poniedziałek, stycznia 30, 2006

Zdrowe sniadania - czesc I: Placuszki z amerykanskiej gospody


Ten pierwszy posilek dnia jest traktowany chyba bardzo po macoszemu, przynajmniej na poludniu Europy. A nasza rodzina niestety przejela fatalny portugalski zwyczaj sniadan na slodko. Typowy Portugalczyk je ten posilek zazwyczaj w "cafe" w poblizu miejsca pracy. Podstawa jest .... kawa - czarna lub z mlekiem (wowczas albo "meia de leite" - pol na pol kawy i mleka, albo "galao"-wiecej mleka niz kawy, podawane w wysokiej szklance z metalowym uszkiem). Wielu na tym poprzestaje. Niektorzy dodaja ciastko lub "torrada", czyli tost smarowany roztopionym maslem. I to by bylo na tyle.

W naszym domu az tak zle nie jest, ale do idealu zdrowego sniadania nam daleko. Tylko co to wlasciwie jest zdrowe sniadanie - proteiny i tluszcze w/g Atkinsowej mody czy weglowodany i bialka; owoce, mleko i "cereals" czy fritatta z warzywami ?
Ja musze sie jeszcze liczyc z upodobaniami wybrednego 12-latka. :) I na razie nie uciekne chyba od slodkich sniadan, sprobuje je jedynie lekko "uzdrowic".

Dotychczas byly to na zmiane:
rozne chrupki z mlekiem
chleb z nutella
"Bolacha Maria" polamane i zalane cieplym mlekiem
mufinki odgrzane w mikrofali
sernik :)
do w/w zazwyczaj owoce lub sok.

Nowosci sa przyjmowane opornie:
waniliowa kaszka manna ze zmiksowanymi truskawkami - jeszcze ewentualnie
owsianka z kawalkami jablek - duzo gorzej.

Ale dzisiaj byl sukces, choc sniadanie to jest nieco bardziej pracochlonne - zrobilam placuszki w typie pancakes, ale z roznych mak, w tym razowych. Udaly sie naprawde swietnie i mysle, ze maja wiecej charakteru niz zwykle pancakes z maki pszennej. Mam tez kilka trikow na usprawnienie przygotowan "in the morning rush".

Po pierwsze szykujemy sobie z wyprzedzeniem w duzym pojemniku podwojna lub jeszcze wieksza porcje suchych skladnikow. Ten pojemnik moze stac tygodniami.

Ustalamy ile zjemy na raz - z 1 porcji wychodzi ok. 14 sporych placuszkow. My zwykle zjadamy w trojke - 1/2 porcji. Ja waze wszystkie suche skladniki i obliczam ile wazy porcja czy pol porcji - zapisuje sobie to na pojemniku. Wieczorem odwazam make, odlewam do pojemnika odpowiednia ilosc mleka. Przygotowuje wszystkie "mokre" skladniki, dodatki - sosy , owoce itp. Zwykle nie dodaje tluszczu do ciasta, co jeszcze przyspiesza wykonanie.

Rano , jak tylko wstane, mieszam skladniki ciasta i biegne sie ubierac i malowac. Jak jestem gotowa to i ciasto nadaje sie juz do smazenia. Rach-ciach na rozgrzana lekko natluszczona patelnie i juz mamy gotowe wysmienite i zdrowe placuszki. Przynajmniej blonnika i tak modnych obecnie "whole grains" im nie brakuje. Do tego szklanka mleka, owoce i miod - to chyba nie najgorszy poczatek dnia. ;)


Placuszki z amerykanskiej gospody

Przepis, nieco przeze mnie zmodyfikowany, pochodzi ze strony amerykanskiego bed and breakfast "Volcano Inn".

