czwartek, grudnia 14, 2006

Grudniowy Madryt

Puerta de Alcalá

Wybraliśmy się w zeszły "długi weekend" do Madrytu. Przed Świetami hiszpańska metropolia jest przepięknie oświetlona i tętni życiem. Głównym naszym celem była wizyta w Prado. Naczytaliśmy się i naoglądaliśmy "Malarstwa bialego czlowieka" Lysiaka i nie mogliśmy nie zauważyć, ze co trzeci prezentowany w książkach obraz pochodzi właśnie z tego muzeum. Kolekcja malarstwa jest tam imponująca, ale na szczęście nie dorownuje wielkością Luwrowi, co pozwala delektować się z większym spokojem poszczególnymi perełkami.

Nam chyba najbardziej przypadl do gustu obraz "Zdjecie z krzyza" Van der Weyden'a. Mimo, ze uczuleni juz przez Lysiaka na niezwykla maestrie pedzla tego XVI-wiecznego Holendra , jednak stanelismy przed tym obrazem oniemiali. Kompozycja jest doskonala, kolory przecudne, ale chyba najbardziej malarz slynie z umiejetnosci przedstawiania faktury tkanin. Ponoc trudno znalezc w calej historii malarstwa drugiego takiego mistrza w tej dziedzinie. Trzeba otwarcie powiedzieć, ze żadna reprodukcja nie jest w stanie oddać jego geniuszu nawet w połowie. Koniecznie trzeba to zobaczyć gołym okiem. Futra na obrazie są tak miękkie i puszyste, ze chciałoby się w nie wtulić twarz, atlasy aż szeleszczą, brokatowe draperie mienia się, a aksamit chciałoby się pogłaskać.


Zauroczyła nas tez ekspozycja "Lo fingido verdadero", co w wolnym tłumaczeniu oznacza imitacje rzeczywistości. Ta wystawa była nawet trochę kulinarna - kiście winogron jak zerwane z krzaka, czereśnie aż błyszczące od soku, bażanty i zające jak żywe (hmmm, tu chyba mijam sie z prawda, toć to przecież martwe natury, w pełnym tego słowa znaczeniu, dopiero co ustrzelone).

Długo by jeszcze można pisać o innych zgromadzonych tam rarytasach - ogromnej kolekcji Goyi, Velazqueza, El Greco. Nawet o plebejsko-enigmatycznej przedziwnej "Kobiecie z broda" Jose Ribeiry. Żeby nie zginać z nadmiaru wrażeń staraliśmy się nawet nie spoglądać w stronę pobliskiej galerii Tyssen. To będzie dobra wymówka na następna wizytę w Madrycie.


Plaza de Oriente

Oprócz pokarmu dla duszy raczyliśmy się tez bardziej treściwymi specjałami. W ciągu dnia włócząc się po mieście podjadaliśmy tapas, za to wieczorem przychodziła nam ochota na jakiś bardziej konkretny posiłek. Jak się okazało dostać się do restauracji w stolicy Hiszpanii w grudniowy sobotni wieczór nie jest sprawa łatwa. Po pierwsze - praktycznie każdego dnia w tygodniu na ulicach w centrum Madrytu od godziny 8.00 wieczorem jest taki tłum, jak na koncertach największych gwiazd estrady. Morze ludzi płynie po chodnikach, rzeka samochodów toczy się po ulicach (toczy się bardzo powoli zazwyczaj, ogłuszająco trąbiąc w dodatku). Po drugie - przed każdym bardziej popularnym barem i restauracja stoi kolejka do wejścia. My oczywiście w tym wszystkim beztrosko bez rezerwacji ...


Jakimś cudem, w bocznej uliczce niedaleko Plaza de Santa Ana znaleźliśmy marisqueire (knajpkę specjalizująca się w owocach morza), gdzie na stolik czekaliśmy jedynie 3 kwadranse (!). Niewątpliwie z korzyścią dla właściciela, bo apetyty, jak już osiedliśmy, mieliśmy wilcze. Fakt faktem, ze tak wspaniałych camarones, gambas, cigalas i langostinas już dawno nie jedliśmy. Wszystko, jak na Hiszpanie przystało, bardzo ascetycznie przyprawione, żeby nie zagłuszyć smaku samych morskich specjałów. Podziwiałam grupę szczupłych Hiszpanek w średnim wieku zmiatająca talerz za talerzem i podlewających "marisco" chyba czwarta z kolei butelka Albariño.



Wizyta w restauracji to oczywiscie nie moze byc koniec wieczoru. To miasto zyje noca, nasi krewni mieszkajacy tu od lat zawsze powtarzaja, ze prawdziwe jest polskie przyslowie "Zycie jak w Madrycie". Swoje "passeo" po barach Hiszpanie potrafia zakonczyc o 4.00 nad ranem. Jest w tym wszystkim jednak maly dysonans, ktory mi troche utrudnia korzystanie z wachlarza madryckich atrakcji. Hiszpanie pala jak smoki i krzycza jak opetani. Szczesliwie restauracje maja zwykle sale dla niepalacych, co nie dotyczy niestety barow. My wiec wybralismy po kolacji spacer po miescie, a jego poklosiem jest te kilka zdjec.

1 komentarz:

  1. Moja lista "hitów" Prado:

    1.Van der Weyden
    2.Niesamowita seria niebieskawych krajobrazów Patinira ( na sali, gdzie tłum kłębi się / nie wiadomo dlaczego / przy Boschu )
    3.Giotto ( 1330 rok )
    4.Goya "Pies"
    5.Velazques( Poddanie Bredy, ale przede wszystkim Krolewska Rodzina )
    6.Seria w lesie Uccelli.


    Rozczarowania:
    1.Durer / Portret własny /
    2.Ciemne malarstwo Goyi
    3.Bosch

    Maciek

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.