sobota, listopada 18, 2006

Aksamitny chleb fasolowy



Pieczenie chleba to od 3 lat moja wielka pasja. Odkad kupilam maszyne do chleba nie ma tygodnia, a czesto i dnia, bez swiezego pieczywa w naszym domu.
Jest cos magicznego w calym procesie przygotowania ciasta, jego rosnieciu i pieczeniu. Pewnie byloby jeszcze bardziej czarodziejsko, gdyby wyrabiac ciasto reka w dziezy i zostawiac do rosniecia w cieplej sieni. Potem wkladac bochenki, ulozone na lisciach lopianu, drewniana lopata do prawdziwego wiejskiego pieca chlebowego opalanego bukowymi polanami. Z wyzej wymienionych mam tylko chlebowa lopate..... Coz to juz XXI wiek jakby nie bylo, ale pomarzyc o nastrojowym wypiekaniu chleba zawsze mozna.
Ale i w XXI wieku uda sie troche uszczknac dla siebie z tego nastroju. Wystarcza dobre checi, ciutka kuchennego planowania, i nie bede oszukiwac, ze i technologiczne udogodnienia warto docenic. I rach ciach juz sie wysuwa z naszego domowego piekarnika niekonczacy sie sznur rumianych przennych bochenkow, najezonych ziarnami razowcow, wyplatanych chalek, chrupiacych buleczek. Mozliwosci sa nieskonczone....

Dzisiaj po raz drugi juz upieklam chleb bardzo nietypowy, ale znakomity w smaku. Bo ktoz by sie spodziewal fasoli w pieczywie. A jednak.... Ten chleb ma naprawde wyjatkowy miazsz - wilgotny, sprezysty, dlugo swiezy. A wszystko wlasnie dzieki temu sekretnemu skladnikowi, ktorego obecnosci zaden konsument chleba sie nie domysli, dopoki my piekarze nie wylozymy mu "kawy na lawe". Przepis pochodzi z ksiazki "Home baking" Alforda i jak zwykle zostal lekko przeze mnie zmodyfikowany.

Aksamitny chleb fasolowy

1 i 1/2 lyzeczki drozdzy suszonych
1 szkl letniej wody
2 szkl fasoli (navy beans - biala z czarna plamka) ugotowanej i odsaczonej (moze byc z puszki)
1 szkl maki pszennej razowej
1 lyzka oliwy
1 lyzka soli morskiej
2 lyzki stolowe szczypiorku (opcjonalnie - ja wole bez)
2 szkl maki pszennej

maslo i otreby do wysypania foremek

Fasole miksujemy na gladka paste w malakserze. Wyrabiamy wszystkie skladniki w maszynie na programie "Dough". Zostawiamy do wyrosniecia, az podwoi swoja objetosc (moje ciasto roslo w maszynie ok. 1 godz.). Dzielimy na pol. Splaszczamy kazda polowe, zwijamy w rulon, podwijamy konce pod spod i wkladamy do natluszczonych maslem i wysypanych otrebami foremek. Nacinamy wzdluz. Zostawiamy do drugiego rosniecia, az ciasto wypelni foremki (na ok. 45 min). Pieczemy na kamieniu w piekarniku nagrzanym do 200ºC, lekko spryskujac woda. Po 20 min zmniejszamy temp. do 180ºC i pieczemy jeszcze przez 30 min lub az bochenki postukane w spod wydadza pusty dzwiek. Wyjmujemy z foremek i zostawiamy na siatce do calkowitego wystudzenia.

Nam ten chleb szczegolnie smakowal z pasztetem i pieczonym miesem, z plasterkami kiszonych ogorkow na wierzchu.

2 komentarze:

  1. Zgadzam się. Pieczenie chleba to magia. Ja nie wyobrażam sobie już kupowania pieczywa w sklepie, bo robienie go w domu jest cudownym doswiadczeniem. Każdy jego etap, zagniatanie, oczekiwanie i nagroda w postaci bochenka wypełnionego miłością, pachnącego domem.
    Czysta przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  2. To fakt, ja tez juz od dawna przestalam kupowac pieczywo, tak jak ty Lisko. Po kilkunastu pierwszych bochenkach robia sie te chleby w naszym domu jakos mimochodem. ;) Ale magia pozostaje.I tak jak piszesz zapach pieczonego chleba to najprawdziwszy i najpiekniejszy domowy aromat.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wizytę na blogu i komentarze.