"Suche" skladniki:
1/4 szkl maki pszennej razowej
1/4 szkl maki pszennej
1/4 szkl maki gryczanej
3 lyzki drobnych platkow owsianych
2 lyzki cukru
1/2 lyzeczki soli
1/4 szkl maki ryzowej
1/4 szkl maki zytniej
1/4 szkl maki owsianej (lub pol na pol owsiana z sojowa)
3 lyzki otrebow pszennych
1 lyzka proszku do pieczenia

"Mokre" skladniki:
2 jajka
1 i 1/2 szkl mleka
4 lyzki oleju lub rozpuszczonego masla
tluszcz do smazenia

Wszystkie suche skladniki wymieszac w misce i dodac plynne. Dobrze wymieszac (mozna mikserem). Smazyc na oleju lub masle placuszki. Podawac z miodem, syropem klonowym, sosem owocowym lub swiezymi owocami.

Rosetti


Wczoraj pracowałam cały dzień, a dziś jeszcze do południa. Musiałam więc to jakoś odreagować - a ze ja najchętniej się relaksuje w kuchni - to zrobiłam rosetti. Miałam chyba od roku metalowe formy na patykach, które z grubsza wiedziałam do czego służą. Natomiast nie miałam przepisu na ciasto, tak że leżały w kartonie i się kurzyły. Aż tu nagle przepis spadł mi z nieba. Czułam się wiec zobligowana do ich zrobienia. Maciej mi wydatnie pomagał. Początkowo mieliśmy kłopoty techniczne. Ciasto albo się przyklejało na amen do foremek i nie dawało oderwać, albo spływało natychmiast i nie dawało się przenieść na olej. Metodą prób i błędów doszliśmy do tego, że foremka musi być wcześniej zanurzona w gorącym oleju i dobrze rozgrzana i trzeba ją chwilę potrzymać w cieście, żeby się ładnie nim oblepiła. Potem szło już maszynowo - najłatwiej się nam robiło takie mini gofry i one również cieszyły się największym powodzeniem i najszybciej znikały. Ciasteczka w smaku są przepyszne - jak skrzyżowanie faworka z gofrem i chrupkim cieniutkim waflem. Posypane mgiełką cukru pudru stanowią pokusę nie do odparcia.Podobne ciasteczka w Portugalii nazywane są filhós i jadane są w okolicach Bożego Narodzenia i Karnawału.




Rosetti w/g Bajaderki



3 łyżki cukru
szczypta soli
1/2 łyżeczki kardamonu (niekoniecznie)
1 i 1/2 szklanki mąki

1 szklanka mleka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 jajka

olej do smażenia  

W dużej misce wymieszać mąkę, cukier, sól i kardamon. Dodać mleko, lekko rozbełtane jajka i wanilię. Dobrze wymieszać na gładką masę i zostawić aby odpoczęło, przynajmniej 30 minut. Olej rozgrzać w szerokim rondlu (to jest głębokie smażenie, więc powinno być sporo tego oleju ) do temperatury 195ºC. Dowolną końcówkę wkręcić do uchwytu, zanurzyć na kilka minut w gorącym oleju, lekko otrząsnąć i delikatnie zanurzyć w cieście - uważać aby ciasto nie przykryło górnej części nasadki, bo wtedy ciastko nie zejdzie z końcówki po usmażeniu. Zanurzyć w gorącym oleju i smażyć, aż ciastka się ładnie zrumienią. Czasami same odczepiają się od końcówki, czasami trzeba im pomóc na przykład widelcem . Odsączyć na ręczniku papierowym, przenieść na talerz i lekko oprószyć cukrem pudrem.

sobota, stycznia 28, 2006

Komu precla?


Bylam w piatek na wyprzedazach w Norte Shopping i ku swojej rozpaczy ujrzalam pustke w miejscu naszego ukochanego "Mr. Pretzel". Oni robili cudowne amerykanskie mieciutkie precle. A teraz znikneli... Nie oszukujmy sie - to bylo do przewidzenia i ja sie z tym liczylam. Nie ma co ukrywac, ze w Portugalii panuje szowinizm kulinarny i powszechna negacja nowosci smakowych (notabene jeszcze przed ich sprobowaniem ;) ).I oczywiscie mimo, ze cala rodzina kupowalismy precle w ilosciach hurtowych - nie udalo nam sie zapewnic odpowiedniej podazy (w 3 osoby nie jest latwo, a chyba nikt inny tam nie kupowal ;) ).

