sobota, grudnia 23, 2006

Uszka znad Wilii


To jest najważniejsza potrawa na naszym wigilijnym stole, gości na nim odkąd sięgam pamięcią. Bez tych uszek nie ma Świąt. Tak jest w moim domu, tak jest w domu moich rodziców i tak było zawsze w domu mojej Babci. Nie wiem ile pokoleń moich kresowych przodków, uważało tę potrawę za obowiązkową, ale lubię myśleć, że bardzo, bardzo wiele. I już oczami wyobraźni widzę wileński dom moich pradziadków i domostwo prapradziadków, zagubione gdzieś nad Wilią, "wśród pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem". Co ja piszę toć to zima była, sanna, zawierucha i opisy przyrody raczej rodem z sienkiewiczowskiego "Potopu", a nie "Pana Tadeusza". I w blasku świec wszyscy zebrani przy stole, z siankiem pod lnianym obrusem, popijali gorący barszcz, przegryzając grzybowymi uszkami. A teraz my w innym miejscu i innym czasie staramy się przeżyć ten święty czas, tak jak oni nas nauczyli.

Wracając od sentymentów do kulinariów - nie przeczę, że te uszka są bardziej pracochłonne niż takie gotowane "pierogowe". I trzymają nas w kuchni, aż do pierwszej gwiazdki. Za to ich smak rekompensuje wszystkie trudy - puszyste i chrupiące z wierzchu ciasto z pachnącym lasem nadzieniem.


Wigilijne uszka znad Wilii

liczba porcji: 60 uszek

Nadzienie:
20 dag suszonych grzybów
50 dag pieczarek
2 duże cebule
masło do smażenia
pieprz , sól do smaku

Ciasto:
50 g świeżych drożdży (lub 4 i 1/2 łyżeczki suszonych)
2 łyżeczki herbaciane cukru
1 i 1/3 - 1 i 2/3 szkl ciepłej wody
1 kg mąki
2 łyżeczki soli
2 jaja

Nadzienie:
Grzyby suszone namoczyć, gotować 15-20min ( wywar zachować do barszczu). Na maśle podsmażyć cebulkę, osobno podsmażyć pieczarki, odsączyć. Zmielić suszone grzyby i pieczarki, dodać podsmażoną cebulkę, sól i pieprz do smaku.

Ciasto:
Drożdże rozetrzeć z cukrem i dolać ciepłej wody. Pozostawić do wyrośnięcia. Zagnieść ciasto z mąki, z dodatkiem soli, jajek i zaczynu. Jeśli trzeba dodać ciepłej wody. Ja wyrabiam ciasto już od kilku lat w maszynie do chleba, ze znakomitym efektem. Cienko wałkować i wykrajać szklanką kółeczka.

Lepić pierożki. Gotowe smażyć na rozgrzanym oleju z obu stron, aż będą złote. Podawać ciepłe z barszczem wigilijnym.

Dodatkowe informacje:
Nadzienie trzeba dość mocno posolić. Ja usmażone uszka mrożę na zapas i potem po rozmrożeniu krótko odgrzewam w piekarniku lub mikrofalówce. Mój mąż z synem gotowi są je jeść przez okrągły rok.

16 komentarzy:

  1. Te pierożki przypominają mi smak dzieciństwa....Co roku goszczą na mym świątecznym stole.Dziękuję za przepis i serdecznie pozdrawiam-Joanna z Mazur

    OdpowiedzUsuń
  2. Joanno, witam Cię serdecznie na moim blogu. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jeszcze ktoś spoza mojej rodziny zna te pierożki. Zazwyczaj wszyscy się ogromnie dziwią, jak mówię że u nas w domu uszka się smaży. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi miło gościć od niedawna na tym blogu.Serdecznie pozdrawiam:)-Joanna

    OdpowiedzUsuń
  4. Poświątecznie... ;-)
    Przepis na uszka smażone jest mi dobrze znany, to są uszka z domów w rodzinie ze strony mojego taty, pamiętam, jak takie uszka robiła moja prababcia, babcia, przejęła je moja mama, a teraz smażę kresowe uszka również i ja. Jest pewna różnica w przepisie, który przejęłam - zamiast wody do ciasta dodaję śmietanę i smażę uszka w głębokim tłuszczu. Złocista, puchata, pełna grzybów pycha :-)!
    Pozdrawiam :-)
    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  5. Do świąt jeszcze trochę czasu ale szukałam czegoś dobrego do barszczu to dziś zrobię na próbę. Wyglądają pysznie:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam wszystkich bardzo serdecznie, u mnie w domu nigdy sie nie robilo pierogow ,pierozkow ani innych uszek.... przegladajac Pani bloga natrafilam na ten przepis i pierwszy raz sprobowalam zrobic uszka znad Wilji :-) okazalo sie to wielkim sukcesem ,poniewaz jako pierwsze zniknely z wigilijnego stolu. Dziekuje za przepis :-)Zycze wszystkim czytelnikom oraz pani, Pani Agnieszko wszystkiego najlepszego w Nowym Roku . Paulina

