sobota, stycznia 13, 2007

Ziemniaczane danie rodem z Finlandii


Nie tak dawno dostałam z Amazona nową książkę kulinarną "Falling cloudberries" Tessy Kiros. Jest to grube pięknie wydane tomisko - błyszczące kartki, zabawne rysunki, piękne zdjęcia, ma nawet jedwabną zakładkę. Treść to wspomnienia i najbardziej hołubione przepisy rodzinne autorki. Dzięki swoim korzeniom i temu, że los gnał jej rodzinę po calym świecie Tessa ma o czym pisać. Zna wnikliwie tradycje kulinarne Finlandii - urodzila się tam jej matka - i wschodnio-śródziemnomorskie smaki Cypru i Grecji, skąd pochodzi familia jej ojca. Sama pisarka mieszkala w Londynie, we Wloszech i w Poludniowej Afryce. Dzieli się w tej ksiązce z czytelnikami przepisami na potrawy z tych wszystkich regionów (dodatkowo jeszcze przysmakami z Ameryki Poludniowej, które zna od wlasnej peruwiańskiej gosposi). I to nie są jakieś fikuśne restauracyjne dania, czy ortodoksyjnie regionalne, często wymagające spędzania wielu godzin w kuchni. To są bardzo proste, smaczne domowe potrawy. Czasem mam wrażenie, że aż za proste, ale ta książka oprócz przepisu daje mu zawsze taką nastrojową oprawę, co bardzo wzbogaca smak. Czujemy się wręcz zaproszeni do kuchni samej autorki i mamy wrażenie, że gawędzimy z nią o przygotowywanych pysznościach. Bardzo mi pasuje do tych potraw termin "comfort food" (jeszcze o nim tu któregoś razu napiszę parę slów). Są sycące, nie wymagają egzotycznych skladników (mimo że pochodzą z tak przeróżnych zakątków globu), są przyjemne w przygotowaniu i niezmiennie wywolują pomruki zadowolenia u domowników.

Na pierszy ogień poszła u mnie ziemniaczana zapiekanka rodem z Finlandii. Jest to specjalność matki autorki, Finki z pochodzenia. Klasycznie je się u nich to danie na Boze Narodzenie do pieczonych mięs i szynki. Do tego nie zamierzam nikogo namawiać. Nasze tradycje świąteczne, jak widać różnią się nieco od fińskich i nie bardzo widzę w nich miejsce na taką potrawę na bożonarodzeniowym stole. Co nie zmienia faktu, że tak zapiekane ziemniaki są pyszne - kremowe w środku, z rumianą i chrupiącą skorupką na zewnątrz. Danie jest bardzo pożywne i niestety - nie da się ukryć - obfitujące w te wszędobylskie kalorie. Wydaje mi się więc, że może zupełnie swobodnie stanowić samodzielny posiłek. My tak je właśnie jedliśmy, dodatkowo w towarzystwie wielkiej miski mieszanych sałat i pomidorów w sosie vinaigrette.

Fińskie ziemniaki zapiekane z cebulą i śmietanką

1,3 kg ziemniaków
3 cebule pokrojone w kostkę
750 ml słodkiej płynnej śmietanki (12 lub 18%)
sól i pieprz do smaku
masło do wysmarowania formy

Nagrzać piekarnik do 190ºC. Ziemniaki obrać i pokroić jak na frytki. Wymieszać je z cebulą, solą i pieprzem. Ułożyć wszystko w wysmarowanym masłem (dość wysokim, bo zapiekanka trochę kipi w czasie pieczenia, czego ślady widać na moim zdjęciu) naczyniu do zapiekania. Zalać smietanką (ma dobrze przykrywać ziemniaki). Przykryć aluminiową folią i wstawić do piekarnika na 1 i 1/2 godz. Po tym czasie zdjąć folię i piec jeszcze przez 30 min, aż ziemniaki i cebula bądą miękkie i wchłoną większość śmietanki. W naczyniu ma jednak pozostać trochę gęstego śmietankowego sosu.

9 komentarzy:

  1. Agusiu...uwielbiam takie zapiekane ziemniaki, u mnie nazywa sie to "potato gratin", podaje je czesto do ryby na parze lub pieczonej...nie mialam pojecia, ze to danie rodem z Finlandii...(???)!
    W zasadzie dziekuje Ci bardzo za odpowiedz na pytanie "Co zrobic jutro na obiad"...