Tak ze pozostalam z reminiscencjami smaku, mieciutkiej konsystencji precla i chrupkosci cynamonowo-cukrowej posypki (to byla moja i Lukasza ulubiona). I jeszcze w dodatku te precle sa dla mnie nostalgiczne - w/g tradycji wymyslili je polscy Zydzi, a mi sie jakos nieodmiennie kojarza z krakowskim Kazimierzem - chociaz tamtejsze precle byly jedynie w ksztalcie podobne do tych z Mr. Pretzel. Te z Polski byly nanizane na petle ze sznurka, mniejsze, dosc twarde i chrupiace.

Moze mala dygresja - irytyje mnie czesto paranoiczne przywiazanie do klasycznej wersji jakiejs potrawy. Tiramisu tylko z mascarpone, grecka salatka tylko z feta, precle tylko takie suche i twarde jak z Krakowa. Lubie wtedy znalezc odskocznie w otwartosci Amerykanow, w ich braku uprzedzen i co tu duzo kryc fantazji. Jaka cudna kuchnie wymyslili w Kalifornii, jedynie bazujac na stylu srodziemnomorskim. Jakie swietne bywaja pomysly Tex-Mex, czesto juz bardzo odlegle od meksykanskiego wzorca. Ja uwielbiam niektore tradycyjne potrawy, ale kocham tez eksperymentowac - zastepowac skladniki (czasem z fantazji, innym razem z koniecznosci), laczyc nowe smaki. Co nie zmienia faktu, ze czasem dalabym wszystko za zdobycie jakiegos regionalnego oryginalnego produktu.Co moge powiedziec na pewno - to nie znosze w kuchni ortodoksji z klapkami na oczach - ma byc tylko tak i nie inaczej. Smutna by byla sztuka kulinarna, gdyby wszyscy tak mysleli.

Wracajac do tematu - amerykanska mutacja precli jest moim zdaniem o wiele lepsza od srodkowoeuropejskiego obwarzankowego pierwowzoru.

Coz mi pozostalo, gdy zabraklo w okolicy "Mr. Pretzel"- rzucilam sie do netu i oczywiscie po prosbie do Bajaderki- w poszukiwaniu jakiegos niezawodnego przepisu na soft pretzels. I coz sie okazalo - da sie perfekcyjnie odtworzyc ich smak w domu. To byl lekko przez mnie zmodyfikowany przepis typu copy-cat, czyli nasladowanie, dosc wierne jakiejs ulubionej potrawy ze znanej resturacji czy sieci handlowej (juz kiedys uzylam czegos takiego na coleslaw jak z KFC).Udaly sie naprawde znakomicie i byly nawet ladniejsze niz z Mr. Pretzel - bo ich sa blade, a moje wyszly slicznie rumiane.

Zrobilam eksperyment i czesc precli po obgotowaniu zamrozilam bez piecznia. Zobaczymy co z tego wyniknie. Moze sie uda miec na sniadanie swiezo upieczone pachnace cynamonem precle - choc moje lenistwo do wstawania rano nawet 5 min wczesniej moze zdusic w zarodku ten genialny plan.


Precle miekkie i rumiane jak z Mr.Pretzel


12 dosc duzych precli2:00 godz

1 1/2 szkl. cieplej wody

3 i 2/3 do 4 szkl maki pszennej (najlepiej wysokoglutenowej)
1 1/2 lyzeczki suszonych drozdzy
1 lyzeczka brazowego cukru
1/2 lyzeczki soli

Mikstura nr 1
2 lyzki sody rozpuszczonej w 1/2 szkl goracej (ale nie gotujacej) wody

lub

Mikstura nr 2
3 lyzki sody i 4 szklanki wrzacej sie wody

1 jako ubite z 1 lyzka wody
stopione maslo do smarowania precli

ulubiona posypka:
sol morska, cukier z cynamonem, parmezan z sola czosnkowa

Pierwszych piec skladnikow wyrobic w maszynie do chleba na programie "Dough". Pozwolic wyrosnac ciastu w cieplym miejscu po wyrobieniu do podwojenia objetosci ( u mnie to zajelo ok. 1 godz ).

