
Kupiłam wczoraj sporo dojrzałych i pachnących gruszek odmiany "rocha". Większość zjedliśmy tak po prostu, rozkoszując się każdym soczystym kęsem, ale trochę jeszcze mi ich zostało w wiklinowym koszu. Postanowiłam więc zrobić jakieś "leniwe" ciasto. Padło na tarteletki, bo poniewierały mi się w zamrażarce resztki różnych kruchych ciast, z niewiadomych już przepisów i w trudnej do określenia ilości.
Tarteletki z gruszkami i migdałowym kremem
Wylepiłam więc ciastem foremki, które miałam pod ręką. Podpiekłam 12 min w piekarniku w 180ºC i zaczęłam dumać nad nadzieniem. Pokroiłam gruszki w plasterki, skropiłam sokiem cytrynowym i starłam na nie odrobinę skórki z cytryny. Do środka małych tarteletek oprócz gruszek dodałam też poplasterkowane jabłka , trochę dla kontrastu smakowego, a bardziej dlatego, że mi już gruszek zaczynało brakować.
Zalałam te owocowe skarby miksturą z 2 jajek z 1/4 szkl cukru z drobinkami prawdziwej wanilii, szklanką śmietanki kremówki i 1/4 szkl zmielonych migdałów. Dopiekłam jeszcze tarty ok. 20min do pół godzinki (w zależności od wielkości foremek), aż im się zezłociły wierzchy.
Wylepiłam więc ciastem foremki, które miałam pod ręką. Podpiekłam 12 min w piekarniku w 180ºC i zaczęłam dumać nad nadzieniem. Pokroiłam gruszki w plasterki, skropiłam sokiem cytrynowym i starłam na nie odrobinę skórki z cytryny. Do środka małych tarteletek oprócz gruszek dodałam też poplasterkowane jabłka , trochę dla kontrastu smakowego, a bardziej dlatego, że mi już gruszek zaczynało brakować.
Zalałam te owocowe skarby miksturą z 2 jajek z 1/4 szkl cukru z drobinkami prawdziwej wanilii, szklanką śmietanki kremówki i 1/4 szkl zmielonych migdałów. Dopiekłam jeszcze tarty ok. 20min do pół godzinki (w zależności od wielkości foremek), aż im się zezłociły wierzchy.




3 comments: