wtorek, grudnia 19, 2006

Którędy najbliżej do Starbucks?




Dzisiaj będą reminiscencje z tego samego hiszpańskiego weekendu, o którym już tu wspominałam, ale tym razem z małym bożonarodzeniowym akcentem.

Otóż Madryt ostatnio bardzo się zamerykanizował. Zauważyliśmy to już latem, w czasie długich godzin spędzanych na tamtejszym lotnisku. Na hiszpańskie terytorium wkroczyła między innymi kultowa sieć Starbucks. Kultowa przynajmniej dla nas - od pierwszego łyka tej pysznej kawy jesteśmy ich wiernymi klientami. Nawet mój syn - jeszcze nie kawosz przecież (choć tu w Portugalii wiek, nie stanowi przeszkody w piciu kawy, na dowód czego załączam zdjęcie; przepraszam za jakość -mąż robil trochę z ukrycia, a dziecko się wiercilo, chyba juz w kofeinowym pobudzeniu ;) ) też jest wielbicielem ich waniliowego i truskawkowego frapuccino. Wykorzystujemy każdy wjazd na hiszpańskie terytorium, żeby się opić na zapas starbucksową kawą, bo do nas niestety jeszcze nie dotarła.


Jestem trochę zdumiona, jak szybko się w Hiszpanii te kawiarnie rozmnożyły. Tu na południu Europy, gdzie kawa to zazwyczaj mikroskopijne espresso z maleńkiej filiżanki, za to z niebotyczną ilością kofeiny, nagle wszyscy piją - bądźmy szczerzy - kawowe koktajle z plastikowych wielkich kubasów. Jak to się mogło stać ? Ja myślę, że powód jest prosty - kawa ze Starbucks jest po prostu pyszna. Mimo, ze tak różna od śródziemnomorskiego kawowego wzorca, święci triumfy moim zdaniem nie dzięki kawie sensu stricte, bo idealnie zaparzoną i doskonałą gatunkowo café, można tu znaleźć na każdym rogu. To może będzie trochę dziwne, co powiem, ale ich tajemnica tkwi w dodatkach - tych wszystkich spienionych mlekach, bitych śmietanach, cynamonach, wiórkach czekolady, płynnych karmelowych sosach i wielu, wielu innych. Dla mnie kawa ze Starbucks jest już właściwie deserem.

Sama firma ujmuje mnie jeszcze tym, że mimo iż już gigantyczna, nie chce być zwykłym kawowym fast-foodem. Ideą założyciela pana Schultza było stworzenie miejsc gdzie z kubkiem dobrej kawy możemy poczytać książki lub gazety, posłuchać muzyki i poserfować w necie. Każda kawiarnia ma wolną rękę przy podejmowaniu decyzji związanych z wystrojem wnętrz, organizacją pracy. Tylko kawa ma być wszędzie taka sama.

Teraz w dodatku z okazji zbliżających sie Świąt mamy, jak to ostatnio wszędzie w modzie, kawy z "limited Christmas edition". I możemy się delektować Toffee Nut Latte, Mocca Praliné i Gingerbread Latte. Ta ostatnia jest z okruszkami piernika i szczyptą gałki muszkatołowej.

Przepisy na ich pyszne kawy znalazłam tutaj.
A to jest moja domowa wariacja na temat:



Vanilla caffee latte

Do naszego ulubionego kawowego kubka wlewamy:
1 łyżkę ekstraktu waniliowego
1 "shot" espresso
Dopełniamy spienionym mlekiem. Posypujemy cukrem waniliowym i wiórkami czekolady.
Delektujemy się czytając coś miłego (ja trzeci tom "A Song of Ice and Fire" George'a R.R. Martin'a) lub buszując po necie.

3 komentarze:

  1. Ale mi Agusiu narobilas ochoty na dobra kawke....hmmm.... Jesli chodzi o kraje europejskie, to faktycznie ich amerykanizacja nastepuje w ogromnym stopniu (i tu wyglosze opinie dla wielu pewnie niepopularna i szokujaca:) z czego bardzo sie ciesze. Po moim ostatnim pobycie w Anglii zostalo mi nieodparte wrazenie, ze bylo tam wiecej tych wszystkich Starbuks, Dunkin Donuts, Subways, Taco Bells etc. niz w samej Ameryce:) Ale Anglicy widać z tego wiedza co dobre:)

    Co do (rowniez mojej ukochanej)kawki ze Starbucks, moge jeszcze dodac, ze upodobalam sobie strasznie fakt, ze pyszna kawke mozna zabrac ze soba w tym duzym papierowym kubasie i wlasnie ten element zrobil chyba najwieksza furore w Stanach. Ludzie spacerujacy, badz raczej spieszacy sie na ulicach,
    gdzies w jakims wielkim amerykanskim miescie, z tymi kubasami w rekach, to dla mnie strasznie sentymentalny widok. Moim zdaniem ma to swoj nieodparty urok, no a kawa......rzeczywiscie przepyszna....ale sie rozmarzylam..:)

    Marta

    P.S. dziecko z kawa niesamowicie nas ubawilo. Portiugalczycy to sa dopiero kawosze:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja sie doloze z mojej strony linkiem do ekranizacji Georga Martina. Ciekawie sie czyta, majac postacie przed oczyma. Dobor Lanisterow - perelka :-).

    http://www.makinggameofthrones.com/production-diary/tag/video

    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  3. Andrzej, dzięki za ten link! Nawet nie wiedziałam, że już jest pilot serialu. Obsada rzeczywiście wizualnie dobrze się zapowiada. Ja lubię najpierw przeczytać, a potem obejrzeć i porównać sobie moje i twórców filmu wyobrażenia o książce.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.