Wyjac, odgazowac, podzielic na 12 czesci. Formowac cienkie jak olowek waleczki i formowac precle, klasc je na ntluszczonym papierze lub folii. Pozwalamy im sie chwile napuszyc (zwykle, jak konczymy zwijac ostatnie - to pierwsze juz sa odpowiednio wyrosniete).

Teraz mamy 2 mozliwosci:zanurzamy na kilka sekund precle w miksturze nr 1 lub obgotowujemy przez ok. 30 sek do 1 min w miksturze nr 2 (obracajac w polowie czasu gotowania). Najlepiej gotowac tylko po 1 preclu na raz. Osaczamy i pedzlujemy jajkiem z woda. wstawiamy do bardzo mocno nagrzanego piekarnika (250-260 stopni)i pieczemy przez 8 min. Po tym czasie wyjmujemy rumiane i mieciutkie precle. Od razu po wyjeciu z piekarnika pedzlujemy rozpuszczonym maslem z obu stron i dokladnie obtaczamy w ulubionej posypce.

wtorek, stycznia 24, 2006

Srebrzyste ziemniaczane pakieciki


Gdy kolacja ma być na szybko decyduję się często na "samorobiące się" dodatki. Dziś wróciłam kompletnie skonana z pracy, więc wymyśliłam, że do ekspresowych filetów z "pescada" w sosie maślanym zrobię pieczone w piekarniku ziemniaczane pakieciki. Pracy przy nich jest naprawdę bardzo niewiele, a w czasie gdy się pieką zajmujemy się resztą kolacji. Jeśli zależy nam jeszcze nie tylko na tym, żeby się zbytnio nie napracować, ale również goni nas czas wygodnie będzie lekko podgotować ziemniaki w mundurkach przed pieczeniem.

Srebrzyste ziemniaczane pakieciki

dla 3 osób

po 3 niewielkie ziemniaki na pakiecik (w skórkach, dobrze wyszorowane i pokrojone w poprzek na po
łówki)
1 cebula pokrojona w cienkie pó
łtalarki
6 ząbków czosnku pokrojonych w plasterki
po 1
łyżeczce suszonego rozmarynu i majeranku
sól morska i pieprz do smaku
3
łyżki startego parmezanu
oliwa do spryskania folii i ziemniaków

Na 3 odpowiednio dużych i wysmarowanych oliwą arkuszach folii aluminiowej rozkładamy ziemniaczki, cebulę i czosnek. Spryskujemy oliwą, posypujemy ziołami, solą, pieprzem i parmezanem. Szczelnie zawijamy pakieciki. Wstawiamy do gorącego pieca (200-220 stopni) na 50- 60 min, aż ziemniaczki się zrumienią.

poniedziałek, stycznia 23, 2006

Pay de queso, czyli meksykański cheesecake



Tak się składa, że mieszkam pod jednym dachem z "sernikożercą". Ma lat 11 i mógłby jeść serniki codziennie. W dodatku jest bardzo wybredny - nie każda konsystencja mu odpowiada, a smaki i dodatki muszą być klasyczne. To znaczy, akceptowalna jest gama śmietankowo-waniliowo-cytrynowa. No i jeszcze kokos. Inne eksperymenty niedozwolone.
Dziś był na deser meksykański "pay de queso" w/g Markosa z MniamMniam, kremowy i wręcz rozpływający sie w ustach. Trochę się bałam o efekt, bo konsystencja tego ciasta jest zastraszająco płynna. Ale należy przemóc strach, bo smak jest niebiański .... mmmmm.