    OdpowiedzUsuń
  7. Pani Paulino, niezwykle miło mi to słyszeć, że moja najukochańsza i najbardziej tradycyjna potrawa wigilijna odniosła taki sukces również w Pani domu. Dziękuję za życzenia i również życzę wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam ponownie ! Pozwolilam sobie zamiescic Pani przepis na mojej stronie kulinarnej www.agustomio.com ktora prowadze od bardzo niedawna. Pisze tam po wlosku i po polsku. Oczywiscie podalam zrodlo pochodzenia przepisu zamieszczajac link do Pani strony, i ze to Pani jest autorka przepisu.Zrobilam te uszka z miesem wykorzystujac przepis na Pani ciasto. Choc na mojej stronie jest na razie doslownie kilka przepisow to zapraszam Pania do odwiedzenia mojej strony, moze w przyszlosci znajdzie Pani tam cos co bedzie godne Pani uwagi . Zapraszam .Paulina

    OdpowiedzUsuń
  9. W tym roku kolacja wigilijna bedzie w domuu mojego starszego syna.Zmodernizowana troche zmodernizowana. bo przygotowywana przez narzeczona mojego syna0btytyjke z pochodzenia. ;) Wiem np, ze beda ruskie pierogi.Tu w kanadzie inne -poza polska lub ukrainska spolecznoscia nie sa znane, czy popularne.Ale i tak postanowilam , ze zrobie te nasze- tradycyjne, do ktorych nasi kanadyjscy kuzyni zdazyli sie przyzwyczaic i juz nie boja sie ich jesc;)
    No tak -tu grzyby jadalne to pieczarki. Inne te z lasu to trujace, a w najlepszym przypadku" "grzybki szczescia";)
    Ale nie o tym chcialam. Usiadlam do komputera, bo po "pierogowaniu" zostalo mi sporo farszu i tym razem postanowilam , ze nie bede kleic uszek do barszczu. I choc wiem , ze syn pewnie barszcz zrobi to moze sproboje go namowic, zeby tym razem podano go w filizankach. I tak sobie myslalam, ze kiedys potrafilam zrobic paszteciki wlasnie krucho drozdzowe. I udawaly sie ( bo ja choc gotowac potrafie to do wypiekow mam antytalent i nawet gotowe ciasto z pudelka mi nie wychodzi);) Ale paszteciki udawaly sie tylko przepis zgubilam, a tu prosze- dokladnie taki jaki mi sie po glowie kolatal;)
    Dziekuje Agnieszko;)

    kamila z Calgary

    OdpowiedzUsuń
  10. Kamilo, cieszę sie bardzo, że znalazłaś przepis, którego szukałaś. Tu z grzybami jest podobnie. Pieczarki, shiitake i suszone porcini. W lesie nikt niczego nie zbiera. Pierogów gotowanych też nie znają. Za to robią coś podobnego do tych moich smażonych uszek, tyle że nadziewają ... krewetkami. Gdybyś potrzebował klasycznych pasztecików to są tutaj: http://www.kuchnianadatlantykiem.com/2009/12/paszteciki-krucho-drozdzowe-z-kapusta-i.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam :D W moim domu smażone uszka to element nieodzowny, który zawsze stanowił o prawdziwym smaku świąt! Rokrocznie są lepione rodzinnie i liczone tak, aby za każdym razem było co najmniej jedno więcej :D moja rodzina także w połowie pochodzi z kresów, więc to tradycja, z tym że ciasto do uszek nie jest u nas drożdżowe, a same uszka mają łączone ze sobą dwa rogi. Pozdrawiam i życzę wesołych świąt!! Andrzej Zachodniopomorskie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam wątpliwość - czy te uszka najpierw się gotuje a następnie smaży czy od razu surowe na patelnie się kładzie?????
    Pozdrawiam



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uszka są z ciasta drożdżowego, smaży się je surowe, nie trzeba ich gotować. Pozdrawiam.

      Usuń
  13. Te uszka to numer jeden również w moim domu są od zawsze.Mój dwudziestoletnie syn mówi tak wymyślają co chcesz ale uszka muszą być i musi ich wystarczyć przynajmniejna drugi dzień na śniadanie. Pozdrawiam Jola:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, strasznie mi miło, gdy dostaję wiadomość od kogoś kto zna te uszka i tradycyjnie je przygotowuje na Święta. U nas też musi ich starczyć co najmniej na dwa dni. Pozdrawiam świątecznie.

      Usuń
  14. Mam 67 lat i nie pamiętam żeby na wigilii nie było tych uszek. W mojej rodzinie są od ponad 200 lat Robimy trochę inaczej i broń Boże nie profanujemy pieczarkami.Też obowiązkowo zostają na drugi dzień.Polecam przepis
    wypróbowany od setek lat na blogu kosapopatelni.pl

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.