widze, ze to powazne niedopatrzenie, bo rozumiem, ze warto je miec. :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.