Pay de queso

ok. 300g herbatników typu "petit beurre" lub "digestive" drobno pokruszonych w malakserze 250 g masła roztopionego
8 jajek
500g serka kremowego typu Philadelphia
500g gęstego serka homogenizowanego lub speise quark
1 duża puszka (411g) skondensowanego mleka niesłodzonego
1 duża puszka (533g) mleka skondensowanego słodzonego

Tortownicę wyłożyć wewnątrz folią aluminiową i szczelnie owinąć arkuszem tej folii z zewnątrz (zapobiega to przeciekom masy i tłuszczu ze spodu i wylewaniu się ich do piekarnika). Jeśli nie jesteście pewni szczelności tortownicy lepiej użyć nie otwieranej pełnej blaszki. 

Herbatniki wymieszać z masłem. Wylepić nimi spód i boki tortownicy dociskając dnem i bokami szklanki.
Jajka ubić z 2 rodzajami mleka oraz serkiem. Powstałą płynną masę wlać do formy wyłożonej herbatnikami i owiniętej szczelnie zewnątrz folią aluminiową  Piec 1 godz. w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Po wyłączeniu piekarnika zostawić w nim ciasto aż do wystygnięcia.

niedziela, stycznia 22, 2006

Kopytka bliskie idealu



Wczoraj był dzień kopytkowy. Gotowałam online, konsultując się na forum. Niedoścignionym wzorem były zawsze w naszej rodzinie kopytka babci Mani, oczywiście nikt jej nigdy nie zapytał o przepis. Ale te moje wczorajsze chyba się do tego ideału bardzo zbliżyły. Chyba odnalazłam złote proporcje, dziewczyny z Mniama bardzo wydatnie mi w tym pomogły. Oto efekt:

Niezawodne kopytka

2 kg ugotowanych w mundurkach ziemniakow, jeszcze cieplych przepuszczonych przez praske
1 lyzka maki ziemniaczanej
2 jajka
sol do smaku
maka pszenna

Przepuszczone przez praske kartofle zostawiamy w misce do zupelnego wystygniecia. Uciskamy je na palsko i dzielimy nozem na krzyz na 4 czesci. Jedna z czesci usuwamy z miski i w jej miejsce wsypujemy make ziemniaczana i make pszenna. Nastepnie dodajemy wyjete ziemnaiki, dodajemy sol i jajka i dokladnie zagniatamy. Formujemy waleczki i odcinamy z nich kopytka. Gotujemy we wrzatku przez 2-3 min od wyplyniecia na powierzchnie.

Co do sposobu podania to kazdy ma pewnie swoj ulubiony - my preferujemy klasyczny z roztopionym maselkiem i przyrumieniona bulka tarta.

Do kopytek zrobiłam zrazy duszone z cebulka i grzybami. Po 20min w szybkowarze mięsko się rozpływało w ustach (podobno, bo ja nie spróbowałam). Do tego znowu surówka z białej kapusty z poprzedniego dnia .

Resztę dnia leniuchowałam - dzieląc czas miedzy net, ksiazki i przepytywanie Łukasza do egzaminów. Pogoda piękna, aż zal ze nigdzie nie możemy pojechać.

Plan odchudzaniowy i anty-chomiczy funkcjonują. Chociaz dziś mam jakiegoś dietowego dola - zjadłabym coś słodkiego. No dobra - zapije to herbata. ;)

sobota, stycznia 21, 2006

Surowka z kapusty i buraczki zasmazane

Moje dietetyczne zrywy powodują, ze czasem mam zachcianki nie do opanowania. Na szczescie dla mnie, wczoraj byla to surowka ze swiezej kapusty. Długo dumałam nad przepisem, aż w końcu zmodyfikowałam przepis Borgii z CinCin.




