czwartek, stycznia 04, 2007

Świeże daktyle i pomidorowe curry z tygrysich krewetek


Nigdy nie próbowałam świeżych daktyli. Nawet nie wiedziałam, ze świeże są jadalne. W czasie pobytu w Maroku, czy w Egipcie też jakoś nie wpadły mi w oko. I znienacka wczoraj widzę ci ja w owocowo-warzywnym dziale El Corte Ingles ładnie zakomponowany pagórek z daktyli, a pod nimi podpis " tâmaras frescas" (świeże daktyle). Nie bardzo mi się początkowo chciało wierzyć, że one istotnie są świeże, bo wizualnie niespecjalnie się od suszonych różniły. No w każdym razie kolor miały ten sam, może trochę mniej pomarszczone były. Ale sprzedawczyni potwierdziła, że świeże, prosto z Tunezji.

Kołatało mi się gdzieś po głowie, ze widziałam jakiś przepis ze świeżymi daktylami w jednej z przeglądanych ostatnio książek z mojej przepastnej kulinarnej biblioteki, nie mogłam więc nie skorzystać z okazji i nie kupić takiego dziwactwa. W domu natychmiast ich spróbowałam i muszę przyznać, że bardziej mi smakowały niż suszone - są przede wszystkim mniej słodkie i bardziej mięsiste. I teraz zaczęły się schody - cały wieczór szukałam przepisu. Wrrrrr, ja zawsze tak mam - gdzieś mi mignie ciekawa receptura, kupię trudno dostępne ingrediencje i potem muszę zaciekle wertować cale tomy. Jak dla mnie, to każda książka powinna mieć obszerny indeks wczytywany od razu do jakiejś sprytnej bazy w komputerze. To by mi zaoszczędziło tyle czasu i tyle stresów.

Na szczęście tym razem poszukiwania zakończyły się sukcesem. Odnalazłam zgubę w książce "Hot hot hot" Paula Gayler'a. Autor pisze, że przerobił na wersję krewetkową singapurski przepis na langustę z dodatkiem tamtejszych czerwonych daktyli. Zapewnia jednak, że zwykłe daktyle sprawdzają się równie dobrze. Brakowało mi więc jeszcze tylko świeżych tygrysich krewetek. Kupiłam je dzisiaj po odwiezieniu do szkoły Lukasza w naszej mekce, jeśli chodzi o owoce morza - portowej dzielnicy Matosinhos. I wreszcie mogłam się zabrać za przygotowanie mojego dania. Powiem wam w sekrecie, ze samo wykonanie trwało dużo krócej niż moje poszukiwania przepisu ;).

Pomidorowo-daktylowe curry z tygrysich krewetek

3 łyżki oleju z orzeszków ziemnych
32 tygrysie krewetki obrane (można zostawić ogonki)
1 zielona papryka, pokrojona w 1-2 cm romby
1 czerwona papryka, pokrojona w 1-2 cm romby
1 mała czerwona papryczka chili, wypestkowana i pokrojona w plasterki
3 łyżki czerwonej pasty curry
350ml gęstego mleka kokosowego
2 łyżki sosu tajskiego sosu rybnego (nam pla)
2 łyżeczki cukru
1/2 kg pomidorów, bez skórki, pokrojonych w kostkę
12 świeżych daktyli, wypestkowanych i pokrojonych wzdłuż na pól
1 łyżka natki kolendry posiekanej
sol i pieprz do smaku

Na patelni na mocno rozgrzanym oleju przez 2-3 min obsmażyć krewetki doprawione solą i pieprzem. Wyjąć z patelni i trzymać w cieple.
Na pozostałym tłuszczu smażyć przez 3 min paprykę i chili. Następnie dodać pastę chili i podgrzewać mieszając przez 1 min. Wlać mleko kokosowe, sos rybny, cukier, pomidory i daktyle. Powoli gotować przez 5-8 min. Na koniec ponownie wrzucić krewetki i smażyć jeszcze minutę. Posypać natką kolendry. Podawać z ryżem.

6 komentarzy:

  1. Az sie rozesmialam Agusiu czytajac twoje perypetje z odnalezieniem przepisu :) Myslalam, ze tylko jak tak mam - zapalam sie do wspaniale brzmiacego przepisu, skladniki juz w lodowce a ja spanikowana szukam tego co jestem pewna powinno byc gdzies na samym wierzchu a czesto odnajduje dopiero na spodzie wielkiego stosu ksiazek przy kanapie czy dopiero nastepnego dnia jeszcze gdzie indziej :)
    Szukam dobrego systemu znaczenia ;)

    Przepis brzmi jak zwykle wspaniale - przyznam, ze tez nigdy mnie swieze daktyle nie kusily, wygladaja podobnie slodko jak suszone :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, dobry system znakowania potrzebny na gwalt, zwlaszcza przy ciagle rosnacej ilosci ksiazek, plikow itp. Troche mnie pocieszylas, ze to gubienie przepisow to nie tylko moja specjalnosc.

    A swiezych daktyli naprawde warto sprobowac. Nawet moi domownicy krecacy zwykle nosem na polaczenie slodkiego ze slonym zjedli to danie ze smakiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno teraz jak mam konkretny przepis to nie przejde kolo nich obojetnie Agusiu :)

    Tym bardziej, ze jest z jednych z moich ulubionych kuchni :)

    Aha, i postaram sie nie robic wiecej literowek - bardzo dziwnie wyglada slowo perypetie napisane przez "j" ;) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój system zaznaczania przepisów jest taki: mam kilka kolorów karteczek, czerwone sa do spróbowania JAK NAJSZYBCIEJ i to się sprawdza.
    Agusiu - przepis daktylowy jest bombowy!
    Aha, pytałaś mnie o ksiażki nt kuchni indyjskiej - polecam te o k. południowoindyjskiej. Teraz jestem niestety poza domem, ale jak będę mogła, spiszę moich ulubionych autorów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lisko, będę dozgonnie wdzięczna, bo wiem, że znasz się na tej kuchni. Ja mam kilka książek i na szczycie listy stoją "Flavours of India" Meeny Pathak i oczywiście "Mango and curry leaves". Ale ciągle szukam czegoś nowego.

    Hmmm, kolorowe karteczki mówisz... Muszę spróbować. A co oznaczają u Ciebie pozostale kolory?

    Bajaderko, kuchnia Azji poludniowo-wschodniej u mnie też ma miejsce w pierwszej medalowej trójce. To mi przypomnialo, ze mam na pólce "The Singapore Cookbook", która to książka kurzy się tam od dluższego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,spróbowałem przepisu i muszę powiedzieć że ,naprawdę pyszne.Tak jak ktoś wcześniej wspomniał sceptycznie podchodziłem do mixa słodkiego ze słonym ale że krewetki lubię to spróbowałem.Nie zawiodłem się.Miałem problem ze znalezieniem dobrych świeżych daktyli.Trzeba było się trochę naszukać ale udało się.Wybrałem najtańsze dostępne na rynku: www.najlepszedaktyle.pl POLECAM PRZEPIS!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.