    OdpowiedzUsuń
  2. To akurat z Finlandii, ale odmian takich zapiekanek jest jak piszesz dziesiatki . Ja cale lata robilam wersje bez cebuli, za to z mlekiem i jajkami zamiast smietany i to danie mialo ponoc francuski rodowod.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako wielka fanka ziemniaków w każdej postaci, nie mogłam przejść obojętnie obok tego przepisu:))
    Zrobiłam – i jest to pyszna zapiekanka! Ziemniaki zyskały bardzo delikatny, śmietankowy, ładnie skomponowany smak, wyraźny, ale na tyle łagodny, że nie przytłumi ewentualnych dodatków typu surówki czy jakieś mięso. Ale ja jadłam te ziemniaki solo i rozkoszowałam się smakiem. Kiedy postawi się na stole tę potrawę wyjętą z piekarnika, to trzeba się spieszyć z dokładkami, bo bardzo szybko się okazuje, że nie ma już czego dokładać:)))
    Rzeczywiście, zadziwiająca jest prostota potrawy. Przyznam, że chyba bym nie zwróciła na nią uwagi, gdyby nie ta tutaj rekomendacja:)) Kiedyś myślałam, że zamieszczanie takich prostych, wydawałoby się oczywistych przepisów, nie ma większego sensu, bo każdy umie to zrobić. Okazuje się, że to błędne założenie. Mamy tak różne doświadczenia kulinarne, z tak różnych regionów świata jesteśmy, że nie ma rzeczy oczywistych dla wszystkich. To, co dla jednego oczywiste, dla drugiego może być prawie że objawieniem.

    Jotka

    OdpowiedzUsuń
  4. Jotko, ciesze sie ogromnie, ze zapiekanka smakowala. U nas tez znikala w rekordowym tempie.

    I masz racje z ta prostota, ja sie mocno zastanawialam czy wpisywac przepis na cos tak banalnego. Ale po twojej opinii bardzo sie ciesze, ze to zrobilam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na Swieta Bozego Narodzenia sprezentowalam sobie niemieckie wydanie tej ksiazki i przeczytalam ja jednym tchem. Od ponad 20 lat zbieram ksiazki kucharskie i ta uwazam za jedna z najlepszych. Nalezy juz teraz do moich ulubionych, chociaz jeszcze niewiele przepisow z niej wyprobowalam. Jedyne co moge skrytykowac, to szaro-siwa trzcionka (nie wiem jak jest w angielskiej edycji), ktora sie po prostu trudniej czyta. Ale te proste i zarazem wspaniale przepisy z kuchni Pani Kiros sa warte tego trudu. Dobrze ze to nie jest jedyna ksiazka Tessy Kiros. Moze doczekamy sie kiedys tez programu kulinarnego w TV z jej udzialem...

    Pozdrawiam z Wiednia
    Ula

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciesze sie Ulu, ze jest wiecej wielbicielek Tessy Kiros :). Trzcionka niestety w angielskiej edycji rowniez szaro-siwa. Mnie teraz bardzo kusi jej kolejna ksiazka "Apples for jam", ponoc jest napisana w podobnym stylu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej Agusiu...a mysmy z Mariuszem (wielkim wielbicielem ziemniaczkow, a przede wszystkim wielkim wielbicielem Twojej kuchni)to cudo sobie wczoraj upichcili:)Musze przyznac, ze nie spodziewalam sie po tak prostych skladnikach tak wyrafinowanego smaku....cudo!!!! Chyba sie skusze i zakupie sobie ksiazke tej pani na brytyjskim amazonie, mam nadzieje, ze ja tam dostane. Buziaki i dzieki za wspanialy przepis, idealny po ciezkim dniu w pracy.

    Marta

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ją wlasnie w amazon.co.uk kupilam., więc dostaniesz bez problemu. Tam jest jeszcze sporo przepisów dla zabieganych pracusiów :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Nooooo :) Długo nikt nic nie napisał :0 Jeździłem wcześniej do pracy w Finlandii i miałem okazję jadać to PYSZNE danie. Niestety zapomniałem wziąć przepis od znajomych. Mam nadzieję, że po przyrządzeniu Twojego przepisu wspomnienia i smak wrócą :) Jutro zabieram się za szaleństwa kulinarne :)

    Michał

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.