Surówka ze swiezej bialej kapusty w kwasnym sosie pomaranczowym

1 i 1/2 główki białej kapusty drobno poszatkowanej
4 lyzki szczypiorku drobno pokrojonego,
6 lyzek natki pietruszki drobno posiekanej,
2 marchewki utarte na tarce o grubych oczkach,
10 łyżeczek octu winnego,
1 łyżeczka cukru,
2 łyżka musztardy,
sok świeżo wyciśnięty z 2 pomarańczy
sól, pieprz do smaku

Kapuste przesypac sola, odstawić obciążoną na ok. 45 min. W garnku wymieszać ocet, cukier, sok z pomarańczy i musztardę. Mocno podgrzać i doprawić solą i pieprzem. Sos wylać na surówkę, wymieszać i odstawić, aż przestygnie.

Buraczki zasmazane mojej Mamy

3 duze buraki ugotowane lub upieczone i obrane ze skory i starte na grubej tarce
2 lyzeczki masla
sok z cwiartki cytryny
sol i pieprz do smaku
ewentualnie szczypta mielonego kminku i imbiru

Rozpuszczamy maslo w rondlu. Przesmazamy na nim przez kilka chwil buraczki. Dodajemy sok z cytryny , przyprawy i sol do smaku. I juz gotowe - pyszne i ascetyczne. ;)
Do kolacji obowiazkowo oczywiscie wino - tym razem verde Quinta de Azevedo (typowe verde -
swieze i przyjemnie kwaskowe, do ryby idealne):



Zakonczylismy takim deserem - ciasto polkruche z kremem budyniowym, owocami i glazura:





Moja siostra Marta rowniez na diecie, tak jak ja (ona na Cambridge - ble...), wiec rozmowa byla glownie o jedzeniu :). Ona oczywiscie rowniez pamieta ze Stanow te wszystkie cinnabons i soft pretzels, ktore mnie tak przesladuja. Mamy wielka nadzieje, ze przyjada do nas latem. Juz sie na to cieszymy.

piątek, stycznia 20, 2006

Chleby płatkowy i żytni razowy

To mój inauguracyjny post w moim pierwszym w życiu blogu.
Będzie to głównie blog kulinarny. :)

Może to nie jest szumny początek, ale moje kulinarne działania skierowane są aktualnie na pozbycie się zapasów: z zamrażarki, lodówki i spiżarni. Spróbuje w miarę kreatywnie zagospodarować te produkty. To wszystko w ramach pozbywania się chomiczo-wiewiórczych nawyków. :) Na razie idzie mi marnie, zwłaszcza z zamrażarką, bo jak wyjmę jakiś produkt, żeby coś ugotować, to za chwile już dopełniam zamrażarkę tym co ugotowałam. Bo gotuję tak jak chomikuję - zawsze w nadmiarze. ;) To chyba jest spuścizna komunizmu niestety - to chomikowanie. Poza tym, przy mojej skali eksperymentów kulinarnych i dość utrudnionej tu w Portugalii dostępności nieco bardziej egzotycznych produktów, robienie zapasów - żeby mieć w każdej chwili wszystko pod ręką- jest w zasadzie nieuniknione. Ale przynajmniej  będę próbować ograniczyć ich ilość.

Wczoraj była bardzo prosta i mało pracochłonna kolacja - jak to w czwartki po wielu godzinach pracy:


Chleb żytni razowy (Reinhart w/g Mirabbelki) w mojej modyfikacji drożdżowej:

Zaczyn:
105 g zakwasu żytniego
45 g letniej wody
135 g mąki żytniej chlebowej ew. z dodatkiem razowej typ 2000

Otręby
60 g otrąb żytnich
135 g wody


Ciasto chlebowe:
405 g mąki żytniej chlebowej
2 łyżeczki soli
1 łyżka ziaren kminku
3/4 - 1 szkl letniej wody
1/4 lyzeczki drozdzy suszonych


Sporządzanie zaczynu:
Zakwas wymieszać z mąką i letnią wodą i wyrabiać aż do uzyskania miękkiego ciasta. Pozostawić do przefermentowania w lekko przykrytym naczyniu na ok. 4 godzin, aż podwoi swoją objętość. Przechować w lodówce do następnego dnia.

