sobota, lutego 03, 2007

"Far breton" czy "far polonais"


Uwielbiam chomikować, muszę mieć zawsze wszystko pod ręką, nawet najbardziej fikuśne produkty. Co prawda definicja "fikuśności" zmienia się wraz z szerokością i długością geograficzną pod jaką leży nasz dom. Pod moimi aktualnymi współrzędnymi pod ten termin podpada śliwowica - rarytas absolutny, możliwa do kupienia mniej więcej 3200km na północny wschód stąd. Ale tak się śmiesznie składa, że ja mam jej kilkulitrowy zapas - bo a to znajomi i rodzina przywiozą, a to sama w Polsce kupię, z myślą o polskich w charakterze prezentach dla tutejszych znajomych i tak się uzbierało. I tak stoi... A ja myślę co by tu z nią począć... Pić niezbyt lubię - tolerancja pijalnego w czystej formie alkoholu kończy się u mnie na 20%, a śliwowica ma ni mniej ni więcej tylko 45%. Receptur z tym alkoholem, czy chociażby jakichś rozcieńczających jego moc koktajlii, nawet w necie tyle co kot napłakał.

Dzisiaj więc odważyłam się na kulinarny eksperyment - użyłam śliwowicy do "far breton". Jak nazwa wskazuje deser pochodzi z Bretanii. Niektórzy nazywają go ciastem, ale dla mnie to zbliżony jest on o wiele bardziej do clafoutis, czy grubego puszystego słodkiego omletu, czy nawet swojsko brzmiącej słodkiej zapiekanki. Proporcje składników, a zwłaszcza ogromna ilość mleka, nie pozwalają mu być ciastem.

Pierwsze wzmianki o tym deserze pochodzą już z XVIII wieku. Wtedy jeszcze były powszechne dwie odmiany far -słona, robiona z mąki gryczanej i jedzona jako dodatek do mięs, oraz słodka i o tej ostatniej będzie tu mowa. Konsumpcja wytrawnego far ograniczyła się do Bretanii, podczas gdy to deserowe zdobywało coraz większą popularność w całej Francji.

Gdzie w tym wszystkim miejsce na śliwowicę? Otóż oryginalne far breton jest z suszonymi śliwkami. I te śliwki należy zalać armaniakiem (specjalnie sprawdziłam, że słownik języka polskiego dopuszcza tę spolszczoną pisownię), później w dodatku się to wszystko flambiruje. Armaniaku u nas w domu ani widu, ani słychu, więc przyszedł mi go głowy genialny w swojej prostocie (ach, ta skromność ;) ) pomysł ze śliwowicą. Powiedzcie sami - cóż może lepiej się komponować z suszonymi śliwkami niż śliwkowa wódka ?

Far można jeść na ciepło lub zimno, jak kto woli. Świetny jest zimą jako deser po lekkim obiedzie, równie dobrze pasuje na słodkie śniadanie.

Far breton ze śliwowicą

3 duże jajka
2 szkl pełnego mleka
1/2 szkl cukru
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
szczypta soli
75g masła, roztopionego i ostudzonego
3/4 szkl mąki

1 i 1/4 szkl suszonych śliwek bez pestek
1/4 szkl wody
3 łyżki śliwowicy
1/4 szkl świeżo zaparzonej mocnej czarnej herbaty
cukier puder do posypania wierzchu

Do blendera wrzucić jajka, mleko, cukier, sól, wanilię i stopione masło. Dobrze zmiksować. Dodać mąkę i teraz już króciutko miksować do połączenia składników. Ciasto odstawić na minimum 3 godz. do lodówki (a można na całą noc, jeśli planujemy far breton na weekendowe śniadanie na przykład).

Śliwki włożyć do rondelka, zalać wodą i dusić na małym ogniu, aż woda prawie całkiem wyparuje. Wlać śliwowicę, podgrzać i podpalić alkohol używając długiej zapałki. Gdy się wypali zalać śliwki herbatą i odstawić jeszcze na 15 min do 1/2 godz. Odsączyć śliwki z płynu.

Nagrzać piekarnik do 190ºC. Formę żaroodporną (lub wyłożoną papierem do pieczenia okragłą blaszkę do ciasta, lepiej nie tortownicę, bo z niej ciasto może wypłynąć) wysmarować masłem i wysypać bułką tartą. Ciasto wyjać z lodówki, lekko przemieszać łyżką. Uderzyć mocno pojemnikiem z ciastem w blat, żeby zniknęły ewentualne pęcherzyki powietrza. Wlać ciasto do przygotowanej formy. Dodać śliwki, równomiernie je rozprowadzając po cieście. Piec aż ciasto urośnie, będzie puszyste i zrumienione z wierzchu, a wbity w środek patyczek będzie suchy, (przez ok. 50-60min). Podajemy posypane grubo cukrem pudrem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.