Oddzielnie zalać otręby wodą i pozostawić przez noc do napęcznienia.


Przygotowanie ciasta chlebowego:
W dniu wypieku wyjąć zaczyn z lodówki, rozdrobnić i po 1 godzinie wymieszać z pozostałymi składnikami. Wyrabiać w maszynie ok. 4 minut. Ciasto jest dość klejące. Odstawić na 5 minut i jeszcze raz wyrobić przez 5-8 min. Całość zostawic w wylaczonej maszynie przykrytej szczelnie folią na 2 godz. Po upływie tego czasu wyłożyć ciasto na blat poprószony mąką, uformować okragly bochenek i dać mu odpocząć ok. 20 minut. Bochenek odwrócić gładką stroną do dołu i ułożyć w opoprószonym mąką koszyku do wyrastania, przykryć ściereczką. Pozostawić do wyrośnięcia na ok. 1 godzine. Mozna tez zapakowac w folię i pozostawić w lodówce na noc. Wtedy wyjąć z lodówki na 2 godz. przed planowanym pieczeniem.


Pieczenie:
Piekarnik rozgrzać do 240ºC, spryskać wodą. Chleb naciąć i wyłożyć ostrożnie na łopatę wyłożoną papierem i wsunąć do piekarnika. Po włożeniu do pieca po 10 min obniżyć temperaturę do 220ºC. Piec 20 minut w temp. 220ºC i 30 minut w temp. 200ºC. Ostudzić na kratce. Jeden chleb z tej ilości piecze się o ok. 20 minut dłużej.




Chleb płatkowy:




Chleb płatkowy:

3/4 szkl zakwasu żytniego
1 i 1/2 szkl wody
1 kromka namoczonego w wodzie i odciśniętego czerstwego chleba żytniego (1/3 szkl)
1 szkl mąki żytniej razowej
1 i 1/2 szkl mąki pszennej
1 szkl mąki pszennej razowej
2 łyżeczki lecytyny
1 i 1/2 łyżki glutenu
1 i 1/2 łyżeczki soli
3/4 łyżeczki drożdży
2 łyżki płatków owsianych (grubych)
2 łyżki płatków pszennych
2 łyżki płatków jęczmiennych
2 łyżki płatków żytnich
2 łyżki mieszanki ziaren
1 łyżeczka czarnuszki
1 łyżeczka kminku


Wyrobić składniki w maszynie (program Dough). Zostawić do wyrośnięcia do podwojenia objętości. Uformować bochenek. Posypać wierzch mąką, naciąć. Odstawić do ponownego podwojenia objętości. Piec przez 30 min w piekarniku nagrzanym przez pierwsze 10 min do 250 stopni, następne 10 min w 220 i ostatnie 10 min w 200 stopniach. Piekarnik na początku pieczenia spryskać woda.


Oprócz pieczywa była deska serów - ukochany kozi Palhais, roquefort, boursin z pieprzem i wędzony żółty ser z Polski i wędliny - mortadela siciliana i francuska wędlina nazwana "Le Bacon", a wyglądająca jak wędzony schab:






Wielka miska mieszanych sałat (rukola, roszponka, karbowana, zwykła, różowa, radicchio) z pomidorami, pieczona papryka i własnoręcznie zamarynowanymi piklami. Do tego vinaigrette na oliwie, pesto i occie z jerez.
Plus białe hiszpańskie wino z regionu Ribeiro, fajne - musujące leciuteńko, trochę jak vinho verde, ale smak o wiele łagodniejszy, owocowe i bardzo "suave", praktycznie bez kwasowości:




I jeszcze na deser sernik meksykański "pay de queso" w/g Markosa, kremowy i wręcz rozpływający się w ustach, ale o nim to już w innym odcinku....